czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 50.

<Marcela>


Siedziałam sobie wygodnie na ławce przed ośrodkiem kiedy koło mnie pojawił się ten cały Błaszczykowski. W sumie mogłam powiedzieć Zbyszkowi że wychodzę ale i tak zaraz spotkamy się na obiedzie więc może nie będzie tak zły. To ja się zdenerwowałam kiedy piłkarz bezczelnie się do mnie dosiadł i zaczął mnie bajerować.


-Co tu robisz sama?- spytał
-Siedzę nie widzisz.- odburknęłam
-To to widzę ale dlaczego. Gdzie twój rycerz to znaczy Zbyszek?
-O co ci chodzi konkretnie co?- poddenerwowałam się
-O ciebie. Dlaczego tak właściwie z nim jesteś co? Przecież mogłabyś mieć kogoś lepszego?!
-Bo go kocham. Z resztą po co ja ci się tłumaczę.
-Zbyszek to ciota. Nie pomyślałaś żeby znaleźć sobie prawdziwego mężczyznę?
-Przesadziłeś. Nie obrażaj mojego narzeczonego... kończmy tą rozmowę ok?!
-No przestań. Wiem że jego sława i pieniądze są kuszące ale ja też mogę ci to zapewnić. Do tego będę twój w całej okazałości.- pokazał po sobie  
-Słucham? Wydaje mi się czy się przesłyszałam.- spoliczkowałam go
-Czyli ty tak na serio z nim?- spytał
-Tak na serio. Może lepiej skończmy ta rozmowę bo dojdzie do nieprzyjemności.- wstałam
-Poczekaj. Przepraszam za swoje zachowanie. Pomyślałem że jesteś świetna dziewczyną i że może warto do ciebie podbić ale skoro kochasz Bartmana to rozumiem i nie będę wchodził wam w drogę.
-Fajnie.- odburknęłam
-Ja mówię serio. Przepraszam nie wiedziałem że to taka prawdziwa miłość. Nie chciałem cię obrazić. -spuścił głowę
-Ok nie gniewam się. Mimo wszystko...- westchnęłam
-To co kiedy się chajtacie co?- spytał
-Skąd to pytanie?- zdziwiłam się
-Z ciekawości...
-Nie wiemy jeszcze ale nie chcemy długo czekać.- uśmiechnęłam się delikatnie
-W takim razie życzę wam szczęścia. Mam nadzieję że będziecie szczęśliwi- wstaliśmy oboje
-Dzięki... napewno będziemy.
-Mogę cię przytulić?- spytał niepewnie
-Jasne tak po przyjacielsku... czemu nie.- odpowiedziałam i po chwili wylądowałam w ramionach piłkarza
-Szkoda że jesteś zaklepana. No ale cóż mogę zrobić.- westchnął puszczając mnie z objęć
-Przykro mi.- uśmiechnęłam się
-Co to ma być co?- za plecami usłyszałam głos Zbyszka
-Zbyszek a co ty tu...- zaczęłam
-O to samo chciałbym zapytać ciebie? Co to ma znaczyć?
-To nie tak jak myślisz stary, ja tylko...- zaczął Kuba
-Zamknij się bo nie z tobą rozmawiam.- przerwał mu Bartman
-Uspokój się tu do niczego nie doszło. Widziałeś nasze pożegnanie to wszystko.- powiedziałam spokojnie
-A przed pożegnaniem co było? Zdradziłaś mnie? No odpowiedz?- krzyknął
-O czym ty mówisz. Nie zdradziłam cię. Proszę cię porozmawiajmy spokojnie.
-Posłuchaj my...- wtrącił piłkarz
-Idź stąd bo zaraz obiję ci mordę a nie chcę mieć problemów u trenera.- wysyczał atakujący
-Zbyś błagam porozmawiajmy jak dorośli. Tłumaczę ci że....
-Jak mogłaś. Ufałem ci a ty mnie tak zraniłaś.- powiedział
-Ale ja nic nie zrobiłam. My tylko rozmawialiśmy.
-Bolało cię kiedy Michał cię zostawił dla Moniki. Teraz wiem co czułaś bo czuję się jakby mi ktoś przywalił obuchem w głowę. Dlaczego?- spytał
-To była tylko rozmowa. Nic nie znaczyła siedziałam tu sama i on przyszedł. Nic złego nie zrobiłam.- westchnęłam
-Mówiłaś mi że mnie kochasz...
-Bo kocham. Nikogo nie kocham tak jak ciebie zrozum.- podeszłam do niego i się do niego przytuliłam ale jego ciało było bardzo napięte
-Marcela spójrz mi w oczy- odsunął się ode mnie- Czy kiedykolwiek mnie zdradziłaś?- spytał
-Nie ufasz mi?- zakuło mnie serce
-Odpowiedz?- warknął a mi do oczy napłynęły łzy
-Nie mamy o czym rozmawiać. Pogadamy jak ochłoniesz.- odwróciłam się i chciałam odejść
-Miałem rację. Uwiódł cię tak?
-Kto? Kuba... przecież poznałam go dziś. Kiedy miał mnie uwieść co?- teraz ja zalana łzami zaczęłam krzyczeć
-No nie wiem może tylko udawaliście że się nie znacie...
-Puknij się w głowę Bartman. Co ty wymyślasz. Masz za bardzo bujną wyobraźnię wiesz.!
-Odegrałaś się za Michała? On nie był ci wierny więc ty mnie też nie byłas?
-Pieprz się Bartman. Tu popaprańcu.!
-Niestabilnie uczuciowa małolata.- krzyknął
-Tak o mnie myślisz. Ok, w takim razie to koniec.- odpowiedziałam i pobiegłam w stronę ośrodka

Kiedy wbiegłam do pokoju dotarło do mnie do czego doszło przed chwilą. Nie wierzę w to że tak się pokłóciliśmy przecież nigdy takie sytuacje nie miały miejsca. Nie chcę teraz patrzeć na Zbyszka więc zabieram potrzebne rzeczy i udaję się do pokoju Piotrka. Wiem że ma wolne łóżko w pokoju, mam nadzieję że będę mogła się u niego zatrzymać. Kiedy zapukałam kilka razy dotarło do mnie że pewnie jest jeszcze na obiedzie. Usiadłam koło drzwi i zamknęłam twarz w dłoniach. Po jakiś 10 minutach Piotrek pojawił się przy pokoju.

-Marcela? Co ty tu robisz?- spytał a ja podniosłam głowę
-Przechowasz mnie parę dni?- spytałam zapłakana
-Chodź. Opowiesz mi wszystko.- pomógł mi wstać i  chwilę potem siedziałam już na jego łóżku opowiadając mu co zaszło


<Zbyszek>


Tak ta sytuacja z Marcelą podniosła mi ciśnienie że sam nie panowałem nad tym co robię i mówię. Usiadłem na ławce i spuściłem głowę ku ziemi. Sam nie wiem kiedy z oczu polały mi się łzy. Ja nigdy nie płaczę. To nie jest zgodne z moim charakterem ale ta sytuacja z przed 5 minut mnie rozbiła. Kocham Marceliną najbardziej na świecie a nawet nie chciałem jej wysłuchać i zrozumieć. Tak bardzo bałem się że ode mnie odejdzie że straciłem ją w inny sposób. Nic na tym nie wygrałem, właściwie to przegrałem wszystko.
Pięści same mi się zacisnęły a oczy wypuszczały coraz więcej łez. Powiedziała że to koniec. Nie będzie ślubu ani wspólnego życia. Z resztą jakiego życia? Bez Marceliny moje życie jest nic nie warte. Sam nie wiem dlaczego rozwiązanie dopiero teraz mi się nasunęło... Ja ją muszę przeprosić i odzyskać. Jeśli mnie zdradziła to wybaczę jej to ale niech wróci.
Szybko pobiegłem do naszego pokoju jak się okazuje zamkniętego na klucz. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem jej walizkę. Jednak brakowało w niej ubrań co mnie zaniepokoiło. Stwierdziłem że podpytam chłopaków gdzie ona jest. Zacząłem chodzić od pokoju do pokoju i pytać o nią ale nikt nic nie wiedział. Jako ostatni był pokój Piotrka. W duchu błagałem by ona tam była. Jednak kiedy wszedłem okazało się że prócz Piotrka nikogo w nim nie ma. Wtedy do głowy wpadł mi Błaszczykowski... może to do niego poszła. Szybko pobiegłem do niego i zapukałem w drzwi. Otworzył po jakiejś minucie

-Jest u ciebie Marcela?- spytałęm
-Nie ma. Od tej akcji przy ławce się z nią nie widziałem a co?- zdziwił się
-Szukam jej, muszę z nią porozmawiać.- westchnąłem
-Wejdź na chwilę. Pogadamy. powiedział i sam nie wiem czemu się zgodziłem
-No więc?- spytałem
-Posłuchaj wiem jak to wyglądało ale między mną a twoją narzeczoną nic nie zaszło.- powiedział
-Co?- zdziwiłem się
-No tak, nawet chciałem do niej zarwać ale kiedy spróbowałem od razu mnie spławiła. Powiedziała że wychodzi za ciebie a kiedy spytałem kiedy się pobieracie powiedziała że nie chce długo czekać. Ona cię kocha nie myśli o skokach w bok. Pogadaliśmy chwilę i kiedy życzyłem wam szczęścia zwyczajnie się przytuliliśmy. Nic więcej.
-Mówisz prawdę?- spytałem zmieszany
-No jasne że tak. Chciałbym mieć taką laskę jak ona... Piękna, ale i charakter ma wspaniały. Niestety ale to ciebie kocha.- wzruszył ramionami
-Dzięki.- wstałem i podałem mu dłoń
-Za co?
-Za to co mi powiedziałeś. Muszę ją teraz znaleźć bo chyba właśnie wszystko spierdoliłem.- westchnąłem
-Znajdź ją i zrób to szybko. To wspaniała dziewczyna nie zasługuje na to żeby przez kogoś takiego jak ty czy ja płakać.
-Wiem. Trochę późno ale to zrozumiałem. -westchnąłem i ruszyłem w stronę wyjścia z ośrodka

Szukałem jej dosyć długo. Sprawdziłem praktycznie wszędzie ale nigdzie jej nie ma. Zacząłem się martwić a na jej telefon wysłałem chyba z milion wiadomości. Dzwoniłem praktycznie non stop do momentu w którym wyłączyła telefon. Zacząłem się przeklinać za swoją głupotę no ale co się stało to się nie odstanie jak to mówią. Koło 21;00 wróciłem do pokoju. Nie liczyłem na to że ja tam zastanę jednak kiedy szarpnąłem za klamkę drzwi otworzyły się. Z myślą że to Marcela wszedłem szybko do pokoju. To co tam zastałem zaskoczyło mnie ale wiedziałem co się święci.





-------------------------------------------------






Jestem :)
Rozdział jaki jest to jest ale się pojawił tak jak powiedziałam :)
Wiem że krótki ale niedługo pojawi się następny :*
Bywajcie :*

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 49.

<Marcela>


Po tym jak Krzysiek wparował do naszego pokoju oboje ze Zbyszkiem wpadliśmy w śmiech. W jego oczach widziałam przerażenie. Biedny Ignaczak musiał znowu coś nabroić i teraz boi się konsekwencji

-Co się stało?- spytał go Zbyszek
-Jestem idiotą. Po chuja to zrobiłem. Chłopaki mnie zabiją.- uderzył się w czoło
-Co zrobiłeś?- dopytałam
-No bo on mnie wkurzył bo powiedział że nie umiemy grać więc ja mu odpysknąłem że jest ciotą i teraz oni chcą meczu. Ja nie wiedziałem że to się tak skończy przepraszam. Chłopaki mnie zabiją. Już widzę jak Stephane wiesza moją głowę na maszcie.
-Igła po kolei coś ty namieszał.
-No już. - wziął głęboki wdech - bo spotkałem na korytarzu piłkarzy nożnych i powiedzieli do mnie że uprawiamy babski sport no więc im odgryzłem że są pojebani. I tak od słowa do słowa wyszedł zakład. Mamy zagrać mecz piłki nożnej żeby udowodnić tym pajacom że w każdej dyscyplinie jesteśmy lepsi. - powiedział
-Na serio?- parsknęłam śmiechem
-Marcelka błagam cię i tak wiem że mam przejebane nie dołuj mnie już.
-No faktycznie chłopaki cię zabiją. Powodzenia na meczu wam życzę.- powiedział Zbyszek
-Ej Zibi pomóż mi może jak się zgodzisz zagrać to i oni się zgodzą i nie będzie obory...
-Nie ma takiej opcji. Nie będę robił z siebie idioty.
-Błagam cię stary pomóż mi...
-Zbyszek może stań po stronie Igły co? Wtedy jakoś łagodniej to wszystko obejdzie co?!
-Marcela i ty przeciwko mnie? Nie wstyd ci?- Zibi spojrzał na mnie dziwnie
-No proszę... Igła musi przeżyć żeby zaprowadzić mnie do ołtarza prawda. Pomóż mu.- zrobiłam słodkie oczy
-Jakiego ołtarza?- wtrącił Igła
-Chciałabym żebyś w dniu ślubu zaprowadził mnie do ołtarza. Nie mam ojca więc...- wydukałam
-Nic mi nie tłumacz. Pewnie że to zrobię. To zaszczyt prowadzić cię do ślubu. Dzięki że mnie o to poprosiłaś.
-To ja dziękuję że się zgodziłeś.- odpowiedziałam
-Zibi proszę zgódź się. Bez ciebie to nie wyjdzie...- westchnął Igła
-Błagam cię Krzysiek. To będzie istny cyrk nie chcę brać w tym udziału...
-A ja przyjdę na ten mecz. Będę was wspierała- powiedziałam pewnie
-Słucham?- wtrącił Zibi
-No co? Pójdę na ten mecz. Poogladam sobie piłkarzy w akcji.- stwierdziłam z premedytacją, wiem jak to zadziała na Zbyszka
-Niech wam będzie. Zagram ten mecz. Ktoś musi pokazać klasę i pilnować Marceli.- stwierdził zrezygnowany Bartman

Kiedy tylko chłopaki dowiedzieli się o tym w co wpakował ich Igła faktycznie chcieli go zabić ale to że ja i Zbyszek staliśmy z Ignaczakiem trochę ostudziło ich gniew i tak właśnie jutro gramy mecz z piłkarzami. Nawet Antiga w miarę ucieszył się z pomysłu meczu, stwierdził że będzie to nowa odmiana treningu dla chłopaków.
Z samego rana wzięłam długi prysznic. Musiałam doprowadzić do porządku moją skórę i włosy co zajęło mi chwilę. Jako że dzień jest dziś mega gorący ubrałam białą bokserkę jasne szorty i ulubione miętowe air maxy. Włosy związałam w kucyka a na nos założyłam Zbyszkowe ray bany. Zbyszek zawsze złości się na mnie że je biorę ale one są świetne i lubię je a on i tak nie umie się na mnie gniewać. Na boisko koło ośrodka szliśmy w piątkę tj. ja, Zbyszek, Karol, Andrzej i Igła. Nastroje chłopaki mają dosyć napięte, tylko ja idę zadowolona no bo pogoda jest piękna i spędzimy dzień na  świeżym powietrzu. Kiedy dotarliśmy na miejsce piłkarze siedzieli na ławce i coś obgadywali. Spotkaliśmy też Rafała, Fabiana, Michała Kubiaka i Winiara. Na widok Krzyśka podbiegł do nas jeden z piłkarzy a za nim dwóch kolejnych tak więc pomyślałam- ohhho będzie ciekawie.!.

