poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 46.

<Marcela>


Po obudzeniu się czułam się bardzo osłabiona. Lekarz tylko powiedział mi że złapałam sepsę ale podobno jest już ze mną lepiej. Niedługo po moim obudzeniu się przyszedł do mnie Zbyszek. Prawie płakał całując moją dłoń i mówiąc że mnie kocha.
Kiedy przyszedł do mnie drugi raz byłam już trochę silniejsza. Mój organizm powoli   nabiera sił przez co i ja czułam się coraz lepiej. Oniemiałam kiedy Zbyszek poprosił mnie o rękę. Wydawało mi się że śnię:

-Zbyszek ty tak na serio. Jesteś pewien tego co mówisz.- spytałam
-Niczego nie jestem bardziej pewien jak tego że chcę żebyś została moją żoną. To jak, zgadzasz się?
-Ale ale ja nie wiem co powiedzieć. Tak... zgadzam się. Wyjdę za ciebie.- wydukałam
-Tak strasznie się cieszę. Kocham cię.- odpowiedział i mnie pocałował
-A tak w ogóle nie powinieneś być teraz w Spale i trenować?!
-Stephane dał mi wolne. Będę tu przy tobie siedział póki nie wyzdrowiejesz...
-Kochanie przecież tak nie można. Widzę że jesteś zmęczony. Jedź do ośrodka i odpocznij. Siedzeniem tu mi nie pomożesz a chcę wiedzieć że nie zaniedbujesz przezemnie kadry.
-O czym ty mówisz. Nie ma opcji że cię tu zostawię. Razem wrócimy do Spały tylko musisz wyzdrowieć.- uśmiechnął się
-No dobrze. Kocham cię siatkarzu...
-Ja ciebie też masażystko.- pocałował mnie w rękę
-Panie Zbyszku dlaczego pan mnie nie słucha... prosiłem pana żeby dał pan ukochanej odpocząć a pan znowu u niej jest.- do sali wszedł lekarz
-Wiem i bardzo przepraszam ale musiałem tu do niej wejść. Obiecuję że dziś to już ostatni raz.
-No mam taką nadzieję. Pani Marcelina musi nabrać sił do walki. Przed nią seria antybiotyków.
-A kiedy będę mogła stąd wyjść?- spytałam
-Cóż... to się okaże jak pani organizm zareaguje na leki. Jeśli nie będzie odrzucał antybiotyku to może w przyszłym tygodniu.- uśmiechnął się lekarz
-No widzisz. Wszystko będzie dobrze. Możesz spokojnie wracać do Spały.- uśmiechnęłam się do Zbyszka
-No sam nie wiem. A co jeśli...
-Jakie jeśli. Zbyszek wszystko będzie ok. Wydobrzeję i przyjadę. Nic się nie martw mam tu idealną opiekę.- uśmiechnęłam się do Bartmana
-Jesteś pewna że nie chcesz żebym z tobą został?
-Panie Zbyszku pana dziewczyna ma rację. W razie czegoś przecież możemy do pana zadzwonić ale gwarantuję że nic takiego się nie stanie.- odezwał się lekarz
-No dobrze. Ale będę codziennie dzwonił do ciebie. I to po dwa razy.!- pocałował mnie w usta
-Ok obiecuję że będę odbierała. Leć już musisz odpocząć.
-Kocham cię mała.
-Ja ciebie też duży.- powiedziałam i chwilę potem Zibiego już nie było


<Zbyszek>


Nie bardzo chciałem zostawiać Marcelę samą w szpitalu ale też nie chcę żeby Antiga wyrzucił mnie z kadry. Lekarz utwierdził mnie w przekonaniu że Marcelina wyzdrowieje więc spokojnie mogłem wracać do drużyny. 
Kiedy zaparkowałem przed ośrodkiem od razu pojawili się Krzysiek Ignaczak, Piotrek i Fabian. Zdziwił ich mój przyjazd ale od razu ich uspokoiłem:

