czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 14.

<Marcela>

Z lotniska odebrała mnie Paulina. Sama do niej dzwoniłam żeby przyjechała po mnie bo nie chciałam tłuc się po nocy autobusem. Na szczęście na moją Rudą zawsze można liczyć i ta bez problemu zgodziła się odebrać mnie i odwieźć do domu. Ucieszył mnie jej widok ale wystraszyła mnie jej mina, wiem że mam przerąbane i zaraz się zacznie.

-Jak mogłaś tak wyjechać, nie dawać znaku życia. Martwiłam się głupku!!- mocno mnie przytuliła
-Przepraszam obiecuję że to był ostatni raz.
-No ja myślę. Chodź jedziemy do domu.- ruszyłyśmy w stronę mojego auta
-Jasne. Chcę już do domu.- zgodziłam się
-No to powiedz pomógł ci ten wyjazd?!- spytała opuszczając parking
-Bardzo, nabrałam dystansu i wyciszyłam się.
-No to dobrze że chociaż ty na tym dobrze wyszłaś.
-O czym ty mówisz?!- zdziwiłam się
-No Michał jest w trochę gorszym stanie. Widziałam go ostatnio i trochę go ta twoja ucieczka przybiła.
-Wiem że muszę z nim pogadać, zrobię to jutro.
-Koniecznie, on bardzo przeżył ten twój wyjazd tym bardziej że pojechałaś do Bartka.
-Wiem ale bałam się konfrontacji z nim a teraz jestem pewna tego co chcę mu powiedzieć.
-Co zdecydowałaś?!
-Dowiesz się niedługo.
-To znaczy kiedy?!
-Jutro na jego meczu z Resovia.
-No co ty?! Idziemy na mecz. Skąd masz bilety?!
-Kuraś załatwił na moją prośbę. Wiesz co jestem strasznie zmęczona. Prześpię się trochę ok?!
-Nie no jasne, śpij.

Paulina obudziła mnie jak tylko dojechaliśmy do jej domu. Wysiadła u siebie a do domu swojego dojechałam już sama. Wzięłam torby i zadowolona weszłam do tak dawno niewidzianego budynku. Wszystko było jak trzeba, nic nie naruszone tak jak zostawiłam. Wyjęłam jeszcze pocztę ze skrzynki i szybko poszłam pod prysznic. Po wyjściu spod prysznica szybko sprawdziłam pocztę a potem od razu poszłam spać. Jestem totalnie zmęczona a jutro mam spotkać się z Michałem i z nim pogadać.

Obudziłam się wyspana i w bardzo dobrym nastroju. Szybko się ubrałam w dreski i ruszyłam biegać. Muzyka w słuchawkach sprawiała że cały czas się uśmiechałam i szybko zleciały mi te 7 km po czym wróciłam do domu. Zjadłam tosty na śniadanie i wzięłam prysznic. Założyłam na siebie to i szybko pojechałam do pracy. Martynka jak zwykle ucieszyła się na mój widok a szefowa dała nowy grafik. Zmiana zleciała bardzo szybko. Napisałam Paulinie że o 18;00 ma być gotowa przy furtce bo inaczej jej nie biorę i po skończonej zmianie szybko wróciłam do domu. Wzięłam szybki prysznic i założyłam na siebie nowy strój i szybko wyszłam z domu. Wsiadłam w samochód sprawdziłam jeszcze czy mam wejściówki na mecz i ruszyłam w stronę domu Pauliny.
Na mecz dotarłyśmy idealnie w samą porę. Ludzi jak zwykle sporo ale bez problemu znalazłyśmy swoje miejsca, Bartek załatwił te przy samym boisku. Niecierpliwie czekałam na wyjście siatkarzy Jastrzębia, a konkretnie na wyjście jednego z nich. Już chciałam zobaczyć te jego duże oczy i uśmiech. Po chwili jednak sprowadziłam się na ziemię. No bo Marcela co ty wyprawiasz.! Powiedziałam w myśli. Nie minęło jakieś 5 minut a pojawili się. Od razu wyparzyłam tego którego szukałam i zabolała mnie to. Nie był taki jakiego go poznałam, był przybity i zmarnowany.

-To twoja wina.!- powiedziała do mnie koleżanka
-O czym ty mówisz?
-Załamał się bo wyjechałaś.!
-Aż tak?- zdziwiłam się
-Nic mu nie idzie, jest najgorszy w drużynie. Trener prawie w ogóle nie wpuszcza go już na boisko.
-Serio? Jezu, dlaczego tak?
-Bo cię kocha  a ty go zostawiłaś. Zrozum wkońcu.!
-Muszę z nim pogadać wyjaśnić mu...- chciałam ruszyć się z miejsca
-Nie teraz. Po meczu to zrobisz. Tak będzie lepiej.!- zatrzymała mnie
-Ok tak zrobię. Jeśli tylko nie stchórzę.!

