środa, 30 lipca 2014

Rozdział 22.

<Marcela>

Pojutrze jest ten cholerny wyjazd a ja dalej jestem w kropce. Pogodziłam się już z myślą że będę musiała wyjechać. Przestałam spotykać się z Michałem, nie chcę bardziej cierpieć podczas naszego rozstania.
Kubiak dzwonił i pisał ale mówiłam mu że jestem chora i dlatego nie mogę się z nim widzieć. Wiem że robię mu przykrość.  Nic na to nie poradzę że nie znalazłam mieszkania  do wynajęcia a rodzice nie zmienili zdania.
Usiadłam w salonie sprawdzając w internecie kolejne ogłoszenia w sprawie mieszkania kiedy do mieszkania wparował mi zły Michał.

-Marcela?- krzyknął w wejściu
-Jestem w salonie.!- odpowiedziałam
-Marcela..- podszedł i od razu mnie przytulił
-Co się stało?
-Dlaczego mnie unikasz?- spytał
-Co ty mówisz? Nie unikam cię.- odpowiedziałam bez przekonania
-Przestań. Spójrz mi w oczy...- podniósł mi podbródek
-Michał, bo ja nie chcę się do ciebie przywiązywać. Za dwa dni wyjeżdżam i nie chcę cierpieć przy naszym rozstaniu.
-To nie jedź.!
-Co ty mówisz? I gdzie zamieszkam. Próbowałam coś znaleźć ale nadaremnie...
-Zamieszkaj ze mną.- wzruszył ramionami
-Co? Ty mówisz poważnie?
-Całkowicie.- uśmiechnął się
-Ale twoje mieszkanie jest małe, jak my się tam pomieścimy? To zły pomysł.!- westchnęłam
-Ale to tylko do momentu kiedy zacznę grać w Rzeszowie. Znajdę tam coś dużo większego i się przeprowadzimy.
-Jesteś tego pewien?
-Oczywiście. Zbieraj swoje rzeczy i jedziemy...
-Kocham cię Michał.- pocałowałam go w usta
-Ja ciebie tez mała...

Michał zaczął wynosić do auta kartony z moimi rzeczami a ja wkońcu zaczęłam się uśmiechać.  Cieszę się że zostanę w Jastrzębiu z tymi których kocham. Widziałam jak Michał uśmiecha się do mnie czule i ja sama też nie mogę powstrzymać się od bezsensownego uśmiechania się.
Dopiero gdy zobaczyłam auto rodziców na podjeździe wzięłam głęboki wdech i przygotowana na kłótnię z rodzicami chwyciłam Miśka za rękę.

-To może ja wyjdę. Nie chcę robić ci problemu...- powiedział
-Zostań. Potrzebuję wsparcia...- spojrzałam na niego czule
-Dobrze. Masz mnie całego i moje wsparcie.

Chwilę potem do do domu weszła matka. Zaraz za nią w drzwiach pojawił się ojciec a ich miny zwiastowały burzę. Spojrzałam na Michała i widząc jego oczy pełne miłości do mnie byłam gotowa na wszystko.


<Michał>

Postanowiłem że Marcela zamieszka ze mną. Od razu ją o tym poinformowałem a ona się ucieszyła i oczywiście zgodziła. Od razu zaczęliśmy ją pakować, byłem szczęśliwy że będę ją miał na co dzień tylko dla siebie. Niestety kiedy mieliśmy wychodzić do domu wrócili jej rodzice. W gardle zrobiła mi się wielka gula ale kiedy Marcela poprosiła mnie o wsparcie wziąłem głęboki wdech i postanowiłem walczyć o nas z jej rodzicami.

-Co tu się dzieje?- spytała matka Marcelki
-Nigdzie z wami nie jadę.!- odpowiedziała zdeterminowana Marcela
-Słucham?- wtrącił ojciec
-Jeśli państwo pozwolą to chciałbym..- postanowiłem się wtrącić
-To nie twoja sprawa. Marcela coś ty wymyśliła.!- uciszyła mnie jej matka
-Nie odzywaj się tak do Michał. Wymyśliłam że nie wyjeżdżam. Nie chcę nigdzie jechać i nie jadę. Proste.!- odpowiedziała spokojnie Marcela
-Tak i gdzie zamieszkasz co? Może u niego?- spytał ojciec
-Tak u niego. Jeszcze jakieś pytania bo się śpieszymy?
-Marcela ty jedziesz z nami. Tu nie ma dyskusji...
-Mamo czy ty rozumiesz że jestem pełnoletnia. Nie możecie mną rządzić.!
-Jesteś pewna tego co robisz. Wiesz że jeśli nie wyjedziesz to...
-Wiem zero kasy i wsparcia z waszej strony. Czyli niewiele się zmieni. Michał ychodzimy.!- Marcela ruszyła w stronę drzwi
-Jeśli stąd wyjdziesz to już możesz nie wracać.!- krzyknęła jej matka
-Nie zamierzam do was wracać.!- odkrzyknęła jej Marcela

Widziałem że Marcela jest bliska płaczu ale odgrywa silną. Chciałem żeby jechała ze mną autem ale stwierdziła że musi zabrać swoje auto więc pojedzie swoim. Przez chwilę się sprzeciwiałem ale postanowiłem że nie będę jej dodatkowo denerwował.

Dopiero gdy przynieśliśmy wszystkie kartony do mojego mieszkania Marcela usiadła na kanapie i zaczęła płakać. Wystraszyłem się trochę i szybko do niej podszedłem:

-Ejj co jest skarbie?- spytałem
-Teraz dopiero widzę że oprócz ciebie, Pauliny i dziadków nie mam nikogo.!- wytarła łzy
-Nie płacz. Ułoży się wszystko i będzie dobrze zobaczysz.
-Dziękuję ci Michał.!- wtuliła się we mnie
-Za co mi dziękujesz?
-Za to że jesteś. Że mnie nie zostawiłeś.!
-Nigdy cię nie zostawię. Kocham cię mała.!- pocałowałem ją w czubek głowy
-Chcę wziąć prysznic. Mogę?- spytała
-Oczywiście. Teraz to twój dom. Czuj się jak u siebie.!
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Zrobię nam coś do jedzenia. Na co masz ochotę.?- spytałem
-Cokolwiek. Nie mam wymagań.!- pocałowała mnie szybko w usta i poszła do łazienki

Uśmiechnąłem się sam do siebie i wziąłem się za przygotowywanie nam posiłku. Postawiłem na spagetti bo robi się to w miarę szybko. Po 20 minutach Marcelka wyszła z łazienki i zobaczyłem w jej oczach minimalną poprawę nastroju. Usiadła naprzeciwko mnie i zaczęła przyglądać się temu co robię. Jako że spagetti to potrawa włoska to odezwałem się do niej w tym właśnie języku

-Buongiorno bella ragazza (dzień dobry piękna dziewczyno)
-Buongiorno. Ti amo Michael. (dzień dobry. Kocham cię Michał)- uśmiechnęła się do mnie czule

Podszedłem do niej i szybko wpiłem się w jej usta. Nie chcę nawet sobie wyobrażać życia bez tej dziewczyny, nie potrafiłbym bez niej teraz żyć.
Dopiero po tym jak się od siebie oderwaliśmy odpowiedziałem jej.

-Ja też cię kocham. Cholernie mocno cię kocham Marcelko.!- po czym ponownie ją pocałowałem


-----------------------------


Jestem :)
Wiem jestem spóźniona, wybaczcie mi to :)
Rozdział stukany na szybko więc wybaczcie mi to co jest na górze :)
Następny koło niedzieli może poniedziałku :)
DO NASTĘPNEGO :)

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 21.

<Marcela>


Obudziłam się wtulona w Michała. Szczerze to ja już zawsze mogłabym się tak budzić, i patrzeć na śpiącego obok mnie Miśka.
Delikatnie wyplatałam się z jego ramion i wyszłam na palcach do kuchni zrobić świeżej kawy. Nastawiłam kawę do ekspresu i zajrzałam do lodówki w poszukiwaniu czegoś na śniadanie. Jak zwykle Michał zakupy zrobił marne więc musi zadowolić się teraz zwykłą jajecznicą.
Kiedy skończyłam nakładać porcje jajecznicy na talerze usłyszałam głośne ziewnięcie Michała.

-Cześć kochanie.!- od razu podszedl do mnie
-Hej Miśku.!- uśmiechnęłam się szeroko
-Ooo śniadanie, czym sobie zasłużyłem?- spytał
-To za wczorajszy ratunek i za to że jesteś po prostu.
-Kocham cię Marcelka..- powiedział i wpił się w moje usta
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam po tym jak się od siebie oderwaliśmy
-To co siadamy?
-Tak chodź nie robiłam tego śniadania na marne.!

Usiedliśmy przy stole jedząc swoje śniadania kiedy przyszedł do mnie sms. To Paulina z przypomnieniem że dziś oglądamy pierwsze mieszkanie, może uda nam się je wynająć.
Postanowiłam nic nie mówić Michałowi o mojej szansie na zostanie w Jastrzębiu. Po zjedzeniu śniadania szybko wziełam prysznic i gotowa do wyjścia pożegnałam się z Michałem po czym wróciłam do domu.
Przebrałam się w inny strój i wsiadłam w auto. Szybko skierowałam się do domu Pauliny gdzie razem z jej tatą mamy jechać na to spotkanie w sprawie mieszkania.

Na nasze nieszczęście osiedle od razu nie spodobało się tacie Rudej. Potem i my stwierdziłyśmy że nie chcemy mieszkać w tym miejscu. To mieszkanie okazało się być zwykłą ruderą. Meble zniszczone i w ogóle przydał by się generalny remont. Od razu zrezygnowałyśmy a Paulina umówiła nas na oglądanie kolejnego mieszkania za jakieś dwie godziny.

Po powrocie do domu od razu poszłam do swojego pokoju. Jednym słowem jestem załamana i chyba nie uda nam się wynająć niczego przed moim wyjazdem. Wzięłam gorący prysznic i otulona kocem włączyłam laptopa. Po zalogowaniu na fejsa od razu przeczytałam wiadomość oz Zbyszka Bartmana:

Cześć Marcela. Wiesz może co u Michała?
-No przecież się przyjaźnicie.! Nie wiesz??- zdziwiłam się
Obraził się na mnie bo nie potrafiłem pomóc mu w twojej sprawie
-Nic mi nie powiedział. On się tym bardzo przejmuje ale pogadam z nim i odezwie się do ciebie.
I co wymyśliliście coś?
-Jest szansa że zostanę jeśli do piątku znajdę mieszkanie do wynajęcia.
Pomógł bym wam ale sama wiesz...
-Wiem nie przejmuj się. Michał jeszcze nie wie że szukam mieszkania chcę mu zrobić niespodziankę.
Rozumiem, spoko nic mu nie powiem. Muszę lecieć na trening. Powodzenia w szukaniu mieszkania.
-Dzięki.

Zdenerwowałam się. Czemu Michał obraża się na Zbyszka bez większego powodu. Postanowiłam wyjaśnić tą sytuację i to szybko. Napisałam do Michała że w tej chwili ma do mnie wpaść a on wystraszony napisał że szybko będzie.
Narzuciłam na siebie dresy, włosy spięłam w koczka i wtedy do mojego domu wparował zdyszany i wystraszony Michał.


<Michał>

Po tym jak Marcela poszła do domu nie mogę znaleźć sobie miejsca. Nie wyobrażam sobie że mógłbym spędzić choćby jeden dzień bez tej dziewczyny. Zły i lekko załamany wziąłem się za sprzątanie mieszkania. Zajęło mi to całe popołudnie i tak zleciał mi mój wolny od treningu dzień.
Kiedy zobaczyłem  że dostałem sms-a od Marcelki ucieszyłem się ale kiedy przeczytałem treść w pośpiechu przebrałem się i wsiadłem w samochód. Serio bałem się że stało się coś złego i bez większych wstępów wparowałem do jej domu.

-Co się stało?- spytałem gdy ją zobaczyłem siedzącą na kanapie w salonie
-Mamy do pogadania Kubiak.!
-Co? Co się stało?
-Powiedz mi proszę co u Zbyszka. Gadaliście ostatnio? Przyjeżdża?
-Tak wczoraj z nim gadałem. Na razie nie wraca ale nie rozumiem dlaczego o niego pytasz?- zdziwiłem się
-Dlaczego mnie kłamiesz. Wiem że jesteś na niego wielce obrażony. Michał co ty wyprawiasz...
-Marcela błagam cię myślałem że serio coś złego się stało...-odetchnąłem ciężko
-Owszem stało się. Zbyszek to twój przyjaciel a ty zachowujesz się jak małe dziecko.!
-Nie wtrącaj się w to.- odpowiedziałem
-Będę się wtrącała jak go nie przeprosisz to się rozstajemy. Nie chcę się spotykać z dużym dzieckiem który jak nie dostanie tego czego chce to strzela fochy.!
-Marcela?- zdziwiłem się
-Co?- krzyknęła
-Pogodzę się z nim dobrze?
-Tak, i masz to zrobić już dziś.!
-Ale... no Marcela proszę cię...
-Nie ma żadnego ale. Misiek Zibi jest ci jak brat macie się pogodzić.!
-Przekablował ci że się nie odzywamy?
-Martwi się o ciebie i o mnie też. Nie miej do niego pretensji Michaś.- pocałowała mnie w usta
-Nie mam pretensji. Kocham cię i szukam każdego dobrego sposobu żeby cię tu zatrzymać.!
-Wiem, Michałku damy jakoś z tym radę tak? A ty szoruj do domu i dzwoń do Bartmana.!
-Nie mogę zostać?- zdziwiłem się
-Nie.! Zaraz wrócą moi rodzice i lepiej ich nie podjuszać twoim widokiem. Znowu wymyślą coś głupiego. Widzimy się jutro.- pocałowała mnie po raz drugi
-No dobrze. To do jutra.
-Paa...- pomachała mi i wyszedłem

Kiedy wróciłem do domu od razu wziąłem za telefon. Wykręciłem numer Zbyszka ale nie odbierał. Cztery  razy próbowałem się z nim połączyć ale na próżno. Wziąłem sobie piwo z lodówki i usiadłem przed telewizorem. Postanowiłem że więcej do Zbyszka dzwonił mnie będę. Jakoś po godzinie czasu zadzwoniła moja komórka na ekranie zobaczyłem zdjęcie Zbyszka:

-Dzwoniłeś?- powiedział na dzień dobry
-Tak, słuchaj stary dzwonię bo mi cholernie głupio. Nie powinienem obrażać się jak jakieś małe dziecko.
-No nie powinieneś. Kto cię oświecił? Pewnie Marcela?
-Tak wytłumaczyła mi parę spraw. Zrozumiałem że nie zachowywałem się fair.
-No lepiej późno niż wcale matole. Cieszę się że już się nie obrażasz.
-Jeszcze raz sory Zibi.
-Nie ma problemu. Cieszę się że się odezwałeś. Nie odbierałem bo miałem trening. Zdziwiły mnie te 4 połączenia od ciebie...
-Wiem, powiedz mi kiedy przyjeżdżasz do Polski?
-Nie mam pojęcia. Liczę dni do końca tego kontraktu, chcę wracać do domu.!
-Czekamy tu na ciebie.

Długo pogadałem ze Zbyszkiem, pytał jak sprawa z Marcelą ale nic nowego nu nie powiedziałem. Po zakończeniu rozmowy z przyjacielem wziąłem gorący prysznic i od razu poszedłem spać.



--------------------------------



Następny jakoś koło poniedziałku dopiero :P
Wybaczcie błędy i treść ale dziś na nic innego mnie nie stać. :)
DO NASTĘPNEGO :)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 20.

<Marcela>

Ostatnie dwa dni były bardzo ciężkie. Przez rodziców musiałam zrezygnować z pracy i całego mojego życia. Dokładnie za 5 dni będę siedziała w samolocie do Grecji gdzie prawdopodobnie spędzę dłuższy czas a wcale tego nie chcę.
Michał dalej kombinuje co zrobić żeby zatrzymać mnie w kraju ale chyba nic z tego nie wyjdzie.
Dziś środa a ja zaczęłam się już pakować. Wyszło całkiem sporo tych pudeł z moimi rzeczami ale ojciec wynajął jakąś firmę która przewiezie nam wszystkie pudła do nowego domu. Właśnie wyjęłam kolejne pudło by spakować wszystkie książki i bibeloty z ostatniej szafki kiedy do pokoju wpadła mi Paulina:

-Hej Marcela. Co ty robisz?- zdziwiła się
-Pakuję ostatnie pudło.- westchnęłam ciężko
-Boże czyli ty serio wyjedziesz? Dalej nie mogę w to uwierzyć.!
-Paolka uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Będziemy gadać przez skeypa i fejsa.- uśmiechnęłam się do niej
-Wolałabym żebyś została.! Co na to wszystko Michał?
-Nie wiem, udaje silnego i dalej kombinuje żebym została ale nie wiem czy mu się uda.
-Miejmy nadzieję bo ja nie wiem jak ja sobie bez ciebie tu poradzę.!- ruda spojrzała na mnie i chwilę potem stałyśmy już w siebie wtulone płacząc
 -Marcela, chcesz jeszcze jedno pudło?- do pokoju weszła mi mama
-Nie chcę, tyle co mam wystarczy.!
-Dlaczego płaczecie.! Co się stało?
-To się stało że ja nie chcę tam jechać nie rozumiesz? Dlaczego nie pozwolicie mi tu zostać?- podniosłam lekko głos
-Rozmawialiśmy o tym i przykro mi ale ty nie masz prawa głosu słyszysz.!
-A co gdyby Marcela miała gdzie mieszkać? Mogłaby tu zostać?- spytała Paulina
-I za co wynajęła by mieszkanie? Pomyśl dziecko?!
-Wyjdź stąd mamo.!- krzyknęłam
-Licz się ze słowami.! Pamiętaj że jestem twoją matką.!
-I co z tego. Nikomu nie życzę takich rodziców. W ogóle mnie nie znasz i nie jestem pewna czy nawet mnie lubisz. Po co ja jestem tam wam potrzebna co?
-Uspokój się bo widzę że zaczynasz histeryzować.!- odpowiedziała mi matka
-Wyjdź.!- otworzyłam jej drzwi
-Ehh Marcelina ty i te twoje fochy.!- powiedziała tylko i wyszła
-Sama widzisz jak wygląda moje życie.!- rozpłakałam się
-Nie płacz.! Co ty na to wynajmijmy razem mieszkanie i wtedy nie będziesz musiała wyjeżdżać.!
-Ale Paulina ty masz gdzie mieszkać więc po co miałabyś...
-Chcę żebyś tu była jesteśmy jak siostry nie pozwolę ci wyjechać.!
-Mam odłożone tylko jakieś 5 tysięcy nie wiem czy to wystarczy...
-Wrócisz do pracy ja też znajdę coś lepiej płatnego i damy jakoś radę.!- Paulina spojrzała na mnie błagalnie
-Mówisz poważnie?- spytałam wycierając łzy
-Całkowicie poważnie.!- uśmiechnęła się
-Kocham cię Paulina. Nie wiem co bym zrobiła gdyby cię nie było.!- mocno przytuliłam koleżankę

Przebrałam się w taki komplet i wyszłyśmy na miasto. Paulina od razu kupiła gazetę i zaczęła szukać ogłoszeń dotyczących mieszkań. Patrzę na jej zaangażowanie rośnie mi serce bo wiem że zależy jej na mnie bardziej niż moim własnym rodzicom. Po znalezieniu trzech ogłoszeń postanowiłyśmy iść porozmawiać z rodzicami Rudej o pomyśle wspólnego mieszkania.
Rodzice Pauliny byli zaskoczeni naszym pomysłem ale dobrze przyjęli ten pomysł a i obiecali nam pomóc. Zazdroszczę Paulinie że jej rodzice ją wspierają i pomagają jej, ja na swoich nie mogę liczyć.
Tata Pauliny- pan Mirek umówił się że razem z nami będzie oglądał każde mieszkanie tak żebyśmy nie wkopały się w jakąś podejrzaną okolicę albo żeby ktoś nas nie wykiwał. Już jutro jedziemy oglądać pierwsze mieszkanie, tak strasznie się z tego cieszę.!

Posiedziałam u Pauliny jakoś do 21;00 a potem postanowiłam wrócić do domu. Pan Mirek zaoferował się że mnie podwiezie ale odmówiłam, spacer dobrze mi zrobi i będę miała czas pomyśleć sobie o wszystkim. Z tego wszystkiego też zapomniałam zadzwonić do Miśka więc robię to po drodze do domu ale co dziwne nie odbiera. Wzruszyłam tylko ramionami z myślą "jak będzie chciał pogadać to oddzwoni" i powolnym krokiem skierowałam się w stronę domu.

Noc jak na jesień jest dosyć ciepła a na niebie jest mnóstwo gwiazd. Z uśmiechem na twarzy co chwila spoglądam na niebo. W pewnej chwili jednak ktoś do mnie podbiega od tyłu i zatyka twarz swoją dłonią. W całkowitym szoku nie ogarniam jak ciągnie mnie za jedno z drzew i dopiero wtedy jestem w stanie zobaczyć twarz tego który mnie napadł.


<Michał>


Cholera.! Nie wiem jak zatrzymać Marcelę w Polsce a do tego wszystkiego ostatnio pokłóciłem się ze Zbyszkiem i oskarżyłem go że jest złym przyjacielem bo nie pomógł mi wy myśleć sposobu na to by moja ukochana została ze mną w kraju.
Po treningu umówiłem się z Wojtaszkiem na duże piwo no i jedno piwo przeciągnęło się tak że wypiliśmy chyba po pięć. Z baru wyszliśmy jakoś koło 21;00 jako że jutro mamy kolejny trening . Szedłem sobie spokojnie przez park kiedy usłyszałem znajomy mi głos:

-Zostaw mnie słyszysz.!
-Marcelko nie szarp się kiedyś lubiłaś jak cię dotykałem po tyłku i piersiach.!
-Spierdalaj słyszysz.!- krzyknęła a ja szybko skierowałem się w miejsce skąd dochodziły głosy

Wytrzeszczyłem oczy widząc moją Marcelę opartą o drzewo, całą zapłakaną kiedy ten koleś ewidentnie ją obmacywał. Wściekłem się i szybko załatwiłem kolesia obijając mu twarz. Gdy ten koleś uciekł szybko przytuliłem moją dziewczynę.

-Co się stało? Kto to był?- spytałem
-Zabierz mnie do domu.- powiedziała płacząc
-Chodźmy.!- objąłem ją mocno i ruszyliśmy w stronę mojego domu

W domu Marcela pierwsze co zrobiła to pobiegła do łazienki. Zmartwiłem się ale postanowiłem nie pytać jej o nic dopóki się nie uspokoi. Zrobiłem jej gorącą herbatę i usiadłem w salonie czekając na jej powrót. Po 5 minutach wyszła i z jej miny wywnioskowałem że chyba czuje się lepiej.