-Kiedy ona do nas wróci?- spytał Piotrek
-Jak dobrze pójdzie to w przyszłym tygodniu.- odpowiedziałem
-Czyli zdrowieje.- uśmiechnął się Igła
-Tak... dochodzi do formy.- odwzajemniłem uśmiech
-To super. Bardzo się martwiliśmy.- powiedział Cichy i z Fabianem sobie poszli
-Fajnie że tylko tak się to skończyło. Miała dużo szczęścia.- stwierdził Igła
-To fakt ale teraz już mam nauczkę. Muszę jej pilnować i o nią dbać dlatego jak tylko wyjdzie ze szpitala zaczniemy planować ślub.
-Oświadczyłeś się jej?- Igła zrobił wielkie oczy
-Tak i się zgodziła.- uśmiechnąłem się
-Stary no to gratuluję. Miałem cichą nadzieję że niedługo będziemy się bawić na waszym slubie no i proszę... Strasznie się cieszę.
-Dzięki ale jakby była taka możliwość to nie mów tego nikomu. Nie chcę oznajmiać tego wszystkim bez Marceli u boku. Sam wiesz...
-Wiem i obiecuję że będę cicho. Ale się cieszę.- poklepał mnie po ramieniu
-Ja też. Jestem cholernie szczęśliwy...

Po wejściu do pokoju wziąłem długi prysznic a potem dałem znać Antidze że pojawię się na jutrzejszym porannym treningu. Wyjaśniłem całą sytuację i ucieszył się że z Marcelą jest już coraz lepiej. Bez żadnych obaw i złych przeczuć położyłem się na łóżku i szybko zasnąłem.


<Michał>


Po kłótni z Karolem jestem niepewny sytuacji. Kłos może mi namieszać i cała akcja z odzyskaniem Marceliny może się nie udać. Muszę z nim pogadać i go uspokoić, że niby zrozumiałem swój błąd. Jak na złość mimo tego że go szukam nigdzie go nie ma. Zaczynam się martwić że może poszedł do Wrony i mu powiedział co zaszło. Nie chcę mieć kosy z całą kadrą więc muszę się uspokoić.
Kiedy wracałem do ośrodka zobaczyłem auto Zbyszka. Dlaczego już wrócił? Coś się stało?!
Wziąłem szybko telefon i znalazłem numer Marceli. Z nadzieją nacisnąłem zieloną słuchawkę. Po dwóch sygnałach usłyszałem jej kojący głos

-Słucham?
-Marcela? Jak się czujesz?- od razu spytałem
-Michał? Dobrze ale dlaczego dzwonisz?
-Zobaczyłem auto Zbyszka pod ośrodkiem i się wystraszyłem. Tak się cieszę że odebrałaś. 
-Czuję się lepiej więc nie ma sensu żeby Zbyszek zawalał treningi. 
-To dobrze że czujesz się lepiej. Tak się martwiłem...
-Michał nie musisz się o mnie martwić. Nie jesteśmy razem i nie będziemy...
-Wiem ale jesteś dla mnie ważna. Przepraszam.
-Muszę już kończyć. Zajmij się treningami. Cześć.
-Czekaj Marcela nie rozłączaj się...- powiedziałem ale się rozłączyła

Nie rozumiem dlaczego była taka oschła w stosunku do mnie. Czyżby Karol już zadziałał i Marcela dowiedziała się o moich planach.?! Schowałem telefon do kieszeni i wszedłem do ośrodka. Przez całą drogę do pokoju zastanawiałem się czy Kłos tak jak obiecał nic nikomu nie powiedział. W pokoju na łóżku spotkałem Mateusza Mikę. Siedział ze słuchawkami na uszach ale kiedy mnie zobaczył to je zdjął.

-Gdzie się podziewałeś?- spytał
-Długa historia... 
-No ok ale masz gości wiesz o tym?!
-Gości.? Kogo?- zdziwiłem się
-Nas...- z balkonu do pokoju weszła Monika z Amelką na ręku





---------------------------------------------------------





Jestem :)
Wiem znowu spóźnienie ale mam nadzieję że wybaczycie...
Następny rozdział to kwestia tygodnia no może 10 dni :*
Obiecuję<333

wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 45.

