wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 47.

<Marcela>


Przez najbliższe 4 dni w ogóle nie widziałam się ze Zbyszkiem. Nudziło mi się samej w szpitalu i niecierpliwie czekałam na wypis. No i się doczekałam.
Jest wtorkowy piękny poranek kiedy mój lekarz prowadzący przyniósł mi wypis. Strasznie się ucieszyłam że w końcu wrócę do Spały. Postanowiłam nie mówić  nic nikomu i zrobić w ośrodku niespodziankę. Zebrałam wszystkie swoje rzeczy, przebrałam się i wsiadłam w taksówkę która zawiozła mnie prosto pod spalski ośrodek.
Kiedy wysiadłam z taksówki i zaciągnęłam się świeżym powietrzem poczułam się jeszcze lepiej. Z torbą podręczną w ręku ruszyłam w stronę recepcji. Szybko odebrałam klucz do pokoju i zainstalowałam się w pokoju moim i Zbyszka. Odrzuciłam brudne rzeczy do prania i poszłam wziąć prysznic. Chłopaków nigdzie nie ma a z tego co mówiła dziewczyna w recepcji nie mają teraz treningu. Stwierdziłam że pewnie siedzą w pokoju Igły więc po ubraniu świeżych rzeczy i nałożeniu delikatnego makijażu postanowiłam do nich pójść. Tak jak myślałam z Iganczakowego pokoju dochodziły dźwięki muzyki i kłótni Wrony z Karolem. Zapukałam delikatnie do drzwi i kiedy usłyszałam "wejść" otworzyłam drzwi. Kiedy siatkarze zobaczyli mnie w drzwiach zamarli. Ich miny były bezcenne. Dopiero kiedy się roześmiałam chyba uwierzyli że nie jestem duchem i podnieśli się z podłogi.

-Marcela.? A co ty tu...- zaczął Igła
-A mieszkam Krzysiu. Tymczasowo ale mieszkam i to w pokoju obok.- odpowiedziałam
-Kotek ale jak to?- podszedł do mnie Zibi
-Czuję się na tyle dobrze że mnie wypisali. Poza tym się stęskniłam.- wzruszyłam ramionami
-Dlaczego nie zadzwoniłaś. Przyjechałbym po ciebie...
-Nie było takiej potrzeby kochanie. Chciałam zobaczyć wasze miny.- roześmiałam się
-No to co, pora na uściski. Ale tęskniliśmy za tobą.- Karol wziął mnie w ramiona a za nim cała reszta załogi m.in. Winiar, Wronka, Fabian, Piotrek, Mariusz, Zator, Igła i Mateusz Mika.
-Nie ma co ładny numer nam wywinęłaś z tą chorobą.- powiedział Cichy
-Wiem i przepraszam. Więcej tak nie zrobię obiecuję...
-No my mamy nadzieję.- powiedzieli razem Karol i Andrzej
-Ale mi was brakowało normalnie sama w to nie wierzę że aż tak bardzo.- roześmiałam się
-Siadaj tu między nami. Właśnie oglądamy film. Michał poklepał miejsce obok siebie
-Aha no ok.-odgarnęłam włosy z twarzy
-A co to?- wrzasnął Fabian pokazując na moją dłoń
-Nie widziałeś nigdy pierścionka zaręczynowego?-odpowiedział mu Zbyszek
-Ale że wy... -zaczął Szampon
-Tak. Zbyszek mi się oświadczył.
-A Marcela zgodziła się zostać moją żoną.- dokończył za mnie Bartman

Wtedy dopiero zaczęły się owacje na stojąco i gratulacje. Znowu zostałam wyściskana przez wszystkich ale teraz Zbyszek też. Widać że chłopaki dobrze życzą i mi i Zbyszkowi Igła nawet wspomniał że czuje się jakby miał wydać za mąż córkę. To się nawet dobrze składa bo pomyślałam że to właśnie on mógłby zastąpić mojego ojca i poprowadzić mnie do ołtarza.
Trochę się pośmialiśmy ale potem Zbyszek stwierdził że idziemy do naszego pokoju więc opuściliśmy zgromadzenie siatkarzy. Zadowolona usiadłam na łóżku i podpięłam telefon do ładowarki kiedy Zbyszek cały czas stał i na mnie patrzył bez słowa:

-Co jest?- spytałam poirytowana jego zachowaniem
-Dlaczego nie zadzwoniłaś? Jak tu dotarłas?
-Są taksówki. Nie chciałam cię fatygować. Jestem duża i jak widać... poradziłam sobie.- odpowiedziałam
-Nawet nie wiesz jak się stęskniłem.- uśmiechnął się i usiadł obok mnie po czym mocno mnie przytulił
-Wiem ja też tęskniłam.- pocałowałam go delikatnie
-Weźmy ten ślub. I to najszybciej jak się da.- westchnął
-Czemu ci się tak śpieszy?- zdziwiłam się
-Chcę mieć pewność że już nigdzie mi się nie wymkniesz. Że jesteś cała tylko moja.- powiedział i wpił się w moje usta