<Michał>

Kolejny mecz i kolejna moja porażka. Wczoraj myślałem że ona wróciła a jednak nikogo nie było w domu. Jej wiadomość podniosła mnie lekko na duchu ale i tak to że wyjechała z Bartkiem było gwoździem do mojej trumny.
Wyszliśmy na boisko, dziś u nas gramy z Sovią i liczymy na wygraną ale wiem że znowu się nie popiszę. Co dziwne trener każe mi się rozgrzewać więc posłusznie to robię.
Zaczynamy mecz, na razie siedze na ławce i patrzę na walkę kolegów. Pierwszy set pada łupem Resovi (22;25). Trener dokonuje kilku zmian lecz ja nadal siedzę na ławce i niestety drugiego seta też oddajemy rzeszowiakom (21;25).
Co mnie teraz dziwi? Trener wywołuje mnie i każe wchodzić na boisko. Szybko podnoszę się z miejsca siedzącego i wchodzę ku swemu wielkiemu zdziwieniu.
Trzeci set jest ciężki. Chłopaki z Reszowa chcą to szybko zakończyć jednak nie dajemy się i wygrywamy go (24;26). Czuję w sobie jakąś wewnętrzną siłę i motywację tak jakbym czuł czyjeś wsparcie. Kogoś bliskiego mi i ważnego. Walczę o każdy punkt i to w sumie dzięki mnie zdobyliśmy czwartego seta (23;25).
Nadszedł czas na Tie-break. Wszyscy wstrzymujemy oddech. Obie drużyny walczą punkt za punkt. Jest ciężko jednak to my mamy szansę wygrać ten mecz, wystarczy tylko zdobyć ostatni punkt. Płynnie wykonujemy akcję którą zgrabnie kończę, tylko gdy wracam na ziemię coś jest nie tak. Czuję tylko ogromny ból i szybko upadam na boisko. Źle stanąłem nogą i skończyło się to nie ciekawie. Wszyscy z drużyny już przy mnie są.

-Wygraliśmy?- jęknąłem
-Tak, Misiek ogarniasz to, pokonaliśmy ich.!- obok mnie kucnął Wojtaszek
-To zajebiście.!- uśmiechnąłem się cierpko
-Nie martw się fizjo już jest zaraz ogarnie tą twoją nogę.
-Super, ty wiesz czuję się jak bohater.!- uśmiechnąłem się przez ból
-Jesteś nim, MVP jest twoje stary.!
-Dzięki.! Możesz je sobie wziąć.!- powoli usiadłem
-O ja pierdole.!- powiedział kumpel patrząc w stronę trybun
-Co jest? Ducha zobaczyłeś?- spytałem go
-To ona.! Michał to ta twoja laska.! Marcela.!- pokazał mi palcem na co zerwałem się na równe nogi ale szybko wróciłem do poziomu
-Nie pozwól jej odejść błagam cię.!- zrobiłem mu kocie oczy
-Nie muszę, ona tu idzie.!- odpowiedział
-Cześć.!- przerwała nam
-Marcela?!- uśmiechnąłem się szeroko
-Cześć Misiek, bardzo cię boli?- spytała
-Tylko trochę, Damian pomóż mi wstać.!- podałem rękę koledze a ten pociągnął mnie w górę
-Musimy porozmawiać. Chcę ci wytłumaczyć.- zaczęła
-Wiem, też chcę wszystko wyjaśnić.- odpowiedziałem
-To co może ja cię odwiozę co?
-Yyy no w sumie było by miło, w tym stanie nie wrócę na piechotę.!- spojrzałem na nią z uśmiechem
-To idź ogarnij się i cię odwiozę.

Szybko sunąłem po swoje rzeczy. Niczym gepard jakiś ogarnąłem się i wyszedłem. Nie chciałem żeby mi uciekła.
Szybko wyszliśmy z hali, jej auto znajdowało się blisko wejścia co mnie z deka zdziwiło. Szybko wsiadłem na miejsce pasażera a ona za kierownicą.

-Dawno rezerwowałaś bilety. Żeby mieć takie miejsce trzeba...- zacząłem
-Bartek mi to załatwił.- odpowiedziała patrząc na mnie
-Rozumiem.
-Pogadamy w domu ok?- spytała
-Ok, tak będzie lepiej.

Bez słowa Marcela kierowała się w stronę mojego domu. Niezręczną ciszę zapełniało tylko włączone radio i ciche nucenie przez nią piosenek. Gdy dojechaliśmy ta uparła się wziąć moją torbę bo to że ledwo szedłem do drzwi nie dodawało mi męskości. Otworzyłem dom i weszliśmy do środka. Zrzuciłem z siebie zbędne ubrania i usiedliśmy w salonie.

-Napijesz się czegoś?- spytałem grzecznie
-Masz sok? Chyba bez przepicia to co chcę ci powiedzieć nie przejdzie mi przez gardło...- odpowiedziałam
-Ok, już daję.!- wstałem i po chwili podałem jej szklankę z pomarańczowym sokiem
-No dobra to pora żeby...- zaczęłam
-Mów bo nie zniosę tej niepewności. Chcę mieć to za sobą.!- odpowiedziałem
-Misiek ja...- zaczęła


---------------------------------


Jestem :)
Następny będzie dłuższy obiecuję...
Widzimy się za dwa dni z nowym rozdziałem.!
Do następnego.:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz