czwartek, 9 października 2014

Rozdział 32.

<Marcela>

Nawet nie sądziłam że dzień Bożego Narodzenia spędzę w takim dobrym humorze. Zbyszek miał rację i nikt nawet nie wspomniał o Michale i naszym rozstaniu. Wiem doskonale że Zbyszek powiedział Ignaczakom co zaszło między mną a Kubiakiem ale nie mam mu tego za złe bo i tak prędzej czy później wszyscy by się dowiedzieli.
Postanowiłam że tu w Rzeszowie zacznę nowe życie. Narazie zostanę u Zbyszka, ale kiedy znajdę pracę od razu znajdę sobie własny kąt. No i jeszcze ten pomysł ze studiami, dziwię się że Zbyszek chce użyć swoich znajomości żebym mogła od razu zacząć naukę ale stwierdziłam że to dobry pomysł i skorzystam z jego propozycji.
Dzieci Krzyśka mega mnie wymęczyły tak więc od razu po powrocie do domu poszłam spać. Podziękowałam tylko Zbyszkowi za ten dzień i za to co dla mnie robi i uciekłam do zajmowanego przeze mnie pokoju.
Kiedy się obudziłam było jakoś po 8. Przeciągnęłam się na łóżku i wstałam. Zarzuciłam na siebie szlafrok i wyszłam z pokoju. Jak się okazało Zbyszek też się już obudził i zastałam go w kuchni w samych spodniach robiącego sobie kawę.
Nie powiem zcięło mnie z nóg jak zobaczyłam jego sześciopak ale na szczęście w porę się ogarnęłam.

-Cześć...- odezwałam się pierwsza
-Oo cześć. Kawy?
-Chętnie.- uśmiechnęłam się
-Proszę bardzo. Poczekaj pójdę się ubrać.- podał mi kubek i wycofał się z kuchni
-Skoro ty zrobiłeś kawę to może ja w takim razie zrobię śniadanie co??
-Nawet o tym nie myśl. Jesteś moim gościem...
-I dlatego chociaż tak chciałam ci się odwdzięczyć za to co dla mnie robisz. Proszę pozwól mi.
-No dobra, kuchnia jest twoja.- uśmiechnął się
-Dzięki. Słuchaj jeśli ta propozycja studiów jest nadal aktualna to byłabym zainteresowana...
-Serio? To super zaraz po Nowym Roku załatwimy wszystko..
-Za to też bardzo ci dziękuje.
-Już przestań mi tak dziękować. Bo zaraz się zdenerwuję!- z uśmiechem pogroził mi palcem
-Tak właściwie czemu robisz dla mnie to wszystko??
-Bo cię lubię ok. Przestań już się tym wszystkim przejmować i rób to śniadanie. Jestem strasznie głodny!
-Ok. Już robię.!

Postanowiłam że zrobię nam górę naleśników z nutellą, bananami i bitą śmietaną. Zbyszka bardzo ucieszył mój pomysł. Kiedy ten się kąpał a ja smażyłam kolejne naleśniki zadzwoniła moja komórka. Jak się okazało to chyba setne już połączenie od Michała. Postanowiłam odebrać i zakończyć tą farsę.

-Słucham...
-Marcela. No wkońcu odebrałaś! Gdzie jesteś?
-A co ciebie to obchodzi co?
-Martwię się. Marcela ja cię kocham...
-Przestań Michał. Proszę cię daj mi spokój i zajmij się Moniką i waszym dzieckiem. Przestań dzwonić i pisać to koniec.!
-Zaraz po urodzeniu dziecka zrobię testy DNA.
-Po co mi to mówisz. To nie jest moja sprawa. Kończę już. Proszę nie dzwoń do mnie więcej.- powiedziałam i wtedy w drzwiach zobaczyłam Zbyszka
-Kocham Cię...
-Cześć Michał.!

