<Marcela>
Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Suknia wisi w szafie przygotowana obok garnituru Zbyszka, fryzjerka i kosmetyczka w osobie Oli od Piotrka Nowakowskiego zabukowana na jutro na 8;30. Tak! Jutro wychodzę za mąż i to za samego Zbyszka Bartmana. Sama jeszcze nie dowierzam w to co się dzieje ale jutro mój sen się spełni i będę szczęśliwą żoną Zbyszka.
Dopięłam jeszcze ostatnie formalności dotyczące sali i wystroju a teraz wybieram się do kosmetyczki na manicure i całą serię zabiegów upiększających. Ubrana w to przekręcam zamek w drzwiach kiedy odzywa się Zbyszek:
-Momencik kochana... a gdzie to się wybierasz co?- wyszedł do przedpokoju
-A do kosmetyczki.- uśmiechnęłam się szeroko
-Ale będziesz na meczu swojego jeszcze narzeczonego.?- zaakcentował słowo jeszcze
-Będę będę. Nie martw się ty mój jeszcze narzeczony...- wysłałam mu buziaka w powietrzu
-Super ale jeszcze jedna sprawa..- westchnął
-Tak?
-Gdzie masz czapkę co? Chcesz się rozchorować. Jest mróz wiesz o tym?
-Tak wiem ale zostawiłam ją na hali ostatnio więc...
-Więc ci ją przyniosłem do domu. Ty kiedyś głowę zgubisz zobaczysz...- roześmiał się i założył brązową czapkę na głowę.
-Ale pomyśl jaki szczęśliwy będzie ten który ją znajdzie.- pokazałam Bartmanowi język
-Nie igraj ze mną.- powiedział i pocałował mnie soczyście
-Lecę.Widzimy się na meczu tak?
-Tak. Do zobaczenia.
Wyszłam z domu w świetnym humorze. Postanowiłam nie brać auta tylko przejść się na piechotę ponieważ salon kosmetyczny znajduje się naprawdę niedaleko. Wyszłam z klatki schodowej i wtedy wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Zakłopotana spojrzałam w górę i dostrzegłam ten unikalny szeroki Kurkowy uśmiech.
-Bartek?!
-Marcelinka...
-Cześć.- mocno wtuliłam się w Kurka
-No witaj piękna. Gdzie tak pędzisz co?- odwzajemnił uścisk
-Do kosmetyczki. Będę się robiła na śliczną. A ty do Zbyszka idziesz?
-Dobrze wiesz że nie musisz wydawać kasę na kosmetyczkę. Jesteś piękna. A tak właściwie to ja do ciebie szedłem...
-Aha no to możesz mnie odprowadzić i pogadamy albo poczekać na górze na mnie...
-To może cię odprowadzę...- uśmiechnął się
-No więc co cię do mnie sprowadza...- spytałam
-Bo widzisz odkad gram w Resovii to czuję się szczęśliwszy... jestem blisko rodziny i przyjaciół i z Natalią lepiej mi się układa...- zaczął
-No więc w czym problem?
-Sam nie wiem czuję że czegoś mi brakuje.- westchnął
-Yhym no wiesz ja nie wiem czego może ci brakować Bartuś...
-Chodzi o to że ja sam nie wiem o co chodzi.- schował twarz w dłoniach
-No to w takim razie co chcesz żebym ci powiedziała?- zatrzymaliśmy się
-Chciałem tylko się wygadać... no bo nie wiem może mam kryzys wieku średniego co?
-Bartek nie masz nawet trzydziestki. Jaki kryzys co ty mówisz?- roześmiałam się
-Ej nie śmiej się ze mnie. Nie każdy ma tak pięknie poukładane życie jak ty. Jutro bierzesz ślub z facetem którego kochasz. Masz dobrą pracę i przyjaciół...
-Bartek ale ty też masz to wszystko tylko nie macie ślubu z Natalią. Może to w tym problem może chciałbyś to zalegalizować co?- spojrzałam na niego czujnie
-Jestem z nią od dwóch lat... sam nie wiem.- spojrzał w niebo
-Ehh wiesz jesteś gorzej niezdecydowany jak baba..- szturchnęłam go
-Wiem. Dobra nie zawracam ci głowy jesteśmy na miejscu. Dzięki za rozmowę.- pocałował mnie w policzek
-Okej. Do zobaczenia na meczu...
U kosmetyczki zeszło mi dłuższą chwilę. Kiedy wyszłam z salonu było już po 13.00 na 14.00 mam być na hali no bo zaczyna się mecz Asseco Resovia- PGE Skra Bełchatów.
