środa, 30 lipca 2014

Rozdział 22.

<Marcela>

Pojutrze jest ten cholerny wyjazd a ja dalej jestem w kropce. Pogodziłam się już z myślą że będę musiała wyjechać. Przestałam spotykać się z Michałem, nie chcę bardziej cierpieć podczas naszego rozstania.
Kubiak dzwonił i pisał ale mówiłam mu że jestem chora i dlatego nie mogę się z nim widzieć. Wiem że robię mu przykrość.  Nic na to nie poradzę że nie znalazłam mieszkania  do wynajęcia a rodzice nie zmienili zdania.
Usiadłam w salonie sprawdzając w internecie kolejne ogłoszenia w sprawie mieszkania kiedy do mieszkania wparował mi zły Michał.

-Marcela?- krzyknął w wejściu
-Jestem w salonie.!- odpowiedziałam
-Marcela..- podszedł i od razu mnie przytulił
-Co się stało?
-Dlaczego mnie unikasz?- spytał
-Co ty mówisz? Nie unikam cię.- odpowiedziałam bez przekonania
-Przestań. Spójrz mi w oczy...- podniósł mi podbródek
-Michał, bo ja nie chcę się do ciebie przywiązywać. Za dwa dni wyjeżdżam i nie chcę cierpieć przy naszym rozstaniu.
-To nie jedź.!
-Co ty mówisz? I gdzie zamieszkam. Próbowałam coś znaleźć ale nadaremnie...
-Zamieszkaj ze mną.- wzruszył ramionami
-Co? Ty mówisz poważnie?
-Całkowicie.- uśmiechnął się
-Ale twoje mieszkanie jest małe, jak my się tam pomieścimy? To zły pomysł.!- westchnęłam
-Ale to tylko do momentu kiedy zacznę grać w Rzeszowie. Znajdę tam coś dużo większego i się przeprowadzimy.
-Jesteś tego pewien?
-Oczywiście. Zbieraj swoje rzeczy i jedziemy...
-Kocham cię Michał.- pocałowałam go w usta
-Ja ciebie tez mała...

Michał zaczął wynosić do auta kartony z moimi rzeczami a ja wkońcu zaczęłam się uśmiechać.  Cieszę się że zostanę w Jastrzębiu z tymi których kocham. Widziałam jak Michał uśmiecha się do mnie czule i ja sama też nie mogę powstrzymać się od bezsensownego uśmiechania się.
Dopiero gdy zobaczyłam auto rodziców na podjeździe wzięłam głęboki wdech i przygotowana na kłótnię z rodzicami chwyciłam Miśka za rękę.

-To może ja wyjdę. Nie chcę robić ci problemu...- powiedział
-Zostań. Potrzebuję wsparcia...- spojrzałam na niego czule
-Dobrze. Masz mnie całego i moje wsparcie.

Chwilę potem do do domu weszła matka. Zaraz za nią w drzwiach pojawił się ojciec a ich miny zwiastowały burzę. Spojrzałam na Michała i widząc jego oczy pełne miłości do mnie byłam gotowa na wszystko.


<Michał>

Postanowiłem że Marcela zamieszka ze mną. Od razu ją o tym poinformowałem a ona się ucieszyła i oczywiście zgodziła. Od razu zaczęliśmy ją pakować, byłem szczęśliwy że będę ją miał na co dzień tylko dla siebie. Niestety kiedy mieliśmy wychodzić do domu wrócili jej rodzice. W gardle zrobiła mi się wielka gula ale kiedy Marcela poprosiła mnie o wsparcie wziąłem głęboki wdech i postanowiłem walczyć o nas z jej rodzicami.

-Co tu się dzieje?- spytała matka Marcelki
-Nigdzie z wami nie jadę.!- odpowiedziała zdeterminowana Marcela
-Słucham?- wtrącił ojciec
-Jeśli państwo pozwolą to chciałbym..- postanowiłem się wtrącić
-To nie twoja sprawa. Marcela coś ty wymyśliła.!- uciszyła mnie jej matka
-Nie odzywaj się tak do Michał. Wymyśliłam że nie wyjeżdżam. Nie chcę nigdzie jechać i nie jadę. Proste.!- odpowiedziała spokojnie Marcela
-Tak i gdzie zamieszkasz co? Może u niego?- spytał ojciec
-Tak u niego. Jeszcze jakieś pytania bo się śpieszymy?
-Marcela ty jedziesz z nami. Tu nie ma dyskusji...
-Mamo czy ty rozumiesz że jestem pełnoletnia. Nie możecie mną rządzić.!
-Jesteś pewna tego co robisz. Wiesz że jeśli nie wyjedziesz to...
-Wiem zero kasy i wsparcia z waszej strony. Czyli niewiele się zmieni. Michał ychodzimy.!- Marcela ruszyła w stronę drzwi
-Jeśli stąd wyjdziesz to już możesz nie wracać.!- krzyknęła jej matka
-Nie zamierzam do was wracać.!- odkrzyknęła jej Marcela

Widziałem że Marcela jest bliska płaczu ale odgrywa silną. Chciałem żeby jechała ze mną autem ale stwierdziła że musi zabrać swoje auto więc pojedzie swoim. Przez chwilę się sprzeciwiałem ale postanowiłem że nie będę jej dodatkowo denerwował.

Dopiero gdy przynieśliśmy wszystkie kartony do mojego mieszkania Marcela usiadła na kanapie i zaczęła płakać. Wystraszyłem się trochę i szybko do niej podszedłem:

-Ejj co jest skarbie?- spytałem
-Teraz dopiero widzę że oprócz ciebie, Pauliny i dziadków nie mam nikogo.!- wytarła łzy
-Nie płacz. Ułoży się wszystko i będzie dobrze zobaczysz.
-Dziękuję ci Michał.!- wtuliła się we mnie
-Za co mi dziękujesz?
-Za to że jesteś. Że mnie nie zostawiłeś.!
-Nigdy cię nie zostawię. Kocham cię mała.!- pocałowałem ją w czubek głowy
-Chcę wziąć prysznic. Mogę?- spytała
-Oczywiście. Teraz to twój dom. Czuj się jak u siebie.!
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Zrobię nam coś do jedzenia. Na co masz ochotę.?- spytałem
-Cokolwiek. Nie mam wymagań.!- pocałowała mnie szybko w usta i poszła do łazienki

Uśmiechnąłem się sam do siebie i wziąłem się za przygotowywanie nam posiłku. Postawiłem na spagetti bo robi się to w miarę szybko. Po 20 minutach Marcelka wyszła z łazienki i zobaczyłem w jej oczach minimalną poprawę nastroju. Usiadła naprzeciwko mnie i zaczęła przyglądać się temu co robię. Jako że spagetti to potrawa włoska to odezwałem się do niej w tym właśnie języku

-Buongiorno bella ragazza (dzień dobry piękna dziewczyno)
-Buongiorno. Ti amo Michael. (dzień dobry. Kocham cię Michał)- uśmiechnęła się do mnie czule

Podszedłem do niej i szybko wpiłem się w jej usta. Nie chcę nawet sobie wyobrażać życia bez tej dziewczyny, nie potrafiłbym bez niej teraz żyć.
Dopiero po tym jak się od siebie oderwaliśmy odpowiedziałem jej.

-Ja też cię kocham. Cholernie mocno cię kocham Marcelko.!- po czym ponownie ją pocałowałem


-----------------------------


Jestem :)
Wiem jestem spóźniona, wybaczcie mi to :)
Rozdział stukany na szybko więc wybaczcie mi to co jest na górze :)
Następny koło niedzieli może poniedziałku :)
DO NASTĘPNEGO :)

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 21.