Rozłączyłam się i jakby nic się nie stało wróciłam do poprzedniej czynności. Dopiero kiedy zasiedliśmy do stołu z Bartmanem ten zaczął pytać

-To dzwonił Kubiak prawda?
-Tak od czasu wigilii nie dawał mi spokoju. Musiałam to zakończyć.- wzruszyłam ramionami
-I co udało się??
-Myślę że tak. Myślę że on da mi już spokój.
-Słuchaj Marcela bo dziś wpadną do nas moi rodzice iii...- zaczął
-Jasne. Ulotnię się, nie wiem pójdę na spacer. Nie ma sprawy.
-Co? Jakie ulotnię? Chodziło mi o to czy pomożesz mi z obiadem dla nich. Nie chcę żebyś gdzieś wychodziła, na dodatek sama!
-Aa no jasne że ci pomogę ale potem wyjdę, nie chcę wam przeszkadzać a poza tym przyda mi się taka chwila samotności. Wszystko sobie ułożę i przemyślę ok?- spojrzałam na niego robiąc kocie oczy
-No skoro tak wolisz to nie będę cię zmuszał. Ale masz na siebie uważać!
-Dobrze tatusiu!- uśmiechnęłam się i pokazałam mu język
-Ja serio ci go kiedyś odgryzę!- pogroził mi palcem

Zaraz po śniadaniu razem ze Zbyszkiem wzięliśmy się za obiad. Atakujący to bardzo pilny uczeń i naprawdę szybko się uczy. Wytłumaczyłam mu kiedy ma wyjąć pieczeń z piekarnika i jak ma podać obiad a ten szybko złapał o co chodzi. Nakryłam jeszcze do stołu po czym poszłam wziąć szybki prysznic. Wyprostowałam włosy i nałożyłam lekki makijaż. Przebrałam się w to i pożegnałam ze Zbyszkiem.
Ulice Rzeszowa sa dziś średnio zaludnione. Wszędzie widzę szczęśliwe pary albo całe rodziny z dziećmi. Wtedy przed oczami mam Michała Monikę i ich dziecko. Łapię dwa głębokie wdechy by się nie rozpłakać i idę dalej. Przez chwilę patrzę w niebo co okazuje się błędem. Chwilę potem ląduję w śniegu a koło mnie leży mój napastnik.


<Zbyszek>


Marcela wyszła na ten spacer i zostawiła mnie samego przed wizytą rodziców. Przebrałem się szybko tak żeby wygladać jako tako wyjściowo, i tak jak poradziła mi brunetka posprzątałem kuchnię. Akurat kiedy skończyłem zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko stanąłem pod drzwiami i łapiąc powietrze otworzyłem. Przywitałem rodziców i tak jak czułem zostałem dokładnie prześwietlony przez mamę.

-Boże Zbyszku jak ty schudłeś.
-Mamo przecież dobrze wyglądam...- zaprzeczyłem
-Ostatnio wyglądałeś dużo lepiej. Ja ci mówię ty wracaj tu z tych Włoch i to szybko.!
-Wrócę mamuś już niedługo. Proszę cię nie martw się o mnie.
-Jak mam się nie martwić o mojego jedynego syna??
-Oj mamo...

Po skończeniu obiadu rodzice trochę mi odpuścili. Mama się uspokoiła a tata zmienił temat rozmowy za co byłem mu bardzo wdzięczny. Nie chciałem opowiadać im o moim życiu prywatnym no bo przecież jestem dorosły. Wszystko szło ku dobremu zakończeniu ich wizyty kiedy to nastąpił nagły zwrot akcji. Mama wyszła z łazienki z perfumami Marceli w ręku.

-Zbysiu co to jest?
-Perfumy mamo...- odpowiedziałem
-To widzę ale dlaczego są to damskie perfumy skoro tu nie mieszkasz i nie masz dziewczyny podobno...
-Mamo na jakiś czas zatrzymała się u mnie koleżanka i to jej flakonik. Proszę cię nie snuj domysłów.
-Ja tylko pytam. Wczoraj dzwoniłam do mamy Michała z życzeniami i jest wściekła na niego, bo podobno Monika jest z nim w ciąży.
-Tak wiem, spokojnie ja tak szybko ojcem nie zostanę.
-Musimy już iść.- wtrącił tata
-Trzymaj się synku!- przytuliła mnie mama
-Wy też się trzymajcie.- uśmiechnąłem się do nich ciepło i kilka sekund potem zamknąłem za nimi drzwi

Co mnie zdziwiło.?! Że Marcela tak długo nie wraca. Posprzątałem po obiedzie i usiadłem przed telewizorem. Nie było w nim nic specjalnie ciekawego ale musiałem czymś zająć myśli. Nie minęło 30 minut i w domu pojawiła się brunetka a ja mogłem odetchnąć z ulgą.