Wróciłam do domu chwyciłam kanapkę na szybko i klucze do samochodu po czym zbiegłam do garażu.
Na halę weszłam bez problemu ochrona zna mnie i za każdym razem z uśmiechem wpuszczają mnie bez kolejki a wszystko dlatego że jestem przyszła panią Bartman. Usiadłam na swoim miejscu obok Iwony i Oli. Zawsze siadamy razem na meczach. Dzis dołączyła do nas jeszcze Natalia od Bartka.
Po wymianie kilku zdań dotyczących jutrzejszego dnia na halę wyszli siatkarze obu drużyn i zaczęli się rozgrzewać.
Mecz się zaczął i walka toczyła się punkt za punkt. W stanie setów po drugim secie było 1-1.
Trzeci set wydał się nam być wygrany stan punktów 23-18 dla Rzeszowa mówił sam za siebie. Wtedy wydarzyło się coś co zatrzymało moje serce. Zbyszek który skakał do bloku źle wylądował a jego krzyk z bólu usłyszała chyba cała hala. Wstałam i bez chwili zastanowienia zbiegłam do niego na dół. Andrzej pozwolił mi wejść na boisko i szybko znalazłam się obok syczącego z bólu Bartmana.
<Zbyszek>
Wszystko się super układało. Jutro ślub z Macelą a dzisiejszy mecz już prawie wygrany. Wszystko idzie zgodnie z planem do momentu kiedy poczułem jakbym złamał kolano podczas lądowania po udanym bloku.
Piotrek i Fabian szybko pomogli mi dostać się na pobocze boiska. Jak to zwykle bywa w złości zacząłem przeklinać pod nosem swój los. Wtedy obok mnie pojawiła się Marcelina:
-Jak ty się czujesz?- spytała przejęta
-A jak mam się kurwa czuć.? Boli jak cholera.!- syknąłem w jej stronę
-Zbyszek...- westchnął Fabian
-A ty co? Wracaj do gry a nie....
-Zbyszek uspokój się. Jak ty się zachowujesz?!- wtrąciła się brunetka
-Idź stąd. Wynocha rozumiesz.!- krzyknąłem na nią
-Zbyszek ogarnij się. Nie krzycz na nią nic ci nie zrobiła...- odezwał się Fabian
-Dajcie mi oboje spokój. Idźcie stąd oboje.!
-Zbyszek...- zaczęła
-Daj spokój Marcela. Jak się ogarnie to wtedy z nim pogadasz. Wracaj na swoje miejsce....- odciągnął ją Piotrek
-Kretyn.!- westchnął Fabian
-Wal się.!- odpowiedziałem
Dostałem od lekarza leki przeciwbólowe i zacząłem kontaktować tak na trzeźwo co sie stało. Trener Kowal zabrał mnie na badania do szpitala i okazało się że nadwyrężyłam staw skokowy czy coś. Wkurzył mnie fakt że mam conajmniej tydzień gry z głowy. Wróciliśmy na halę a tam chłopaki zbierali się do wyjścia do domu po wygranym meczu. To że wygraliśmy trochę poprawiło mi humor. Postanowiłem przeprosić Fabiana za to co mu powiedziałem wcześniej
-Fabian?- odezwałem się
-Co?
-Sory stary za moje zachowanie. Wiem że przegiąłem...- westchnąłem
-Ty mi to mówisz? Lepiej przeproś Marcelę ją potraktowałeś o wiele gorzej niż mnie.- odpowiedział
-Osz cholera.! Masz rację... muszę wracać do niej do domu.- zabrałem torbę ze swoimi rzeczami i ruszyłem w stronę wyjścia
-Powodzenia.- usłyszałem za plecami słowa Fabiana
-Dzięki.- odpowiedziałem
Kiedy wszedłem do mieszkania usłyszałem dźwięk włączonego telewizora. Odetchnąłem bo to znaczy że moja kochana brunetka jest w domu. Okazało się że Marcela usadowiła się na kanapie w salonie pod kocem z kubkiem w ręku. Patrzy tępo w telewizor i wiem że nie ogląda telewizji tylko myślami jest zupełnie gdzie indziej. Usiadłem koło niej i wyłączyłem telewizor. Wtedy chciała wstać ale jej przeszkodziłem
-Poczekaj proszę.- powiedziałem
-Na co? Znowu na mnie nawrzeszczysz? Każesz się wynosić?
