wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 47.

<Marcela>


Przez najbliższe 4 dni w ogóle nie widziałam się ze Zbyszkiem. Nudziło mi się samej w szpitalu i niecierpliwie czekałam na wypis. No i się doczekałam.
Jest wtorkowy piękny poranek kiedy mój lekarz prowadzący przyniósł mi wypis. Strasznie się ucieszyłam że w końcu wrócę do Spały. Postanowiłam nie mówić  nic nikomu i zrobić w ośrodku niespodziankę. Zebrałam wszystkie swoje rzeczy, przebrałam się i wsiadłam w taksówkę która zawiozła mnie prosto pod spalski ośrodek.
Kiedy wysiadłam z taksówki i zaciągnęłam się świeżym powietrzem poczułam się jeszcze lepiej. Z torbą podręczną w ręku ruszyłam w stronę recepcji. Szybko odebrałam klucz do pokoju i zainstalowałam się w pokoju moim i Zbyszka. Odrzuciłam brudne rzeczy do prania i poszłam wziąć prysznic. Chłopaków nigdzie nie ma a z tego co mówiła dziewczyna w recepcji nie mają teraz treningu. Stwierdziłam że pewnie siedzą w pokoju Igły więc po ubraniu świeżych rzeczy i nałożeniu delikatnego makijażu postanowiłam do nich pójść. Tak jak myślałam z Iganczakowego pokoju dochodziły dźwięki muzyki i kłótni Wrony z Karolem. Zapukałam delikatnie do drzwi i kiedy usłyszałam "wejść" otworzyłam drzwi. Kiedy siatkarze zobaczyli mnie w drzwiach zamarli. Ich miny były bezcenne. Dopiero kiedy się roześmiałam chyba uwierzyli że nie jestem duchem i podnieśli się z podłogi.

-Marcela.? A co ty tu...- zaczął Igła
-A mieszkam Krzysiu. Tymczasowo ale mieszkam i to w pokoju obok.- odpowiedziałam
-Kotek ale jak to?- podszedł do mnie Zibi
-Czuję się na tyle dobrze że mnie wypisali. Poza tym się stęskniłam.- wzruszyłam ramionami
-Dlaczego nie zadzwoniłaś. Przyjechałbym po ciebie...
-Nie było takiej potrzeby kochanie. Chciałam zobaczyć wasze miny.- roześmiałam się
-No to co, pora na uściski. Ale tęskniliśmy za tobą.- Karol wziął mnie w ramiona a za nim cała reszta załogi m.in. Winiar, Wronka, Fabian, Piotrek, Mariusz, Zator, Igła i Mateusz Mika.
-Nie ma co ładny numer nam wywinęłaś z tą chorobą.- powiedział Cichy
-Wiem i przepraszam. Więcej tak nie zrobię obiecuję...
-No my mamy nadzieję.- powiedzieli razem Karol i Andrzej
-Ale mi was brakowało normalnie sama w to nie wierzę że aż tak bardzo.- roześmiałam się
-Siadaj tu między nami. Właśnie oglądamy film. Michał poklepał miejsce obok siebie
-Aha no ok.-odgarnęłam włosy z twarzy
-A co to?- wrzasnął Fabian pokazując na moją dłoń
-Nie widziałeś nigdy pierścionka zaręczynowego?-odpowiedział mu Zbyszek
-Ale że wy... -zaczął Szampon
-Tak. Zbyszek mi się oświadczył.
-A Marcela zgodziła się zostać moją żoną.- dokończył za mnie Bartman

Wtedy dopiero zaczęły się owacje na stojąco i gratulacje. Znowu zostałam wyściskana przez wszystkich ale teraz Zbyszek też. Widać że chłopaki dobrze życzą i mi i Zbyszkowi Igła nawet wspomniał że czuje się jakby miał wydać za mąż córkę. To się nawet dobrze składa bo pomyślałam że to właśnie on mógłby zastąpić mojego ojca i poprowadzić mnie do ołtarza.
Trochę się pośmialiśmy ale potem Zbyszek stwierdził że idziemy do naszego pokoju więc opuściliśmy zgromadzenie siatkarzy. Zadowolona usiadłam na łóżku i podpięłam telefon do ładowarki kiedy Zbyszek cały czas stał i na mnie patrzył bez słowa:

-Co jest?- spytałam poirytowana jego zachowaniem
-Dlaczego nie zadzwoniłaś? Jak tu dotarłas?
-Są taksówki. Nie chciałam cię fatygować. Jestem duża i jak widać... poradziłam sobie.- odpowiedziałam
-Nawet nie wiesz jak się stęskniłem.- uśmiechnął się i usiadł obok mnie po czym mocno mnie przytulił
-Wiem ja też tęskniłam.- pocałowałam go delikatnie
-Weźmy ten ślub. I to najszybciej jak się da.- westchnął
-Czemu ci się tak śpieszy?- zdziwiłam się
-Chcę mieć pewność że już nigdzie mi się nie wymkniesz. Że jesteś cała tylko moja.- powiedział i wpił się w moje usta


<Michał>


Od jakiegoś czasu w Spale mieszka Monika z Melką. Niby cieszę się że jest tu mała bo stęskniłem się za nią a traktuję ją jak córkę ale Monika to co innego. Nie wiem jak mogłem pomyśleć że mogę być z nią szczęśliwy. Przez jakiś czas było ok ale odkąd znowu zjawiła się w moim życiu Marcela... nie potrafię dogadać się z Moniką... Nawet nie wiem czy chcę się z nią dogadać. Kłótnia goni kłótnię ale ona usilnie stara się zatrzymać mnie przy sobie.
Przyjechała razem z Iwoną od Krzyśka ale Ignaczakowa szybko wróciła do domu a Monika została.
Mamy przerwę między treningami więc wybrałem się z małą na spacer. Cieszy mnie każda chwila spędzona z Amelką. Przy niej moje zycie nie wydaje się być takie złe. Idziemy sobie chodnikiem i wtedy nie dowierzam... Zbyszek i Marcela idą objęci w stronę altanki. To Marcela już wyszła ze szpitala?! Ucieszył mnie jej widok w tak dobrej formie. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wtedy obok mnie pojawił się Kłos.

-Co tam Dziku?- spytał
-A co ma być? Nic ciekawego jak widzisz.- odpowiedziałem
-Wiesz że Marcela wróciła prawda?
-Wiem. I co z tego?- zdziwiłem się
-A to z tego że masz się ogarnąć i dać jej spokój. Ona jest szczęśliwa.- odpowiedział
-A co ty? Jesteś jej ojcem czy jak że tak się o nią martwisz i jej pilnujesz?
-Nie. Jestem jej przyjacielem. Serio stary aż tak ci na niej zależy?- spytał
-Karol ja ja kocham. To jedyna dziewczyna którą kochałem i będę kochał. Nie umiem o niej zapomnieć słyszysz. Nie daję rady.- westchnąłem
-Masz młodą i Monikę. Dlaczego się z nimi trzymasz skoro nie jesteś szczęśliwy?
-Kocham tą małą jak ojciec ale Monika... nie trawię jej. Sam jej widok mnie wkurza i chciałbym żeby jej tutaj zwyczajnie nie było. Nie wiem co robić.
-To faktycznie trudne ale nie niszcz życia Marceli. Ona chce spędzić życie ze Zbyszkiem. Zaręczyli się i chcą się pobrać. Mówię ci to bo serio zależy mi na szczęściu i jej i twoim. Zapomnij o niej.- poklepał mnie po ramieniu i sobie poszedł a ja się zmieszałem


<Zbyszek>


Po powrocie do pokoju chciałem zatopić się cały w Marcelinie ale jak sie okazało brunetka miała całkiem odmienne plany. Szybko się ode mnie odsunęła i zaczęła rozczesywać włosy

-Zbyszek za ile masz trenig?- spytała
-Półtorej godziny a co?- spojrzałem na zegarek a potem na nią
-Chodźmy na spacer co?- zrobiła te swoje oczy
-Nie jesteś zmęczona? Może powinnaś odpocząć.
-Odpoczywałam podczas choroby. Już mi się powoli odleżyny robiły. Chodźmy.- pociągnęła mnie za rękę
-To się robi niebezpieczne.- westchnąłem
-Ale co?
-To że nie potrafię ci niczego odmówić.- roześmiałem się
-Też cię kocham skarbie.- pocałowała mnie
-Nie prowokuj mała bo cię siłą  na łózko zaciągnę.- mrugnąłem do niej
-To to załatwimy wieczorem kochanie.- posłał mi buziaka w powietrzu

Objąłem ja mocno i skierowaliśmy się w stronę altanki. W między czasie Marcela spytała mnie co myślę o pomyśle by to Igła przyprowadził ją do ołtarza. Spodobał mi się ten pomysł. W końcu to u niego zaczęliśmy się do siebie zbliżać a poza tym on się ucieszy bo traktuje Marcelę jak siostrę.
Zadowolony stwierdziłem że wszystko co złe jest za nami i teraz będziemy tylko szczęśliwi.
Ale czy napewno?!




---------------------------------------------------------------------





Witajcie :)
Jak zwykle spóźniona ale jednak... :(
Taka informacja... Jeszcze 3 góra cztery rozdziały i kończę tą historię bo jak widzicie nie wyrabiam się z pisaniem. Piszę na szybko co wiąże się z kiepską jakością rozdziałów. Przykro mi ale tak jest...
Nie wiem kiedy następny 10 dni może dłużej... :(
Do następnego papa :*

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 46.

<Marcela>


Po obudzeniu się czułam się bardzo osłabiona. Lekarz tylko powiedział mi że złapałam sepsę ale podobno jest już ze mną lepiej. Niedługo po moim obudzeniu się przyszedł do mnie Zbyszek. Prawie płakał całując moją dłoń i mówiąc że mnie kocha.
Kiedy przyszedł do mnie drugi raz byłam już trochę silniejsza. Mój organizm powoli   nabiera sił przez co i ja czułam się coraz lepiej. Oniemiałam kiedy Zbyszek poprosił mnie o rękę. Wydawało mi się że śnię:

-Zbyszek ty tak na serio. Jesteś pewien tego co mówisz.- spytałam
-Niczego nie jestem bardziej pewien jak tego że chcę żebyś została moją żoną. To jak, zgadzasz się?
-Ale ale ja nie wiem co powiedzieć. Tak... zgadzam się. Wyjdę za ciebie.- wydukałam
-Tak strasznie się cieszę. Kocham cię.- odpowiedział i mnie pocałował
-A tak w ogóle nie powinieneś być teraz w Spale i trenować?!
-Stephane dał mi wolne. Będę tu przy tobie siedział póki nie wyzdrowiejesz...
-Kochanie przecież tak nie można. Widzę że jesteś zmęczony. Jedź do ośrodka i odpocznij. Siedzeniem tu mi nie pomożesz a chcę wiedzieć że nie zaniedbujesz przezemnie kadry.
-O czym ty mówisz. Nie ma opcji że cię tu zostawię. Razem wrócimy do Spały tylko musisz wyzdrowieć.- uśmiechnął się
-No dobrze. Kocham cię siatkarzu...
-Ja ciebie też masażystko.- pocałował mnie w rękę
-Panie Zbyszku dlaczego pan mnie nie słucha... prosiłem pana żeby dał pan ukochanej odpocząć a pan znowu u niej jest.- do sali wszedł lekarz
-Wiem i bardzo przepraszam ale musiałem tu do niej wejść. Obiecuję że dziś to już ostatni raz.
-No mam taką nadzieję. Pani Marcelina musi nabrać sił do walki. Przed nią seria antybiotyków.
-A kiedy będę mogła stąd wyjść?- spytałam
-Cóż... to się okaże jak pani organizm zareaguje na leki. Jeśli nie będzie odrzucał antybiotyku to może w przyszłym tygodniu.- uśmiechnął się lekarz
-No widzisz. Wszystko będzie dobrze. Możesz spokojnie wracać do Spały.- uśmiechnęłam się do Zbyszka
-No sam nie wiem. A co jeśli...
-Jakie jeśli. Zbyszek wszystko będzie ok. Wydobrzeję i przyjadę. Nic się nie martw mam tu idealną opiekę.- uśmiechnęłam się do Bartmana
-Jesteś pewna że nie chcesz żebym z tobą został?
-Panie Zbyszku pana dziewczyna ma rację. W razie czegoś przecież możemy do pana zadzwonić ale gwarantuję że nic takiego się nie stanie.- odezwał się lekarz
-No dobrze. Ale będę codziennie dzwonił do ciebie. I to po dwa razy.!- pocałował mnie w usta
-Ok obiecuję że będę odbierała. Leć już musisz odpocząć.
-Kocham cię mała.
-Ja ciebie też duży.- powiedziałam i chwilę potem Zibiego już nie było


<Zbyszek>


Nie bardzo chciałem zostawiać Marcelę samą w szpitalu ale też nie chcę żeby Antiga wyrzucił mnie z kadry. Lekarz utwierdził mnie w przekonaniu że Marcelina wyzdrowieje więc spokojnie mogłem wracać do drużyny. 
Kiedy zaparkowałem przed ośrodkiem od razu pojawili się Krzysiek Ignaczak, Piotrek i Fabian. Zdziwił ich mój przyjazd ale od razu ich uspokoiłem:

-Kiedy ona do nas wróci?- spytał Piotrek
-Jak dobrze pójdzie to w przyszłym tygodniu.- odpowiedziałem
-Czyli zdrowieje.- uśmiechnął się Igła
-Tak... dochodzi do formy.- odwzajemniłem uśmiech
-To super. Bardzo się martwiliśmy.- powiedział Cichy i z Fabianem sobie poszli
-Fajnie że tylko tak się to skończyło. Miała dużo szczęścia.- stwierdził Igła
-To fakt ale teraz już mam nauczkę. Muszę jej pilnować i o nią dbać dlatego jak tylko wyjdzie ze szpitala zaczniemy planować ślub.
-Oświadczyłeś się jej?- Igła zrobił wielkie oczy
-Tak i się zgodziła.- uśmiechnąłem się
-Stary no to gratuluję. Miałem cichą nadzieję że niedługo będziemy się bawić na waszym slubie no i proszę... Strasznie się cieszę.
-Dzięki ale jakby była taka możliwość to nie mów tego nikomu. Nie chcę oznajmiać tego wszystkim bez Marceli u boku. Sam wiesz...
-Wiem i obiecuję że będę cicho. Ale się cieszę.- poklepał mnie po ramieniu
-Ja też. Jestem cholernie szczęśliwy...

Po wejściu do pokoju wziąłem długi prysznic a potem dałem znać Antidze że pojawię się na jutrzejszym porannym treningu. Wyjaśniłem całą sytuację i ucieszył się że z Marcelą jest już coraz lepiej. Bez żadnych obaw i złych przeczuć położyłem się na łóżku i szybko zasnąłem.


<Michał>


Po kłótni z Karolem jestem niepewny sytuacji. Kłos może mi namieszać i cała akcja z odzyskaniem Marceliny może się nie udać. Muszę z nim pogadać i go uspokoić, że niby zrozumiałem swój błąd. Jak na złość mimo tego że go szukam nigdzie go nie ma. Zaczynam się martwić że może poszedł do Wrony i mu powiedział co zaszło. Nie chcę mieć kosy z całą kadrą więc muszę się uspokoić.
Kiedy wracałem do ośrodka zobaczyłem auto Zbyszka. Dlaczego już wrócił? Coś się stało?!
Wziąłem szybko telefon i znalazłem numer Marceli. Z nadzieją nacisnąłem zieloną słuchawkę. Po dwóch sygnałach usłyszałem jej kojący głos

-Słucham?
-Marcela? Jak się czujesz?- od razu spytałem
-Michał? Dobrze ale dlaczego dzwonisz?
-Zobaczyłem auto Zbyszka pod ośrodkiem i się wystraszyłem. Tak się cieszę że odebrałaś. 
-Czuję się lepiej więc nie ma sensu żeby Zbyszek zawalał treningi. 
-To dobrze że czujesz się lepiej. Tak się martwiłem...
-Michał nie musisz się o mnie martwić. Nie jesteśmy razem i nie będziemy...
-Wiem ale jesteś dla mnie ważna. Przepraszam.
-Muszę już kończyć. Zajmij się treningami. Cześć.
-Czekaj Marcela nie rozłączaj się...- powiedziałem ale się rozłączyła

Nie rozumiem dlaczego była taka oschła w stosunku do mnie. Czyżby Karol już zadziałał i Marcela dowiedziała się o moich planach.?! Schowałem telefon do kieszeni i wszedłem do ośrodka. Przez całą drogę do pokoju zastanawiałem się czy Kłos tak jak obiecał nic nikomu nie powiedział. W pokoju na łóżku spotkałem Mateusza Mikę. Siedział ze słuchawkami na uszach ale kiedy mnie zobaczył to je zdjął.

-Gdzie się podziewałeś?- spytał
-Długa historia... 
-No ok ale masz gości wiesz o tym?!
-Gości.? Kogo?- zdziwiłem się
-Nas...- z balkonu do pokoju weszła Monika z Amelką na ręku





---------------------------------------------------------





Jestem :)
Wiem znowu spóźnienie ale mam nadzieję że wybaczycie...
Następny rozdział to kwestia tygodnia no może 10 dni :*
Obiecuję<333

wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 45.

<Zbyszek>


Siedziałem na krzesełku zamyślony. Jeszcze Misiek chciał mi coś powiedzieć kiedy z sali wybiegł lekarz:

-Panie Zbyszku...- zaczął
-Tak?- szybko poderwałem się z miejsca
-Nie wiem jak to panu powiedzieć. może tak prosto z mostu... Pani Marcelina swobodnie oddycha i własnie odzyskała przytomność.- uśmiechnął się
-Na prawdę?- poczułem się jakbym wygrał mistrzostwo świata
-Tak. Pytała o pana ale jest jeszcze osłabiona.- odpowiedział
-Mogę ją zobaczyć. Bardzo pana proszę...
-No dobrze. Pielęgniarka przyniesie panu strój ochronny ale tylko na chwilę.- powiedział i poszedł
-Widzisz mówiłem że będzie dobrze.- obok mnie pojawił się Misiek
-Tak cholernie się bałem ale wreszcie ją zobaczę.
-Teraz już będzie tylko lepiej. Nie masz się co martwić.- westchnął

Po kilku minutach pojawiła się pielęgniarka i dała mi strój w który miałem się ubrać. Szedłem za nią posłusznie kiedy nagle dłonią skierowała mnie do drzwi. Wszedłem powoli na salę i ją zobaczyłem. Podpięta do mnóstwa aparatur ale oddychająca swobodnie. Usiadłem na krzesełku obok łóżka i delikatnie złapałem ją za rękę. Wtedy otworzyła oczy. Były takie smutne i zmęczone. Na mój widok delikatnie się usmiechnęła co dodało mi skrzydeł.

-Cześć kochanie.- wyszeptałem
-Hej.- wychrypiała
-Nic nie mów. Nie męcz się. Tak strasznie się cieszę że już z tobą lepiej. Nawet sobie nie wyobrażasz jak się o ciebie bałem. Ja i cała reprezentacja. Nigdy nie rób takich numerów bo o mało nie umarłem ze strachu rozumiesz.!- pocałowałem ją w dłoń

Uśmiechnęła się tylko i pokiwała lekko głową. Od razu widać że te lekarstwa ją wymęczyły. Twarz miała zapadniętą a ciało wątłe i prawie w ogóle się nie ruszała. Krążyła oczami po sali. Po 5 minutach lekarze mnie pogonili i musiałem wyjść. Przy drzwiach czekali już Stephane, Karol, Andrzej, Misiek i Fabian.

-Co z nią?- uprzedził wszystkich Michał
-Jest bardzo osłabiona ale oddycha sama i jest przytomna. Dostaje lekarstwa na wzmocnienie i jutro powinno być lepiej.- usmiechnąłem się
-Całe szczęście.- westchnął Karol
-Tak właściwie to co wy tu robicie?- spytałem
-Michał dzwonił. Musieliśmy przyjechać.- powiedział Fabian
-Rozumiem. Dziś i tak jej nie zobaczycie. To cud że mnie pozwolili do niej wejść.- uśmiechnąłęm się i usiadłem
-Michal w takim razie wracasz z nami i wracasz do treningów. Skoro z Marceliną jest lepiej- odezwał się Antiga
-Yyy no dobrze.- westchnął Kubiak
-Zostaniecie tu na chwilę. Muszę coś załatwić.- w mojej głowie narodził się plan i postanowiłem go zrealizować
-No dobrze. Jedź.- odpowiedział trener

Szybko wsiadłem w samochód i pojechałem w kierunku miejsca gdzie dostanę to czego szukam. Zajęło mi to 30 minut ale załatwiłem wszystko i wróciłem do szpitala. Wtedy Stephane zabrał chłopaków a mi kazał stawić się jutro w ośrodku. Zgodziłem się chociaz nie chciałem zostawiać Marceliny.

Po ubłaganiu lekarza po trzech godzinach znowu pozwolili mi do niej wejść. O dziwo wyglądała ciut lepiej jej policzki nabrały nieco rumieńców a oczy blasku. Usiadłem szybko na krzesełku i odsunąłem jej włosy z twarzy. Otworzyła oczy i się usmiechnęła

-To znowu ja.- powiedziałem
-No widzę.- odpowiedziała
-Posłuchaj. Nigdy więcej mnie tak nie strasz, wiem już to mówiłem ale tak strasznie się o ciebie boję bo bardzo cię kocham. Wiem że może okoliczności są mało romantyczne a ja może się pospieszyłem ale nie chcę na nic czekać bo wiem że tylko z tobą chcę być.
-Co?- spytała
-To ja mam do ciebie pytanie. Wyjdziesz za mnie?- wyjąłem dopiero co kupiony pierścionek



<Michał>


Wsiadłem w samochód z dosyć dziwnym uczuciem. Cały czas zastanawiało mnie co Zbyszek pojechał załatwić. Chciałem wejść do Marceli ale mi nie pozwolili. Jak mam ja odzyskać skoro nawet nie wolno mi jej zobaczyć.
Przez całą drogę do ośrodka myślałem o co chodziło. Sam nie wiem ale mam dziwne przeczucia i to nie będzie dla mnie dobre.
Po powrocie do Spały wziąłem szybki prysznic i wyszedłem na ławkę przed ośrodkiem.
Wtedy koło mnie pojawił się Kłos.

-Co jest Misiek?- spytał
-Jak myślisz co Zbyszek pojechał wtedy załatwić?- spytałem
-No sam nie wiem. Może jakiś hotel albo.. no nie wiem. Skąd to pytanie w ogóle.
-A nie ważne. Po prostu ciekawy jestem
-Chyba nie chcesz mącić między nimi co? - szturchnął mnie
-Cooo?
-Michał po tym co przeszli mają prawo do szczęścia. Nie psuj im tego.
-A ja? Ja nie mam prawa do szczęścia. Wszyscy je mają więc czemu ja nie.!- wybuchłem
-Spokojnie...
-No bo Karol to ja byłem pierwszy. Ja pierwszy się w niej zakochałem...
-Zawsze żartuję ale teraz ci powiem całkowicie poważnie. Kurde Michał to nie przedszkole że kto pierwszy ten lepszy. Widocznie nie była dla ciebie skoro wam nie wyszło a Zbyszek nosi ją na rękach. On ją serio bardo kocha a ona kocha jego. Daj jej spokój przecież masz Monikę i waszą córkę.
-To nie jest moje dziecko. Wrobiłem się w ojcostwo bo nie miałem lądu i pomysłu na życie bez Marceli. Tak naprawdę zrobiłem to z rozpaczy.
-Michał? Czyli mam rozumieć że chcesz odzyskać Marcele tak?
-Nawet nie wiesz jak bardzo bym tego chciał. Kiedy ją zobaczyłem po latach taką piękną i uśmiechniętą... nie potrafię o niej zapomnieć.
-To nie dobrze bo raczej do siebie nie wrócicie. Ona już nic do ciebie nie czuje stary.!
-Skąd to wiesz?- zdziwiłem się
-Widzę z jaką miłością patrzy na Bartmana a on na nią. Musisz odpuścić stary nie niszcz ich związku. To twój przyjaciel.
-Przyjaciel nie odbija ci ukochanej laski. To nie jest mój przyjaciel.
-To po co siedziałeś z nim w szpitalu? Po co go wspierałeś?
-Bo chcę mieć jego zaufanie. Tak będę mógł być bliżej niej.- westchnąłem
-Michał to jest chore. Jak ty tak w ogóle możesz co? Zbyszek by ci tego nie zrobił. My wszyscy się tu przyjaźnimy a ty chcesz zrobic mu takie świństwo. Przegnasz stary.- Karol wstał z ławki
-O co ci chodzi. Zrozum że ja też chcę mieć szansę na życie z nią...
-Już ją miałeś i zmarnowałeś nie rozumiesz.! Ogarnij się Kubiak.!
-Nie mów nikomu o naszej rozmowie.!
-Nie powiem ale też nie pozwolę ci się zbliżyć do Marceli i Zbyszka. Nie pozwolę ci rozbić tego związku rozumiesz.!- krzyknął i poszedł

Kurwa.! Niepotrzebnie się wygadałem Karolowi o moich planach. Teraz może mi namącić w zbliżeniu się do Marcelki. Teraz kiedy wiem że Zbyszek ją kocha będzie mi ciężko ich od siebie oddalić. Jeszcze ten Karol. Muszę coś wymyślić. Coś co odsunie ją od Kłosa...







----------------------------------------------------------------






Jestem tak jak obiecałam :)
Następny do tygodnia czasu. :)
Do zobaaa....

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 44.


 Michał

Kiedy wróciłem ze spaceru w ośrodku zastałem zamieszanie. Nie wiedziałem za bardzo o co chodzi i nie chciałem wiedzieć. Próbowałem przejść obok grupki chłopaków którzy z zainteresowaniem słuchali co mówią Karol z Andrzejem. Nagle usłyszałem ze padło imię Marceli i zatrzymałem się zeby sluchac o co chodzi. To co usłyszałem zwaliło mnie z nóg. Jak to możliwe że ta drobna brunetka jest aż tak poważnie chora. Serce na chwilę przestało mi bić i jedyna myśl jaka przyszła mi do głowy to to że muszę ją zobaczyć. Szybko wsiadłem w samochód i mając przed oczami jej twarz ruszyłem przed siebie.
Nie wiem nawet jak pokonałem ta drogę bo jechałem trochę jak w amoku. Kiedy wszedłem na szpitalny korytarz od razu pielęgniarki pokierowały mnie do miejsca gdzie spotkałem Zbyszka. Siedział głowę chowając w dłoniach a łokcie spierał na kolanach. Powoli podszedłem do niego i odezwałem się

-Co z nią?
-Michał a co ty tu robisz?- zdziwił się na mój widok
-Spokojnie nie chce się kłócić chce wiedzieć tylko jak ona się czuje...
-Jest źle.-odpowiedział
-Jak to? Aż tak?- wystraszyłem się
-Marcela nie oddycha samodzielnie. Jej stan miał się poprawić ale tak się nie stało. Nic nie da się zrobić.
-Jezuu... Zbyszek ona z tego wyjdzie zobaczysz.- usiadłem kolo Bartmana
-Cały czas się o to modle ale boje się. Cholernie się boje...
-Nie wolno ci myśleć inaczej. Byłeś u niej?
-Chciałem ale nie wolno mi do niej wejść. Tak chciałbym ja zobaczyć. Jej piękne brązowe oczy i szeroki uśmiech. Nie mogę jej stracić nie przeżyje tego.- powiedział Zbyszek a kilka sekund potem z jego oczu popłynęły łzy

Ten widok jakby otworzył mi oczy. Zrozumiałem ze on kocha Marcelinę to nie jest jakiś tam kaprys. Nigdy nie widziałem  żeby Zbyszek płakał to było sprzeczne z jego natura.\
Siedzieliśmy tak bez słowa kiedy nagle nad naszymi głowami usłyszeliśmy głos

-Panie Zbyszku?!..
-Tak doktorze.- Zibi poderwał się z miejsca
-Chciałem tylko powiedzieć że pani Marcelina pół godziny temu miała wstrząs septyczny. Udało nam sie ja ustabilizować i jej stan jest stabilny. Jeśli do rana to się nie zmieni to obawiam się że nic więcej nie będziemy mogli dla niej zrobić. Pozostanie nam tylko spróbować odłączyć ją od respiratora.
-Co to znaczy?- spytałem
-Pani Marcelina dobrze reaguje na antybiotyki i leczenie. Jeśli jutro zacznie oddychać sama i odzyska pełną przytomność będziemy mogli wdrożyć skuteczniejszy sposób leczenia. Wszystko okaże się jutro rano. Przepraszam teraz ale muszę iść do innych pacjentów.- uśmiechnął się nikle i poszedł
-Miała wstrząs.- wyszeptał Zbyszek
-Jej stan jest stabilny. Słyszałeś lekarza jest dobrze.
-Gówno prawda Michał. Oni zawsze tak mówią. Ona miała wstrząs septyczny to chyba nie wróży nic dobrego prawda?!- krzyknął
-Zbyszek uspokój się i siadaj. Trzeba mieć nadzieję że wszystko się uda. Podadzą jej ten skuteczniejszy lek i wszystko się ułoży.
-Właściwie dlaczego mnie pocieszasz co? Po co tu ze mną jesteś?- spytał
-Dobrze wiesz dlaczego.- odpowiedziałem
-Ty ją kochasz. Dlatego tu jesteś.
-Zibi fakt kocham ją ale ty też jesteś mi jak brat. Oboje was kocham i nie wyobrażam sobie być teraz gdzie indziej.

Siedzieliśmy w ciszy jakieś 30 minut. Powoli szpital pustoszał i na korytarzu zostaliśmy tylko my dwaj. Było mi go strasznie żal, widziałem że bardzo cierpi ale nie mogłem mu w żaden sposób pomóc.


<Zbyszek>

Nie mówiłem nic ale obecność Michała pomagała mi. Tęskniłem za naszymi rozmowami za wieczorami przy piwie. Za nim tęskniłem. Wiadomości od lekarza utwierdziły mnie w tym że z Marcelą jest źle. Chciałbym żeby wyzdrowiała, cały czas mam jej twarz przed oczami ja zwyczajnie ją kocham.

-Zbyszek chcesz kawy?- Michał wstał z krzesełka
-Nie dzięki.- odpowiedziałem
-Kiedy ostatnio coś jadłeś albo piłeś. Musisz coś zjeść...
-I tak nic nie przełknę.
-Zbyszek...
-Misiek dzięki za troskę ale nigdzie się stąd nie ruszę. Jeśli chcesz to idź sam.
-Ok.- odpowiedział i sobie poszedł

Oparłem głowę o ścianę i spojrzałem w górę. Wiem że jestem wyczerpany i fizycznie i psychicznie ale nie chcę być nigdzie indziej. Chcę być blisko Marceli, najbliżej jak się da. Westchnąłem  tylko ciężko i wtedy usłyszałem głos

-Pseprasam...- przede mną stał mały chłopczyk
-Tak?- spytałem
-Jest pan chory?- spytał mnie
-Nie nie jestem. Moja koleżanka jest chora.- uśmiechnąłęm się do niego żeby się mnie nie wystraszył
-Ahaaa... a pan siem o nią martwi.- usiał obok mnie
-Tak, bardzo się o nią martwię.
-Moja mama tez siem o mnie martwi i cęsto płacze.- posmutniał
-Na prawdę. Myślę że niepotrzebnie bo szybko wyzdrowiejesz. 
-Chyba nie. Pan doktor mówił ze mam chorobę która ma strasnie długom nazwe. Mukowisicymadozia czy jakoś tak.- wydukał
-Mukowiscydoza?- powtórzyłem
-Tak. Pana kolezanka tes na to choruje?- spytał
-Nie. Moja koleżanka ma sepsę.- westchnąłem
-Niech sie pan nie martwi doktorowie ją uzdrowiom. Wtedy pan sie bedzie mógł z niom ozenić. Musem jus iść. Papaa- pomachał mi i szybko pobiegł
-Papa- odpowiedziałem w szoku
-Co to za dziecko?- pojawił się Michał
-Chłopczyk chory na mukowiscydozę. Pocieszał mnie.- odpowiedziałem
-Trzymaj kawę. -podał mi kubek
-Dzięki.- uśmiechnąłem się na siłę
-Nie ma za co. Jakieś wieści?
-Nic. Lekarz jeszcze nie wyszedł z sali.
-Rozumiem. Dzwoniłem do Antigi kazał ci nie wracać bez Marceli...
-No to sobie jeszcze na mnie poczeka.- westchnąłem

Spuściłem głowę w dół. Czułem że Michał mi się przygląda i chce coś powiedzieć ale dopiero się na to zbiera. Kiedy podniosłem głowę i spojrzałem na niego otworzyły się drzwi a w nich pojawił się lekarz prowadzący leczenie Marceliny:

-Pamie Zbyszku...- powiedział trochę za szybko



----------------------------------------------------------------------



Jestem :)
Przepraszam za brak w dodawaniu ale komputer mi wysiadł a bez tego ani rusz. :(
Należy mi się porządne lanie i jestem tego świadoma :)
Następny do tygodnia czasu może w przeciągu kilku dni i teraz to słowo harcerza że tak będzie :*
Buziole :*:*:* 

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 43.

<Marcela>

Wtorek. Jak fajnie że Stephane dał nam dzień wolny. Całą ekipą spędziliśmy dzień nad wodą pływając, opalając się i wygłupiając. Nawet Antiga do nas dołączył. Uwielbiam taką błogość, mogłabym leżeć na tym kocu przez całe lato tak mi tu dobrze. Chłopaki też potrzebowali chwili odpoczynku bo cały czas sa jak by w jakimś kieracie i biegaja z jednego treningu na drugi. Michał nie zaczepia już ani mnie ani Zbyszka i nie mamy już powodów do kłótni ani niedomówień. Ogólnie wszystko super się układa.

Przez następne dni czułam się średnio. Przeczuwałam że z moim zdrowiem jest coś nie tak ale nie chciałam martwić Zbyszka ani reszty chłopaków. Pewna że to tylko grypa zostałam dziś w łóżku i po zażyciu aspiryny szybko zasnęłam.
Kiedy się obudziłam Zbyszka nie było w pokoju. Po sprawdzeniu godziny zrozumiałam że poszedł na obiad. Powoli zwlekłam się z łózka i poszłam do łazienki. Po doprowadzeniu swojego wyglądu do porządku postanowiłam zejść na parter do siatkarzy. Co mnie zdziwiło??
To że zejście na dół sprawiło mi problem. Złapałam zadyszkę wręcz się dusiłam, nie mogłam złapać powietrza. Spanikowałam. Usiadłam na schodku i czekałam aż mi przejdzie ale nie zanosiło się na to. Na szczęście na korytarzu pojawili się Kłosik z Andrzejem

-Marcela? A co ty tu robisz?- zdziwił się Karol
-Pomóżcie...Duszę się...- udało mi się wypowiedzieć
-Boże.! Lecę po Zbyszka a ty ładuj ją do samochodu musimy ja zawieźć do szpitala.- zarządził Andrzej i zniknął

Karol szybko wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. Może kilka sekund po nim w aucie pojawili się Zbyszek z Karolem. W trybie natychmiastowym ruszyliśmy w stronę szpitala. Zibi cały czas trzymał mnie za rękę i powtarzał że wszystko będzie ok ale ja się bałam i to cholernie. Nie wiem kiedy łzy zaczęły płynąć mi po policzkach...
Ostatnie co pamiętam to Zbyszek wycierający mi łzy.


<Zbyszek>

Przeraził mnie stan Marceliny. Myśleliśmy że to tylko grypa, dlaczego tak nagle zaczęła się dusić?!
Całe szczęście że Karol i Andrzej ją znaleźli. Niestety brunetka w samochodzie straciła przytomność. Próbowałem ją budzić ale nie otwierała oczu. Miałem ochotę rozpłakać się z przerażenia. Bałem się że ją stracę tak strasznie się bałem.

Na szczęście w szpitalu przyjęli nas bez kolejki. Badania trwały długo i przez jakieś 2 godziny nikt nie chciał mi nic powiedzieć o stanie mojej ukochanej. Karol i Andrzej cały czas siedzieli obok i podtrzymywali mnie na duchu ale ja zacząłem przeczuwać najgorsze.

-Zibi nie martw się ona jest silna..- odezwał się Karol
-Dzwoniłem już do Antigi kazał nam bez niej nie wracać.- wtrącił Andrzej
-Chciałbym chociaż wiedzieć co jej jest...- westchnąłem
-Lekarze muszą ją konkretnie przebadać. To musi trwać...
-Kurwa Karol nie wytrzymam tyle czekać rozumiesz. Nie wytrzymam.!
-Zbyszek spokojnie zaraz się czegoś dowiemy. Siadaj na tyłku a my pójdziemy poszukać lekarza.- wtrącił Andrzej i poszedł gdzieś z Karolem

Nie wiem ile czasu siedziałem na tym krzesełku patrząc w podłogę. Wiem że czas dłużył mi się nieubłaganie, i chciało mi się płakać. Wtedy usłyszałem głos Karola

-Zbyszek podejdź tu..
-Co?- podniosłem głowę i wtedy zobaczyłem chłopaków z lekarzem u boku
-Już wiadomo co jej jest ale pan doktor nie chce nam nic powiedzieć.- wtrącił Andrzej
-Co jej jest??- pobiegłem do nich
-Kim pan jest dla pani Marceliny?- spytał lekarz
-To moja narzeczona. Błagam niech pan mówi..
-No więc dobrze. Cóż nie będę pana okłamywał stan pacjentki jest ciężki. Pani Marcelina złapała ostrą sepsę i praktycznie w ostatniej chwili trafiła do nas do szpitala. Musieliśmy podpiąć ją do respiratora bo nie była w stanie samodzielnie oddychać. Przykro mi.
-Co jak to sepsę. Skąd to się u niej wzięło?- spytałem
-Nie wiemy prowadzimy badania i cały czas obserwujemy panią Marcelinę. Jedyne co mogę teraz powiedzieć to że następne godziny będą decydować o jej życiu ale zrobimy wszystko co w naszej mocy by ją uratować.- odpowiedział mi lekarz i poszedł a ja podszedłem do ściany i osunąłem się po niej prosto na podłogę
-Zyszek ona z tego wyjdzie.- wtrącił Karol
-A co jeśli nie?- spytałem i w tym momencie nie pohamowałem łez
-Słyszałeś że walczy. Jest silna zawsze taka była. Da radę.!
-Słyszeliście lekarza. Następne godziny zadecydują. Tak strasznie się o nią boję.

Karol z Andrzejem siedzieli ze mną jakoś do 22;00 w szpitalu. Potem kazałem im jechać do ośrodka  nie za bardzo chcieli ale ktoś musiał poinformować trenera i resztę ekipy o tym co się dzieje z Marcelą. Lekarz kazał mi jechać ale nawet nie chciałem o tym słyszeć. Muszę być na miejscu w razie gdyby się obudziła albo... nie nawet nie chcę o tym myśleć.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem siedząc na krzesełku. Było mi cholernie niewygodnie ale zmęczenie dało mi się we znaki. Kiedy się obudziłem było jakoś po 6;00 rano. Przetarłem szybko oczy i wtedy dotarło do mnie że to nie sen, Marcela naprawdę teraz walczy o życie. Wstałem żeby rozprostować nogi i wtedy pojawił się lekarz z którym wczoraj rozmawiałem

-Doktorze i co z nią? -szybko spytałem
-Cóż, proszę pana. Przykro mi ale nie mam dobrych wiadomości.- westchnął




----------------------------------------------




Jestem :)
Ciut później niż obiecywałam ale sami wiecie przygotowania do świąt i praca i kursy totalnie brakuje czasu :)
Przy okazji chciałam wam złożyć szczere i najserdeczniejsze życzenia WESOŁYCH ŚWIĄT :*
Miłego świętowania i mam nadzieje że znajdziecie chwilę na przeczytanie mojego rozdzialiku :)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 42.

<Marcela>


Po tym jak Zbyszek zobaczył mnie na kolanach u Karola trochę się wkurzył ale mu przeszło. Od czasu przyjazdu do Spały zrobił się bardzo zazdrosny a mój widok obok Michała już całkowicie go rozjusza.
Juz sobie wyobrażam co powie kiedy dowie się że zostałam na hali sama z Miskiem a potem ten mnie odprowadził do pokoju. Napewno czeka nas kłótnia ale przecież nie zrobiłam nic złego. Michał przeprosił mnie za swoje zachowanie więc może teraz będzie już tylko lepiej.
Szliśmy tak bez słowa z Michałem, panowała niezręczna cisza kiedy pierwszy odezwał się Michał

-Jestes z nim szczęśliwsza niż ze mną?- spytał
-Jestem z nim bardzo szczęśliwa. Kocham go.- odpowiedziałam
-Rozumiem. Po tym jak cię skrzywdziłem masz prawo do szczęścia beze mnie.
-Michał, to było dawno i już o tym nie myślę. Było minęło.
-Mam nadzieję że kiedyś mi wybaczysz to co ci zrobiłem...
-Już ci to wybaczyłam i proszę nie wracajmy do tego ok?!
-Dziękuję.
-Powiedz jak układa ci się z Moniką?
-Niby dobrze ale to nie jest miłość. Wychowuje z nią jej córkę ale to nie znaczy że ją kocham.
-Skoro jej nie kochasz to...- zaczęłam
-Po co z nią jestem.?!- Misiek dokończył moje pytanie
-Nooo tak. Dlaczego?
-Bo nie chcę być sam a u ciebie już nie mam szans. Dzięki Monice mam dom i rodzinę a i może dam radę żyć z nią bez miłości.
-To nie jest dobry pomysł. Nie powinieneś krzywdzić jej w ten sposób. Krzydzisz was oboje.
-Marcela błagam cię, doskonale wiesz że nikogo nie pokocham tak jak kocham ciebie. To proste.
-Michał jaa...
-Wiem. Masz Zbyszka i to szanuję. Umarłbym ze szczęścia gdybyś zgodziła się dać nam szansę ale jeśli nie to ja to rozumiem
-Muszę już iśc. Zbyszek sie pewnie martwi.
-Jasne. Leć do niego.-uśmiechnął się
-Pa.- odpowiedziałam i poszłam w stronę pokoju

Kiedy weszłam do środka Zibi siedział na łózku bez ruchu. Usiadłam koło niego i chciałam go pocałować ale się odsunął. Zdziwiłam się bo nigdy tego nie robił więc spytałam

-Co się stało?
-Gdzie byłaś?- spytał
-Na hali. Wypadł mi jeszcze jeden masaż.
-Kogo masowałaś?- spytał nie patrząc na mnie
-Michała, źle stanął i nadwyrężył kostkę. Nic takiego.
-Pewnie ci ulżyło że nic mu nie jest co?!
-O czym ty mówisz? Co to za dziwne insynuacje?
-Rozmawialiście?- spytał ponownie
-Tak, przeprosił nas za swoje zachowanie i obiecał że da nam spokój.
-I ty mu wierzysz tak?
-Sama nie wiem chyba mu wierzę. Jego słowa i tak nic nie zmienią.
-Skąd wiesz może stara miłość nie rdzewieje...
-Zbyszek o co ci chodzi. Dałam ci powody żebyś tak myślał... No chyba nie.!
-Wiem przepraszam ale mało szlak mnie nie trafił jak pomyślałam że jesteś z nim tam sama.
-Zbyyysiek no tyle razy ci tłumaczyłam że to co powie albo zrobi Misiek nic nie zmieni. Nie kocham go a ty się pogódź z tym że ja od ciebie nie odejdę. Mowy nie ma.
-Kocham cie wiesz.
-Ja ciebie też ty zazdrosny wariacie.- spróbowałam go pocałowac ale się odsunął
-Nieee...- pokazał mi język
-Będziesz jeszcze chciał. Zobaczysz.!
-Wiem że będę chciał. Zawsze chcę.!- złapał mnie w talii i obrócił tak że leżałam pod jego ciężkim ciałem

Zaczęłam śmiać się jak opętana gdy Zibi łaskotał mnie po całym ciele. Mój śmiech chyba słyszał cały ośrodek bo do pokoju wpadli Kłos i Wronka z dziwnymi minami.


<Michał>

Po tym jak odprowadziłem Marcelę do pokoju sam też poszedłem do siebie się położyć i odpocząć z tą nogą. Mimo bólu w kostce humor mi dopisał, Marcelka powoli podłapuje zaufanie do mnie tak więc wszystko idzie zgodnie z planem.
Leżąc na łózku dopadło mnie dziwne uczucie. Bo może tym co robię skrzywdzę Marcelę, może ona serio kocha Zbyszka a nie mnie. Sam nie wiem czy powinienem mieszać się w ich życie ale przeciez każdy zasługuje na drugą szansę więc ,może i ja też prawda?!
Kiedy tak myślałem nad tą sytuacją do pokoju wpadł mi Igła:

-Stary musimy pogadać.- usiadł mi na łóżku
-Ok, gadajmy.
-Powiem wprost, widziałem cię dzis z Marceliną, w co ty grasz co?
-O co ci chodzi Krzysiek?!
-O ciebie. Nawet sobie nie wyobrażasz jak ją skrzywdziłeś, tyle przez ciebie płakała a teraz znowu mieszasz się w jej zycie.
-Przecież nic takiego nie zrobiłem. Tylko odprowadziłem ją do pokoju to coś złego?!
-Ona jest szczęśliwa z Bartmanem. Daj jej spokój...
-A jak nie to co?- wkurzyłem się
-To będziesz miał na głowie całą reprezentację. Wszyscy jesteśmy po jej stronie i nie damy ci jej kolejny raz tak skrzywdzić rozumiesz.!
-Ja ją kocham. Jak mam o nią nie walczyć co? Powiedz mi?!
-Juz za późno. Ona juz wybrała musisz się z tym pogodzić stary. Zajmij się Moniką i waszą córką.
-Nie wiesz co poczułam jak ją zobaczyłem ze Zbyszkiem. Nic nie wiesz. No bo dał byś odejść Iwonie z innym facetem.? Wątpię.!
-To jest inna sytuacja. Iwona jest moją żoną a ja bym jej nie skrzywdził.
-Już nie rób ze mnie takiego skurwysyna co?!
-Ale przecież nim jesteś Michał. Jak mogłeś zostawić tak Marcelę wiedząc że jest sama na świecie. Jak?- Igła aż wstał z łóżka
-To nie twój interes...
-Właśnie że mój. Marcelę wszyscy traktujemy tu jak siostrę dlatego lojalnie cię uprzedzam żebyś się do niej nie zbliżał bo pożałujesz. Już dosyć przez ciebie cierpiała..- powiedział i wyszedł

Jego słowa non stop krążyły mi po głowie. Wiem że ją skrzywdziłem ale przeciez ja kocham nie umiem z niej zrezygnować, nie potrafię. Wszystko inne nie ma teraz znaczenia, chcę być z Marcelą to priorytet ale co jeśli faktycznie ja skrzywdzę rozbijając jej związek z Bartmanem. Już nie wiem co robić, nie mam pojęcia jak postąpić.
Krzysiek może ma rację, może zmarnowałem swoją jedyną szansę a teraz powinienem usunąć się w cień i dać jej spokój.
Nawet nie wiem kiedy cały czas mając ją przed oczami zasypiam...



----------------------------------------------------------------------------



Wiem, nie było mnie ale wyskrobałam wam coś na szybko i jestem :)
Należy mi się porządny oprd za to że nie dodałam nic na czas ale teraz kompletnie się z niczym nie wyrabiam i dlatego nic nie dodaję. Za tydzień będzie coś nowego obiecuję :**
Do następnego <3

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 41.

<Marcela>

Wkurzyłam się. O co Miśkowi chodzi, dlaczego miesza się w nasze życie chociaż wyraźnie mu powiedziałam żeby tego nie robił. Zbyszek wyszedł z wody i stanął obok mnie.