-Usiądź tu koło mnie.!- powiedziałem
-Michał ja.. ja przepraszam.!- wydukała
-Za co ty mnie przepraszasz.?
-Wiem jak to wyglądało w tym parku ale przysięgam że tam nic nie zaszło.!
-Spokojnie ja to wiem ale wyjaśnij mi o co chodziło.
-Michał ten facet to mój były chłopak. On, on chciał mnie zgwałcić. Gdyby nie ty.!- powiedziałą i znowu zaczeła płakać
-Zabiję skurwiela..!- mocno przytuliłem Marcelę
-Był pijany, i to bardzo. W jego oddechu czułam ostrą dawkę wódki.
-Marcela ale to go nie tłumaczy, musimy pójść z tym na policję albo sam to załatwię.
-Nie, wydaje mi się że on się ciebie wystraszył. Bałam się że on to zrobi, czułabym się wtedy jak zwykła..
-Nie kończ nawet. Boże dziękuję że wybrałem drogę przez ten park. Nie darowałbym sobie gdyby coś ci się stało...
-Dzwoniłam do ciebie ale nie odbierałeś.
-Wiem przepraszam cię słońce ale padł mi telefon po treningu a Wojtaszek wyciągnął mnie jeszcze na piwo.!
-Pewnie jesteś zmęczony, pójdę już do domu.- wstała z kanapy
-Co? Nawet nie ma o tym mowy śpisz dziś u mnie słyszysz.!
-Kocham cię Misiu, bardzo cie kocham.!- powiedziała i delikatnie musnęła wargami moją brodę
-Ja ciebie też maleńka.- odpowiedziałem pocałunkiem

Długo siedzieliśmy na tej kanapie a potem Marcelka poszła pod prysznic. Dałem jej swoja koszulkę która dziś posłuży jej jako koszula nocna a potem sam wziąłem prysznic. Kiedy wszedłem do sypialni wydawało mi się że zasnęła więc położyłem się na swojej stronie łóżka i próbowałem odpłynąć w sen. Niespodziewanie odwróciła się w moją stronę i wtuliła w moją klatkę piersiową a ja nie czekając na nic objąłem ją mocno i po chwili oboje smacznie spaliśmy.



------------------------------


Jestem :)
Tak wyskrobałam coś na szybko bo wiem że miałam dodać na weekendzie :)
Miał być wczoraj ale wypadło mi wesele które ktoś musiał obsłużyć więc nie miałam czasu. :)
Pogoda piękna więc dziś opalanko, a następny może w czwartek :)
Do następnego:*

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 19.

<Marcela>


Długo zastanawiałam się jak powiedzieć Michałowi o tym co zrobili moi rodzice. Wiem jak chciał spędzić razem te święta a to tylko wierzchołek góry lodowej. Widzę w jego oczach niepewność i strach co jeszcze pogarsza sytuację. Ten zauważył że trudno mi jest rozmawiać w samochodzie dlatego zawiózł nas prosto do jego mieszkania. Bez słowa trzymając mnie za rękę wprowadził mnie do salonu gdzie niepewnie usiedliśmy na sofie.

-Powiesz mi w końcu o co chodzi?
-Michał ale ja nie wiem jak.!- do oczu napłynęły mi łzy
-Błagam cię nie zniosę tej niepewności. Muszę wiedzieć ok?
-Michał, wrócili moi rodzice i, i .....- zaczęłam się jąkać
-Co zostają na święta?- spytał
-Nie nie zostają.... i ja też nie.!- wydukałam
-Co? Ale mielismy spędzić te święta razem.
-Wiem ale ja nie mogę tu zostać. Jadę z nimi do Rzymu..
-Co? Dlaczego?- teraz to on miał łzy w oczwach
-Muszę.!- rozpłakałam się
-Musisz czy chcesz?
-Jak ty nic nie rozumiesz.!-  krzyknęłam i wybiegłam z jego domu

Długo spacerowałam po parku zastanawiając się dlaczego nie powiedziałam mu prawdy. Ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę widząc mój płacz i rozmazany makijaż. Zostałam zmuszona do tego wyjazdu a on i tak nie wie że ja już nie wrócę do kraju. Rodzice podjęli za mnie tą decyzję nie patrząc na to że walą mój cały świat.
Chciałam wrócić do Michała i wszystko mu wyjaśnić ale boję się spojrzeć mu w oczy bo to tak boli, ta myśl że to ostatnie chwile kiedy w nie patrzę. Mimo rozdarcia postanowiłam wrócić do mieszkania Miśka i wyjaśnić mu że to nie moja wina, że muszę wyjechać. Prawie u skraju rozpaczy stanęłam w drzwiach Michała delikatnie pukając do drzwi. Po chwili mi otworzył z piwem w ręku.

-Porozmawiajmy, błagam...- powiedziałam po cichu
-Wejdź.!
-Michał proszę cię wysłuchaj mnie dobrze.?- usiadłam w salonie
-Ale o czym tu mówić, jedziesz w świat gratuluję.!
-Czy ty rozumiesz że ja tego nie chcę.! Nie chcę nigdzie jechać. Chcę być z tobą.!- wykrzyczałam
-To po co tam jedziesz?-spytał zdziwiony
-Zmusili mnie rozumiesz. Nie mam wyjścia...
-Marcela o czym ty mówisz? Przestań płakać i powoli mi to wyjaśnij...- objął mnie mocno
-Oni zawsze tak robią. Stawiają mnie przed faktem dokonanym. Nienawidzę ich.!- uspokoiłam się
-Ale jak to cię zmuszają? Dlaczego?
-Michał oni są nienormalni. Czują się jakby byli w moim wieku, bawią się i nie myślą co robią. Chciałabym mieć innych rodziców.
-Nie mów tak. Oni cię kochają.
-Tak? Dlatego na siłę wywożą mnie z kraju? Nie dali mi wyboru rozumiesz? Nie spytali o zdanie.!- wybuchłam płaczem
-ĆĆśśś... nie płacz skarbie. Opowiedz mi wszystko.
-No więc od początku. Wczoraj wróciłam po pracy do domu. Od razu poszłam pod prysznic i zdziwił mnie fakt że ktoś jest na dole w kuchni. Kiedy zeszłam do kuchni okazało się że to oni.


<Michał>

Najpierw wkurzyłem się na Marcelę że chce jechać do tego Rzymu, kiedy wybiegła mi z domu stwierdziłem że ona chce tam jechać.
Potem jednak wróciła zapłakana i już wiedziałem że za wcześnie ją osądziłem. Wpuściłem ją do mieszkania i zaczęła mi opowiadać całe zajście z rodzicami.

-Michał oni sprzedali dom rozumiesz? Chcą jechać do Rzymu na stałe a ja mam jechać z nimi.!- skończyła
-Co? Ale jak to na stałe?- wytrzeszczyłem oczy
-No tak a jak nie pojadę to zostanę bez dachu nad głową i bez środków do życia. Nie mam wyjścia.
-Dlaczego oni ci to robią.?
-Bo nigdy mnie nie kochali a ja jestem tylko ich zabawką. Nie mogę tu zostać.. ja muszę jechać z nimi.- rozpłakała się
-Nie płacz skarbie.
-Michał ja naprawdę chciałam spędzić z tobą te święta ale w tej sytuacji sam rozumiesz że to koniec.
-Jaki koniec? O czym ty mówisz?- spytałem zdziwiony
-Ja wyjeżdżam na stałe... Nie ma sensu żebyśmy byli razem...- wydukała
-Marcela, ale ja cię tak strasznie kocham. Nie moge cię stracić.
-Michał ale to bez sensu. Za tydzień wyjeżdżamy. To koniec.!
-A nie możesz tu zostać?- spytałem
-No co ty? Gdzie? U kogo? Michał nie mów bzdur...
-A dziadkowie?
-Misiek nie mogę z nimi mieszkać, poza tym dziadkowie będą chcieli żebym pojechała z matka i ojcem.
-Cholera.! To się nie może tak skończyć rozumiesz. Coś wymyślimy mamy jeszcze tydzień.- mocno ją przytuliłem

Marcela posiedziała u mnie do późnego wieczora chwilę się przespała a potem oglądaliśmy filmy. Widziałem że trochę się uspokoiła co mnie ucieszyło.
Zrozumiałem jaka ona jest krucha i delikatna a ja muszę ją chronić i dbać o nią. Nie mogę pozwolić na to żeby mi wyjechała nie wyobrażam sobie życia bez tej dziewczyny.

Następnego dnia od razu zacząłem kombinować jak załatwić sytuację z Marcelą. Cholera.! Nic nie przychodzi mi do głowy a ja tak strasznie się boję że nie zdążę nic wymyśleć. Zadzwoniłem do Zbynia na skype prosząc o radę. Szybko odebrał:

-No co tam Michale?- spytał
-Stary mam poważny problem...
-Oooo no to coś nowego. Dawaj.!- uśmiechnął się szeroko
-Słuchaj starzy chcą wywieźć mi Marcelę z kraju... na stałe.!
-Co? Ona jest pełnoletnia. Nie mogą.!
-Ale Zbyszek oni sprzedali dom, ona zostanie bez dachu nad głową.
-No to kiepsko. I co ona na to?
-Jest podłamana. Wiem że nie chce tam jechać. Co ja mam zrobić żeby ją zatrzymać.
-Stary nie mam pojęcia. Ile masz czasu żeby coś wykminić?
-Tydzień.
-To nie długo. Cholera.!
-Zbyszek myśl ja nie mogę jej...
-Stracić tak wiem.- przerwał mi
-Proszę cię myśl. Jak coś wymyślisz daj znać ok?
-Jasne stary. Pomogę ci jakoś tylko daj mi chwilę ok?
-Dobra, dzięki Zbychu zawsze można na ciebie liczyć.!- powiedziałem
-Ej jeszcze nic nie wymyśliłem więc nie słodź. Odezwę się niedługo. Muszę lecieć. Narazie.!
-Dzięki narazie.!

Pożegnałem się z Bartmanem i zająłem się swoją pracą. O 11;00 wyszedłem na trening a potem zakupy i sprzątanie domu. Chciałem zabić jakoś czas wiem że brunetka ma dziś drugą zmianę więc się nie spotkamy dlatego postanowiłem jakoś spożytkować ten czas kiedy jestem sam.
Wiem jedno, nie mogę pozwolić jej odejść. Kocham ją.!


------------------------------------


Hello :)
Jestem z nowiutkim rozdziałem :D
Następny jakoś koło niedzieli może.
Już zapraszam na niego :*
Buziole :******

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 18.

<Marcela>


Dzisiejszy dzień w pracy jest dosyć monotonny. Ruch jest niewielki co sprawia że czas ciągnie się strasznie powoli.
Z nudów zaczęłam nawet sortować herbaty i sprzątać szafki za barem z myślą że tak szybciej zleci mi zmiana. Niespodziewanie do lokalu wpadła Paulina z bananem na twarzy.