<Marcela>


Obudziłam się wtulona w Michała. Szczerze to ja już zawsze mogłabym się tak budzić, i patrzeć na śpiącego obok mnie Miśka.
Delikatnie wyplatałam się z jego ramion i wyszłam na palcach do kuchni zrobić świeżej kawy. Nastawiłam kawę do ekspresu i zajrzałam do lodówki w poszukiwaniu czegoś na śniadanie. Jak zwykle Michał zakupy zrobił marne więc musi zadowolić się teraz zwykłą jajecznicą.
Kiedy skończyłam nakładać porcje jajecznicy na talerze usłyszałam głośne ziewnięcie Michała.

-Cześć kochanie.!- od razu podszedl do mnie
-Hej Miśku.!- uśmiechnęłam się szeroko
-Ooo śniadanie, czym sobie zasłużyłem?- spytał
-To za wczorajszy ratunek i za to że jesteś po prostu.
-Kocham cię Marcelka..- powiedział i wpił się w moje usta
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam po tym jak się od siebie oderwaliśmy
-To co siadamy?
-Tak chodź nie robiłam tego śniadania na marne.!

Usiedliśmy przy stole jedząc swoje śniadania kiedy przyszedł do mnie sms. To Paulina z przypomnieniem że dziś oglądamy pierwsze mieszkanie, może uda nam się je wynająć.
Postanowiłam nic nie mówić Michałowi o mojej szansie na zostanie w Jastrzębiu. Po zjedzeniu śniadania szybko wziełam prysznic i gotowa do wyjścia pożegnałam się z Michałem po czym wróciłam do domu.
Przebrałam się w inny strój i wsiadłam w auto. Szybko skierowałam się do domu Pauliny gdzie razem z jej tatą mamy jechać na to spotkanie w sprawie mieszkania.

Na nasze nieszczęście osiedle od razu nie spodobało się tacie Rudej. Potem i my stwierdziłyśmy że nie chcemy mieszkać w tym miejscu. To mieszkanie okazało się być zwykłą ruderą. Meble zniszczone i w ogóle przydał by się generalny remont. Od razu zrezygnowałyśmy a Paulina umówiła nas na oglądanie kolejnego mieszkania za jakieś dwie godziny.

Po powrocie do domu od razu poszłam do swojego pokoju. Jednym słowem jestem załamana i chyba nie uda nam się wynająć niczego przed moim wyjazdem. Wzięłam gorący prysznic i otulona kocem włączyłam laptopa. Po zalogowaniu na fejsa od razu przeczytałam wiadomość oz Zbyszka Bartmana:

Cześć Marcela. Wiesz może co u Michała?
-No przecież się przyjaźnicie.! Nie wiesz??- zdziwiłam się
Obraził się na mnie bo nie potrafiłem pomóc mu w twojej sprawie
-Nic mi nie powiedział. On się tym bardzo przejmuje ale pogadam z nim i odezwie się do ciebie.
I co wymyśliliście coś?
-Jest szansa że zostanę jeśli do piątku znajdę mieszkanie do wynajęcia.
Pomógł bym wam ale sama wiesz...
-Wiem nie przejmuj się. Michał jeszcze nie wie że szukam mieszkania chcę mu zrobić niespodziankę.
Rozumiem, spoko nic mu nie powiem. Muszę lecieć na trening. Powodzenia w szukaniu mieszkania.
-Dzięki.

Zdenerwowałam się. Czemu Michał obraża się na Zbyszka bez większego powodu. Postanowiłam wyjaśnić tą sytuację i to szybko. Napisałam do Michała że w tej chwili ma do mnie wpaść a on wystraszony napisał że szybko będzie.
Narzuciłam na siebie dresy, włosy spięłam w koczka i wtedy do mojego domu wparował zdyszany i wystraszony Michał.


<Michał>

Po tym jak Marcela poszła do domu nie mogę znaleźć sobie miejsca. Nie wyobrażam sobie że mógłbym spędzić choćby jeden dzień bez tej dziewczyny. Zły i lekko załamany wziąłem się za sprzątanie mieszkania. Zajęło mi to całe popołudnie i tak zleciał mi mój wolny od treningu dzień.
Kiedy zobaczyłem  że dostałem sms-a od Marcelki ucieszyłem się ale kiedy przeczytałem treść w pośpiechu przebrałem się i wsiadłem w samochód. Serio bałem się że stało się coś złego i bez większych wstępów wparowałem do jej domu.

-Co się stało?- spytałem gdy ją zobaczyłem siedzącą na kanapie w salonie
-Mamy do pogadania Kubiak.!
-Co? Co się stało?
-Powiedz mi proszę co u Zbyszka. Gadaliście ostatnio? Przyjeżdża?
-Tak wczoraj z nim gadałem. Na razie nie wraca ale nie rozumiem dlaczego o niego pytasz?- zdziwiłem się
-Dlaczego mnie kłamiesz. Wiem że jesteś na niego wielce obrażony. Michał co ty wyprawiasz...
-Marcela błagam cię myślałem że serio coś złego się stało...-odetchnąłem ciężko
-Owszem stało się. Zbyszek to twój przyjaciel a ty zachowujesz się jak małe dziecko.!
-Nie wtrącaj się w to.- odpowiedziałem
-Będę się wtrącała jak go nie przeprosisz to się rozstajemy. Nie chcę się spotykać z dużym dzieckiem który jak nie dostanie tego czego chce to strzela fochy.!
-Marcela?- zdziwiłem się
-Co?- krzyknęła
-Pogodzę się z nim dobrze?
-Tak, i masz to zrobić już dziś.!
-Ale... no Marcela proszę cię...
-Nie ma żadnego ale. Misiek Zibi jest ci jak brat macie się pogodzić.!
-Przekablował ci że się nie odzywamy?
-Martwi się o ciebie i o mnie też. Nie miej do niego pretensji Michaś.- pocałowała mnie w usta
-Nie mam pretensji. Kocham cię i szukam każdego dobrego sposobu żeby cię tu zatrzymać.!
-Wiem, Michałku damy jakoś z tym radę tak? A ty szoruj do domu i dzwoń do Bartmana.!
-Nie mogę zostać?- zdziwiłem się
-Nie.! Zaraz wrócą moi rodzice i lepiej ich nie podjuszać twoim widokiem. Znowu wymyślą coś głupiego. Widzimy się jutro.- pocałowała mnie po raz drugi
-No dobrze. To do jutra.
-Paa...- pomachała mi i wyszedłem

Kiedy wróciłem do domu od razu wziąłem za telefon. Wykręciłem numer Zbyszka ale nie odbierał. Cztery  razy próbowałem się z nim połączyć ale na próżno. Wziąłem sobie piwo z lodówki i usiadłem przed telewizorem. Postanowiłem że więcej do Zbyszka dzwonił mnie będę. Jakoś po godzinie czasu zadzwoniła moja komórka na ekranie zobaczyłem zdjęcie Zbyszka:

-Dzwoniłeś?- powiedział na dzień dobry
-Tak, słuchaj stary dzwonię bo mi cholernie głupio. Nie powinienem obrażać się jak jakieś małe dziecko.
-No nie powinieneś. Kto cię oświecił? Pewnie Marcela?
-Tak wytłumaczyła mi parę spraw. Zrozumiałem że nie zachowywałem się fair.
-No lepiej późno niż wcale matole. Cieszę się że już się nie obrażasz.
-Jeszcze raz sory Zibi.
-Nie ma problemu. Cieszę się że się odezwałeś. Nie odbierałem bo miałem trening. Zdziwiły mnie te 4 połączenia od ciebie...
-Wiem, powiedz mi kiedy przyjeżdżasz do Polski?
-Nie mam pojęcia. Liczę dni do końca tego kontraktu, chcę wracać do domu.!
-Czekamy tu na ciebie.