-Michał wyraźnie ci powiedziałam..
-Aż tak go kochasz?- przerwał mi
-Kocham go. A tobie nic do tego rozumiesz.!
-Michał...- wtrącił Zibi
-Zamknij się, nie z tobą rozmawiam.- odpysknął mu Kubiak
-Michał ogarnij się. Masz Monikę po co robisz cyrk.!- krzyknęłam
-Bo cię kocham nie rozumiesz.! To my mieliśmy być razem, to ja miałem być twoim mężem nie on.
-Może i by tak było gdybyś wszystkiego nie zepsuł. Zajmij się swoją dziewczyna i swoim dzieckiem a nie mieszasz między mną a Zbyszkiem.
-To nie jest moje dziecko. Marcela pogadajmy...
-Nie mamy o czym. Zbyszek chodź do pokoju. Jesteś cały mokry musisz się przebrać.- wzięłam Bartmana za rękę
-Nie odpowiedziałaś mi na pytanie. Wychodzisz za niego?!
-To naprawdę nie twoja sprawa.- odpowiedziałam mu i poszliśmy ze Zbyszkiem w stronę ośrodka

Po wejściu do pokoju Zbyszek od razu poszedł zdjąć mokre ubrania. Ja w tym czasie usiadłam na łóżku i podkuliłam nogi pod brodę. Chce mi się płakać. Od dwóch lat byłam szczęśliwa a Michał był wspomnieniem a teraz wszystko się od nowa psuje. Nie wiem co robić jak wytłumaczyć mu żeby dał mi i Zbyszkowi spokój tak żeby zrozumiał. Kiedy Zbyszek wyszedł z łazienki i zobaczył mnie wystraszył się i szybko usiadł obok mnie.

-Co się dzieje?- spytał
-Michał się dzieje. Wszystko się pieprzy odkąd się pojawił się Kubiak.- westchnęłam
-Nie przejmuj się nim. Ochłonie i mu przejdzie zobaczysz.- uśmiechnął się czule
-A co jeśli on mnie serio kocha?
-A ty go kochasz?- spojrzał na mnie niepewnie
-Nie kocham. Kocham ciebie.- uśmiechnęłam się do niego delikatnie
-No to w takim razie nic nam nie grozi. Nie przejmujmy się nim i tyle.
-Może masz rację.
-Dlaczego mu nie zaprzeczyłaś?!
-Ale że z czym?- zdziwiłam się
-No z tym ślubem. Przecież nawet nie poprosiłem cię o rękę.- westchnął
-Wiem, pomyślałam że się odczepi jak nie zaprzeczę.
-Dobrze zrobiłaś.- uśmiechnął się
-Czemu?!
-Bo liczę na to że kiedyś faktycznie będziesz nosiła nazwisko Bartman.
-Umiesz liczyć.! Licz na siebie.- roześmiałam się
-Ty mała franco.! Już ja ci pokaże...- powiedział i momentalnie znalazłam się na łóżku przygnieciona jego ciałem

Zbyszek delikatnie całował moją szyję i dekolt. Jego ręce szybko znalazły się pod moją koszulką by po chwili ją ze mnie zdjąć. Po tych dzisiejszych przejściach bardzo chcę być ze Zbyszkiem. On chyba to wie bo kiedy ściągam mu koszulkę tylko uśmiecha się cwaniacko. Nasze pocałunki stają się coraz bardziej zachłanne a ubrania lądują na podłodze. Jestem szczęśliwa kiedy wkońcu się ze Zbyszkiem kochamy. Zatracamy się w sobie bez pamięci myśląc tylko o sobie nawzajem.
Kiedy leżymy wtuleni w siebie po niedawnym seksie uspokajam się. Wszystkie problemy z Michałem znikają a ja jestem zwyczajnie szczęśliwa.

Następnego dnia budzę się w łóżku sama. Szybko wstałam i poszłam do łazienki jak się okazało pustej. Zbyszek gdzieś wyszedł jest po 8 a trening mamy o 10;00. Szybko się ubrałam i zeszłam na dół do stołówki na śniadanie.
W stołówce znalazłam Krzyśka, Winiara, Mariusza i Karola z Andrzejem. szybko usiadłam Karolowi na kolanach bo przy stole nie było ani jednego wolnego miejsca.

-No co, zrozumiałaś że jestem lepszy od Zbyszka tak?- ucieszył się Karol
-Tak jasne Karolku. Zawsze tak myślałam. A tak poważnie nie wiecie gdzie jest Zibi?- roześmiałam się
-Nie widziałem go od rana. W stołówce też go nie było. A co zaginął ci??- odezwał się Michał
-Coś w tym stylu.
-Po co ci Zbyszek ty tak naprawdę wolisz mnie.- odezwał się Karol
-Jasne. Powtarzaj to sobie.- powiedziałam mu i pocałowałam w policzek
-Co to ma znaczyć.?- za naszymi plecami usłyszałam znajomy głos

<Michał>

Po tym jak Marcela nakrzyczała na mnie nad jeziorem postanowiłem że nie tędy droga. Zamiast być natrętnym cierpliwie poczekam, i stopniowo będę zdobywał jej zaufanie.
Kiedy rano wstałem lekko odczułem wczorajsze picie. Nawet prysznic średnio mi pomógł więc postanowiłem się przejść. Pogoda jest dziś wybitnie piękna a do treningu mam jakieś 2 godziny.
Trening nie był aż tak ciężki ale to dopiero początek naszej drogi po medale. Zchodziliśmy z boiska, kiedy nagle źle stanąłem i coś mi strzeliło w kostce. Na moje nieszczęście fizjoterapeuta już poszedł

-Michał co się dzieje?- spytał Stephane
-Boli, źle stanąłem...- syknąłem z bólu
-Marcelina jak dobrze że jeszcze jesteś! Pomoż Michałowi.
-Yy no dobrze. Dasz radę dojść do gabinetu?- odpowiedziała niechętnie
-Myślę że tak.- westchnąłem i ruszyłem za nią
-W takim razie chodźmy...
-Marcela bardzo cię przepraszam.- powiedziałem kiedy ta zaczęła badać mi stopę
-Daj spokój.
-Nie. Zrozumiałem już że niczego nie zmienię i muszę pogodzić się z tym że ułożyłaś sobie życie.
-Ty tak na serio czy to kolejny podstęp co.?- uniosła brwi
-Całkowicie serio. Wybacz mi moje zachowania
-Ok, wybaczam. Tylko proszę cię nie rób więcej takich akcji ok.
-Ok nie będę.
Cieszę się że zrozumiałeś że ja już ułożyłam sobie życie. Mam nadzieję że ty też będziesz szczęśliwy...- uśmiechnęła się do mnie
-Będę i to już niedługo.- uśmiechnąłem się
-Gotowe.!- powiedziała i poszła umyć ręce
-Dzięki sam nie wiem jak to się stało że tak źle stanąłem...
-Powinno być w porządku tylko nie forsuj tej nogi ok?
-Jasne, jeszcze raz wielkie dzięki. To co może cię odprowadzę co?- spytałem
-Sama nie wiem no bo...
-Przestań przecież nic ci nie zrobię. Tylko cię odprowadzę.- roześmiałem się
-No dobrze.- westchnęła





--------------------------------------------------------------------




Jestem :)
Powinnam skrobnąć coś wcześniej ale ostatnio połowy nocy spędzam w pracy;//
Mam nadzieję że ktoś to jeszcze czyta.???
Do następnego tak najpóźniej za tydzień :*