-No hej.!- podeszła szybko
-No hej. Co ty taka wesoła?- odpowiedziałam
-Przed chwilą spotkałam miłość swojego życia.!- usiadła
-No co ty? Gdzie?
-Przed wejściem. Zielonooki bóg. Masakra.!- westchnęła rozmarzona
-Aha, wzięłaś od niego numer?
-Nie, no co ty. Zajęta byłam patrzeniem na jego piękną twarz.!
-Ty się dobrze czujesz?- parsknęłam śmiechem
-No tak no. Mówię ci boski był.!
-Słuchaj, ogarnij się bo coś ci chcę powiedzieć.!- lekko potrząsnęłam koleżanką
-No to mów. Słucham...
-Na święta jadę do Michała. Nie będzie mnie u was.!
-Serio? Marcela tak się cieszę?!- mocno mnie wyściskała
-Z czego? Że mnie nie będzie?- zdziwiłam się
-Z tego że jedziesz z nim. Fajnie że wam się układa.!
-O Michał przyszedł.!- zobaczyłam w stronę drzwi
-No to ja was zostawię.!- wzruszyła ramionami
-Nie błaznuj i siedź.- pogroziłam jej palcem i ruszyłam w stronę Miśka
-No hej piękna.!- Michał powiedział na dzień dobry
-Cześć brzydalu.- pocałowałam go w policzek
-Masz czas?- spytał
-Na co?- zdziwiłam się
-Chciałem cie porwać.
-Misiek jestem w pracy. A poza tym siedzimy z Pauliną.- pociągnęłam go w stronę rudej
-Hej.- Michał przywitał się z koleżanką
-No hej siatkarzu.!- ta odpowiedziała
-O czym plotkujecie?- Michał spojrzał na mnie
-O chłopakach...- odpowiedziałam
-Ooo coś ciekawego?- spytał
-No spotkałam takie ciacho, jedyny chłopak z zielonymi oczami jakiego znam i co? Nic...- stwierdziła Paulina
-Nie przejmuj się, jeszcze spotkasz jakieś zielonookiego chłopaka.!- odpowiedział Michał
-Słuchajcie chcecie coś do picia. Muszę coś robić żeby szefowa nie gadała...- zaczęłam
-Zrób mi kawę co?- powiedziała Paulina
-Ja też chcę.!- dodał Michał
- Ok.!- uśmiechnęłam się

Pogadaliśmy jeszcze we trójkę jakieś 30 minut i Michał musiał uciekać. Zaraz za nim wyszła Paulina a potem już zmiana szybko zleciała.
Zmęczona wróciłam do domu i jedyne o czym teraz marzę to długi sen. Nie dane jest mi jednak położyć się spać bo zaraz po wyjściu spod prysznica usłyszałam że ktoś wchodzi mi do domu. Zbiegłam szybko na dół i zaniemówiłam. W drzwiach zobaczyłam.... Rodziców.!


<Michał>

Już ustaliłem z rodzicami że na Święta przywiozę do domu Marcelę. Ucieszyli się a ja jestem szczęśliwy że to wszystko się tak dobrze układa. Zaraz po wyjściu z kawiarni musiałem iść na trening a na hali od razu zaczepił mnie Wojtaszek.

-Eee Miśku, co się nic nie chwalisz. Jak było wczoraj?- poklepał mnie po ramieniu
-Dzięki Damian za pomoc. Zajebiście wyszło.!
-Spodobało się jej?
-No i to jak. Wszystko wyszło super.!- uśmiechnąłem się
-To zajebiście. Przyprowadzisz ją na świąteczną klubową imprezę?
-Nie wiem nie pytałem jej jeszcze ale chyba przyjdziemy razem.
-Cieszę się, w końcu wyglądasz i zachowujesz się jak człowiek.
-Dzięki za komplement.!- parsknąłem śmiechem
-A dziś co robisz.? Może wyskoczymy na jakieś piwo albo coś??
-Nie wiem, miałem dzwonić do Marceliny ale możemy gdzieś wyjść.
-Nie no nie chcę cię od laski odciągać.!
-Uspokój się głupku. Zrobimy sobie dzień przerwy ona odpocznie po pracy a ja wyskoczę z tobą na jedno albo dwa piwa.
-Dzięki Miśku, muszę z kimś pogadać. Fajnie że mogę na ciebie liczyć.
-Co się stało?- zdziwiłem się
-Opowiem ci potem, nie tutaj. Chodź idziemy bo trener będzie się pienił.!

Trening był lekki a ja cały czas zastanawiam się co się dzieje z Wojtaszkami bo Damian wygląda na zmarnowanego i lekko przybitego. Dobrze że idziemy na to piwo, dowiem się o co chodzi i może pomogę.
Zaraz po treningu biorę szybki prysznic i od razu łapię za telefon. Wybieram numer do Marceli i po czterech sygnałach słyszę jej głos. Co dziwne jest roztrzęsiony i jakby zapłakany:

-Słucham...
-Marcela? Wszystko ok?- wystraszyłem się
-Tak, jest ok. Coś się stało?
-Dlaczego płaczesz?
-Nie ważne. Słuchaj nie spotkamy się dziś Miśku...
-Co się dzieje? Mam przyjechać?- spanikowałem
-Nie no co ty. Wszystko jest o. Opowiem ci jutro. Musze kończyć skarbie...- poczułem jak delikatnie się uśmiecha
-To w takim razie do zobaczenia jutro. Kocham cię mała...
-Ja ciebie też. Paaa...- odpowiedziała i się rozłączyła

Wystraszyłem się że mogło się coś stać Marcelce ale postanowiłem poczekać do jutra na nasze spotkanie a ona mi wszystko wyjaśni. Zebrałem swoje rzeczy i razem z Damianem ruszyliśmy w stronę mojego auta. Po chwili siedzieliśmy już w barze niedaleko mojego domu a Wojtaszek zaczął już swoje piwo.

-No to mój, co jest.!- zacząłem
-A idź ty, życie mi się pierdoli....
-Co się dzieje??
-Michał ona wyjeżdża rozumiesz.
-Kto?- spytałem
-No moja Ania, a kto niby?
-Dokąd?- zdziwiłem się
-Dostała propozycję stażu we Włoszech. Przyjęła i leci tam na pół roku a może i dłużej.- jednym susem wypił pół kufla piwa
-Stary, pół roku szybko minie nie załamuj się.!- poklepałem go po ramieniu
-Tylko że jak ona wyjedzie to to będzie koniec. Jestem pewien że sobie tam kogoś znajdzie i będzie po wszystkim.!
-Anka nie jest taka słyszysz.! Dacie radę.
-Jasne, znam ją. To będzie koniec.

Długo tłumaczyłem Damianowi żeby się nie załamywał ale ten niestety tylko upił się prawie do nieprzytomności i cały czas powtarzał że to koniec. Zabrałem go do siebie a Ance napisałem że jej chłopak dziś śpi u mnie. Przed snem napisałem jeszcze Marceli że ją kocham i poszedłem spać.

Jakie szczęście że dziś mamy wolne od treningu. Wcisnąłem się w dresy i udałem się biegać zostawiając w domu śpiącego Wojtaszka. Po 45 minutach wróciłem do domu i zastałem Damiana w kuchni kończącego pić wodę. Zjedliśmy śniadanie a potem ten wyszedł by wrócić do Anki i z nią pogadać. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się wyjściowo. O 12;00 umówiliśmy się z Marcelą i cudem udaje mi się wyrobić w samą porę.
Gdy podjeżdżam pod jej dom w wejściu do domu widzę jakiegoś mężczyznę w podeszłym wieku. Trochę mnie to zmroziło może ten koleś zrobił Marceli krzywdę. Już chciałem wysiąść z auta i wyjaśnić sytuację kiedy z domu wyszła Marcela. Powiedziała coś do tego kolesia i z wymuszonym uśmiechem wsiadła do samochodu.

-Hej Misiu.!- pocałowała mnie na przywitanie
-No hej, mała. Co to za koleś?
-Ten? To mój ojciec!- stwierdziła ze skwaszoną miną
-Przecież twoi rodzice wyjechali...- spojrzałem na nią niepewnie
-Wczoraj wrócili. Dlatego się nie spotkaliśmy.
-Powinnaś się cieszyć.- uśmiechnąłem się do niej
-Ale się nie cieszę.
-Dlaczego.- zrobiłem dziwną minę
-Ty też zaraz nie będziesz zadowolony.!
-Ale że co.?
-Ruszaj a ja za chwilę ci wytłumaczę.

Ruszyliśmy w drogę a kątem oka zobaczyłem jak Marcelka patrzy na mnie z niewyraźną miną. Zacząłem poważnie się bać.


-----------------------------


Jestem :) Wiem że krótki ale obiecuję że pojawią się dłuższe...
Z góry sorry za błędy ale nie lubię pisać na tablecie :*
Następny koło środy :P
Bu$$ka :***

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 17.

<Marcela>

Całą zmianę zastanawiałam się co Michał wymyśli na dzisiejszy wieczór. Wybijało mnie to z rytmu pracy no ale i tak dawałam radę. Wzorki na kawie wychodzą mi dziś nadzwyczajnie dobrze i to chyba efekt uśmiechu Miska który cały czas mam przed oczami.

W trakcie przerwy do kawiarni wpadła mi Paulina z iście morderczą miną. Trochę mnie to zmroziło ale i rozbawiło.

-Co się stało?- spytałam
-I jak?- usiadła obok
-To ja pierwsza spytałam czemu masz taka minę.!- parsknęłam śmiechem
-Przygotowałam ją na wypadek gdybyś zraniła po raz kolejny Michała.!
-Paulina nie ma takiej potrzeby i schowaj tą minę bo odstraszasz wszystkich co się na nas patrzą. Między mną i Michałem jest dobrze.!- odpowiedziałam
-Mówisz serio? Chodzisz z Kubiakiem?- krzyknęła
-Głośniej krzycz niech wszyscy wiedzą.!- skarciłam ją
-Sory ale tak strasznie się ciesze.- rzuciła mi się na szyję
-Ja też. On ma w sobie coś co...- zaczęłam
-Zakochałaś się a tego nie da się wytłumaczyć. Tak po prostu jest.- uśmiechnęła się szeroko
-Możliwe, a co u ciebie?- spytałam
-Rodzice pytają czy będziesz w święta?! I sama chciałam się z tobą zobaczyć.
-Chyba będę nie mam gdzie pójść. Dziadkowie jadą do wujka do Wrocławia a rodziców nie ma..- westchnęłam ciężko
-Nie łam się, święta będą super zobaczysz.!
-Taaak, jak zawsze co nie.!- zrobiłam krzywą minę
-Ale ty jesteś zrzęda, muszę lecieć bo mi się przerwa kończy i ksero czeka.!- powiedziała bez entuzjazmu
-Paa...- odpowiedziałam
-Widzimy się wieczorem?
-Nie mogę Michał coś wymyślił....
-No tak koleżanka ma chłopaka..
-Tobie też jakiegoś znajdę nie załamuj się, najlepiej siatkarza nie?- uśmiechnęłam się szeroko
-A idź ty.!- pokazała mi język i poszła sobie

Po wyjściu Pauliny wzięłam się ostro do pracy. Do końca zmiany zostało mi 4 godziny więc muszę się spiąć, bo ludzi też jest nie mało.

Po powrocie do domu wzięłam szybki prysznic i przygotowałam się na wyjście z Michałem. Wyprostowałam włosy i związałam wysoko w kucyka. Wieczór jest dziś w miarę przyzwoity więc zdecydowałam się na taki strój. O 18;30 tak jak obiecał pojawił się Michał. Wsiedliśmy w jego BMW i ruszyliśmy przed siebie

-Powiesz dokąd mnie wieziesz?- spytałam
-Niedaleko.!- odpowiedział
-Ale dokąd konkretnie??
-Co ty taka ciekawa jesteś.- parsknął śmiechem
-Michaś noo...
-Spokojnie, musimy wrócić do mojego domu bo zapomniałem wziąć pewnej rzeczy ale zaraz potem wszystkiego się dowiesz.!
-Co ty kombinujesz co?
-Marcelka zaufaj mi co?
-Ufam ci ale ciekawa też jestem.- parsknęłam śmiechem
-Chcę z tobą pogadać ale to na miejscu ok.?- spojrzał na mnie dosyć poważnie
-Ok, tylko mi nie mów że masz żonę.!
-No wiesz jak ty coś powiesz.!- zaczął się śmiać razem ze mną
-Czyli nie masz żony?
-Niee.!
-W takim razie już się niczego nie boję.!- wzruszyłam ramionami

<Michał>

Marcela bardzo mnie zaskoczyła, ja głupi myślałem że to już koniec że mogę o niej zapomnieć a jednak ona mnie kocha. Jestem szczęśliwy że to się tak skończyło i że mam ja teraz przy sobie. Zdziwiła się kiedy podjechaliśmy pod mój dom. Bez słowa wysiadła z auta i trzymając mnie za rękę weszła do domu. Pomogłem jej zdjąć płaszczyk i zaprowadziłem do salonu. W części jadalnej była już przygotowana zastawa do kolacji którą przygotowałem przed przywiezieniem jej tu. Dookoła stołu paliło się mnóstwo świec co jest zasługą Wojtaszka i jego dziewczyny. Spojrzałem kątem oka na Marcelę która szeroko się uśmiechała.