<Zbyszek>


Siedziałem na krzesełku zamyślony. Jeszcze Misiek chciał mi coś powiedzieć kiedy z sali wybiegł lekarz:

-Panie Zbyszku...- zaczął
-Tak?- szybko poderwałem się z miejsca
-Nie wiem jak to panu powiedzieć. może tak prosto z mostu... Pani Marcelina swobodnie oddycha i własnie odzyskała przytomność.- uśmiechnął się
-Na prawdę?- poczułem się jakbym wygrał mistrzostwo świata
-Tak. Pytała o pana ale jest jeszcze osłabiona.- odpowiedział
-Mogę ją zobaczyć. Bardzo pana proszę...
-No dobrze. Pielęgniarka przyniesie panu strój ochronny ale tylko na chwilę.- powiedział i poszedł
-Widzisz mówiłem że będzie dobrze.- obok mnie pojawił się Misiek
-Tak cholernie się bałem ale wreszcie ją zobaczę.
-Teraz już będzie tylko lepiej. Nie masz się co martwić.- westchnął

Po kilku minutach pojawiła się pielęgniarka i dała mi strój w który miałem się ubrać. Szedłem za nią posłusznie kiedy nagle dłonią skierowała mnie do drzwi. Wszedłem powoli na salę i ją zobaczyłem. Podpięta do mnóstwa aparatur ale oddychająca swobodnie. Usiadłem na krzesełku obok łóżka i delikatnie złapałem ją za rękę. Wtedy otworzyła oczy. Były takie smutne i zmęczone. Na mój widok delikatnie się usmiechnęła co dodało mi skrzydeł.

-Cześć kochanie.- wyszeptałem
-Hej.- wychrypiała
-Nic nie mów. Nie męcz się. Tak strasznie się cieszę że już z tobą lepiej. Nawet sobie nie wyobrażasz jak się o ciebie bałem. Ja i cała reprezentacja. Nigdy nie rób takich numerów bo o mało nie umarłem ze strachu rozumiesz.!- pocałowałem ją w dłoń

Uśmiechnęła się tylko i pokiwała lekko głową. Od razu widać że te lekarstwa ją wymęczyły. Twarz miała zapadniętą a ciało wątłe i prawie w ogóle się nie ruszała. Krążyła oczami po sali. Po 5 minutach lekarze mnie pogonili i musiałem wyjść. Przy drzwiach czekali już Stephane, Karol, Andrzej, Misiek i Fabian.

-Co z nią?- uprzedził wszystkich Michał
-Jest bardzo osłabiona ale oddycha sama i jest przytomna. Dostaje lekarstwa na wzmocnienie i jutro powinno być lepiej.- usmiechnąłem się
-Całe szczęście.- westchnął Karol
-Tak właściwie to co wy tu robicie?- spytałem
-Michał dzwonił. Musieliśmy przyjechać.- powiedział Fabian
-Rozumiem. Dziś i tak jej nie zobaczycie. To cud że mnie pozwolili do niej wejść.- uśmiechnąłęm się i usiadłem
-Michal w takim razie wracasz z nami i wracasz do treningów. Skoro z Marceliną jest lepiej- odezwał się Antiga
-Yyy no dobrze.- westchnął Kubiak
-Zostaniecie tu na chwilę. Muszę coś załatwić.- w mojej głowie narodził się plan i postanowiłem go zrealizować
-No dobrze. Jedź.- odpowiedział trener

Szybko wsiadłem w samochód i pojechałem w kierunku miejsca gdzie dostanę to czego szukam. Zajęło mi to 30 minut ale załatwiłem wszystko i wróciłem do szpitala. Wtedy Stephane zabrał chłopaków a mi kazał stawić się jutro w ośrodku. Zgodziłem się chociaz nie chciałem zostawiać Marceliny.