-No i co Ignaczak nie wystraszyłeś się przegranej?- spytał jeden
-Czego mam się bać skoro nie przegram.- roześmiał się libero
-To się okaże... A ty jesteś...- spojrzał na mnie
-Marcela.- odpowiedziałam chłodno a Zbyszek mocniej mnie objął
-Ja jestem Błaszczykowski. Kuba Błaszczykowski.- uśmiechnął się i ucałowal moja dłoń
-A ty co w bonda się bawisz. Odwal się od niej ona jest tu z nami.- powiedział Karol
-Zawsze może zmienić front...
-Nie sądzę aby do tego doszło.- odpowiedziałam pewnie
-Jak chcesz.- odpowiedział - Wygramy ten mecz a wtedy zobaczysz że jeszcze przyjdziesz.- mrugnął do mnie i poszedł sobie
-Bezczelny typ.- odpowiedziałam tylko
-Jestem Kłos. Karol Kłos- Karolek zaczął przedrzeźniać piłkarza
-Daj spokój Karol. Ten typ to pajac.- roześmiałam się

Kiedy zaczął sie mecz usiadłam na ławce koło Mariusza i razem przyglądaliśmy się grze chłopaków. Na początku piłkarze popisywali się odbijając piłkę główką i robili woje triki ale byłam dumna z moich siatkarzy bo się nie dawali. Cichy na bramce spisywał się medalowo bo po 30 minutach gry wynik był 1;1. W ostatnich sekundach pierwszej połowy meczu jednak wynik się zmienił bo Zbyszek się wściekł kiedy Kuba mi pomachał i tak go to nabuzowało że prawie rozwalił bramkę strzelając drugiego gola dla siatkarzy. To bardzo podbudowało siatkarzu i mocno zdenerwowało piłkarzy którzy chcieli szybkiego rewanżu.
Po krótkiej przerwie obie drużyny wróciły na boisko ale już w bez Zbyszka który ustąpił miejsca Rafałowi Buszkowi. Zibi wygodnie usiadł obok mnie i obserwował poczynania chłopaków. Piłkarze dzielnie walczyli ale to jednak moi chłopacy wygrali mecz prowadząc jednym punktem. Krzyśka ogarnęła nieziemska euforia zaczął śmiać się z Kuby Błaszczykowskiego że piłkarze to ekipa frajerów no i prawie skończyłoby się bójką gdyby nie to że Paweł Zagumny odciągnął naszego libero od żądnych zemsty i krwi piłkarzy.


<Zbyszek>


Nie miałem żadnej ochoty grać w tym głupim meczu ale ktoś musiał pilnować Marceli która stwierdziła że chce zobaczyć zmagania siatkarzy i piłkarzy. Od dawien dawna nasze drużyny się nie lubią, piłkarze zawsze obnosili się z tym kim są i że to ich dyscyplina jest ważniejsza ale to w siatkówce Polska osiągała większe sukcesy. Postanowiłem więc zagrać ten mecz i wspomóc biednego Krzyśka który gdyby nie ja z Marcela zginąłby marnie.
Wszystko szło po naszej myśli mecz się toczył i na tym byłem skupiony ale kiedy zobaczyłem jak ten pedałek Błaszczykowski zaleca się do mojej Marceli zdenerwowałem się nie na żarty. Powinienem chyba zamknąć Marcelę w jakiejś piwnicy bez drzwi i okien bo co rusz ktoś mi się do niej zaleca.

Zaraz po meczu wszyscy wróciliśmy do pokoi żeby odświeżyć się przed obiadem. Poszedłem wziąć prysznic. Kiedy wyszedłem z łazienki okazało się że w pokoju nie ma Marceli. Stwierdziłem że pewnie poszła juz na stołówkę więc zamknąłem pokój i zszedłem do miejsca gdzie spożywamy posiłki. Przy stole spotkałem już Igłę, Mariusza, Winiara, Gumę i Zatora.

-Nie widzieliście Marceli? Była tu może?- spytałem
-Nie było jej. A co zniknęła ci?- odpowiedział Winiar
-No szukam jej. Nic.... przejdę się jeszcze po okolicy może ją spotkam.- powiedziałem i wyszedłem ze stołówki

Kiedy wyszedłem z ośrodka zacząłem rozglądać się po okolicy.Szczerze mówiąc to zacząłem się martwić o moja brunetkę no bo po jej ostatniej chorobie zrobiłem się ciut nadopiekuńczy ale to przez to że nie chcę jej stracić.
Kiedy zrobiłem trzy kroki w stronę lasu usłyszałem głos Marceli. Dochodził zza krzaka, więc szybko tam podszedłem. To co zobaczyłem mnie osłupiło. Nie wiedziałem jak na to zareagować. Jedno jest pewne... w tej chwili jestem mocno wściekły.


<Michał>


Po tym całym meczu siatkarzy z piłkarzami nie chciało mi się iść na obiad. Usiadłem sobie na ławce obok osrodka i z okularami przeciwsłonecznymi na nosie wpatrywałem się w niebo. Napisałem Monice że nie pojawię się w pokoju przez najbliższe 3 godziny żeby się nie martwiła bo pewnie zaraz by robiła śledztwo gdzie to zniknąłem. W tej chwili potrzebowałem takiego wyciszenia i przemyślenia wszystkich spraw. Nawet nie wiem kiedy koło mnie pojawił się Karol

-Nie idziesz na obiad?- spytał
-Nie mam ochoty na jedzenie.
-O czym myślisz?
-To nie jest twoja sprawa.- odburknałem
-Ciągle o niej tak?
-Karol kurwa kiedy zrozumiesz że jak się kogoś kocha to nie da się o nim zapomnieć. Nie kiedy mijasz ją codziennie na korytarzu, kiedy patrzysz na jej szczery uśmiech i słyszysz głos który jest lekiem na całe zło. Jej oczy, włosy, usta... to wszystko sprawia że jestem jak dziecko we mgle. nie umiem się odnaleźć.
-Michał wiem o czym mówisz. Rozumiem to wszystko ale przecież zależy ci na jej szczęściu prawda?
-Po co pytasz skoro wiesz?!
-No to uszanuj to że ona jest szczęśliwa z Bartmanem. Kocha go a on kocha ją i nic już na to nie poradzisz.
-Wiem i to boli najbardziej. Powoli jakoś sobie to poukładam... Może kiedy ona juz za niego wyjdzie dotrze do mnie że ją straciłem.- westchnąłem
-Chodź na obiad. Nie myśl o tym.
-Ok chodźmy.- wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w stronę ośrodka
-Fajnie że juz nie kombinujesz jak ich skłócić.- Karol się uśmiechnął
-Zrozumiałem że to nie ma sensu.- westchnąłem

Kiedy tak szliśmy rozmawiając zza krzaków doszły do nas jakieś krzyki. Zaciekawieni o co chodzi podeszliśmy do miejsca skąd dochodziły wrzaski i wtedy oniemiałem. To Zbyszek i Marcela. Kłócą się i to dosyć poważnie. Obaj z Karolem stanęliśmy jak wryci...

-Skoro tak to ok. Ale powiem ci jedno Bartman... straszny z ciebie popapraniec.- wrzasnęła brunetka
-Ze mnie?! Odezwała się gówniara niestabilna uczuciowo.!- odkrzyknął jej
-Pieprz się Zbyszek.! Nie wierzę że masz o mnie takie zdanie. Ale ok w takim razie to koniec.- zapłakana pobiegła w stronę ośrodka

Postanowiliśmy się nie mieszać tylko po cichu przemknąć do stołówki. Z jednej strony było mi ich zal ale z drugiej strony... może to szansa dla mnie. Szansa na nowy początek z Marcelą?!





---------------------------------------------------------------





Jestem :)
Ostatnio non stop przepraszam więc teraz tez wybaczcie mi spóźnienie...
Nowy rozdział jest jaki jest ale na nic lepszego na chwilę obecna mnie nie stać.
Następny za tydzień :)
Do zobaczenia...

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 48.

<Michał>

Po spotkaniu z Kłosem zabrałem małą do pokoju gdzie spotkałem Monikę. Stała na balkonie z papierosem w ustach i zaciągała się nim co kilka sekund. Znowu mnie zdenerwowała:

-Tyle razy ci mówiłem żebyś kurwa nie paliła.!
-Nie przeklinaj przy małej.- odpowiedziała nawet na mnie nie patrząc
-To przestań palić.!
-Ta twoja Marcela wróciła no nie.- zgasiła fajkę i weszła do pokoju
-Wróciła i co z tego. I ona nie jest moja... niestety.- ostatnie słowo wyszeptałem
-Nic z tego. Po prostu widziałam ją jak szła z Bartmanem na spacer. Tacy objęci i zakochani. Misiek dlaczego my tak nie możemy co?- podeszła do mnie
-Bo nie jesteśmy zakochani nie pamiętasz.!
-Nie rozumiem dlaczego nie chcesz dać nam szansy. Mamy córkę powinniśmy być razem ciałem i duchem.- westchnęła i spojrzała na bawiącą się na podłodze małą
 -Co ty bredzisz. Kocham to dziecko jakby było moje ale prawda jest taka że mnie zdradzałaś i młoda nie jest moja. Jak ja mam cię kochać po tym co mi zrobiłaś co? Ze strachu wpadłaś mi do domu i wmówiłaś że to moje dziecko. Gdy zobowiązałem się wami zając ty uciekłaś. Musiałem was szukać żeby upewnić się jak było. Dziwisz mi się że cie nie kocham?- krzyknąłem
-Misiu nie chcę się kłócić. Wiem że popełniłam błąd ale nie naprawię tego. Choćbym nie wiem jak chciała. Ty musisz mi wybaczyć.- westchnęła ponownie
-Nie umiem. Nie potrafię rozumiesz. Idę pod prysznic.- odpowiedziałem i poszedłem do łazienki

Kiedy wyszedłem wykąpany nie zastałem Moniki w pokoju. Zdziwiłem się ale nie było ani jej ani młodej. Jej walizka stała nie ruszona więc trochę mnie to uspokoiło, no bo może zwyczajnie zabrała małą na spacer nad wodę. Prysznic pomógł mi się trochę odstresować przed treningiem który mamy za 30 minut. Powoli pozbierałem czyste ubrania i wrzuciłem je do torby treningowej po czym ruszyłem na halę. Muszę odreagować a porządna zagrywka mi w tym pomoże.