-Podoba ci się?- spytałem cicho
-Bardzo. Kiedy ty to zrobiłeś?- spojrzała na mnie
-Mam swoje sposoby. Siadajmy do kolacji.- podszedłem do stołu i pomogłem jej usiąść
-Misiek to wszystko jest piękne.!
-Cieszę się że ci się podoba...
-Już zawsze tak będzie?- spojrzała na mnie z uśmiechem
-Dla ciebie jestem gotów przygotowywać takie kolacje codziennie.!- pocałowałem ją
-Trzymam za słowo.!- uśmiechnęła się tylko do mnie i zaczęliśmy jeść
-Smakuje ci?- spytałem niepewnie
-Bardzo... świetnie gotujesz.!- spojrzała na mnie czule
-Bałem się że dam plamę.- uśmiechnąłem się do niej
-Bez obaw ja chyba gotuję gorzej.!
-Marcela chciałem cię o coś poprosić..- zacząłem niepewnie
-Ojej.. no dobrze w takim razie proś.!- roześmiała się
-Chciałbym żebyś... chciałbym...- zacząłem się dukać
-Mów Misiu nie bój się.!- chwyciła mnie za dłoń
-Marcela chciałbym żebyś spędziła ze mną Boże Narodzenie...- powiedziałem
-Co?- spojrzała na mnie zszokowana
-To znaczy ze mną i moją rodziną. Nie powinnaś się tułać między Pauliną a dziadkami. Proszę jedź ze mną do mojej rodziny i spędźmy te święta razem.- spojrzałem na nią błagalnie
-Michał ale twoja rodzina mnie nie zna a poza tym...
-Właśnie chcę żeby cię poznali. Poza tym to Boże Narodzenie i chcę mieć cię wtedy blisko.
-Misiu to strasznie miłe ale chyba niestosowne, a co jeśli twoi rodzice nie będą chcieli żebym przyjechała, albo mnie nie polubią. To chyba zły pomysł- odpowiedziała mocniej ściskając mi dłoń
-Nie martw się, pytałem ich i cieszą się że przyjedziesz, bardzo chcą cię poznać. Nie daj się prosić...
-Mogę to przemyśleć?- spytała
-Oczywiście ale proszę cię zrób mi tę przyjemność i jedź ze mną.!- pocałowałem jej dłoń
-Dobrze.- spojrzała na mnie czule
-Coo?- spytałem
-Pojadę, skoro ci na tym tak zależy.!- odpowiedziała
-Mówisz serio?
-Tak, sama się sobie dziwię ale tak. Pojadę z tobą.!
-Nawet nie wiesz jak się cieszę.!- podszedłem do niej i wpiłem się w jej miękkie usta

Resztę wieczoru spędziliśmy w łóżku. Marcelka to niesamowita dziewczyna i mogę patrzeć na nią godzinami. Kocham tą dziewczynę jak wariat a te Święta będą wyjątkowe, bo będziemy razem.
Rano odwiozłem Marcelę do domu a sam musiałem jechać do fizjoterapeuty by ten sprawdził co z moją kostką. Okazało się że mogę grać ale bez szaleństw więc w dobrym nastroju wracam do domu. Dziś Niestety Marcela ma druga zmianę w kawiarni więc nie spotkamy się a co za tym idzie wieczór spędzę sam przy piwie przed telewizorem.
Pogadałem jeszcze ze Zbyszkiem który jak zwykle żałił się że nie układa mu się we Włoszech ale ucieszył się z mojego szczęścia. Po długiej rozmowie z atakującym wziąłem długi prysznic. Owinięty ręcznikiem wyszedłem z łazienki i skierowałem się do kuchni by napić się wody. Trzymając szklankę z wodą w ręku usłyszałem dzwonek do drzwi więc zapominając o swoim stroju podszedłem do drzwi i otworzyłem drzwi.
Zdziwił mnie widok który zastałem za drzwiami w życiu nie spodziewał bym się teraz tej osoby pod moimi drzwiami.

-Co ty tu robisz?- wydukałem


-----------------------------


Witajcie :)
Szczerze nie podoba mi się ten rozdział i gdyby nie opóźnienie w dodawaniu nie dodałabym go :)
Następny za 2 do 3 dni:)
Zapraszam do czytaniaa...

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 16.

<Marcela>

Stałam jak wryta kiedy ten wychodził z kawiarni. Serce biło mi jak szalone i tej chwili myślałam tylko jedno: "Muszę go zatrzymać". Martyna podeszła do mnie jak zwykle odezwała się

-Jesteś w pracy, to nie pora...- zaczęła
-Co z tego. Przecież ja go kocham.!- machnęłam na nią tylko ręką i ruszyłam w stronę odchodzącego Michała

Nie wiem jak to się stało, nie myślałam nad tym co robię wiem tylko że jedyne o czym myślałam to żeby go zatrzymać i pocałować.
Po dosyć długim pocałunku oderwaliśmy się od siebie bo zwyczajnie brakło nam tchu.

-Marcela...- zaczął
-Przepraszam nie powinnam była uciekać.!
-Cicho, nic więcej nie mów.!- mocno mnie przytulił
-Jestem w pracy, zaraz mnie zwolnią.!- parsknęłam śmiechem
-Pieprzyć to.!- teraz to on mnie pocałował
-Niee...- odepchnęłam go od siebie
-No co?
-Teraz nie mogę, wpadnij do mnie o 18;00. -pocałowałam go jeszcze i wróciłam do lokalu

Kiedy wróciłam do kawiarni byłam przygotowana na ochrzan ze strony kierowniczki jednak ta tylko się uśmiechnęła i wróciła do swoich zajęć. Szczęście normalnie mnie roznosiło miałam ochotę skakać pod sam sufit. W przerwie zadzwonił do mnie Kuraś:

-No hej jak samopoczucie?- spytał od razu
-Hej Bartek. Jest super.- odpowiedziałam
-Czyli pobyt u mnie ci pomógł?
-Jak najbardziej. To ty mi pomogłeś...
-Czyli będzie Michaela?- spytał
-Co?- zdziwiłam się
-No ty i Michał? Połączenie Michała i Marceli?
-Aaaa no coś będzie ale nie mów tak na nas ok?- stwierdziłam
-Spoko ale nie mów ładnie mi to wyszło?
-Pięknie wprost. Kiedy będziesz w Polsce?- spytałam
-Dopiero na Boże Narodzenie. Już niedługo.
-Super, musimy się spotkać i pogadać chcę ci pomóc.
-W czym?- spytał
-W odnalezieniu Natalii. Znajdę ją dla ciebie.- odpowiedziałam zadowolona z siebie
-Przestań ja już pogodziłem się z tym ze nigdy jej nie znajdę...- zaczął
-Taaa w takim razie nie znasz moich możliwości.- parsknęłam śmiechem
-Serio nie musisz się fatygować.
-Bartek nie wkurzaj mnie. Chcę i to zrobię. Muszę kończyć bo skończyła się mi przerwa. Odezwę się niedługo. Paaa- powiedziałam
-Paa.!- odpowiedział i się rozłączyłam

Resztę zmiany przebiegałam jak szalona. Chciałam jak najszybciej skończyć pracę i znaleźć się w domu. Na szczęście 17;00 godzina wybiła w miarę szybko i jak na skrzydłach wybiegłam z kawiarni.
Dzięki mojemu samochodzikowi szybko znalazłam się w sklepie i po zrobieniu szybkich zakupów wróciłam do domu. Wzięłam szybki prysznic i nałożyłam na siebie moją ulubioną stylizację. Co tylko zdążyłam wyjść z łazienki od razu zadzwonił dzwonek do furtki. Podbiegłam do drzwi i zobaczyłam w furtce uśmiechniętego Miśka.

-A pan tu po co?- spytałam
-A mam tu kilka niezałatwionych do końca spraw. Wpuszczaj mała.!
-Ok, ok nie gorączkuj się drągalu.!- otworzyłam mu i ten szybko wszedł do domu.
-To co za sprawy masz?-spytałam obojętnie
-To co się stało dziś.... - zaczął
-O czym mówisz?
-O tym pocałunku...
-A to to nic takiego.!- stwierdziłam że po droczę się z nim
-Jak to nic takiego?- zrobił wielkie oczy
-Normalnie, nic takiego bo tych pocałunków będzie więcej.- wzruszyłam ramionami i szybko wpiłam się w jego usta
-Myślałem że to tylko jednorazowy incydent...- powiedział jak tylko się od siebie oderwaliśmy
-Michał, mnie i Bartka nic nie łączy ja od dłuższego czasu kocham tylko ciebie.
-Wiem i przepraszam za to jak to wyszło.- mocno mnie przytulił
-Będziesz mnie musiał długo przepraszać.- uśmiechnęłam się zalotnie i pociągnęłam go do sypialni

<Michał>

Ten dzień jest mega szalony. Najpierw ta akcja pod kawiarnią potem moje odchyły w domu w oczekiwaniu na spotkanie z brunetką a teraz ta zaciągnęła mnie do sypialni i powiedziała mi ze mnie kocha.

Chyba nie mogę być bardziej szczęśliwy, po ostatniej nocy z Marcelą brakowało mi jej bliskości i pocałunków. Długo się kochaliśmy a potem ta wtulona we mnie zasnęła. Ja też zmęczony nawet nie wiem kiedy zasnąłem i obudziłem się jakoś po 23;00. Stwierdziłem że pora się zbierać i już chciałem wstawać z łózka kiedy usłyszałem głos brunetki:

-Dokąd idziesz?
-Muszę wracać do domu już późno.- odpowiedziałem
-Wcale nic nie musisz. Zostań ze mną.!- przytuliła się do mnie mocniej
-Ale Marcela ja...- zacząłem
-Co? Mieszkam sama i nikt ci nie będzie robił pretensji. Chyba że nie chcesz?
-No to przytul się mocno i idziemy spać.!- pocałowałem ją w czubek głowy i chwilę potem oboje znowu zasnęliśmy.

Obudziłem się sam w łóżku. Szybko wsunąłem na siebie spodnie i zszedłem do kuchni ale nikogo w domu nie zastałem. Zacząłem panikować i wziąłem telefon by zadzwonić do Marceli. Już miałem wciskać zieloną słuchawkę kiedy zobaczyłem ją w wejściowych drzwiach

-Gdzieś ty była?- zrobiłem wielkie oczy
-Biegać, no i po zakupy.!- odpowiedziała szybko
-Po co ty biegasz co? Wyglądasz świetnie a od dziś to ja będę dbał o twoją formę...- uśmiechnąłem się szyderczo
-Ty się nie zapędzaj, biegam bo lubię a z tobą o formę też będę dbała.- pocałowała mnie szybko
-Wystraszyłem się trochę że znowu uciekłaś.- usiadłem w kuchni gdy ta rozpakowywała zakupy
-Nie martw się nie zanosi się na to bym miała uciekać. Bądź tak kochany i zrób jakieś śniadanie a ja się ogarnę co?- zrobiła te woje oczy
-Ok leć.! wstałem ze stołka i zająłem miejsce przy kuchence

Po 20 minutach Marcela zeszła gotowa do wyjścia w sensie pomalowana i przebrana. Oboje wsunęliśmy spore porcje jajecznicy z tostami a potem ta oznajmiła mi że śpieszy się do pracy.