<Michał>

Cholera.! Czemu to wszystko jest takie trudne. Cały czas myślę o Marceli, nie umiem wyrzucić jej ze swoich myśli. Myślę co robi, gdzie jest i jak się czuje. Serce mi pęka na myśl że przeze mnie płacze.
Rodzice są na mnie mega źli za tą akcję no ale co ja mogę teraz zrobić. Błażej z rodziną pojechał już do domu a mama i tata zawołali mnie i Monikę do salonu:

-Usiądźcie, musimy porozmawiać.- zaczęła ostro mama
-Mamo...- zacząłem
-Ty bądź cicho. Dosyć już namąciłeś.! Chcemy z ojcem wiedzieć co dalej planujecie?
-Na razie poczekamy jak dziecko się urodzi zrobimy testy DNA. Chcę mieć pewność że to moje dziecko.- odpowiedziałem
-Przecież ci mówiłam poza tym nie umiesz liczyć...- wtrąciła Monika
-To nie o to chodzi. Poza tym mogłaś wtedy mnie zdradzić prawda?
-Nie zdradziłam cię. To dlatego wcześniej ci nie powiedziałam. Wiedziałam że będziesz mnie podejrzewał...
-Uspokój się jesteś w ciąży.- odezwał się tata
-Mówiłam Michałowi że nic od niego nie chcę. Chciałam żeby wiedział i tyle. Dałabym sobie radę bez niego.
-Już dobrze. Przepraszam. To dosyć trudna sytuacja.- westchnąłem
-Już dziś mogę się wynieść z twojego życia. Nic od ciebie nie chcę.!- Monika wstała
-Nie wygłupiaj się. Nie będziesz się nigdzie wynosiła. Nosisz moje dziecko.
-Tylko że ty nas nie chcesz.!- rozpłakała się
-Chcę. Chcę być przy was i dlatego zostań moją żoną.- sam się sobie dziwię że to powiedziałem
-Co ty mówisz?- zdziwiła się
-Stwórzmy temu dziecku rodzinę. Wyjdź za mnie.- wyjąłem z kieszeni pierścionek który kilka dni temu wybierałem dla Marceli
-Michał ale ty jesteś tego pewien?- zawahała się
-Tak jestem pewien.
-W takim razie dobrze. Zgadzam się.- odpowiedziała niepewnie

Dostaliśmy niechętne błogosławieństwo rodziców. Wiem że tata nigdy Moniki nie lubił a mama uważała że Monika nie nadaje się na synową ale teraz muszę myśleć o niej i o dziecku. Wszystko inne przestaje być ważne.
Wkładając pierścionek który miał być dla Marceli na palec Moniki chciałem obudzić się z tego potwornego snu. Miałem nadzieję że to tylko straszny sen ale jak się okazało nigdy się chyba z niego nie obudzę.
Nie wiem czy dobrze robię rodzice nie są zachwyceni ale co mogę teraz zrobić. Nie chcę tego małżeństwa bo nie kocham Moniki ale tak należało zrobić.
Być może kiedyś nauczę się kochać Monikę tak jak kochałem Marcelę- Prawdziwie.



-------------------------------



Jestem wcześniej :)
Rozdział był gotowy już od dawna więc postanowiłam dodać już dziś i ucieszyć tych którzy na niego czekają.
Następny koło środy :)
BUZIAKI:**

5 komentarzy:

  1. ups chyba się jednak co do matki Kubiaka pomyliłam, a na jego temat napiszę tylko tyle: cholerny skurwy..yn, teraz to już coraz bardziej chcę, żeby Marcela ułożyła sobie życie a dziecko okazało sie nie jego.
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak matka Kubiaka jeszcze nie raz da mu popalić i to ostro za to co zrobił.! Biedny Michał chyba sam się pogubił w tej sytuacji ale no być może kto inny na tym skorzysta :)

      Usuń
    2. oj żeby bo Marcela już za dużo w życiu przeszła i jakby nie było dużo dla Michała poświęciła, jej też należy sie wreszcie szczęście i spokój, czekam na następny :)
      A i jeszcze jedno - uwielbiam wszystkie twoje blogi są mega
      W.

      Usuń
  2. Super:))
    To dziecko nie jest niczemu winne, ale jednak wolałabym, żeby to nie Michał był jego ojcem.
    Cieszę sie, ze Marcela ma takie wsparcie ze strony Zbyszka, pozdrawiam i do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby tylko to wszystko się wyjaśniło i okazało się, że to dziecko nie jest Miśka :) Dobrze, że Marcela ma takie wsparcie :D

    OdpowiedzUsuń