<Zbyszek>


Po krótkim spacerze z Marcelina niestety musiałem uciekać na trening więc wróciliśmy do naszego spalskiego pokoju. Oczywiście kazałem brunetce zostać w pokoju i odpoczywać ale do niej mówić to jak grochem o ścianę. Stwierdziła że wpadnie popatrzeć jak gramy i przy okazji pogadać z Antiga o jej powrocie na staż.

-Może jednak zostań w pokoju co?- objąłem twarz brunetki dłońmi
-Dlaczego nie mogę do was potem wpaść co? Przecież nic mi nie jest. Zbyś no nie martw się już tak o mnie co?!- uśmiechnęła się
-No dobrze skoro i tak cię nie przekonam do zmiany decyzji to odpocznij chwilę i wtedy możesz przyjść ok?!
-Ok tatusiu. Zrobię jak każesz. -roześmiała się
-Nie pogrywaj sobie ze mną mała. Wiesz że ja zawsze wygrywam. -pocałowałem ją w usta puściłem oczko i wyszedłem z pokoju

W drodze na trening na korytarzu spotkałem Wronę i Kłosa. We trójkę ruszyliśmy w stronę hali zadowoleni. Coś mnie w środku gryzło jakieś złe przeczucie ale postanowiłem nie robić z siebie głupka i odgoniłem złe myśli.
Szybko przebraliśmy się w stroje treningowe i Stephane zarządził 30 kółeczek biegania.  Potem jeszcze szybki meczyk i byliśmy wolni. Co mnie zdziwiło. To że Marcelka jednak nie przyszła... Na poważnie się wystraszyłem i jak strzała popędziłem do naszego pokoju. Zaraz za mną był Igła i Piotrek Nowakowski którym powiedziałem czemu się tak boję.


<Marcela>

Po wyjściu Zbyszka na trening postanowiłam poprawić swój wygląd i pójść na halę porozmawiać ze Stephanem na temat mojego stażu. Chcę wrócić szybko do swoich zajęć, nie czuję się źle a siedzenie w pokoju mnie wykańcza. Rozczesałam włosy i poprawiłam pościel kiedy spod poduszki wypadł portfel Zbyszka. Podniosłam go z podłogi i otworzyłam. Sama nie wiem po co chyba tylko z kobiecej ciekawości. Uśmiechnęłam się na widok mojego zdjęcia włożonego za plastikową szybkę w przegródce portfela. Przypomniał mi się dzien kiedy Zbyszek zrobił mi to zdjęcie i to jak sie zmieniłam od poznania Zbyszka, aż odruchowo przejechałam po nim palcem. Wtedy ktoś odchrząknął i się otrząsnęłam. W drzwiach pokoju zobaczyłam Monikę z dzieckiem na ręku. Zdziwiłam się i to bardzo aż słów mi brakło:

-Musimy porozmawiać.- powiedziała pewnie
-Yhyym.. a mamy o czym?- wydusiłam z siebie
-Nie udawaj takiej niewinnej. Cały czas mącisz Miśkowi w głowie mogłabyś z łaski swojej przestać.- odstawiła małą na podłogę
-Ale ja nie wiem o co ci chodzi. Ja nic złego nie robię.- westchnęłam ciężko
-Posłuchaj nie chce się z tobą kłócić. Załatwmy to jak dorośli ludzie. Michał jest teraz ze mną i...
-I ja to akceptuję. Kocham Zbyszka a Michał to przeszłość.- weszłam jej w zdanie
-Tyle że on non stop o tobie myśli i gada.
-Przykro mi ale to nie jest moja wina.
-Ustalmy sobie coś...- zapaliła papierosa.- Misiek jest mój jest ojcem mojej córki i nie życzę sobie żebyś nim manipulowała.
-Po pierwsze nie pal przy dziecku a po drugie nie wiem jak jeszcze mam ci to powiedzieć tak żebyś zrozumiała... Kocham Zbyszka bierzemy ślub a to że tobie i Michałowi się nie układa to nie jest moja wina.- powiedziałam powoli i wyraźnie
-Nie mów do mnie jak do analfabetki. Chodzi mi o to żebyś sie odcięła od niego. Nie wiem wyjedź stąd najlepiej.- uśmiechnęła sie do mnie
-Oszalałaś? Nigdzie nie wyjadę to nie ja mam problem. Przykro mi ale nie ma takiej opcji.- roześmiałam się
-Słuchaj suko. Jeśli Michał zostawi mnie i dziecko to obiecuję ci że ta sepsa którą przeszłaś to będzie najprzyjemniejsza rzecz jaką dane będzie ci przeżyć rozumiesz?!
-Czy ty mi grozisz?- zdziwiłam się
-Ostrzegam. Lepiej pilnuj siebie i Bartmana bo jeśli nie...
-To co?- usłyszałam ukochany głos Zbyszka
-Zbyszek... ja...- wydukała Monika
-No pytam.! Co jej zrobisz? Co tu w ogóle robisz i dlaczego straszysz moją narzeczoną?!- Zbyszek jest bliski furii znam go to wiem że tak jest
-Ja chciałam tylko... Ostrzegłam ją. A teraz wychodze.- wzięła małą na ręce
-Teraz to ja cie ostrzegam. zbliż się do Marceli na krok zrób jej krzywdę a będziesz wąchać kwiatki od spodu.
-Zbyszek daj spokój.- odezwałam się
-Żegnam.- Monika powiedziała i wyszła
-Wszystko ok?- Bartman mocno mnie przytulił
-Tak. Ok ja się nią nie przejmuję. Ma do mnie żal że Michał jej nie kocha.- westchnęłam
-Jesli jeszcze kiedyś ona się do ciebie zbliży masz mi powiedzieć rozumiesz. - spojrzał mi w oczy
-Daj spokój...
-Nie ma daj spokój. Obiecaj że mi powiesz.
-Obiecuje że ci powiem.- uśmiechnęłam się delikatnie
-Kocham cię.
-Ja ciebie też mój wybawco i rycerzu.- pocałowałam go w usta

Resztę dnia i wieczoru spędziliśmy w łóżku wtuleni w siebie. Zaczęliśmy planować nasz ślub i wesele okazało się w sumie że mamy podobny gust ze Zbyszkiem w tej sprawie. Jakoś koło 20;00 kiedy omawialiśmy kwestię miesiąca miodowego do naszego pokoju wpadł Igła. minę miał straszną i w sumie wieści nieciekawe....





--------------------------------------------------------------





Jestem :)
Tak strasznie przepraszam wiem że nawalam z rozdziałami ale widzę że jest coraz mniej odsłon więc jakoś chyba brak mi motywacji do dalszego pisania.
Należy mi się kara to napewno:(
Nie wiem kiedy będzie następny może za tydzień może za dwa. Ale pojawi się to mogę obiecać :)




wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 47.