Długo pogadałem ze Zbyszkiem, pytał jak sprawa z Marcelą ale nic nowego nu nie powiedziałem. Po zakończeniu rozmowy z przyjacielem wziąłem gorący prysznic i od razu poszedłem spać.



--------------------------------



Następny jakoś koło poniedziałku dopiero :P
Wybaczcie błędy i treść ale dziś na nic innego mnie nie stać. :)
DO NASTĘPNEGO :)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 20.

<Marcela>

Ostatnie dwa dni były bardzo ciężkie. Przez rodziców musiałam zrezygnować z pracy i całego mojego życia. Dokładnie za 5 dni będę siedziała w samolocie do Grecji gdzie prawdopodobnie spędzę dłuższy czas a wcale tego nie chcę.
Michał dalej kombinuje co zrobić żeby zatrzymać mnie w kraju ale chyba nic z tego nie wyjdzie.
Dziś środa a ja zaczęłam się już pakować. Wyszło całkiem sporo tych pudeł z moimi rzeczami ale ojciec wynajął jakąś firmę która przewiezie nam wszystkie pudła do nowego domu. Właśnie wyjęłam kolejne pudło by spakować wszystkie książki i bibeloty z ostatniej szafki kiedy do pokoju wpadła mi Paulina:

-Hej Marcela. Co ty robisz?- zdziwiła się
-Pakuję ostatnie pudło.- westchnęłam ciężko
-Boże czyli ty serio wyjedziesz? Dalej nie mogę w to uwierzyć.!
-Paolka uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Będziemy gadać przez skeypa i fejsa.- uśmiechnęłam się do niej
-Wolałabym żebyś została.! Co na to wszystko Michał?
-Nie wiem, udaje silnego i dalej kombinuje żebym została ale nie wiem czy mu się uda.
-Miejmy nadzieję bo ja nie wiem jak ja sobie bez ciebie tu poradzę.!- ruda spojrzała na mnie i chwilę potem stałyśmy już w siebie wtulone płacząc
 -Marcela, chcesz jeszcze jedno pudło?- do pokoju weszła mi mama
-Nie chcę, tyle co mam wystarczy.!
-Dlaczego płaczecie.! Co się stało?
-To się stało że ja nie chcę tam jechać nie rozumiesz? Dlaczego nie pozwolicie mi tu zostać?- podniosłam lekko głos
-Rozmawialiśmy o tym i przykro mi ale ty nie masz prawa głosu słyszysz.!
-A co gdyby Marcela miała gdzie mieszkać? Mogłaby tu zostać?- spytała Paulina
-I za co wynajęła by mieszkanie? Pomyśl dziecko?!
-Wyjdź stąd mamo.!- krzyknęłam
-Licz się ze słowami.! Pamiętaj że jestem twoją matką.!
-I co z tego. Nikomu nie życzę takich rodziców. W ogóle mnie nie znasz i nie jestem pewna czy nawet mnie lubisz. Po co ja jestem tam wam potrzebna co?
-Uspokój się bo widzę że zaczynasz histeryzować.!- odpowiedziała mi matka
-Wyjdź.!- otworzyłam jej drzwi
-Ehh Marcelina ty i te twoje fochy.!- powiedziała tylko i wyszła
-Sama widzisz jak wygląda moje życie.!- rozpłakałam się
-Nie płacz.! Co ty na to wynajmijmy razem mieszkanie i wtedy nie będziesz musiała wyjeżdżać.!
-Ale Paulina ty masz gdzie mieszkać więc po co miałabyś...
-Chcę żebyś tu była jesteśmy jak siostry nie pozwolę ci wyjechać.!
-Mam odłożone tylko jakieś 5 tysięcy nie wiem czy to wystarczy...
-Wrócisz do pracy ja też znajdę coś lepiej płatnego i damy jakoś radę.!- Paulina spojrzała na mnie błagalnie
-Mówisz poważnie?- spytałam wycierając łzy
-Całkowicie poważnie.!- uśmiechnęła się
-Kocham cię Paulina. Nie wiem co bym zrobiła gdyby cię nie było.!- mocno przytuliłam koleżankę

Przebrałam się w taki komplet i wyszłyśmy na miasto. Paulina od razu kupiła gazetę i zaczęła szukać ogłoszeń dotyczących mieszkań. Patrzę na jej zaangażowanie rośnie mi serce bo wiem że zależy jej na mnie bardziej niż moim własnym rodzicom. Po znalezieniu trzech ogłoszeń postanowiłyśmy iść porozmawiać z rodzicami Rudej o pomyśle wspólnego mieszkania.
Rodzice Pauliny byli zaskoczeni naszym pomysłem ale dobrze przyjęli ten pomysł a i obiecali nam pomóc. Zazdroszczę Paulinie że jej rodzice ją wspierają i pomagają jej, ja na swoich nie mogę liczyć.
Tata Pauliny- pan Mirek umówił się że razem z nami będzie oglądał każde mieszkanie tak żebyśmy nie wkopały się w jakąś podejrzaną okolicę albo żeby ktoś nas nie wykiwał. Już jutro jedziemy oglądać pierwsze mieszkanie, tak strasznie się z tego cieszę.!

Posiedziałam u Pauliny jakoś do 21;00 a potem postanowiłam wrócić do domu. Pan Mirek zaoferował się że mnie podwiezie ale odmówiłam, spacer dobrze mi zrobi i będę miała czas pomyśleć sobie o wszystkim. Z tego wszystkiego też zapomniałam zadzwonić do Miśka więc robię to po drodze do domu ale co dziwne nie odbiera. Wzruszyłam tylko ramionami z myślą "jak będzie chciał pogadać to oddzwoni" i powolnym krokiem skierowałam się w stronę domu.

Noc jak na jesień jest dosyć ciepła a na niebie jest mnóstwo gwiazd. Z uśmiechem na twarzy co chwila spoglądam na niebo. W pewnej chwili jednak ktoś do mnie podbiega od tyłu i zatyka twarz swoją dłonią. W całkowitym szoku nie ogarniam jak ciągnie mnie za jedno z drzew i dopiero wtedy jestem w stanie zobaczyć twarz tego który mnie napadł.


<Michał>


Cholera.! Nie wiem jak zatrzymać Marcelę w Polsce a do tego wszystkiego ostatnio pokłóciłem się ze Zbyszkiem i oskarżyłem go że jest złym przyjacielem bo nie pomógł mi wy myśleć sposobu na to by moja ukochana została ze mną w kraju.
Po treningu umówiłem się z Wojtaszkiem na duże piwo no i jedno piwo przeciągnęło się tak że wypiliśmy chyba po pięć. Z baru wyszliśmy jakoś koło 21;00 jako że jutro mamy kolejny trening . Szedłem sobie spokojnie przez park kiedy usłyszałem znajomy mi głos:

-Zostaw mnie słyszysz.!
-Marcelko nie szarp się kiedyś lubiłaś jak cię dotykałem po tyłku i piersiach.!
-Spierdalaj słyszysz.!- krzyknęła a ja szybko skierowałem się w miejsce skąd dochodziły głosy

Wytrzeszczyłem oczy widząc moją Marcelę opartą o drzewo, całą zapłakaną kiedy ten koleś ewidentnie ją obmacywał. Wściekłem się i szybko załatwiłem kolesia obijając mu twarz. Gdy ten koleś uciekł szybko przytuliłem moją dziewczynę.