-Musisz iść?- spytałem
-Muszę, to moja praca Misiu.!- podeszła do mnie
-Ale chciałbym mieć cię dla siebie, tylko dziś. Od jutra możesz pracować.- zrobiłem kocie oczy
-Wiem ja też bym chciała spędzić z tobą dzień ale muszę pracować.
-Czyli nie dasz się uprosić?
-Nie mogę przepraszam, przed świętami zawsze jest spory ruch muszę tam być bo mnie zwolnią.- odpowiedziała
-Ok ale wieczorem cię porywam tak?- spytałem
-Dokąd?- zaciekawił się
-Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie, a o świętach też musimy pogadać.
-Tak, pewnie znowu doczepię się do rodziny Pauliny bo rodzice zabalują.- westchnęła
-Nie przejmuj się tym teraz. Pogadamy wieczorem.- pocałowałem ją soczyście

Ubrałem się szybko i oboje z Marcelą wsiedliśmy w jej auto. Jako że wczoraj przyszedłem na piechotę to ta zaoferowała się mnie podwieźć pod odm. Skorzystałem z jej propozycji i chwilę potem rozstaliśmy się całusem i każde z nas ruszyło w swoją stronę.


--------------------------


I jest  rozdział 16 :)
Następny dopiero za 3 może nawet 4 dni ;/
Mało czasu ;(
Do następnego :*******

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 15.

<Marcela>

Patrzę Miśkowi w oczy i nie wiem jak zacząć z nim tą rozmowę. Ciężko mi jest zacząć mu to wszystko tłumaczyć od nowa, widzę że ma do mnie ogromny żal. Mimo wszystko niepewnie zaczynam.:

-Michał, ja wiem jak to wygląda ale to nie jest jak myślisz.
-Skąd wiesz co ja myślę?- spytał
-Widzę w twoich oczach jak bardzo cię skrzywdziłam. Boli mnie to że tak się przeze mnie czujesz.!
-Serio? Przejmujesz się tym? Jakoś chyba nie bardzo skoro wyjechałaś do Kurka.!
-Ty nie rozumiesz. Musiałam sobie wszystko poukładać. Wytłumaczę ci to wszystko...- zaczęłam
-Marcela ja cię tak cholernie kochałem, byłem w stanie zrobić dla ciebie wszystko a ty mnie zostawiłaś. Oddałaś mi się a dzień później wyjechałaś z Kurkiem do tej pierdolonej Rosji.!
-To nie tak, zrozum mnie ja....
-Nie chcę tego zrozumieć. Nawet sobie nie wyobrażasz jak ja przez ten tydzień na ciebie czekałem, jak chciałem cię przytulić i powiedzieć ci że cię kocham. Martwiłem się...
-Wiem, przepraszam że tak to zrobiłam. Wiem że nic mnie nie tłumaczy.- spuściłam głowę
-Marcela, ja się w tobie zakochałem a ty się mną zabawiłaś.
-Wiem Misiek ale ty nie wiesz co ja przeszłam. Nic o mnie nie wiesz!- przerwałam mu
-Wiem że nigdy ci na mnie nie zależało tak jak mi zależało na tobie.
-Nie prawda Michał. Kocham cię rozumiesz, i cholernie mi na tobie zależy. Dopiero Bartek uświadomił mi jak bardzo nie chcę cię stracić. Już dawno sobie obiecałam że w nikim nigdy się nie zakocham i wtedy pojawiłeś się ty!
-Twoja kolejna gra tak?! Nie chcę tego słuchać słyszysz!! Co Bartek był aż tak słaby w łóżku to wracasz do mnie- zaczęliśmy krzyczeć
-Przyszłam cię przeprosić i prosić o szansę bo serio zależy mi na tobie ale widzę że już mnie oceniłeś. Ta rozmowa nie ma sensu. Wychodzę.!- wstałam z kanapy
-Marcela co ja mam myśleć?! Ty byłaś u niego przez tydzień...- złapał mnie za rękę
-Puść mnie. Nie chcę z tobą rozmawiać i do twojej wiadomości Bartek jest zajebisty w łóżku.!- wyrwałam mu się i wybiegłam z jego domu.

Jak on mógł?! Nawet nie dał mi wytłumaczyć! Wsiadłam szybko do samochodu i zalana łzami ruszyłam w stronę domu. Zadzwoniłam do Pauliny i kazałam jej szybko do mnie przyjechać. Zaparkowałam auto w garażu i od razu poszłam pod prysznic.Niedługo potem do domu wbiegła mi przyjaciółka.
-Boże co się stało? Dlaczego płaczesz?- spytała jak tylko mnie zobaczyła
-On mnie nienawidzi.!
-O czym ty mówisz?- zdziwiła się
-Rozmawiałam z nim i wiem że to był błąd. Nie chcę go więcej widzieć.!
-Co on ci zrobił?
-Nic ale nawet nie dał mi wytłumaczyć. Chciałam mu powiedzieć że chcę z nim być i że go kocham ale on wtedy spytał czy Bartek jest od niego lepszy w łóżku...- wychlipałam przez łzy
-Co? Przecież ty z nim nie spałaś prawda?
 -No co ty, pewnie że nie!
-Powiedziałaś mu to tak?
-Nie zdenerwował mnie tym że pomyślał że się nim bawiłam więc powiedziałam że Bartek jest super w łóżku.!.
-Oszalałaś?!. Dlaczego to zrobiłaś? Ty kochasz Miśka a on pomyśli teraz...
-Mam to w nosie. Jemu już na mnie nie zależy więc nie mogę dać się kolejny raz złamać. Widzisz to dlatego nie chciałam się zakochiwać, przez to tylko cierpię!- rozpłakałam się
-No już nie płacz. Przykro mi kochana ale może gdybyś nie uciekła...
-Ale ja musiałam rozumiesz?! Musiałam się ogarnąć ale widzę że strasznie was wszystkich to dziwi.!!
-Nie dziwi mnie to wiem ile przeszłaś a Michał też jest głupi wiedząc to tak cię wystawił!
-Wiedząc co?!- spytałam
-Widziałam się z nim kiedyś. Powiedziałam mu że potrzebujesz czasu bo ktoś cię wcześniej zranił.
-Niepotrzebnie mu to mówiłaś. Pomyśli teraz że jestem słaba...
-Marcelka kiedy ty zrozumiesz że nie zawsze musisz być silna co?!- mocno mnie przytuliła
-Kiedy to mój mechanizm obronny. Nie ma mnie kto chronić więc robię to sama
-I co teraz?!
-Nie chcę go widzieć. Nawet nie dał mi szansy wyjaśnić mojej sytuacji więc nie mamy o czym rozmawiać. Michał to skończony temat.


<Michał>


Marcela wybiegła z mojego domu zalana łzami. Tak strasznie za nią tęskniłem ale myśl że ona mogła spać z Kurkiem sprawia mi ból. Jestem zły sam na siebie. Mogłem dać jej wytłumaczyć, ale poniosły mnie emocje i teraz żałuję. Jeszcze bardziej zdenerwował mnie fakt że potwierdziła że spała z Bartkiem. Muszę mu wygarnąć jakim jest chamem i że nie wybaczę mu że zabrał mi Marcelę. Wziąłem telefon i szybko wykręciłem numer do niego. Po dwóch sygnałach odebrał

-Co tam Miśku?
-Co? Ty pierdolony idioto wiedziałeś że mi na niej zależy.- zacząłem
-Co ty bredzisz?!
-Jak mogłeś z nią spać. Nienawidzę cię!!
-Z kim spałem?!- spytał
-Nie pytaj głupio. Powiedziała mi że jesteś ode mnie lepszy w te klocki.
-Mówisz o Marceli?!- spytał
-A o kim innym miałbym mówić?!
-Stary ale między nami nic nie było. Ogarnij się co?!
-Nie kłam. Przyznała się...
-Ona ciebie kocha Michał, ja to wiem i nie spałem z nią. Miała wrócić do kraju żeby z tobą pogadać. Powiedziała mi że cię kocha, dlatego jej nie ruszyłem.
-Ale jak to?!
-No tak no przez cały tydzień ona myślała wyłącznie o tobie. Tylko mi nie mów teraz że to zepsułeś??!
-Ale ona mi...- zacząłem
-A pozwoliłeś się jej wytłumaczyć?- spytał
-Yyy nie... nie pozwoliłem.- westchnąłem ciężko
-Stary ona cię kocha weź się ogarnij zanim znowu ci ucieknie bo wtedy to już na serio będzie koniec.! Muszę kończyć, na razie.- rozłączył się

I co ja mam teraz zrobić? Stracę ją przez swoją głupią męską dumę. Wszystko moja wina ja jej muszę wszystko wyjaśnić. Dzwoniłem z pięć razy ale nie odebrała. Stwierdziłem ze pójdę do niej do pracy i tam ją przeproszę. Wziąłem szybki prysznic i poszedłem spać.

Rano obudziłem się strasznie nie wyspany. Mimo to ubrałem się i pojechałem do szpitala zrobić prześwietlenie tej kostki. Wysiedziałem się jakieś 3 godziny zanim dowiedziałem się że to nic groźnego i za kilka dni będę mógł wrócić do gry. Ucieszony z tej wiadomości prosto spod szpitala skierowałem się do kawiarni w której pracuje Marcela.
Zobaczyłem ją od razu, w takim stroju z włosami pofalowanymi na surfera i lekkim makijażem. Oczy ma lekko podpuchnięte, podejrzewam że dużo płakała i od razu kraje mi się serce bo wiem że to przeze mnie.
Podchodzę do niej niepewnie  kiedy ta stoi tyłem do baru

-Marcela..- zacząłem
-Co tu robisz?- szybko się do mnie odwróciła
-Przyszedłem cię przeprosić. Wiem że wczoraj zachowałem się jak idiota ale...
-Nie ma żadnego ale. Powiedziałeś to co myślałeś a ja... poradziłam z tym sobie.
-Marcela ja wiem wszystko. Wiem ile przeszłaś i wiem dlaczego tak się bałaś, pomogę ci tylko mnie nie odtrącaj.
-Jestem w pracy Misiek. Nie chcę tu o tym rozmawiać.!- warknęła
-Wiem że jesteś w pracy ale mimo to przyszedłem powiedzieć ci że kocham cię i będę walczył o to żebyś zgodziła się zostać moją... na zawsze. Nie odpuszczę.- wzruszyłem ramionami i ruszyłem w stronę wyjścia

Widziałem jak stała i parzyła na odchodzącego mnie bez słowa. Dopiero kiedy miałem wsiadać do auta usłyszałem jak krzyczy moje imię.

-Michał.!
-Co się stało?- zatrzymałem się
-Nic...- odetchnęła szybko
-Nic? To po co mnie wołasz?- zdziwiłem się
-Yyy no bo cię kocham głupku.!- powiedziała i szybko wpiła się w moje usta.



----------------------



Witajcie :*
Jestem jak obiecałam z nowym rozdziałem.
Następny za dwa dni... Już zapraszam . <3

czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 14.