Po ubłaganiu lekarza po trzech godzinach znowu pozwolili mi do niej wejść. O dziwo wyglądała ciut lepiej jej policzki nabrały nieco rumieńców a oczy blasku. Usiadłem szybko na krzesełku i odsunąłem jej włosy z twarzy. Otworzyła oczy i się usmiechnęła

-To znowu ja.- powiedziałem
-No widzę.- odpowiedziała
-Posłuchaj. Nigdy więcej mnie tak nie strasz, wiem już to mówiłem ale tak strasznie się o ciebie boję bo bardzo cię kocham. Wiem że może okoliczności są mało romantyczne a ja może się pospieszyłem ale nie chcę na nic czekać bo wiem że tylko z tobą chcę być.
-Co?- spytała
-To ja mam do ciebie pytanie. Wyjdziesz za mnie?- wyjąłem dopiero co kupiony pierścionek



<Michał>


Wsiadłem w samochód z dosyć dziwnym uczuciem. Cały czas zastanawiało mnie co Zbyszek pojechał załatwić. Chciałem wejść do Marceli ale mi nie pozwolili. Jak mam ja odzyskać skoro nawet nie wolno mi jej zobaczyć.
Przez całą drogę do ośrodka myślałem o co chodziło. Sam nie wiem ale mam dziwne przeczucia i to nie będzie dla mnie dobre.
Po powrocie do Spały wziąłem szybki prysznic i wyszedłem na ławkę przed ośrodkiem.
Wtedy koło mnie pojawił się Kłos.

-Co jest Misiek?- spytał
-Jak myślisz co Zbyszek pojechał wtedy załatwić?- spytałem
-No sam nie wiem. Może jakiś hotel albo.. no nie wiem. Skąd to pytanie w ogóle.
-A nie ważne. Po prostu ciekawy jestem
-Chyba nie chcesz mącić między nimi co? - szturchnął mnie
-Cooo?
-Michał po tym co przeszli mają prawo do szczęścia. Nie psuj im tego.
-A ja? Ja nie mam prawa do szczęścia. Wszyscy je mają więc czemu ja nie.!- wybuchłem
-Spokojnie...
-No bo Karol to ja byłem pierwszy. Ja pierwszy się w niej zakochałem...
-Zawsze żartuję ale teraz ci powiem całkowicie poważnie. Kurde Michał to nie przedszkole że kto pierwszy ten lepszy. Widocznie nie była dla ciebie skoro wam nie wyszło a Zbyszek nosi ją na rękach. On ją serio bardo kocha a ona kocha jego. Daj jej spokój przecież masz Monikę i waszą córkę.
-To nie jest moje dziecko. Wrobiłem się w ojcostwo bo nie miałem lądu i pomysłu na życie bez Marceli. Tak naprawdę zrobiłem to z rozpaczy.
-Michał? Czyli mam rozumieć że chcesz odzyskać Marcele tak?
-Nawet nie wiesz jak bardzo bym tego chciał. Kiedy ją zobaczyłem po latach taką piękną i uśmiechniętą... nie potrafię o niej zapomnieć.
-To nie dobrze bo raczej do siebie nie wrócicie. Ona już nic do ciebie nie czuje stary.!
-Skąd to wiesz?- zdziwiłem się
-Widzę z jaką miłością patrzy na Bartmana a on na nią. Musisz odpuścić stary nie niszcz ich związku. To twój przyjaciel.
-Przyjaciel nie odbija ci ukochanej laski. To nie jest mój przyjaciel.
-To po co siedziałeś z nim w szpitalu? Po co go wspierałeś?
-Bo chcę mieć jego zaufanie. Tak będę mógł być bliżej niej.- westchnąłem
-Michał to jest chore. Jak ty tak w ogóle możesz co? Zbyszek by ci tego nie zrobił. My wszyscy się tu przyjaźnimy a ty chcesz zrobic mu takie świństwo. Przegnasz stary.- Karol wstał z ławki
-O co ci chodzi. Zrozum że ja też chcę mieć szansę na życie z nią...
-Już ją miałeś i zmarnowałeś nie rozumiesz.! Ogarnij się Kubiak.!
-Nie mów nikomu o naszej rozmowie.!
-Nie powiem ale też nie pozwolę ci się zbliżyć do Marceli i Zbyszka. Nie pozwolę ci rozbić tego związku rozumiesz.!- krzyknął i poszedł

Kurwa.! Niepotrzebnie się wygadałem Karolowi o moich planach. Teraz może mi namącić w zbliżeniu się do Marcelki. Teraz kiedy wiem że Zbyszek ją kocha będzie mi ciężko ich od siebie oddalić. Jeszcze ten Karol. Muszę coś wymyślić. Coś co odsunie ją od Kłosa...