<Marcela>


Przez najbliższe 4 dni w ogóle nie widziałam się ze Zbyszkiem. Nudziło mi się samej w szpitalu i niecierpliwie czekałam na wypis. No i się doczekałam.
Jest wtorkowy piękny poranek kiedy mój lekarz prowadzący przyniósł mi wypis. Strasznie się ucieszyłam że w końcu wrócę do Spały. Postanowiłam nie mówić  nic nikomu i zrobić w ośrodku niespodziankę. Zebrałam wszystkie swoje rzeczy, przebrałam się i wsiadłam w taksówkę która zawiozła mnie prosto pod spalski ośrodek.
Kiedy wysiadłam z taksówki i zaciągnęłam się świeżym powietrzem poczułam się jeszcze lepiej. Z torbą podręczną w ręku ruszyłam w stronę recepcji. Szybko odebrałam klucz do pokoju i zainstalowałam się w pokoju moim i Zbyszka. Odrzuciłam brudne rzeczy do prania i poszłam wziąć prysznic. Chłopaków nigdzie nie ma a z tego co mówiła dziewczyna w recepcji nie mają teraz treningu. Stwierdziłam że pewnie siedzą w pokoju Igły więc po ubraniu świeżych rzeczy i nałożeniu delikatnego makijażu postanowiłam do nich pójść. Tak jak myślałam z Iganczakowego pokoju dochodziły dźwięki muzyki i kłótni Wrony z Karolem. Zapukałam delikatnie do drzwi i kiedy usłyszałam "wejść" otworzyłam drzwi. Kiedy siatkarze zobaczyli mnie w drzwiach zamarli. Ich miny były bezcenne. Dopiero kiedy się roześmiałam chyba uwierzyli że nie jestem duchem i podnieśli się z podłogi.

-Marcela.? A co ty tu...- zaczął Igła
-A mieszkam Krzysiu. Tymczasowo ale mieszkam i to w pokoju obok.- odpowiedziałam
-Kotek ale jak to?- podszedł do mnie Zibi
-Czuję się na tyle dobrze że mnie wypisali. Poza tym się stęskniłam.- wzruszyłam ramionami
-Dlaczego nie zadzwoniłaś. Przyjechałbym po ciebie...
-Nie było takiej potrzeby kochanie. Chciałam zobaczyć wasze miny.- roześmiałam się
-No to co, pora na uściski. Ale tęskniliśmy za tobą.- Karol wziął mnie w ramiona a za nim cała reszta załogi m.in. Winiar, Wronka, Fabian, Piotrek, Mariusz, Zator, Igła i Mateusz Mika.
-Nie ma co ładny numer nam wywinęłaś z tą chorobą.- powiedział Cichy
-Wiem i przepraszam. Więcej tak nie zrobię obiecuję...
-No my mamy nadzieję.- powiedzieli razem Karol i Andrzej
-Ale mi was brakowało normalnie sama w to nie wierzę że aż tak bardzo.- roześmiałam się
-Siadaj tu między nami. Właśnie oglądamy film. Michał poklepał miejsce obok siebie
-Aha no ok.-odgarnęłam włosy z twarzy
-A co to?- wrzasnął Fabian pokazując na moją dłoń
-Nie widziałeś nigdy pierścionka zaręczynowego?-odpowiedział mu Zbyszek
-Ale że wy... -zaczął Szampon
-Tak. Zbyszek mi się oświadczył.
-A Marcela zgodziła się zostać moją żoną.- dokończył za mnie Bartman

Wtedy dopiero zaczęły się owacje na stojąco i gratulacje. Znowu zostałam wyściskana przez wszystkich ale teraz Zbyszek też. Widać że chłopaki dobrze życzą i mi i Zbyszkowi Igła nawet wspomniał że czuje się jakby miał wydać za mąż córkę. To się nawet dobrze składa bo pomyślałam że to właśnie on mógłby zastąpić mojego ojca i poprowadzić mnie do ołtarza.
Trochę się pośmialiśmy ale potem Zbyszek stwierdził że idziemy do naszego pokoju więc opuściliśmy zgromadzenie siatkarzy. Zadowolona usiadłam na łóżku i podpięłam telefon do ładowarki kiedy Zbyszek cały czas stał i na mnie patrzył bez słowa:

-Co jest?- spytałam poirytowana jego zachowaniem
-Dlaczego nie zadzwoniłaś? Jak tu dotarłas?
-Są taksówki. Nie chciałam cię fatygować. Jestem duża i jak widać... poradziłam sobie.- odpowiedziałam
-Nawet nie wiesz jak się stęskniłem.- uśmiechnął się i usiadł obok mnie po czym mocno mnie przytulił
-Wiem ja też tęskniłam.- pocałowałam go delikatnie
-Weźmy ten ślub. I to najszybciej jak się da.- westchnął
-Czemu ci się tak śpieszy?- zdziwiłam się
-Chcę mieć pewność że już nigdzie mi się nie wymkniesz. Że jesteś cała tylko moja.- powiedział i wpił się w moje usta


<Michał>


Od jakiegoś czasu w Spale mieszka Monika z Melką. Niby cieszę się że jest tu mała bo stęskniłem się za nią a traktuję ją jak córkę ale Monika to co innego. Nie wiem jak mogłem pomyśleć że mogę być z nią szczęśliwy. Przez jakiś czas było ok ale odkąd znowu zjawiła się w moim życiu Marcela... nie potrafię dogadać się z Moniką... Nawet nie wiem czy chcę się z nią dogadać. Kłótnia goni kłótnię ale ona usilnie stara się zatrzymać mnie przy sobie.
Przyjechała razem z Iwoną od Krzyśka ale Ignaczakowa szybko wróciła do domu a Monika została.
Mamy przerwę między treningami więc wybrałem się z małą na spacer. Cieszy mnie każda chwila spędzona z Amelką. Przy niej moje zycie nie wydaje się być takie złe. Idziemy sobie chodnikiem i wtedy nie dowierzam... Zbyszek i Marcela idą objęci w stronę altanki. To Marcela już wyszła ze szpitala?! Ucieszył mnie jej widok w tak dobrej formie. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wtedy obok mnie pojawił się Kłos.

-Co tam Dziku?- spytał
-A co ma być? Nic ciekawego jak widzisz.- odpowiedziałem
-Wiesz że Marcela wróciła prawda?
-Wiem. I co z tego?- zdziwiłem się
-A to z tego że masz się ogarnąć i dać jej spokój. Ona jest szczęśliwa.- odpowiedział
-A co ty? Jesteś jej ojcem czy jak że tak się o nią martwisz i jej pilnujesz?
-Nie. Jestem jej przyjacielem. Serio stary aż tak ci na niej zależy?- spytał
-Karol ja ja kocham. To jedyna dziewczyna którą kochałem i będę kochał. Nie umiem o niej zapomnieć słyszysz. Nie daję rady.- westchnąłem
-Masz młodą i Monikę. Dlaczego się z nimi trzymasz skoro nie jesteś szczęśliwy?
-Kocham tą małą jak ojciec ale Monika... nie trawię jej. Sam jej widok mnie wkurza i chciałbym żeby jej tutaj zwyczajnie nie było. Nie wiem co robić.
-To faktycznie trudne ale nie niszcz życia Marceli. Ona chce spędzić życie ze Zbyszkiem. Zaręczyli się i chcą się pobrać. Mówię ci to bo serio zależy mi na szczęściu i jej i twoim. Zapomnij o niej.- poklepał mnie po ramieniu i sobie poszedł a ja się zmieszałem


<Zbyszek>


Po powrocie do pokoju chciałem zatopić się cały w Marcelinie ale jak sie okazało brunetka miała całkiem odmienne plany. Szybko się ode mnie odsunęła i zaczęła rozczesywać włosy

-Zbyszek za ile masz trenig?- spytała
-Półtorej godziny a co?- spojrzałem na zegarek a potem na nią
-Chodźmy na spacer co?- zrobiła te swoje oczy
-Nie jesteś zmęczona? Może powinnaś odpocząć.
-Odpoczywałam podczas choroby. Już mi się powoli odleżyny robiły. Chodźmy.- pociągnęła mnie za rękę
-To się robi niebezpieczne.- westchnąłem
-Ale co?
-To że nie potrafię ci niczego odmówić.- roześmiałem się
-Też cię kocham skarbie.- pocałowała mnie
-Nie prowokuj mała bo cię siłą  na łózko zaciągnę.- mrugnąłem do niej
-To to załatwimy wieczorem kochanie.- posłał mi buziaka w powietrzu

Objąłem ja mocno i skierowaliśmy się w stronę altanki. W między czasie Marcela spytała mnie co myślę o pomyśle by to Igła przyprowadził ją do ołtarza. Spodobał mi się ten pomysł. W końcu to u niego zaczęliśmy się do siebie zbliżać a poza tym on się ucieszy bo traktuje Marcelę jak siostrę.
Zadowolony stwierdziłem że wszystko co złe jest za nami i teraz będziemy tylko szczęśliwi.
Ale czy napewno?!