<Marcela>

Z lotniska odebrała mnie Paulina. Sama do niej dzwoniłam żeby przyjechała po mnie bo nie chciałam tłuc się po nocy autobusem. Na szczęście na moją Rudą zawsze można liczyć i ta bez problemu zgodziła się odebrać mnie i odwieźć do domu. Ucieszył mnie jej widok ale wystraszyła mnie jej mina, wiem że mam przerąbane i zaraz się zacznie.

-Jak mogłaś tak wyjechać, nie dawać znaku życia. Martwiłam się głupku!!- mocno mnie przytuliła
-Przepraszam obiecuję że to był ostatni raz.
-No ja myślę. Chodź jedziemy do domu.- ruszyłyśmy w stronę mojego auta
-Jasne. Chcę już do domu.- zgodziłam się
-No to powiedz pomógł ci ten wyjazd?!- spytała opuszczając parking
-Bardzo, nabrałam dystansu i wyciszyłam się.
-No to dobrze że chociaż ty na tym dobrze wyszłaś.
-O czym ty mówisz?!- zdziwiłam się
-No Michał jest w trochę gorszym stanie. Widziałam go ostatnio i trochę go ta twoja ucieczka przybiła.
-Wiem że muszę z nim pogadać, zrobię to jutro.
-Koniecznie, on bardzo przeżył ten twój wyjazd tym bardziej że pojechałaś do Bartka.
-Wiem ale bałam się konfrontacji z nim a teraz jestem pewna tego co chcę mu powiedzieć.
-Co zdecydowałaś?!
-Dowiesz się niedługo.
-To znaczy kiedy?!
-Jutro na jego meczu z Resovia.
-No co ty?! Idziemy na mecz. Skąd masz bilety?!
-Kuraś załatwił na moją prośbę. Wiesz co jestem strasznie zmęczona. Prześpię się trochę ok?!
-Nie no jasne, śpij.

Paulina obudziła mnie jak tylko dojechaliśmy do jej domu. Wysiadła u siebie a do domu swojego dojechałam już sama. Wzięłam torby i zadowolona weszłam do tak dawno niewidzianego budynku. Wszystko było jak trzeba, nic nie naruszone tak jak zostawiłam. Wyjęłam jeszcze pocztę ze skrzynki i szybko poszłam pod prysznic. Po wyjściu spod prysznica szybko sprawdziłam pocztę a potem od razu poszłam spać. Jestem totalnie zmęczona a jutro mam spotkać się z Michałem i z nim pogadać.

Obudziłam się wyspana i w bardzo dobrym nastroju. Szybko się ubrałam w dreski i ruszyłam biegać. Muzyka w słuchawkach sprawiała że cały czas się uśmiechałam i szybko zleciały mi te 7 km po czym wróciłam do domu. Zjadłam tosty na śniadanie i wzięłam prysznic. Założyłam na siebie to i szybko pojechałam do pracy. Martynka jak zwykle ucieszyła się na mój widok a szefowa dała nowy grafik. Zmiana zleciała bardzo szybko. Napisałam Paulinie że o 18;00 ma być gotowa przy furtce bo inaczej jej nie biorę i po skończonej zmianie szybko wróciłam do domu. Wzięłam szybki prysznic i założyłam na siebie nowy strój i szybko wyszłam z domu. Wsiadłam w samochód sprawdziłam jeszcze czy mam wejściówki na mecz i ruszyłam w stronę domu Pauliny.
Na mecz dotarłyśmy idealnie w samą porę. Ludzi jak zwykle sporo ale bez problemu znalazłyśmy swoje miejsca, Bartek załatwił te przy samym boisku. Niecierpliwie czekałam na wyjście siatkarzy Jastrzębia, a konkretnie na wyjście jednego z nich. Już chciałam zobaczyć te jego duże oczy i uśmiech. Po chwili jednak sprowadziłam się na ziemię. No bo Marcela co ty wyprawiasz.! Powiedziałam w myśli. Nie minęło jakieś 5 minut a pojawili się. Od razu wyparzyłam tego którego szukałam i zabolała mnie to. Nie był taki jakiego go poznałam, był przybity i zmarnowany.

-To twoja wina.!- powiedziała do mnie koleżanka
-O czym ty mówisz?
-Załamał się bo wyjechałaś.!
-Aż tak?- zdziwiłam się
-Nic mu nie idzie, jest najgorszy w drużynie. Trener prawie w ogóle nie wpuszcza go już na boisko.
-Serio? Jezu, dlaczego tak?
-Bo cię kocha  a ty go zostawiłaś. Zrozum wkońcu.!
-Muszę z nim pogadać wyjaśnić mu...- chciałam ruszyć się z miejsca
-Nie teraz. Po meczu to zrobisz. Tak będzie lepiej.!- zatrzymała mnie
-Ok tak zrobię. Jeśli tylko nie stchórzę.!

<Michał>

Kolejny mecz i kolejna moja porażka. Wczoraj myślałem że ona wróciła a jednak nikogo nie było w domu. Jej wiadomość podniosła mnie lekko na duchu ale i tak to że wyjechała z Bartkiem było gwoździem do mojej trumny.
Wyszliśmy na boisko, dziś u nas gramy z Sovią i liczymy na wygraną ale wiem że znowu się nie popiszę. Co dziwne trener każe mi się rozgrzewać więc posłusznie to robię.
Zaczynamy mecz, na razie siedze na ławce i patrzę na walkę kolegów. Pierwszy set pada łupem Resovi (22;25). Trener dokonuje kilku zmian lecz ja nadal siedzę na ławce i niestety drugiego seta też oddajemy rzeszowiakom (21;25).
Co mnie teraz dziwi? Trener wywołuje mnie i każe wchodzić na boisko. Szybko podnoszę się z miejsca siedzącego i wchodzę ku swemu wielkiemu zdziwieniu.
Trzeci set jest ciężki. Chłopaki z Reszowa chcą to szybko zakończyć jednak nie dajemy się i wygrywamy go (24;26). Czuję w sobie jakąś wewnętrzną siłę i motywację tak jakbym czuł czyjeś wsparcie. Kogoś bliskiego mi i ważnego. Walczę o każdy punkt i to w sumie dzięki mnie zdobyliśmy czwartego seta (23;25).
Nadszedł czas na Tie-break. Wszyscy wstrzymujemy oddech. Obie drużyny walczą punkt za punkt. Jest ciężko jednak to my mamy szansę wygrać ten mecz, wystarczy tylko zdobyć ostatni punkt. Płynnie wykonujemy akcję którą zgrabnie kończę, tylko gdy wracam na ziemię coś jest nie tak. Czuję tylko ogromny ból i szybko upadam na boisko. Źle stanąłem nogą i skończyło się to nie ciekawie. Wszyscy z drużyny już przy mnie są.

-Wygraliśmy?- jęknąłem
-Tak, Misiek ogarniasz to, pokonaliśmy ich.!- obok mnie kucnął Wojtaszek
-To zajebiście.!- uśmiechnąłem się cierpko
-Nie martw się fizjo już jest zaraz ogarnie tą twoją nogę.
-Super, ty wiesz czuję się jak bohater.!- uśmiechnąłem się przez ból
-Jesteś nim, MVP jest twoje stary.!
-Dzięki.! Możesz je sobie wziąć.!- powoli usiadłem
-O ja pierdole.!- powiedział kumpel patrząc w stronę trybun
-Co jest? Ducha zobaczyłeś?- spytałem go
-To ona.! Michał to ta twoja laska.! Marcela.!- pokazał mi palcem na co zerwałem się na równe nogi ale szybko wróciłem do poziomu
-Nie pozwól jej odejść błagam cię.!- zrobiłem mu kocie oczy
-Nie muszę, ona tu idzie.!- odpowiedział
-Cześć.!- przerwała nam
-Marcela?!- uśmiechnąłem się szeroko
-Cześć Misiek, bardzo cię boli?- spytała
-Tylko trochę, Damian pomóż mi wstać.!- podałem rękę koledze a ten pociągnął mnie w górę
-Musimy porozmawiać. Chcę ci wytłumaczyć.- zaczęła
-Wiem, też chcę wszystko wyjaśnić.- odpowiedziałem
-To co może ja cię odwiozę co?
-Yyy no w sumie było by miło, w tym stanie nie wrócę na piechotę.!- spojrzałem na nią z uśmiechem
-To idź ogarnij się i cię odwiozę.

Szybko sunąłem po swoje rzeczy. Niczym gepard jakiś ogarnąłem się i wyszedłem. Nie chciałem żeby mi uciekła.
Szybko wyszliśmy z hali, jej auto znajdowało się blisko wejścia co mnie z deka zdziwiło. Szybko wsiadłem na miejsce pasażera a ona za kierownicą.

-Dawno rezerwowałaś bilety. Żeby mieć takie miejsce trzeba...- zacząłem
-Bartek mi to załatwił.- odpowiedziała patrząc na mnie
-Rozumiem.
-Pogadamy w domu ok?- spytała
-Ok, tak będzie lepiej.

Bez słowa Marcela kierowała się w stronę mojego domu. Niezręczną ciszę zapełniało tylko włączone radio i ciche nucenie przez nią piosenek. Gdy dojechaliśmy ta uparła się wziąć moją torbę bo to że ledwo szedłem do drzwi nie dodawało mi męskości. Otworzyłem dom i weszliśmy do środka. Zrzuciłem z siebie zbędne ubrania i usiedliśmy w salonie.

-Napijesz się czegoś?- spytałem grzecznie
-Masz sok? Chyba bez przepicia to co chcę ci powiedzieć nie przejdzie mi przez gardło...- odpowiedziałam
-Ok, już daję.!- wstałem i po chwili podałem jej szklankę z pomarańczowym sokiem
-No dobra to pora żeby...- zaczęłam
-Mów bo nie zniosę tej niepewności. Chcę mieć to za sobą.!- odpowiedziałem
-Misiek ja...- zaczęła


---------------------------------


Jestem :)
Następny będzie dłuższy obiecuję...
Widzimy się za dwa dni z nowym rozdziałem.!
Do następnego.:*

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 13.

~5 dni później~
 
<Marcela>
 Dziś wieczorem mam lot do domu. Przez te 5 dni nabrałam sporego dystansu do swojego życia a Bartek okazał się być dobrym przyjacielem. Codziennie zabierał mnie na kręgle, do kina, na basen. Nie pytał co się stało że do niego przyjechałam i ja sama się nie zwierzałam.
Dziś wymyślił obiad pożegnalny w restauracji. Ten wyszedł na trening a ja do sklepu na zakupy. Musze kupić sobie jakąś sukienkę i buty no bo niestety ale nie mam przy sobie nic eleganckiego. Postawiłam na tradycyjny zestaw.
Po zakupach wróciłam do domu i od razu zaczęłam szykować się na obiad.

Umalowana i uczesana zaczęłam malować paznokcie kiedy do domu wrócił Bartek. Szybko pobiegł pod prysznic a zaraz potem do swojej sypialni. O 14.00 zadowoleni wyszliśmy z domu. Kurek otworzył mi drzwi do auta lecz ja na chwilę zwątpiłam.

-Daleko jest ta restauracja?!- spytałam
-No jakiś kilometr stąd a co?!
-Chciałabym się przejść. Jest taka ładna pogoda.- westchnęłam cicho
-W takim razie chodźmy.- ten zamknął pojazd i podszedł do mnie
-Dzięki!- pocałowałam go w policzek
-To co dziś się żegnamy. Szkoda bo bardzo cię lubię mała.
-Mała jest twoja... Ja też cię lubię. Bardzo mi pomogłeś.
-Jesteś gotowa wrócić do siebie.?!
-Nie wiem. Najchętniej zostałabym tu na zawsze ale nie mogę siedzieć ci tyle na głowie. Poza tym tam mam rodzinę i pracę.
-Dobrze wiesz że możesz tu zostać na ile chcesz. Nikt cię nie wygania.
-Wiem i dziękuje.- uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciela
-Jesteśmy.- Bartek pokazał mi lokal a po chwili byliśmy już w środku.