-Co się stało? Kto to był?- spytałem
-Zabierz mnie do domu.- powiedziała płacząc
-Chodźmy.!- objąłem ją mocno i ruszyliśmy w stronę mojego domu

W domu Marcela pierwsze co zrobiła to pobiegła do łazienki. Zmartwiłem się ale postanowiłem nie pytać jej o nic dopóki się nie uspokoi. Zrobiłem jej gorącą herbatę i usiadłem w salonie czekając na jej powrót. Po 5 minutach wyszła i z jej miny wywnioskowałem że chyba czuje się lepiej.

-Usiądź tu koło mnie.!- powiedziałem
-Michał ja.. ja przepraszam.!- wydukała
-Za co ty mnie przepraszasz.?
-Wiem jak to wyglądało w tym parku ale przysięgam że tam nic nie zaszło.!
-Spokojnie ja to wiem ale wyjaśnij mi o co chodziło.
-Michał ten facet to mój były chłopak. On, on chciał mnie zgwałcić. Gdyby nie ty.!- powiedziałą i znowu zaczeła płakać
-Zabiję skurwiela..!- mocno przytuliłem Marcelę
-Był pijany, i to bardzo. W jego oddechu czułam ostrą dawkę wódki.
-Marcela ale to go nie tłumaczy, musimy pójść z tym na policję albo sam to załatwię.
-Nie, wydaje mi się że on się ciebie wystraszył. Bałam się że on to zrobi, czułabym się wtedy jak zwykła..
-Nie kończ nawet. Boże dziękuję że wybrałem drogę przez ten park. Nie darowałbym sobie gdyby coś ci się stało...
-Dzwoniłam do ciebie ale nie odbierałeś.
-Wiem przepraszam cię słońce ale padł mi telefon po treningu a Wojtaszek wyciągnął mnie jeszcze na piwo.!
-Pewnie jesteś zmęczony, pójdę już do domu.- wstała z kanapy
-Co? Nawet nie ma o tym mowy śpisz dziś u mnie słyszysz.!
-Kocham cię Misiu, bardzo cie kocham.!- powiedziała i delikatnie musnęła wargami moją brodę
-Ja ciebie też maleńka.- odpowiedziałem pocałunkiem

Długo siedzieliśmy na tej kanapie a potem Marcelka poszła pod prysznic. Dałem jej swoja koszulkę która dziś posłuży jej jako koszula nocna a potem sam wziąłem prysznic. Kiedy wszedłem do sypialni wydawało mi się że zasnęła więc położyłem się na swojej stronie łóżka i próbowałem odpłynąć w sen. Niespodziewanie odwróciła się w moją stronę i wtuliła w moją klatkę piersiową a ja nie czekając na nic objąłem ją mocno i po chwili oboje smacznie spaliśmy.



------------------------------


Jestem :)
Tak wyskrobałam coś na szybko bo wiem że miałam dodać na weekendzie :)
Miał być wczoraj ale wypadło mi wesele które ktoś musiał obsłużyć więc nie miałam czasu. :)
Pogoda piękna więc dziś opalanko, a następny może w czwartek :)
Do następnego:*

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 19.

<Marcela>


Długo zastanawiałam się jak powiedzieć Michałowi o tym co zrobili moi rodzice. Wiem jak chciał spędzić razem te święta a to tylko wierzchołek góry lodowej. Widzę w jego oczach niepewność i strach co jeszcze pogarsza sytuację. Ten zauważył że trudno mi jest rozmawiać w samochodzie dlatego zawiózł nas prosto do jego mieszkania. Bez słowa trzymając mnie za rękę wprowadził mnie do salonu gdzie niepewnie usiedliśmy na sofie.

-Powiesz mi w końcu o co chodzi?
-Michał ale ja nie wiem jak.!- do oczu napłynęły mi łzy
-Błagam cię nie zniosę tej niepewności. Muszę wiedzieć ok?
-Michał, wrócili moi rodzice i, i .....- zaczęłam się jąkać
-Co zostają na święta?- spytał
-Nie nie zostają.... i ja też nie.!- wydukałam
-Co? Ale mielismy spędzić te święta razem.
-Wiem ale ja nie mogę tu zostać. Jadę z nimi do Rzymu..
-Co? Dlaczego?- teraz to on miał łzy w oczwach
-Muszę.!- rozpłakałam się
-Musisz czy chcesz?
-Jak ty nic nie rozumiesz.!-  krzyknęłam i wybiegłam z jego domu

Długo spacerowałam po parku zastanawiając się dlaczego nie powiedziałam mu prawdy. Ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę widząc mój płacz i rozmazany makijaż. Zostałam zmuszona do tego wyjazdu a on i tak nie wie że ja już nie wrócę do kraju. Rodzice podjęli za mnie tą decyzję nie patrząc na to że walą mój cały świat.
Chciałam wrócić do Michała i wszystko mu wyjaśnić ale boję się spojrzeć mu w oczy bo to tak boli, ta myśl że to ostatnie chwile kiedy w nie patrzę. Mimo rozdarcia postanowiłam wrócić do mieszkania Miśka i wyjaśnić mu że to nie moja wina, że muszę wyjechać. Prawie u skraju rozpaczy stanęłam w drzwiach Michała delikatnie pukając do drzwi. Po chwili mi otworzył z piwem w ręku.

-Porozmawiajmy, błagam...- powiedziałam po cichu
-Wejdź.!
-Michał proszę cię wysłuchaj mnie dobrze.?- usiadłam w salonie
-Ale o czym tu mówić, jedziesz w świat gratuluję.!
-Czy ty rozumiesz że ja tego nie chcę.! Nie chcę nigdzie jechać. Chcę być z tobą.!- wykrzyczałam
-To po co tam jedziesz?-spytał zdziwiony
-Zmusili mnie rozumiesz. Nie mam wyjścia...
-Marcela o czym ty mówisz? Przestań płakać i powoli mi to wyjaśnij...- objął mnie mocno
-Oni zawsze tak robią. Stawiają mnie przed faktem dokonanym. Nienawidzę ich.!- uspokoiłam się
-Ale jak to cię zmuszają? Dlaczego?
-Michał oni są nienormalni. Czują się jakby byli w moim wieku, bawią się i nie myślą co robią. Chciałabym mieć innych rodziców.
-Nie mów tak. Oni cię kochają.
-Tak? Dlatego na siłę wywożą mnie z kraju? Nie dali mi wyboru rozumiesz? Nie spytali o zdanie.!- wybuchłam płaczem
-ĆĆśśś... nie płacz skarbie. Opowiedz mi wszystko.
-No więc od początku. Wczoraj wróciłam po pracy do domu. Od razu poszłam pod prysznic i zdziwił mnie fakt że ktoś jest na dole w kuchni. Kiedy zeszłam do kuchni okazało się że to oni.


<Michał>

Najpierw wkurzyłem się na Marcelę że chce jechać do tego Rzymu, kiedy wybiegła mi z domu stwierdziłem że ona chce tam jechać.
Potem jednak wróciła zapłakana i już wiedziałem że za wcześnie ją osądziłem. Wpuściłem ją do mieszkania i zaczęła mi opowiadać całe zajście z rodzicami.