---------------------------------------------------------------------





Witajcie :)
Jak zwykle spóźniona ale jednak... :(
Taka informacja... Jeszcze 3 góra cztery rozdziały i kończę tą historię bo jak widzicie nie wyrabiam się z pisaniem. Piszę na szybko co wiąże się z kiepską jakością rozdziałów. Przykro mi ale tak jest...
Nie wiem kiedy następny 10 dni może dłużej... :(
Do następnego papa :*

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 46.

<Marcela>


Po obudzeniu się czułam się bardzo osłabiona. Lekarz tylko powiedział mi że złapałam sepsę ale podobno jest już ze mną lepiej. Niedługo po moim obudzeniu się przyszedł do mnie Zbyszek. Prawie płakał całując moją dłoń i mówiąc że mnie kocha.
Kiedy przyszedł do mnie drugi raz byłam już trochę silniejsza. Mój organizm powoli   nabiera sił przez co i ja czułam się coraz lepiej. Oniemiałam kiedy Zbyszek poprosił mnie o rękę. Wydawało mi się że śnię:

-Zbyszek ty tak na serio. Jesteś pewien tego co mówisz.- spytałam
-Niczego nie jestem bardziej pewien jak tego że chcę żebyś została moją żoną. To jak, zgadzasz się?
-Ale ale ja nie wiem co powiedzieć. Tak... zgadzam się. Wyjdę za ciebie.- wydukałam
-Tak strasznie się cieszę. Kocham cię.- odpowiedział i mnie pocałował
-A tak w ogóle nie powinieneś być teraz w Spale i trenować?!
-Stephane dał mi wolne. Będę tu przy tobie siedział póki nie wyzdrowiejesz...
-Kochanie przecież tak nie można. Widzę że jesteś zmęczony. Jedź do ośrodka i odpocznij. Siedzeniem tu mi nie pomożesz a chcę wiedzieć że nie zaniedbujesz przezemnie kadry.
-O czym ty mówisz. Nie ma opcji że cię tu zostawię. Razem wrócimy do Spały tylko musisz wyzdrowieć.- uśmiechnął się
-No dobrze. Kocham cię siatkarzu...
-Ja ciebie też masażystko.- pocałował mnie w rękę
-Panie Zbyszku dlaczego pan mnie nie słucha... prosiłem pana żeby dał pan ukochanej odpocząć a pan znowu u niej jest.- do sali wszedł lekarz
-Wiem i bardzo przepraszam ale musiałem tu do niej wejść. Obiecuję że dziś to już ostatni raz.
-No mam taką nadzieję. Pani Marcelina musi nabrać sił do walki. Przed nią seria antybiotyków.
-A kiedy będę mogła stąd wyjść?- spytałam
-Cóż... to się okaże jak pani organizm zareaguje na leki. Jeśli nie będzie odrzucał antybiotyku to może w przyszłym tygodniu.- uśmiechnął się lekarz
-No widzisz. Wszystko będzie dobrze. Możesz spokojnie wracać do Spały.- uśmiechnęłam się do Zbyszka
-No sam nie wiem. A co jeśli...
-Jakie jeśli. Zbyszek wszystko będzie ok. Wydobrzeję i przyjadę. Nic się nie martw mam tu idealną opiekę.- uśmiechnęłam się do Bartmana
-Jesteś pewna że nie chcesz żebym z tobą został?
-Panie Zbyszku pana dziewczyna ma rację. W razie czegoś przecież możemy do pana zadzwonić ale gwarantuję że nic takiego się nie stanie.- odezwał się lekarz
-No dobrze. Ale będę codziennie dzwonił do ciebie. I to po dwa razy.!- pocałował mnie w usta
-Ok obiecuję że będę odbierała. Leć już musisz odpocząć.
-Kocham cię mała.
-Ja ciebie też duży.- powiedziałam i chwilę potem Zibiego już nie było


<Zbyszek>


Nie bardzo chciałem zostawiać Marcelę samą w szpitalu ale też nie chcę żeby Antiga wyrzucił mnie z kadry. Lekarz utwierdził mnie w przekonaniu że Marcelina wyzdrowieje więc spokojnie mogłem wracać do drużyny. 
Kiedy zaparkowałem przed ośrodkiem od razu pojawili się Krzysiek Ignaczak, Piotrek i Fabian. Zdziwił ich mój przyjazd ale od razu ich uspokoiłem:

-Kiedy ona do nas wróci?- spytał Piotrek
-Jak dobrze pójdzie to w przyszłym tygodniu.- odpowiedziałem
-Czyli zdrowieje.- uśmiechnął się Igła
-Tak... dochodzi do formy.- odwzajemniłem uśmiech
-To super. Bardzo się martwiliśmy.- powiedział Cichy i z Fabianem sobie poszli
-Fajnie że tylko tak się to skończyło. Miała dużo szczęścia.- stwierdził Igła
-To fakt ale teraz już mam nauczkę. Muszę jej pilnować i o nią dbać dlatego jak tylko wyjdzie ze szpitala zaczniemy planować ślub.
-Oświadczyłeś się jej?- Igła zrobił wielkie oczy
-Tak i się zgodziła.- uśmiechnąłem się
-Stary no to gratuluję. Miałem cichą nadzieję że niedługo będziemy się bawić na waszym slubie no i proszę... Strasznie się cieszę.
-Dzięki ale jakby była taka możliwość to nie mów tego nikomu. Nie chcę oznajmiać tego wszystkim bez Marceli u boku. Sam wiesz...
-Wiem i obiecuję że będę cicho. Ale się cieszę.- poklepał mnie po ramieniu
-Ja też. Jestem cholernie szczęśliwy...

Po wejściu do pokoju wziąłem długi prysznic a potem dałem znać Antidze że pojawię się na jutrzejszym porannym treningu. Wyjaśniłem całą sytuację i ucieszył się że z Marcelą jest już coraz lepiej. Bez żadnych obaw i złych przeczuć położyłem się na łóżku i szybko zasnąłem.


<Michał>


Po kłótni z Karolem jestem niepewny sytuacji. Kłos może mi namieszać i cała akcja z odzyskaniem Marceliny może się nie udać. Muszę z nim pogadać i go uspokoić, że niby zrozumiałem swój błąd. Jak na złość mimo tego że go szukam nigdzie go nie ma. Zaczynam się martwić że może poszedł do Wrony i mu powiedział co zaszło. Nie chcę mieć kosy z całą kadrą więc muszę się uspokoić.
Kiedy wracałem do ośrodka zobaczyłem auto Zbyszka. Dlaczego już wrócił? Coś się stało?!
Wziąłem szybko telefon i znalazłem numer Marceli. Z nadzieją nacisnąłem zieloną słuchawkę. Po dwóch sygnałach usłyszałem jej kojący głos

-Słucham?
-Marcela? Jak się czujesz?- od razu spytałem
-Michał? Dobrze ale dlaczego dzwonisz?
-Zobaczyłem auto Zbyszka pod ośrodkiem i się wystraszyłem. Tak się cieszę że odebrałaś. 
-Czuję się lepiej więc nie ma sensu żeby Zbyszek zawalał treningi. 
-To dobrze że czujesz się lepiej. Tak się martwiłem...
-Michał nie musisz się o mnie martwić. Nie jesteśmy razem i nie będziemy...
-Wiem ale jesteś dla mnie ważna. Przepraszam.
-Muszę już kończyć. Zajmij się treningami. Cześć.
-Czekaj Marcela nie rozłączaj się...- powiedziałem ale się rozłączyła

Nie rozumiem dlaczego była taka oschła w stosunku do mnie. Czyżby Karol już zadziałał i Marcela dowiedziała się o moich planach.?! Schowałem telefon do kieszeni i wszedłem do ośrodka. Przez całą drogę do pokoju zastanawiałem się czy Kłos tak jak obiecał nic nikomu nie powiedział. W pokoju na łóżku spotkałem Mateusza Mikę. Siedział ze słuchawkami na uszach ale kiedy mnie zobaczył to je zdjął.