Restauracja jest urządzona dosyć ładnie. Ściany pomalowane na czerwono, na nich gdzie nie gdzie rozwieszone lustra w złotych ramach na stolikach białe obrusy oraz złote flakoniki z białą różą. Na każdym stoliku przygotowana jest już zastawa i wszystko wygląda magicznie. Bartek jak na gentelmana przystało zabrał ode mnie płaszcz i odsunął krzesło.
Pani kelnerka która złożyła zamówienie strasznie dziwnie na nas spojrzała co wywołała u nas napad śmiechu.

-Spojrzała na mnie z miną mordercy.!- parsknęłam śmiechem
-Ciekawe dlaczego?!
-Fanka?!- spytałam
-Najwidoczniej.!- poruszył brwiami
-Widać że jest zazdrosna.
-Eee no bo jest o co?- pokazał na siebie
-Nie schlebiaj sobie siatkarzyno.!- odpowiedziałam
-No wiesz ty co.! Zdenerwowałem się.- udał focha
-Wybacz mi to o naj przystojnieszy i najzdolniejszy siatkarzu.- zrobiłam oczy kota ze shreka
-Wybaczam..! uśmiechnął się

Obiad zjedliśmy w przemiłej atmosferze. Bartek cały czas żartował a ja śmiałam się do łez. Po uregulowaniu rachunku i kolejnym krzywym spojrzeniu od obsługującej nas pani. Gdy wyszliśmy z restauracji słonko delikatnie otuliło nasze twarze. Postanowiliśmy pójść jeszcze na spacer do parku. Długo spacerowaliśmy ale przyszła pora na powrót do domu. Musiałam się wykąpać i ruszyć na lotnisko. Szybko wróciliśmy do domu.
Jak tylko zobaczyłam w przedpokoju moje bagaże zrozumiałam że jutro najprawdopodobniej będę musiała stawić czoła Michałowi i reszcie świata. Usiadłam w salonie ze spuszczoną głową i trochę mnie to zmroziło co od razu zauważył Kuraś.

-No dobra. Mów co jest.!- odpowiedział
-Ale nie wiem o czym mówisz?!- udałam że nie wiem o co biega
-Przestań mi ściemniać bo ci nie wychodzi. Co się dzieje mała?
-Już ci mówiłam że nic takiego a małą jest twoja...
-Pała wiem. Nie zgodzę się z tym swoją drogą ale zaufaj mi, chcę ci pomóc ok? Przed kim uciekłaś do Rosji co?
-No dobra, uciekłam przed Michałem. Poznaliśmy się przez ten mój telefon i od razu coś zaiskrzyło. Wcześniej dosyć boleśnie przeżyłam rozstanie z chłopakiem i zwyczajnie wystraszyłam się że z Miśkiem będzie tak samo. Że mnie zostawi jak jakąś zepsutą zabawkę. Dzień przed wylotem przyszedł do mnie do domu, poniosło nas i spaliśmy ze sobą. Kocham go i to tego się boję, że znowu będę płakała przez faceta. Już dawno powiedziałam sobie że nigdy nie pokocham żadnego faceta a potem pojawił się Michał a ja mu uległam. Wystraszyłam się tego co do niego czuję i uciekłam z tobą. Nie chciałam z nim rozmawiać.- zamknęłam twarz w dłoniach
-Noo to widzę że to gruba sprawa. Teraz ja ci coś opowiem ok? Jakieś 2 lata temu spotkałem wspaniałą dziewczynę miała na imię Natalia. Była piękną wysoką i miłą dziewczyną, od razu kupiła mnie całego. Na początku były tylko niewinne spotkania a potem potem były randki i pierwszy pocałunek. Byłą taka niewinna i nieśmiała. Zakochałem się w niej. Wszystko układało się pięknie, po niedługim czasie zamieszkaliśmy razem. Wszystko się popsuło kiedy dostałem propozycję gry dla Rosjan. Gdy jej o tym powiedziałem starała się mnie zrozumieć ale wiedziałem że boli ją to i to bardzo. Chciałem żeby ze mną pojechała ale ona nie brała tego pod uwagę. W Polsce miała swoje życie rodzinę przyjaciół pracę. Zaproponowała mi że poczeka aż wrócę ale bałem się że będę cierpiał przez tą rozłąkę, że z miłości nie wytrzymam i się załamię. Wystraszyłem się że nie damy rady i ją zostawiłem. Powiedziałem jej że to nie ma sensu i wyjechałem. Teraz niczego bardziej nie żałuję jak tego że pozwoliłem jej odejść. Teraz cierpię o wiele bardziej a to cierpienie którego się tak bałem okazało się być niczym w porównaniu do tego co czuję teraz.- mówiąc to cały czas patrzył w podłogę
-Nie szukałeś jej potem?- spytałam zdziwiona
-Nie raz próbowałem ale nic to nie dało. Zmieniła numer telefonu i adres. Nie mam pojęcia co się z nią stało.- wzruszył ramionami
-Przykro mi...- objęłam go mocno
-Nie opowiedziałem ci tego żeby ci było przykro. Powiedziałem ci o tym żebyś zrozumiała że jeśli pozwolisz mu odejść oboje będziecie bardziej cierpieć. Przemyśl to i zmykaj pod prysznic. Mamy mało czasu.- wstał szybko
-Ok.!- wstałam i ruszyłam do łazienki

Wzięłam szybki prysznic a potem szybko włożyłam na siebie to. Bartek odwiózł mnie na lotnisko i tam się pożegnaliśmy. Jego słowa dużo dały mi do myślenia. Na koniec powiedział mi tylko "Powodzenia" i się rozstaliśmy. Kiedy wsiadłam do samolotu poczułam tak jakby ulgę że wracam, no a Bartek okazał się być dobrym doradcą i przyjacielem. Po chwili wyjęłam telefon i napisałam wiadomość.

<Michał>

Wczoraj Zibi wrócił do siebie a ja zacząłem treningi. Codziennie hala pomaga mi zapomnieć o tym że po raz kolejny laska mnie skrzywdziła i to potwornie. Dzisiejszy dzień zaczynam jak każdy poprzedni najpierw przebieżka przez park a potem zakupy trening i reszta dnia na kanapie przed telewizorem. Przestałem się już łudzić że Marcela jeszcze coś do mnie czuje i przestałem do niej pisać. Kocham ta dziewczynę ale nie mogę zmusi jej żeby pokochała mnie.
Na treningu ewidentnie mi nie idzie. Psuję czego się dotknę. Minął tydzień odkąd jej nie ma, liczyłem każdy dzień, nawet jej koleżanka Paulina nie chciała powiedzieć mi co u brunetki czy wszystko ok. Gdy dzwoniłem do Kurka to mnie zbywał i ooo. Bez sensu.!

-Tee Dziku skup że się wreszcie.!- krzyknął mi do ucha Wojtaszek
-Co się drzesz debilu. Nie można ciszej.- skrzywiłem się
-Jak mówiłem ciszej nie zareagowałeś. Ile jeszcze będziesz przeżywał?
-Spierdalaj. Nic nie wiesz więc się nie odzywaj.!- rzuciłem w niego piłką i ruszyłem w stronę ławek
-Misiek zaczekaj. Co jest?- ten przyszedł za mną
-Już tydzień jej nie ma. Nic nie wiem co u niej jak się czuje i w ogóle. Martwię się rozumiesz.- wzruszyłem ramionami
-Michał, stary musisz się ogarnąć bo zawalasz wszystko. Ta dziewczyna totalnie cię omotała, nie może tak być że przez laskę zawalasz grę.
-Chciałbym tylko żeby się odezwała napisała że u niej w porządku. Nic zero, żadnej wiadomości.
-Mogę ci pomóc jakoś?- spytał
-No nie wiem spraw żeby wróciła albo chociaż się odezwała.- spojrzałem na niego z krzywą miną
-Misiek ja...- zaczął i wtedy w mojej torbie zabuczał telefon
-Czekaj coś mi przyszło...- wyjął komórkę
-Nie można tu wnosić telefonów.!- burknął Wojtaszek
-Chuj z tym.! To ona. Marcela napisała rozumiesz.!- ucieszyłem się jak dziecko
-No co ty?- ten wytrzeszczył oczy
-No słuchaj bo czytam.! Cześć Misiek niedługo się spotkamy dużo spraw przemyślałam i jestem gotowa z tobą porozmawiać i wyjaśnić kilka spraw. Przepraszam że tak długo to trwało. Jak tylko wrócę to obiecuję że cię znajdę i porozmawiamy. Marcela.- przeczytałem jej smsa z uśmiechem
-No widzisz mówiłem.!- uśmiechnął się Wojtaszek
-Taa mówiłeś żebym o niej zapomniał. Nie mogę uwierzyć że nie długo ją zobaczę.- aż podskoczyłem z radości

Reszta treningu śmignęła w zawrotnym tempie. Wziąłem szybko prysznic i wróciłam do domu. Jak zwykle wracałem koło domu Marceli ale nic się nie zmieniło, w oknach ciemno i nie widać żeby ktoś był w środku. Ciekaw jestem kiedy ona się u mnie pojawi. Po powrocie do domu po raz pierwszy od tygodnia nie położyłem się z piwem na kanapie a zacząłem robić sobie jedzenie i posprzątałem dom. Dopiero wieczorem usiadłem w salonie z lapkiem na kolanach. Od razu po zalogowaniu się na skypa zadzwonił Zbyszek.

-Hej Misiaczku, co porabiasz?- spytał z kwaśną miną
-Skończyłem jeść i posprzątałem a teraz siedzę a ty?
-Właśnie niedawno wróciłem z treningu. Coś taki szczęśliwy? Mikołaj był u ciebie wcześniej czy co?-  spytał
-Lepiej. Marcela się odezwała.- powiedziałem
-Noo to gratuluję. Przynajmniej jeden z nas ma powody do radości.
-Ej Zbychu co jest?
-Nic. Mam dosyć tych Włoch. Pierdolę w następnym sezonie wracam do Sovii.- wzruszył ramionami
-Serio?- zdziwiłem się
-No chyba tak. Chujowo gra się kiedy nie masz z tego przyjemności. Gdy grałem dla Resovii czułem że kocham to co robię a dookoła miałem przyjaciół a tu.. ci zawodnicy nie są moimi przyjaciółmi tylko współpracownikami.
-Zrób tak żebyś był szczęśliwy. Sam rozważałem przejście do Rzeszowa ale odłożyłem tą decyzję do przyszłego sezonu.
-Może w przyszłym sezonie zagramy razem hahaaa.!- roześmiał się
-Chciałbym bracie.
-Ja tez Miśku. Dobra kończę padnięty jestem. Cieszę się że z tą laską ci się układa. Narazie.!
-No siemano.- odpowiedziałem i się rozłączyłem

Wziąłem szybki prysznic i od razu skierowałem się do łózka. Długo myślałem nad tym co powiem Marceli jak ja już zobaczę. Dopiero wtedy przyszło mi do głowy że być może ona nie chce mnie znać.!
Postanowiłem nie martwic się na zapas mimo wszystko i licząc owce ("no jakoś trzeba zasnąć") szybko odpłynąłem.


----------------------------------------



Hejja!
Jestem a ze mną rozdział 13:)
Kiedy następny? Niedługo:**
Czekajcie cierpliwie:*
Do następnego..!