<Michał>


Od jakiegoś czasu w Spale mieszka Monika z Melką. Niby cieszę się że jest tu mała bo stęskniłem się za nią a traktuję ją jak córkę ale Monika to co innego. Nie wiem jak mogłem pomyśleć że mogę być z nią szczęśliwy. Przez jakiś czas było ok ale odkąd znowu zjawiła się w moim życiu Marcela... nie potrafię dogadać się z Moniką... Nawet nie wiem czy chcę się z nią dogadać. Kłótnia goni kłótnię ale ona usilnie stara się zatrzymać mnie przy sobie.
Przyjechała razem z Iwoną od Krzyśka ale Ignaczakowa szybko wróciła do domu a Monika została.
Mamy przerwę między treningami więc wybrałem się z małą na spacer. Cieszy mnie każda chwila spędzona z Amelką. Przy niej moje zycie nie wydaje się być takie złe. Idziemy sobie chodnikiem i wtedy nie dowierzam... Zbyszek i Marcela idą objęci w stronę altanki. To Marcela już wyszła ze szpitala?! Ucieszył mnie jej widok w tak dobrej formie. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wtedy obok mnie pojawił się Kłos.

-Co tam Dziku?- spytał
-A co ma być? Nic ciekawego jak widzisz.- odpowiedziałem
-Wiesz że Marcela wróciła prawda?
-Wiem. I co z tego?- zdziwiłem się
-A to z tego że masz się ogarnąć i dać jej spokój. Ona jest szczęśliwa.- odpowiedział
-A co ty? Jesteś jej ojcem czy jak że tak się o nią martwisz i jej pilnujesz?
-Nie. Jestem jej przyjacielem. Serio stary aż tak ci na niej zależy?- spytał
-Karol ja ja kocham. To jedyna dziewczyna którą kochałem i będę kochał. Nie umiem o niej zapomnieć słyszysz. Nie daję rady.- westchnąłem
-Masz młodą i Monikę. Dlaczego się z nimi trzymasz skoro nie jesteś szczęśliwy?
-Kocham tą małą jak ojciec ale Monika... nie trawię jej. Sam jej widok mnie wkurza i chciałbym żeby jej tutaj zwyczajnie nie było. Nie wiem co robić.
-To faktycznie trudne ale nie niszcz życia Marceli. Ona chce spędzić życie ze Zbyszkiem. Zaręczyli się i chcą się pobrać. Mówię ci to bo serio zależy mi na szczęściu i jej i twoim. Zapomnij o niej.- poklepał mnie po ramieniu i sobie poszedł a ja się zmieszałem


<Zbyszek>


Po powrocie do pokoju chciałem zatopić się cały w Marcelinie ale jak sie okazało brunetka miała całkiem odmienne plany. Szybko się ode mnie odsunęła i zaczęła rozczesywać włosy

-Zbyszek za ile masz trenig?- spytała
-Półtorej godziny a co?- spojrzałem na zegarek a potem na nią
-Chodźmy na spacer co?- zrobiła te swoje oczy
-Nie jesteś zmęczona? Może powinnaś odpocząć.
-Odpoczywałam podczas choroby. Już mi się powoli odleżyny robiły. Chodźmy.- pociągnęła mnie za rękę
-To się robi niebezpieczne.- westchnąłem
-Ale co?
-To że nie potrafię ci niczego odmówić.- roześmiałem się
-Też cię kocham skarbie.- pocałowała mnie
-Nie prowokuj mała bo cię siłą  na łózko zaciągnę.- mrugnąłem do niej
-To to załatwimy wieczorem kochanie.- posłał mi buziaka w powietrzu

Objąłem ja mocno i skierowaliśmy się w stronę altanki. W między czasie Marcela spytała mnie co myślę o pomyśle by to Igła przyprowadził ją do ołtarza. Spodobał mi się ten pomysł. W końcu to u niego zaczęliśmy się do siebie zbliżać a poza tym on się ucieszy bo traktuje Marcelę jak siostrę.
Zadowolony stwierdziłem że wszystko co złe jest za nami i teraz będziemy tylko szczęśliwi.
Ale czy napewno?!




---------------------------------------------------------------------





Witajcie :)
Jak zwykle spóźniona ale jednak... :(
Taka informacja... Jeszcze 3 góra cztery rozdziały i kończę tą historię bo jak widzicie nie wyrabiam się z pisaniem. Piszę na szybko co wiąże się z kiepską jakością rozdziałów. Przykro mi ale tak jest...
Nie wiem kiedy następny 10 dni może dłużej... :(
Do następnego papa :*