-To nie tak skarbie. Przepraszam cię... tak strasznie cię przepraszam...- mocno ścisnąłem jej dłoń
-Nie tak? A jak?- spytała
-Jaa... ja... ja byłem zły i nie panowałem nad sobą. Wiesz co dla zawodowego sportowca oznacza kontuzja.- westchnąłem
-Ja też się wystraszyłam. Chciałam tylko sprawdzić jak się czujesz czy to nic poważnego wkońcu już jutro bierzemy ślub, a ty na mnie nawrzeszczałeś. To nie było miłe poczułam się jak...
-Wiem i bardzo cię przepraszam. Ja cię Kocham Marcelka i to bardzo. Życie za Ciebie oddam...- pocałowałem ją w rękę
-Oj Zbyszek i co ja mam z tobą zrobić co?- usmiechnęła się
-Wybaczyć mi na początek. A potem to ja pomyślę co zrobić z tobą....- pocałowałem ją namiętnie
-Yhym a twoja kontuzja?- spytała kiedy się od siebie oderwaliśmy
-Do tego co zamierzam zrobić moja kontuzja nie ma żadnego znaczenia.- roześmiałem się
Nie muszę wam mówić jak wyglądały następne dwie godziny. Rozkoszowaliśmy się swoim towarzystwem a ja wprost uwielbiam i szaleję za Marcelą. Jej usta i włosy... zapach jej ciała... nie wyobrażam sobie że mogłoby jej zabraknąć w moim życiu.
Kocham tą drobną brunetkę i nic tego nie zmieni a jutro będzie już na zawsze moja.
Marcela postanowiła zająć się kolacją a ja w tym czasie postanowiłem uprzątnąć naszą sypialnię bo moje i Marceli ubrania w chwili obecnej znajdują się wszędzie. Kiedy już skończyłem z kieszeni spodni wypadł mi telefon. Jako że to iPhone wystraszyłem się że może szyba się stłukła więc szybko się po niego schyliłem. Okazało się że telefon jest cały ale moją uwagę przykuł brązowy zeszyt znajdujący się pod łóżkiem po stronie po której śpi Marcelka. Usiadłem na łóżku i postanowiłem zajrzeć co w nim jest...
Kiedy go otworzyłem okazało się że to taki.. nawet nie wiem jak to nazwać notatnik albo pamiętnik Marceli. Są w nim rysunki i różne zapiski. Jest też wpis z Sylwestra tego roku gdy rozstała się z Michałem. Nie wiem czy powininenem był to zrobić ale zacząłem czytać a serce biło mi z każdą sekundą coraz mocniej.
Piszę ten wpis ponieważ od jakiegoś czasu szukam ujścia dla moich nerwów i negatywnych emocji. Czuję się jakbym cała zalana łzami stała nad przepaścią bez dna a coś w środku mnie pchało mnie do skoku prosto w nią. Mojego serca już nie ma. Michał zniszczył doszczętnie to co z niego zostało. To miały być najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia w moim życiu a okazało się że to był gwóźdź do mojej trumny. Michał będzie ojcem ale to nie ja będę matką jego dziecka. Monika zabrała mi najważniejszą osobę w moim życiu. Już nigdy nikogo tak nie pokocham jak kochałam Michała Kubiaka. To on pomógł mi się pozbierać po odejściu rodziców to on miał być moją ostoją w cierpieniu. To on miał zostać moim mężem i ojcem moich dzieci. Miał mnie kochać od zawsze i na zawsze. Teraz nie ma już nic...
Jest Zbyszek, osoba która stara się mi pomóc. Nie wiem czy to mój znajomy, przyjaciel, czy po prostu osoba godna zaufania. Nie wiem dlaczego do niego pojechałam, nie wiem co mną kierowało ale Bartman to dobry człowiek który okazał mi wsparcie i stara się mi pomóc. Jest dla mnie tak miły i opiekuńczy.
Nie wiem co będzie ze mną dalej, jak poradzę sobie z tym co Michał mi zrobił ale wiem że nigdy nikogo nie pokocham taką miłością jaką kochałam Kubiaka. Zawsze będę go kochała mimo że nigdy już nie poczuję smaku jego ust, mimo że nigdy już mi nie powie że mnie kocha. To on był i jest moją wielką i prawdziwą miłością. Już zawsze tak będzie...
------------------------------------------------------------------
Po dosyć sporej nieobecności pojawiam się z nowym rodziałem. Mam nadzieję że ci którzy czytali to opowiadanie nie odeszli na dobre i przeczytają to co wyskrobałam tam na górze.