-Michał oni sprzedali dom rozumiesz? Chcą jechać do Rzymu na stałe a ja mam jechać z nimi.!- skończyła
-Co? Ale jak to na stałe?- wytrzeszczyłem oczy
-No tak a jak nie pojadę to zostanę bez dachu nad głową i bez środków do życia. Nie mam wyjścia.
-Dlaczego oni ci to robią.?
-Bo nigdy mnie nie kochali a ja jestem tylko ich zabawką. Nie mogę tu zostać.. ja muszę jechać z nimi.- rozpłakała się
-Nie płacz skarbie.
-Michał ja naprawdę chciałam spędzić z tobą te święta ale w tej sytuacji sam rozumiesz że to koniec.
-Jaki koniec? O czym ty mówisz?- spytałem zdziwiony
-Ja wyjeżdżam na stałe... Nie ma sensu żebyśmy byli razem...- wydukała
-Marcela, ale ja cię tak strasznie kocham. Nie moge cię stracić.
-Michał ale to bez sensu. Za tydzień wyjeżdżamy. To koniec.!
-A nie możesz tu zostać?- spytałem
-No co ty? Gdzie? U kogo? Michał nie mów bzdur...
-A dziadkowie?
-Misiek nie mogę z nimi mieszkać, poza tym dziadkowie będą chcieli żebym pojechała z matka i ojcem.
-Cholera.! To się nie może tak skończyć rozumiesz. Coś wymyślimy mamy jeszcze tydzień.- mocno ją przytuliłem

Marcela posiedziała u mnie do późnego wieczora chwilę się przespała a potem oglądaliśmy filmy. Widziałem że trochę się uspokoiła co mnie ucieszyło.
Zrozumiałem jaka ona jest krucha i delikatna a ja muszę ją chronić i dbać o nią. Nie mogę pozwolić na to żeby mi wyjechała nie wyobrażam sobie życia bez tej dziewczyny.

Następnego dnia od razu zacząłem kombinować jak załatwić sytuację z Marcelą. Cholera.! Nic nie przychodzi mi do głowy a ja tak strasznie się boję że nie zdążę nic wymyśleć. Zadzwoniłem do Zbynia na skype prosząc o radę. Szybko odebrał:

-No co tam Michale?- spytał
-Stary mam poważny problem...
-Oooo no to coś nowego. Dawaj.!- uśmiechnął się szeroko
-Słuchaj starzy chcą wywieźć mi Marcelę z kraju... na stałe.!
-Co? Ona jest pełnoletnia. Nie mogą.!
-Ale Zbyszek oni sprzedali dom, ona zostanie bez dachu nad głową.
-No to kiepsko. I co ona na to?
-Jest podłamana. Wiem że nie chce tam jechać. Co ja mam zrobić żeby ją zatrzymać.
-Stary nie mam pojęcia. Ile masz czasu żeby coś wykminić?
-Tydzień.
-To nie długo. Cholera.!
-Zbyszek myśl ja nie mogę jej...
-Stracić tak wiem.- przerwał mi
-Proszę cię myśl. Jak coś wymyślisz daj znać ok?
-Jasne stary. Pomogę ci jakoś tylko daj mi chwilę ok?
-Dobra, dzięki Zbychu zawsze można na ciebie liczyć.!- powiedziałem
-Ej jeszcze nic nie wymyśliłem więc nie słodź. Odezwę się niedługo. Muszę lecieć. Narazie.!
-Dzięki narazie.!

Pożegnałem się z Bartmanem i zająłem się swoją pracą. O 11;00 wyszedłem na trening a potem zakupy i sprzątanie domu. Chciałem zabić jakoś czas wiem że brunetka ma dziś drugą zmianę więc się nie spotkamy dlatego postanowiłem jakoś spożytkować ten czas kiedy jestem sam.
Wiem jedno, nie mogę pozwolić jej odejść. Kocham ją.!


------------------------------------


Hello :)
Jestem z nowiutkim rozdziałem :D
Następny jakoś koło niedzieli może.
Już zapraszam na niego :*
Buziole :******

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 18.

<Marcela>


Dzisiejszy dzień w pracy jest dosyć monotonny. Ruch jest niewielki co sprawia że czas ciągnie się strasznie powoli.
Z nudów zaczęłam nawet sortować herbaty i sprzątać szafki za barem z myślą że tak szybciej zleci mi zmiana. Niespodziewanie do lokalu wpadła Paulina z bananem na twarzy.

-No hej.!- podeszła szybko
-No hej. Co ty taka wesoła?- odpowiedziałam
-Przed chwilą spotkałam miłość swojego życia.!- usiadła
-No co ty? Gdzie?
-Przed wejściem. Zielonooki bóg. Masakra.!- westchnęła rozmarzona
-Aha, wzięłaś od niego numer?
-Nie, no co ty. Zajęta byłam patrzeniem na jego piękną twarz.!
-Ty się dobrze czujesz?- parsknęłam śmiechem
-No tak no. Mówię ci boski był.!
-Słuchaj, ogarnij się bo coś ci chcę powiedzieć.!- lekko potrząsnęłam koleżanką
-No to mów. Słucham...
-Na święta jadę do Michała. Nie będzie mnie u was.!
-Serio? Marcela tak się cieszę?!- mocno mnie wyściskała
-Z czego? Że mnie nie będzie?- zdziwiłam się
-Z tego że jedziesz z nim. Fajnie że wam się układa.!
-O Michał przyszedł.!- zobaczyłam w stronę drzwi
-No to ja was zostawię.!- wzruszyła ramionami
-Nie błaznuj i siedź.- pogroziłam jej palcem i ruszyłam w stronę Miśka
-No hej piękna.!- Michał powiedział na dzień dobry
-Cześć brzydalu.- pocałowałam go w policzek
-Masz czas?- spytał
-Na co?- zdziwiłam się
-Chciałem cie porwać.
-Misiek jestem w pracy. A poza tym siedzimy z Pauliną.- pociągnęłam go w stronę rudej
-Hej.- Michał przywitał się z koleżanką
-No hej siatkarzu.!- ta odpowiedziała
-O czym plotkujecie?- Michał spojrzał na mnie
-O chłopakach...- odpowiedziałam
-Ooo coś ciekawego?- spytał
-No spotkałam takie ciacho, jedyny chłopak z zielonymi oczami jakiego znam i co? Nic...- stwierdziła Paulina
-Nie przejmuj się, jeszcze spotkasz jakieś zielonookiego chłopaka.!- odpowiedział Michał
-Słuchajcie chcecie coś do picia. Muszę coś robić żeby szefowa nie gadała...- zaczęłam
-Zrób mi kawę co?- powiedziała Paulina
-Ja też chcę.!- dodał Michał
- Ok.!- uśmiechnęłam się

Pogadaliśmy jeszcze we trójkę jakieś 30 minut i Michał musiał uciekać. Zaraz za nim wyszła Paulina a potem już zmiana szybko zleciała.
Zmęczona wróciłam do domu i jedyne o czym teraz marzę to długi sen. Nie dane jest mi jednak położyć się spać bo zaraz po wyjściu spod prysznica usłyszałam że ktoś wchodzi mi do domu. Zbiegłam szybko na dół i zaniemówiłam. W drzwiach zobaczyłam.... Rodziców.!


<Michał>

Już ustaliłem z rodzicami że na Święta przywiozę do domu Marcelę. Ucieszyli się a ja jestem szczęśliwy że to wszystko się tak dobrze układa. Zaraz po wyjściu z kawiarni musiałem iść na trening a na hali od razu zaczepił mnie Wojtaszek.