-Gdzie się podziewałeś?- spytał
-Długa historia... 
-No ok ale masz gości wiesz o tym?!
-Gości.? Kogo?- zdziwiłem się
-Nas...- z balkonu do pokoju weszła Monika z Amelką na ręku





---------------------------------------------------------





Jestem :)
Wiem znowu spóźnienie ale mam nadzieję że wybaczycie...
Następny rozdział to kwestia tygodnia no może 10 dni :*
Obiecuję<333

wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 45.

<Zbyszek>


Siedziałem na krzesełku zamyślony. Jeszcze Misiek chciał mi coś powiedzieć kiedy z sali wybiegł lekarz:

-Panie Zbyszku...- zaczął
-Tak?- szybko poderwałem się z miejsca
-Nie wiem jak to panu powiedzieć. może tak prosto z mostu... Pani Marcelina swobodnie oddycha i własnie odzyskała przytomność.- uśmiechnął się
-Na prawdę?- poczułem się jakbym wygrał mistrzostwo świata
-Tak. Pytała o pana ale jest jeszcze osłabiona.- odpowiedział
-Mogę ją zobaczyć. Bardzo pana proszę...
-No dobrze. Pielęgniarka przyniesie panu strój ochronny ale tylko na chwilę.- powiedział i poszedł
-Widzisz mówiłem że będzie dobrze.- obok mnie pojawił się Misiek
-Tak cholernie się bałem ale wreszcie ją zobaczę.
-Teraz już będzie tylko lepiej. Nie masz się co martwić.- westchnął

Po kilku minutach pojawiła się pielęgniarka i dała mi strój w który miałem się ubrać. Szedłem za nią posłusznie kiedy nagle dłonią skierowała mnie do drzwi. Wszedłem powoli na salę i ją zobaczyłem. Podpięta do mnóstwa aparatur ale oddychająca swobodnie. Usiadłem na krzesełku obok łóżka i delikatnie złapałem ją za rękę. Wtedy otworzyła oczy. Były takie smutne i zmęczone. Na mój widok delikatnie się usmiechnęła co dodało mi skrzydeł.

-Cześć kochanie.- wyszeptałem
-Hej.- wychrypiała
-Nic nie mów. Nie męcz się. Tak strasznie się cieszę że już z tobą lepiej. Nawet sobie nie wyobrażasz jak się o ciebie bałem. Ja i cała reprezentacja. Nigdy nie rób takich numerów bo o mało nie umarłem ze strachu rozumiesz.!- pocałowałem ją w dłoń

Uśmiechnęła się tylko i pokiwała lekko głową. Od razu widać że te lekarstwa ją wymęczyły. Twarz miała zapadniętą a ciało wątłe i prawie w ogóle się nie ruszała. Krążyła oczami po sali. Po 5 minutach lekarze mnie pogonili i musiałem wyjść. Przy drzwiach czekali już Stephane, Karol, Andrzej, Misiek i Fabian.

-Co z nią?- uprzedził wszystkich Michał
-Jest bardzo osłabiona ale oddycha sama i jest przytomna. Dostaje lekarstwa na wzmocnienie i jutro powinno być lepiej.- usmiechnąłem się
-Całe szczęście.- westchnął Karol
-Tak właściwie to co wy tu robicie?- spytałem
-Michał dzwonił. Musieliśmy przyjechać.- powiedział Fabian
-Rozumiem. Dziś i tak jej nie zobaczycie. To cud że mnie pozwolili do niej wejść.- uśmiechnąłęm się i usiadłem
-Michal w takim razie wracasz z nami i wracasz do treningów. Skoro z Marceliną jest lepiej- odezwał się Antiga
-Yyy no dobrze.- westchnął Kubiak
-Zostaniecie tu na chwilę. Muszę coś załatwić.- w mojej głowie narodził się plan i postanowiłem go zrealizować
-No dobrze. Jedź.- odpowiedział trener

Szybko wsiadłem w samochód i pojechałem w kierunku miejsca gdzie dostanę to czego szukam. Zajęło mi to 30 minut ale załatwiłem wszystko i wróciłem do szpitala. Wtedy Stephane zabrał chłopaków a mi kazał stawić się jutro w ośrodku. Zgodziłem się chociaz nie chciałem zostawiać Marceliny.

Po ubłaganiu lekarza po trzech godzinach znowu pozwolili mi do niej wejść. O dziwo wyglądała ciut lepiej jej policzki nabrały nieco rumieńców a oczy blasku. Usiadłem szybko na krzesełku i odsunąłem jej włosy z twarzy. Otworzyła oczy i się usmiechnęła

-To znowu ja.- powiedziałem
-No widzę.- odpowiedziała
-Posłuchaj. Nigdy więcej mnie tak nie strasz, wiem już to mówiłem ale tak strasznie się o ciebie boję bo bardzo cię kocham. Wiem że może okoliczności są mało romantyczne a ja może się pospieszyłem ale nie chcę na nic czekać bo wiem że tylko z tobą chcę być.
-Co?- spytała
-To ja mam do ciebie pytanie. Wyjdziesz za mnie?- wyjąłem dopiero co kupiony pierścionek



<Michał>


Wsiadłem w samochód z dosyć dziwnym uczuciem. Cały czas zastanawiało mnie co Zbyszek pojechał załatwić. Chciałem wejść do Marceli ale mi nie pozwolili. Jak mam ja odzyskać skoro nawet nie wolno mi jej zobaczyć.
Przez całą drogę do ośrodka myślałem o co chodziło. Sam nie wiem ale mam dziwne przeczucia i to nie będzie dla mnie dobre.
Po powrocie do Spały wziąłem szybki prysznic i wyszedłem na ławkę przed ośrodkiem.
Wtedy koło mnie pojawił się Kłos.

-Co jest Misiek?- spytał
-Jak myślisz co Zbyszek pojechał wtedy załatwić?- spytałem
-No sam nie wiem. Może jakiś hotel albo.. no nie wiem. Skąd to pytanie w ogóle.
-A nie ważne. Po prostu ciekawy jestem
-Chyba nie chcesz mącić między nimi co? - szturchnął mnie
-Cooo?
-Michał po tym co przeszli mają prawo do szczęścia. Nie psuj im tego.
-A ja? Ja nie mam prawa do szczęścia. Wszyscy je mają więc czemu ja nie.!- wybuchłem
-Spokojnie...
-No bo Karol to ja byłem pierwszy. Ja pierwszy się w niej zakochałem...
-Zawsze żartuję ale teraz ci powiem całkowicie poważnie. Kurde Michał to nie przedszkole że kto pierwszy ten lepszy. Widocznie nie była dla ciebie skoro wam nie wyszło a Zbyszek nosi ją na rękach. On ją serio bardo kocha a ona kocha jego. Daj jej spokój przecież masz Monikę i waszą córkę.
-To nie jest moje dziecko. Wrobiłem się w ojcostwo bo nie miałem lądu i pomysłu na życie bez Marceli. Tak naprawdę zrobiłem to z rozpaczy.
-Michał? Czyli mam rozumieć że chcesz odzyskać Marcele tak?
-Nawet nie wiesz jak bardzo bym tego chciał. Kiedy ją zobaczyłem po latach taką piękną i uśmiechniętą... nie potrafię o niej zapomnieć.
-To nie dobrze bo raczej do siebie nie wrócicie. Ona już nic do ciebie nie czuje stary.!
-Skąd to wiesz?- zdziwiłem się
-Widzę z jaką miłością patrzy na Bartmana a on na nią. Musisz odpuścić stary nie niszcz ich związku. To twój przyjaciel.
-Przyjaciel nie odbija ci ukochanej laski. To nie jest mój przyjaciel.
-To po co siedziałeś z nim w szpitalu? Po co go wspierałeś?
-Bo chcę mieć jego zaufanie. Tak będę mógł być bliżej niej.- westchnąłem
-Michał to jest chore. Jak ty tak w ogóle możesz co? Zbyszek by ci tego nie zrobił. My wszyscy się tu przyjaźnimy a ty chcesz zrobic mu takie świństwo. Przegnasz stary.- Karol wstał z ławki
-O co ci chodzi. Zrozum że ja też chcę mieć szansę na życie z nią...
-Już ją miałeś i zmarnowałeś nie rozumiesz.! Ogarnij się Kubiak.!
-Nie mów nikomu o naszej rozmowie.!
-Nie powiem ale też nie pozwolę ci się zbliżyć do Marceli i Zbyszka. Nie pozwolę ci rozbić tego związku rozumiesz.!- krzyknął i poszedł

Kurwa.! Niepotrzebnie się wygadałem Karolowi o moich planach. Teraz może mi namącić w zbliżeniu się do Marcelki. Teraz kiedy wiem że Zbyszek ją kocha będzie mi ciężko ich od siebie oddalić. Jeszcze ten Karol. Muszę coś wymyślić. Coś co odsunie ją od Kłosa...