Liczę że jest tu ktoś jeszcze.... Przepraszam za tą obsówę z rozdziałami ale jak to mówią od jakiegoś czasu życie mnie nie rozpieszcza. Następny rozdział mam prawie gotowy więc niedługo powinien się pojawić :) całussski bayy :*
niedziela, 24 stycznia 2016
niedziela, 27 września 2015
Rozdział 58.
<Marcela>
Po wyjściu rodziców długo roztrzęsiona siedziałam wtulona w Zbyszkowy tors. Sama nie wiem jak to się stało że mnie znaleźli i tak bez słowa uprzedzenia. Całe życie miałam już poukładane a oni w jednej sekundzie wszystko zepsuli. Cała moja równowaga duchowa po ich wyjeździe, po tym jak Michał mnie zostawił wszystko się rozsypało w drobny mak. Po co wrócili? Po co w ogóle się do mnie odzywają? Przecież nigdy mnie nie kochali, nigdy ich nie obchodziłam. Po co więc ten cyrk?!
Całe szczęście że Zbyszek w porę wrócił do domu bo nie wiem jak zniosłabym ich przez chociażby minutę dłużej. Całkowicie się rozkleiłam, przez tę ich wizytę nie potrafię się ogarnąć. To mój Zibi próbuje mnie jakoś uspokoić i po chwili mu się to udaje.
-Przepraszam.- wydukałam
-Za co słońce?- zdziwił się
-Zamoczyłam ci bluzę...
-Przestań. Tak właściwie co twoi rodzice tu robili?
-Dowiedzieli się o ślubie i przypomnieli sobie o tym że córkę mają. A ja ich naprawdę nienawidzę. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.- wytarłam oczy
-Obiecuję że dopilnuję tego by cię nie zadręczali. Wytrzyj oczy bo zabieram cie na spacer.- uśmiechnął się
-Co? Ale ty dopiero wróciłeś, pewnie zmęczony jesteś...
-Nie ma ale. Popraw makijaż i wychodzimy. Zamierzam poprawić ci humor.- uśmiechnął się szeroko
-Kocham cię i już to zrobiłeś. Może zostańmy i odpoczniesz co?!
-Marceluś słońce. Nie ma ale.... masz mnie słuchać idź się zbieraj bo zaraz wychodzimy.- pogroził mi palcem
-No już dobrze. Zaraz wracam.- powiedziałam i udałam się do łazienki
Tak jak myślałam musiałam od nowa zrobić cały makijaż bo to co zostało z poprzedniego na mojej twarzy to była istna masakra. No nic więcej na ten temat nie powiem.
Po skończeniu makijażu wyszliśmy ze Zbyszkiem na planowany spacer. To naprawdę pomogło, świeże powietrze i jego obecność obok sprawiły że zapomniałam o tym co dziś się stało.
Najpierw długo spacerowaliśmy a potem Zbyszek zaprosił mnie na obiad do restauracji niedaleko naszego domu. Jak się okazało jutro chłopaki mają wolne od treningu więc największy imprezowicz Rzeszowa czyt. Igiełka zarządził imprezę. Zaczęłam panikować że nie mam co na siebie ubrać ale okazało się że mogę być nawet w dresie czego swoją drogą nie zrobię bo impreza jest w domu Iwonki i Krzyśka. Ucieszyłam się na myśl o tej imprezie no bo po pierwsze imprezy u Ignaczaków zawsze są epickie a po drugie potrzebuję się teraz rozluźnić. W drodze powrotnej do domu Zbyszek oczywiście zakupił 4 flaszeczki trunku- dwa whiskacze i dwie 0,7 czystej wódeczki. Jeżeli każdy z nich przyniesie takie zaopatrzenie to nawet nie chcę wyobrażać sobie w jakim stanie będa siatkarze pod koniec imprezy.
Od razu po wejściu do mieszkania pobiegłam w stronę szafy w celu znalezienia sobie jakiegos stroju. Chłopaki oczywiście nie maja tego problemu ale ja chcę się dobrze prezentować. W sumie sama się sobie dziwię ale bardzo szybko zdecydowałam się na to a do tego takie szpileczki i czerwony lakier na paznokciach. Wzięłam gorący prysznic wydepilowałam całe ciało i nałożyłam na nie mój ulubiony balsam. Włosy wystylizowałam na niedbałe fale a na twarz nałożyłam naturalny i bardzo delikatny makijaż. Szczerze to już dawno przestałam sie mocniej malować, jakoś lubię siebie bardziej w naturalnym wydaniu i Zbyszek chyba też mnie taką woli.