-Eee Miśku, co się nic nie chwalisz. Jak było wczoraj?- poklepał mnie po ramieniu
-Dzięki Damian za pomoc. Zajebiście wyszło.!
-Spodobało się jej?
-No i to jak. Wszystko wyszło super.!- uśmiechnąłem się
-To zajebiście. Przyprowadzisz ją na świąteczną klubową imprezę?
-Nie wiem nie pytałem jej jeszcze ale chyba przyjdziemy razem.
-Cieszę się, w końcu wyglądasz i zachowujesz się jak człowiek.
-Dzięki za komplement.!- parsknąłem śmiechem
-A dziś co robisz.? Może wyskoczymy na jakieś piwo albo coś??
-Nie wiem, miałem dzwonić do Marceliny ale możemy gdzieś wyjść.
-Nie no nie chcę cię od laski odciągać.!
-Uspokój się głupku. Zrobimy sobie dzień przerwy ona odpocznie po pracy a ja wyskoczę z tobą na jedno albo dwa piwa.
-Dzięki Miśku, muszę z kimś pogadać. Fajnie że mogę na ciebie liczyć.
-Co się stało?- zdziwiłem się
-Opowiem ci potem, nie tutaj. Chodź idziemy bo trener będzie się pienił.!

Trening był lekki a ja cały czas zastanawiam się co się dzieje z Wojtaszkami bo Damian wygląda na zmarnowanego i lekko przybitego. Dobrze że idziemy na to piwo, dowiem się o co chodzi i może pomogę.
Zaraz po treningu biorę szybki prysznic i od razu łapię za telefon. Wybieram numer do Marceli i po czterech sygnałach słyszę jej głos. Co dziwne jest roztrzęsiony i jakby zapłakany:

-Słucham...
-Marcela? Wszystko ok?- wystraszyłem się
-Tak, jest ok. Coś się stało?
-Dlaczego płaczesz?
-Nie ważne. Słuchaj nie spotkamy się dziś Miśku...
-Co się dzieje? Mam przyjechać?- spanikowałem
-Nie no co ty. Wszystko jest o. Opowiem ci jutro. Musze kończyć skarbie...- poczułem jak delikatnie się uśmiecha
-To w takim razie do zobaczenia jutro. Kocham cię mała...
-Ja ciebie też. Paaa...- odpowiedziała i się rozłączyła

Wystraszyłem się że mogło się coś stać Marcelce ale postanowiłem poczekać do jutra na nasze spotkanie a ona mi wszystko wyjaśni. Zebrałem swoje rzeczy i razem z Damianem ruszyliśmy w stronę mojego auta. Po chwili siedzieliśmy już w barze niedaleko mojego domu a Wojtaszek zaczął już swoje piwo.

-No to mój, co jest.!- zacząłem
-A idź ty, życie mi się pierdoli....
-Co się dzieje??
-Michał ona wyjeżdża rozumiesz.
-Kto?- spytałem
-No moja Ania, a kto niby?
-Dokąd?- zdziwiłem się
-Dostała propozycję stażu we Włoszech. Przyjęła i leci tam na pół roku a może i dłużej.- jednym susem wypił pół kufla piwa
-Stary, pół roku szybko minie nie załamuj się.!- poklepałem go po ramieniu
-Tylko że jak ona wyjedzie to to będzie koniec. Jestem pewien że sobie tam kogoś znajdzie i będzie po wszystkim.!
-Anka nie jest taka słyszysz.! Dacie radę.
-Jasne, znam ją. To będzie koniec.

Długo tłumaczyłem Damianowi żeby się nie załamywał ale ten niestety tylko upił się prawie do nieprzytomności i cały czas powtarzał że to koniec. Zabrałem go do siebie a Ance napisałem że jej chłopak dziś śpi u mnie. Przed snem napisałem jeszcze Marceli że ją kocham i poszedłem spać.

Jakie szczęście że dziś mamy wolne od treningu. Wcisnąłem się w dresy i udałem się biegać zostawiając w domu śpiącego Wojtaszka. Po 45 minutach wróciłem do domu i zastałem Damiana w kuchni kończącego pić wodę. Zjedliśmy śniadanie a potem ten wyszedł by wrócić do Anki i z nią pogadać. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się wyjściowo. O 12;00 umówiliśmy się z Marcelą i cudem udaje mi się wyrobić w samą porę.
Gdy podjeżdżam pod jej dom w wejściu do domu widzę jakiegoś mężczyznę w podeszłym wieku. Trochę mnie to zmroziło może ten koleś zrobił Marceli krzywdę. Już chciałem wysiąść z auta i wyjaśnić sytuację kiedy z domu wyszła Marcela. Powiedziała coś do tego kolesia i z wymuszonym uśmiechem wsiadła do samochodu.

-Hej Misiu.!- pocałowała mnie na przywitanie
-No hej, mała. Co to za koleś?
-Ten? To mój ojciec!- stwierdziła ze skwaszoną miną
-Przecież twoi rodzice wyjechali...- spojrzałem na nią niepewnie
-Wczoraj wrócili. Dlatego się nie spotkaliśmy.
-Powinnaś się cieszyć.- uśmiechnąłem się do niej
-Ale się nie cieszę.
-Dlaczego.- zrobiłem dziwną minę
-Ty też zaraz nie będziesz zadowolony.!
-Ale że co.?
-Ruszaj a ja za chwilę ci wytłumaczę.

Ruszyliśmy w drogę a kątem oka zobaczyłem jak Marcelka patrzy na mnie z niewyraźną miną. Zacząłem poważnie się bać.


-----------------------------


Jestem :) Wiem że krótki ale obiecuję że pojawią się dłuższe...
Z góry sorry za błędy ale nie lubię pisać na tablecie :*
Następny koło środy :P
Bu$$ka :***

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 17.

<Marcela>

Całą zmianę zastanawiałam się co Michał wymyśli na dzisiejszy wieczór. Wybijało mnie to z rytmu pracy no ale i tak dawałam radę. Wzorki na kawie wychodzą mi dziś nadzwyczajnie dobrze i to chyba efekt uśmiechu Miska który cały czas mam przed oczami.

W trakcie przerwy do kawiarni wpadła mi Paulina z iście morderczą miną. Trochę mnie to zmroziło ale i rozbawiło.

-Co się stało?- spytałam
-I jak?- usiadła obok
-To ja pierwsza spytałam czemu masz taka minę.!- parsknęłam śmiechem
-Przygotowałam ją na wypadek gdybyś zraniła po raz kolejny Michała.!
-Paulina nie ma takiej potrzeby i schowaj tą minę bo odstraszasz wszystkich co się na nas patrzą. Między mną i Michałem jest dobrze.!- odpowiedziałam
-Mówisz serio? Chodzisz z Kubiakiem?- krzyknęła
-Głośniej krzycz niech wszyscy wiedzą.!- skarciłam ją
-Sory ale tak strasznie się ciesze.- rzuciła mi się na szyję
-Ja też. On ma w sobie coś co...- zaczęłam
-Zakochałaś się a tego nie da się wytłumaczyć. Tak po prostu jest.- uśmiechnęła się szeroko
-Możliwe, a co u ciebie?- spytałam
-Rodzice pytają czy będziesz w święta?! I sama chciałam się z tobą zobaczyć.
-Chyba będę nie mam gdzie pójść. Dziadkowie jadą do wujka do Wrocławia a rodziców nie ma..- westchnęłam ciężko
-Nie łam się, święta będą super zobaczysz.!
-Taaak, jak zawsze co nie.!- zrobiłam krzywą minę
-Ale ty jesteś zrzęda, muszę lecieć bo mi się przerwa kończy i ksero czeka.!- powiedziała bez entuzjazmu
-Paa...- odpowiedziałam
-Widzimy się wieczorem?
-Nie mogę Michał coś wymyślił....
-No tak koleżanka ma chłopaka..
-Tobie też jakiegoś znajdę nie załamuj się, najlepiej siatkarza nie?- uśmiechnęłam się szeroko
-A idź ty.!- pokazała mi język i poszła sobie

Po wyjściu Pauliny wzięłam się ostro do pracy. Do końca zmiany zostało mi 4 godziny więc muszę się spiąć, bo ludzi też jest nie mało.