----------------------------------------------------------------






Jestem tak jak obiecałam :)
Następny do tygodnia czasu. :)
Do zobaaa....

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 44.


 Michał

Kiedy wróciłem ze spaceru w ośrodku zastałem zamieszanie. Nie wiedziałem za bardzo o co chodzi i nie chciałem wiedzieć. Próbowałem przejść obok grupki chłopaków którzy z zainteresowaniem słuchali co mówią Karol z Andrzejem. Nagle usłyszałem ze padło imię Marceli i zatrzymałem się zeby sluchac o co chodzi. To co usłyszałem zwaliło mnie z nóg. Jak to możliwe że ta drobna brunetka jest aż tak poważnie chora. Serce na chwilę przestało mi bić i jedyna myśl jaka przyszła mi do głowy to to że muszę ją zobaczyć. Szybko wsiadłem w samochód i mając przed oczami jej twarz ruszyłem przed siebie.
Nie wiem nawet jak pokonałem ta drogę bo jechałem trochę jak w amoku. Kiedy wszedłem na szpitalny korytarz od razu pielęgniarki pokierowały mnie do miejsca gdzie spotkałem Zbyszka. Siedział głowę chowając w dłoniach a łokcie spierał na kolanach. Powoli podszedłem do niego i odezwałem się

-Co z nią?
-Michał a co ty tu robisz?- zdziwił się na mój widok
-Spokojnie nie chce się kłócić chce wiedzieć tylko jak ona się czuje...
-Jest źle.-odpowiedział
-Jak to? Aż tak?- wystraszyłem się
-Marcela nie oddycha samodzielnie. Jej stan miał się poprawić ale tak się nie stało. Nic nie da się zrobić.
-Jezuu... Zbyszek ona z tego wyjdzie zobaczysz.- usiadłem kolo Bartmana
-Cały czas się o to modle ale boje się. Cholernie się boje...
-Nie wolno ci myśleć inaczej. Byłeś u niej?
-Chciałem ale nie wolno mi do niej wejść. Tak chciałbym ja zobaczyć. Jej piękne brązowe oczy i szeroki uśmiech. Nie mogę jej stracić nie przeżyje tego.- powiedział Zbyszek a kilka sekund potem z jego oczu popłynęły łzy

Ten widok jakby otworzył mi oczy. Zrozumiałem ze on kocha Marcelinę to nie jest jakiś tam kaprys. Nigdy nie widziałem  żeby Zbyszek płakał to było sprzeczne z jego natura.\
Siedzieliśmy tak bez słowa kiedy nagle nad naszymi głowami usłyszeliśmy głos

-Panie Zbyszku?!..
-Tak doktorze.- Zibi poderwał się z miejsca
-Chciałem tylko powiedzieć że pani Marcelina pół godziny temu miała wstrząs septyczny. Udało nam sie ja ustabilizować i jej stan jest stabilny. Jeśli do rana to się nie zmieni to obawiam się że nic więcej nie będziemy mogli dla niej zrobić. Pozostanie nam tylko spróbować odłączyć ją od respiratora.
-Co to znaczy?- spytałem
-Pani Marcelina dobrze reaguje na antybiotyki i leczenie. Jeśli jutro zacznie oddychać sama i odzyska pełną przytomność będziemy mogli wdrożyć skuteczniejszy sposób leczenia. Wszystko okaże się jutro rano. Przepraszam teraz ale muszę iść do innych pacjentów.- uśmiechnął się nikle i poszedł
-Miała wstrząs.- wyszeptał Zbyszek
-Jej stan jest stabilny. Słyszałeś lekarza jest dobrze.
-Gówno prawda Michał. Oni zawsze tak mówią. Ona miała wstrząs septyczny to chyba nie wróży nic dobrego prawda?!- krzyknął
-Zbyszek uspokój się i siadaj. Trzeba mieć nadzieję że wszystko się uda. Podadzą jej ten skuteczniejszy lek i wszystko się ułoży.
-Właściwie dlaczego mnie pocieszasz co? Po co tu ze mną jesteś?- spytał
-Dobrze wiesz dlaczego.- odpowiedziałem
-Ty ją kochasz. Dlatego tu jesteś.
-Zibi fakt kocham ją ale ty też jesteś mi jak brat. Oboje was kocham i nie wyobrażam sobie być teraz gdzie indziej.

Siedzieliśmy w ciszy jakieś 30 minut. Powoli szpital pustoszał i na korytarzu zostaliśmy tylko my dwaj. Było mi go strasznie żal, widziałem że bardzo cierpi ale nie mogłem mu w żaden sposób pomóc.


<Zbyszek>

Nie mówiłem nic ale obecność Michała pomagała mi. Tęskniłem za naszymi rozmowami za wieczorami przy piwie. Za nim tęskniłem. Wiadomości od lekarza utwierdziły mnie w tym że z Marcelą jest źle. Chciałbym żeby wyzdrowiała, cały czas mam jej twarz przed oczami ja zwyczajnie ją kocham.

-Zbyszek chcesz kawy?- Michał wstał z krzesełka
-Nie dzięki.- odpowiedziałem
-Kiedy ostatnio coś jadłeś albo piłeś. Musisz coś zjeść...
-I tak nic nie przełknę.
-Zbyszek...
-Misiek dzięki za troskę ale nigdzie się stąd nie ruszę. Jeśli chcesz to idź sam.
-Ok.- odpowiedział i sobie poszedł

Oparłem głowę o ścianę i spojrzałem w górę. Wiem że jestem wyczerpany i fizycznie i psychicznie ale nie chcę być nigdzie indziej. Chcę być blisko Marceli, najbliżej jak się da. Westchnąłem  tylko ciężko i wtedy usłyszałem głos

-Pseprasam...- przede mną stał mały chłopczyk
-Tak?- spytałem
-Jest pan chory?- spytał mnie
-Nie nie jestem. Moja koleżanka jest chora.- uśmiechnąłęm się do niego żeby się mnie nie wystraszył
-Ahaaa... a pan siem o nią martwi.- usiał obok mnie
-Tak, bardzo się o nią martwię.
-Moja mama tez siem o mnie martwi i cęsto płacze.- posmutniał
-Na prawdę. Myślę że niepotrzebnie bo szybko wyzdrowiejesz. 
-Chyba nie. Pan doktor mówił ze mam chorobę która ma strasnie długom nazwe. Mukowisicymadozia czy jakoś tak.- wydukał
-Mukowiscydoza?- powtórzyłem
-Tak. Pana kolezanka tes na to choruje?- spytał
-Nie. Moja koleżanka ma sepsę.- westchnąłem
-Niech sie pan nie martwi doktorowie ją uzdrowiom. Wtedy pan sie bedzie mógł z niom ozenić. Musem jus iść. Papaa- pomachał mi i szybko pobiegł
-Papa- odpowiedziałem w szoku
-Co to za dziecko?- pojawił się Michał
-Chłopczyk chory na mukowiscydozę. Pocieszał mnie.- odpowiedziałem
-Trzymaj kawę. -podał mi kubek
-Dzięki.- uśmiechnąłem się na siłę
-Nie ma za co. Jakieś wieści?
-Nic. Lekarz jeszcze nie wyszedł z sali.
-Rozumiem. Dzwoniłem do Antigi kazał ci nie wracać bez Marceli...
-No to sobie jeszcze na mnie poczeka.- westchnąłem

Spuściłem głowę w dół. Czułem że Michał mi się przygląda i chce coś powiedzieć ale dopiero się na to zbiera. Kiedy podniosłem głowę i spojrzałem na niego otworzyły się drzwi a w nich pojawił się lekarz prowadzący leczenie Marceliny:

-Pamie Zbyszku...- powiedział trochę za szybko



----------------------------------------------------------------------



Jestem :)
Przepraszam za brak w dodawaniu ale komputer mi wysiadł a bez tego ani rusz. :(
Należy mi się porządne lanie i jestem tego świadoma :)
Następny do tygodnia czasu może w przeciągu kilku dni i teraz to słowo harcerza że tak będzie :*
Buziole :*:*:*