----------------------------------------------------------------






Jestem tak jak obiecałam :)
Następny do tygodnia czasu. :)
Do zobaaa....

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 44.


 Michał

Kiedy wróciłem ze spaceru w ośrodku zastałem zamieszanie. Nie wiedziałem za bardzo o co chodzi i nie chciałem wiedzieć. Próbowałem przejść obok grupki chłopaków którzy z zainteresowaniem słuchali co mówią Karol z Andrzejem. Nagle usłyszałem ze padło imię Marceli i zatrzymałem się zeby sluchac o co chodzi. To co usłyszałem zwaliło mnie z nóg. Jak to możliwe że ta drobna brunetka jest aż tak poważnie chora. Serce na chwilę przestało mi bić i jedyna myśl jaka przyszła mi do głowy to to że muszę ją zobaczyć. Szybko wsiadłem w samochód i mając przed oczami jej twarz ruszyłem przed siebie.
Nie wiem nawet jak pokonałem ta drogę bo jechałem trochę jak w amoku. Kiedy wszedłem na szpitalny korytarz od razu pielęgniarki pokierowały mnie do miejsca gdzie spotkałem Zbyszka. Siedział głowę chowając w dłoniach a łokcie spierał na kolanach. Powoli podszedłem do niego i odezwałem się

-Co z nią?
-Michał a co ty tu robisz?- zdziwił się na mój widok
-Spokojnie nie chce się kłócić chce wiedzieć tylko jak ona się czuje...
-Jest źle.-odpowiedział
-Jak to? Aż tak?- wystraszyłem się
-Marcela nie oddycha samodzielnie. Jej stan miał się poprawić ale tak się nie stało. Nic nie da się zrobić.
-Jezuu... Zbyszek ona z tego wyjdzie zobaczysz.- usiadłem kolo Bartmana
-Cały czas się o to modle ale boje się. Cholernie się boje...
-Nie wolno ci myśleć inaczej. Byłeś u niej?
-Chciałem ale nie wolno mi do niej wejść. Tak chciałbym ja zobaczyć. Jej piękne brązowe oczy i szeroki uśmiech. Nie mogę jej stracić nie przeżyje tego.- powiedział Zbyszek a kilka sekund potem z jego oczu popłynęły łzy

Ten widok jakby otworzył mi oczy. Zrozumiałem ze on kocha Marcelinę to nie jest jakiś tam kaprys. Nigdy nie widziałem  żeby Zbyszek płakał to było sprzeczne z jego natura.\
Siedzieliśmy tak bez słowa kiedy nagle nad naszymi głowami usłyszeliśmy głos

-Panie Zbyszku?!..
-Tak doktorze.- Zibi poderwał się z miejsca
-Chciałem tylko powiedzieć że pani Marcelina pół godziny temu miała wstrząs septyczny. Udało nam sie ja ustabilizować i jej stan jest stabilny. Jeśli do rana to się nie zmieni to obawiam się że nic więcej nie będziemy mogli dla niej zrobić. Pozostanie nam tylko spróbować odłączyć ją od respiratora.
-Co to znaczy?- spytałem
-Pani Marcelina dobrze reaguje na antybiotyki i leczenie. Jeśli jutro zacznie oddychać sama i odzyska pełną przytomność będziemy mogli wdrożyć skuteczniejszy sposób leczenia. Wszystko okaże się jutro rano. Przepraszam teraz ale muszę iść do innych pacjentów.- uśmiechnął się nikle i poszedł
-Miała wstrząs.- wyszeptał Zbyszek
-Jej stan jest stabilny. Słyszałeś lekarza jest dobrze.
-Gówno prawda Michał. Oni zawsze tak mówią. Ona miała wstrząs septyczny to chyba nie wróży nic dobrego prawda?!- krzyknął
-Zbyszek uspokój się i siadaj. Trzeba mieć nadzieję że wszystko się uda. Podadzą jej ten skuteczniejszy lek i wszystko się ułoży.
-Właściwie dlaczego mnie pocieszasz co? Po co tu ze mną jesteś?- spytał
-Dobrze wiesz dlaczego.- odpowiedziałem
-Ty ją kochasz. Dlatego tu jesteś.
-Zibi fakt kocham ją ale ty też jesteś mi jak brat. Oboje was kocham i nie wyobrażam sobie być teraz gdzie indziej.