Po powrocie do domu wzięłam szybki prysznic i przygotowałam się na wyjście z Michałem. Wyprostowałam włosy i związałam wysoko w kucyka. Wieczór jest dziś w miarę przyzwoity więc zdecydowałam się na taki strój. O 18;30 tak jak obiecał pojawił się Michał. Wsiedliśmy w jego BMW i ruszyliśmy przed siebie

-Powiesz dokąd mnie wieziesz?- spytałam
-Niedaleko.!- odpowiedział
-Ale dokąd konkretnie??
-Co ty taka ciekawa jesteś.- parsknął śmiechem
-Michaś noo...
-Spokojnie, musimy wrócić do mojego domu bo zapomniałem wziąć pewnej rzeczy ale zaraz potem wszystkiego się dowiesz.!
-Co ty kombinujesz co?
-Marcelka zaufaj mi co?
-Ufam ci ale ciekawa też jestem.- parsknęłam śmiechem
-Chcę z tobą pogadać ale to na miejscu ok.?- spojrzał na mnie dosyć poważnie
-Ok, tylko mi nie mów że masz żonę.!
-No wiesz jak ty coś powiesz.!- zaczął się śmiać razem ze mną
-Czyli nie masz żony?
-Niee.!
-W takim razie już się niczego nie boję.!- wzruszyłam ramionami

<Michał>

Marcela bardzo mnie zaskoczyła, ja głupi myślałem że to już koniec że mogę o niej zapomnieć a jednak ona mnie kocha. Jestem szczęśliwy że to się tak skończyło i że mam ja teraz przy sobie. Zdziwiła się kiedy podjechaliśmy pod mój dom. Bez słowa wysiadła z auta i trzymając mnie za rękę weszła do domu. Pomogłem jej zdjąć płaszczyk i zaprowadziłem do salonu. W części jadalnej była już przygotowana zastawa do kolacji którą przygotowałem przed przywiezieniem jej tu. Dookoła stołu paliło się mnóstwo świec co jest zasługą Wojtaszka i jego dziewczyny. Spojrzałem kątem oka na Marcelę która szeroko się uśmiechała.

-Podoba ci się?- spytałem cicho
-Bardzo. Kiedy ty to zrobiłeś?- spojrzała na mnie
-Mam swoje sposoby. Siadajmy do kolacji.- podszedłem do stołu i pomogłem jej usiąść
-Misiek to wszystko jest piękne.!
-Cieszę się że ci się podoba...
-Już zawsze tak będzie?- spojrzała na mnie z uśmiechem
-Dla ciebie jestem gotów przygotowywać takie kolacje codziennie.!- pocałowałem ją
-Trzymam za słowo.!- uśmiechnęła się tylko do mnie i zaczęliśmy jeść
-Smakuje ci?- spytałem niepewnie
-Bardzo... świetnie gotujesz.!- spojrzała na mnie czule
-Bałem się że dam plamę.- uśmiechnąłem się do niej
-Bez obaw ja chyba gotuję gorzej.!
-Marcela chciałem cię o coś poprosić..- zacząłem niepewnie
-Ojej.. no dobrze w takim razie proś.!- roześmiała się
-Chciałbym żebyś... chciałbym...- zacząłem się dukać
-Mów Misiu nie bój się.!- chwyciła mnie za dłoń
-Marcela chciałbym żebyś spędziła ze mną Boże Narodzenie...- powiedziałem
-Co?- spojrzała na mnie zszokowana
-To znaczy ze mną i moją rodziną. Nie powinnaś się tułać między Pauliną a dziadkami. Proszę jedź ze mną do mojej rodziny i spędźmy te święta razem.- spojrzałem na nią błagalnie
-Michał ale twoja rodzina mnie nie zna a poza tym...
-Właśnie chcę żeby cię poznali. Poza tym to Boże Narodzenie i chcę mieć cię wtedy blisko.
-Misiu to strasznie miłe ale chyba niestosowne, a co jeśli twoi rodzice nie będą chcieli żebym przyjechała, albo mnie nie polubią. To chyba zły pomysł- odpowiedziała mocniej ściskając mi dłoń
-Nie martw się, pytałem ich i cieszą się że przyjedziesz, bardzo chcą cię poznać. Nie daj się prosić...
-Mogę to przemyśleć?- spytała
-Oczywiście ale proszę cię zrób mi tę przyjemność i jedź ze mną.!- pocałowałem jej dłoń
-Dobrze.- spojrzała na mnie czule
-Coo?- spytałem
-Pojadę, skoro ci na tym tak zależy.!- odpowiedziała
-Mówisz serio?
-Tak, sama się sobie dziwię ale tak. Pojadę z tobą.!
-Nawet nie wiesz jak się cieszę.!- podszedłem do niej i wpiłem się w jej miękkie usta

Resztę wieczoru spędziliśmy w łóżku. Marcelka to niesamowita dziewczyna i mogę patrzeć na nią godzinami. Kocham tą dziewczynę jak wariat a te Święta będą wyjątkowe, bo będziemy razem.
Rano odwiozłem Marcelę do domu a sam musiałem jechać do fizjoterapeuty by ten sprawdził co z moją kostką. Okazało się że mogę grać ale bez szaleństw więc w dobrym nastroju wracam do domu. Dziś Niestety Marcela ma druga zmianę w kawiarni więc nie spotkamy się a co za tym idzie wieczór spędzę sam przy piwie przed telewizorem.
Pogadałem jeszcze ze Zbyszkiem który jak zwykle żałił się że nie układa mu się we Włoszech ale ucieszył się z mojego szczęścia. Po długiej rozmowie z atakującym wziąłem długi prysznic. Owinięty ręcznikiem wyszedłem z łazienki i skierowałem się do kuchni by napić się wody. Trzymając szklankę z wodą w ręku usłyszałem dzwonek do drzwi więc zapominając o swoim stroju podszedłem do drzwi i otworzyłem drzwi.
Zdziwił mnie widok który zastałem za drzwiami w życiu nie spodziewał bym się teraz tej osoby pod moimi drzwiami.

-Co ty tu robisz?- wydukałem


-----------------------------


Witajcie :)
Szczerze nie podoba mi się ten rozdział i gdyby nie opóźnienie w dodawaniu nie dodałabym go :)
Następny za 2 do 3 dni:)
Zapraszam do czytaniaa...

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 16.

<Marcela>

Stałam jak wryta kiedy ten wychodził z kawiarni. Serce biło mi jak szalone i tej chwili myślałam tylko jedno: "Muszę go zatrzymać". Martyna podeszła do mnie jak zwykle odezwała się

-Jesteś w pracy, to nie pora...- zaczęła
-Co z tego. Przecież ja go kocham.!- machnęłam na nią tylko ręką i ruszyłam w stronę odchodzącego Michała

Nie wiem jak to się stało, nie myślałam nad tym co robię wiem tylko że jedyne o czym myślałam to żeby go zatrzymać i pocałować.
Po dosyć długim pocałunku oderwaliśmy się od siebie bo zwyczajnie brakło nam tchu.

-Marcela...- zaczął
-Przepraszam nie powinnam była uciekać.!
-Cicho, nic więcej nie mów.!- mocno mnie przytulił
-Jestem w pracy, zaraz mnie zwolnią.!- parsknęłam śmiechem
-Pieprzyć to.!- teraz to on mnie pocałował
-Niee...- odepchnęłam go od siebie
-No co?
-Teraz nie mogę, wpadnij do mnie o 18;00. -pocałowałam go jeszcze i wróciłam do lokalu

Kiedy wróciłam do kawiarni byłam przygotowana na ochrzan ze strony kierowniczki jednak ta tylko się uśmiechnęła i wróciła do swoich zajęć. Szczęście normalnie mnie roznosiło miałam ochotę skakać pod sam sufit. W przerwie zadzwonił do mnie Kuraś:

-No hej jak samopoczucie?- spytał od razu
-Hej Bartek. Jest super.- odpowiedziałam
-Czyli pobyt u mnie ci pomógł?
-Jak najbardziej. To ty mi pomogłeś...
-Czyli będzie Michaela?- spytał
-Co?- zdziwiłam się
-No ty i Michał? Połączenie Michała i Marceli?
-Aaaa no coś będzie ale nie mów tak na nas ok?- stwierdziłam
-Spoko ale nie mów ładnie mi to wyszło?
-Pięknie wprost. Kiedy będziesz w Polsce?- spytałam
-Dopiero na Boże Narodzenie. Już niedługo.
-Super, musimy się spotkać i pogadać chcę ci pomóc.
-W czym?- spytał
-W odnalezieniu Natalii. Znajdę ją dla ciebie.- odpowiedziałam zadowolona z siebie
-Przestań ja już pogodziłem się z tym ze nigdy jej nie znajdę...- zaczął
-Taaa w takim razie nie znasz moich możliwości.- parsknęłam śmiechem
-Serio nie musisz się fatygować.
-Bartek nie wkurzaj mnie. Chcę i to zrobię. Muszę kończyć bo skończyła się mi przerwa. Odezwę się niedługo. Paaa- powiedziałam
-Paa.!- odpowiedział i się rozłączyłam

Resztę zmiany przebiegałam jak szalona. Chciałam jak najszybciej skończyć pracę i znaleźć się w domu. Na szczęście 17;00 godzina wybiła w miarę szybko i jak na skrzydłach wybiegłam z kawiarni.
Dzięki mojemu samochodzikowi szybko znalazłam się w sklepie i po zrobieniu szybkich zakupów wróciłam do domu. Wzięłam szybki prysznic i nałożyłam na siebie moją ulubioną stylizację. Co tylko zdążyłam wyjść z łazienki od razu zadzwonił dzwonek do furtki. Podbiegłam do drzwi i zobaczyłam w furtce uśmiechniętego Miśka.

-A pan tu po co?- spytałam
-A mam tu kilka niezałatwionych do końca spraw. Wpuszczaj mała.!
-Ok, ok nie gorączkuj się drągalu.!- otworzyłam mu i ten szybko wszedł do domu.
-To co za sprawy masz?-spytałam obojętnie
-To co się stało dziś.... - zaczął
-O czym mówisz?
-O tym pocałunku...
-A to to nic takiego.!- stwierdziłam że po droczę się z nim
-Jak to nic takiego?- zrobił wielkie oczy
-Normalnie, nic takiego bo tych pocałunków będzie więcej.- wzruszyłam ramionami i szybko wpiłam się w jego usta
-Myślałem że to tylko jednorazowy incydent...- powiedział jak tylko się od siebie oderwaliśmy
-Michał, mnie i Bartka nic nie łączy ja od dłuższego czasu kocham tylko ciebie.
-Wiem i przepraszam za to jak to wyszło.- mocno mnie przytulił
-Będziesz mnie musiał długo przepraszać.- uśmiechnęłam się zalotnie i pociągnęłam go do sypialni

<Michał>

Ten dzień jest mega szalony. Najpierw ta akcja pod kawiarnią potem moje odchyły w domu w oczekiwaniu na spotkanie z brunetką a teraz ta zaciągnęła mnie do sypialni i powiedziała mi ze mnie kocha.

Chyba nie mogę być bardziej szczęśliwy, po ostatniej nocy z Marcelą brakowało mi jej bliskości i pocałunków. Długo się kochaliśmy a potem ta wtulona we mnie zasnęła. Ja też zmęczony nawet nie wiem kiedy zasnąłem i obudziłem się jakoś po 23;00. Stwierdziłem że pora się zbierać i już chciałem wstawać z łózka kiedy usłyszałem głos brunetki:

-Dokąd idziesz?
-Muszę wracać do domu już późno.- odpowiedziałem
-Wcale nic nie musisz. Zostań ze mną.!- przytuliła się do mnie mocniej
-Ale Marcela ja...- zacząłem
-Co? Mieszkam sama i nikt ci nie będzie robił pretensji. Chyba że nie chcesz?
-No to przytul się mocno i idziemy spać.!- pocałowałem ją w czubek głowy i chwilę potem oboje znowu zasnęliśmy.

Obudziłem się sam w łóżku. Szybko wsunąłem na siebie spodnie i zszedłem do kuchni ale nikogo w domu nie zastałem. Zacząłem panikować i wziąłem telefon by zadzwonić do Marceli. Już miałem wciskać zieloną słuchawkę kiedy zobaczyłem ją w wejściowych drzwiach

-Gdzieś ty była?- zrobiłem wielkie oczy
-Biegać, no i po zakupy.!- odpowiedziała szybko
-Po co ty biegasz co? Wyglądasz świetnie a od dziś to ja będę dbał o twoją formę...- uśmiechnąłem się szyderczo
-Ty się nie zapędzaj, biegam bo lubię a z tobą o formę też będę dbała.- pocałowała mnie szybko
-Wystraszyłem się trochę że znowu uciekłaś.- usiadłem w kuchni gdy ta rozpakowywała zakupy
-Nie martw się nie zanosi się na to bym miała uciekać. Bądź tak kochany i zrób jakieś śniadanie a ja się ogarnę co?- zrobiła te woje oczy
-Ok leć.! wstałem ze stołka i zająłem miejsce przy kuchence

Po 20 minutach Marcela zeszła gotowa do wyjścia w sensie pomalowana i przebrana. Oboje wsunęliśmy spore porcje jajecznicy z tostami a potem ta oznajmiła mi że śpieszy się do pracy.

-Musisz iść?- spytałem
-Muszę, to moja praca Misiu.!- podeszła do mnie
-Ale chciałbym mieć cię dla siebie, tylko dziś. Od jutra możesz pracować.- zrobiłem kocie oczy
-Wiem ja też bym chciała spędzić z tobą dzień ale muszę pracować.
-Czyli nie dasz się uprosić?
-Nie mogę przepraszam, przed świętami zawsze jest spory ruch muszę tam być bo mnie zwolnią.- odpowiedziała
-Ok ale wieczorem cię porywam tak?- spytałem
-Dokąd?- zaciekawił się
-Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie, a o świętach też musimy pogadać.
-Tak, pewnie znowu doczepię się do rodziny Pauliny bo rodzice zabalują.- westchnęła
-Nie przejmuj się tym teraz. Pogadamy wieczorem.- pocałowałem ją soczyście

Ubrałem się szybko i oboje z Marcelą wsiedliśmy w jej auto. Jako że wczoraj przyszedłem na piechotę to ta zaoferowała się mnie podwieźć pod odm. Skorzystałem z jej propozycji i chwilę potem rozstaliśmy się całusem i każde z nas ruszyło w swoją stronę.


--------------------------


I jest  rozdział 16 :)
Następny dopiero za 3 może nawet 4 dni ;/
Mało czasu ;(
Do następnego :*******