Siedzieliśmy w ciszy jakieś 30 minut. Powoli szpital pustoszał i na korytarzu zostaliśmy tylko my dwaj. Było mi go strasznie żal, widziałem że bardzo cierpi ale nie mogłem mu w żaden sposób pomóc.


<Zbyszek>

Nie mówiłem nic ale obecność Michała pomagała mi. Tęskniłem za naszymi rozmowami za wieczorami przy piwie. Za nim tęskniłem. Wiadomości od lekarza utwierdziły mnie w tym że z Marcelą jest źle. Chciałbym żeby wyzdrowiała, cały czas mam jej twarz przed oczami ja zwyczajnie ją kocham.

-Zbyszek chcesz kawy?- Michał wstał z krzesełka
-Nie dzięki.- odpowiedziałem
-Kiedy ostatnio coś jadłeś albo piłeś. Musisz coś zjeść...
-I tak nic nie przełknę.
-Zbyszek...
-Misiek dzięki za troskę ale nigdzie się stąd nie ruszę. Jeśli chcesz to idź sam.
-Ok.- odpowiedział i sobie poszedł

Oparłem głowę o ścianę i spojrzałem w górę. Wiem że jestem wyczerpany i fizycznie i psychicznie ale nie chcę być nigdzie indziej. Chcę być blisko Marceli, najbliżej jak się da. Westchnąłem  tylko ciężko i wtedy usłyszałem głos

-Pseprasam...- przede mną stał mały chłopczyk
-Tak?- spytałem
-Jest pan chory?- spytał mnie
-Nie nie jestem. Moja koleżanka jest chora.- uśmiechnąłęm się do niego żeby się mnie nie wystraszył
-Ahaaa... a pan siem o nią martwi.- usiał obok mnie
-Tak, bardzo się o nią martwię.
-Moja mama tez siem o mnie martwi i cęsto płacze.- posmutniał
-Na prawdę. Myślę że niepotrzebnie bo szybko wyzdrowiejesz. 
-Chyba nie. Pan doktor mówił ze mam chorobę która ma strasnie długom nazwe. Mukowisicymadozia czy jakoś tak.- wydukał
-Mukowiscydoza?- powtórzyłem
-Tak. Pana kolezanka tes na to choruje?- spytał
-Nie. Moja koleżanka ma sepsę.- westchnąłem
-Niech sie pan nie martwi doktorowie ją uzdrowiom. Wtedy pan sie bedzie mógł z niom ozenić. Musem jus iść. Papaa- pomachał mi i szybko pobiegł
-Papa- odpowiedziałem w szoku
-Co to za dziecko?- pojawił się Michał
-Chłopczyk chory na mukowiscydozę. Pocieszał mnie.- odpowiedziałem
-Trzymaj kawę. -podał mi kubek
-Dzięki.- uśmiechnąłem się na siłę
-Nie ma za co. Jakieś wieści?
-Nic. Lekarz jeszcze nie wyszedł z sali.
-Rozumiem. Dzwoniłem do Antigi kazał ci nie wracać bez Marceli...
-No to sobie jeszcze na mnie poczeka.- westchnąłem

Spuściłem głowę w dół. Czułem że Michał mi się przygląda i chce coś powiedzieć ale dopiero się na to zbiera. Kiedy podniosłem głowę i spojrzałem na niego otworzyły się drzwi a w nich pojawił się lekarz prowadzący leczenie Marceliny:

-Pamie Zbyszku...- powiedział trochę za szybko



----------------------------------------------------------------------



Jestem :)
Przepraszam za brak w dodawaniu ale komputer mi wysiadł a bez tego ani rusz. :(
Należy mi się porządne lanie i jestem tego świadoma :)
Następny do tygodnia czasu może w przeciągu kilku dni i teraz to słowo harcerza że tak będzie :*
Buziole :*:*:*