-Gotowa?- usłyszałam głos Zbyszka który najwidoczniej czeka już na mnie gotowy
-Tak, sekundka...- odpowiedziałam, prysnęłam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami i wyszłam z sypialni
-No, powiem ci że warto było czekać. Jesteś piękna kochanie.- objął mnie
-Dziękuję. Podaj mi proszę płaszcz co?!- usmiechnęłam się do niego lekko
-A może by tak...
-Nawet o tym nie myśl i dawaj mi płaszcz słońce. Ale jeśli po powrocie do domu nie będziesz zalany w trupa to kto wie kto wie.- mrugnełam do niego
-Ok, ale pamiętaj że ja to sobie odbiorę czy tego chcesz czy nie.- pocałował mnie szybko w usta i zaczął sie ubierać
Kiedy weszliśmy do salonu Krzyśka impreza zaczynała się rozkręcać. Cichy Pit stał za stołem jako DJ i puszczał coraz to nowsze hity disco, Fabiaś polewał piekielny trunek a Konar z Buszkiem ustawiali sprzęt do karaoke. Partnerki siatkarzy usadowiły się na kanapie w salonie więc przysiadłam się do Oli od Piotrka i Iwonki które zawzięcie o czymś dyskutowały.
-Hej dziewczynki.- przywitałam się
-Hej Marcelka.- uśmiechnęła się posępnie Ola
-Co jest mała? Co masz taką minę?
-Znowu się pokłóciłam z Piotrkiem. Już nie mam nerwów do niego...- westchnęła
-Co znowu zrobił?- spytałam
-Próbuję z nim gadać no mówiłam wam już, ja mam 23 lata on 25 ja bym chciała już powoli się stabilizować. Nie mówię od razu o ciąży ślubie na 500 osób ale chociaż o jakiejś deklaracji z jego strony. Moi rodzice cały czas twierdzą że Piotrek traktuje mnie jako zabawkę, nie traktuje mnie poważnie. I chyba to faktycznie jest prawda...- zamknęła twarz w dłoniach
-No co ty skarbie... Piotrek cię kocha, świata poza tobą nie widzi. Może nie dojrzał do tego by się zadeklarować.- objęłam ją mocno
-No właśnie, daj mu czas.- wtrąciła Iwonka
-No dobrze. A jeśli faktycznie on się mną bawi i po roku mnie zostawi dla innej?- spojrzała na mnie
-Oluś nawet nie opowiadaj głupot. Przecież to idiotyczne Piotrek taki nie jest...
-Sama nie wiem. Nie będę się tym teraz przejmowała jest impreza idę się napić.- rozluźniła się
-O czym piękne panie nawijają?- koło mnie pojawił się Zbyszek
-O wspaniale że się pojawiłeś kochanie. Jak ja cię dawno nie widziałam. Wiesz jak ja cię bardzo kocham? Jesteś najlepszym narzeczonym jakiego mogłam mieć. Bo widzisz marzy nam się porządny drink a ty robisz najlepsze. To moooooże...- zaczęłam
-Jasne. Już wam przynoszę a ty nie słodź tak bo tego nie kupuję.- pocałował mnie szybko w usta i poszedł do baru do Fabiana
-I dlaczego mój Piotrek taki nie jest co? Dlaczego?- znowu westchnęła Ola
-Proszę cię nie zadręczaj się tym już. Nie ma sensu...- odezwała się Iwona
-No dobra już. - uniosła ręce w geście poddania się
-Proszę bardzo piękne panie drineczki wedle zamówienia. Zdróweczko....- Zbyszek stuknął się z nami szklaneczkami
-Faktycznie zajebisty ten drink. Zrób mi drugiego.- powiedziała Ola
-Zwolnij koleżanko. Nie wypiłaś jeszcze tego a już chcesz nowy.- wtrąciłam
-No a co?! Chcę się upić i to konkretnie.- roześmiała się
-Ok. My idziemy tańczyć. Zibi?!- wstałam i wyciągnęłam rękę w kierunku Bartmana
-A z przyjemnością.- również wstał i skierowalismy się na parkiet
Po krótce opisałam Zbyszkowi sytuację Oli i Pita a ten stwierdził że Piotrek faktycznie mógłby się powoli starać założyć rodzinę. To chyba normalne ale nie u naszego Cichego. Widziałam jak Ola zła na Pitera piła coraz więcej ale nie na tyle by się upić. Jakoś koło godziny 3;00 nad ranem wróciliśmy do domu. Ja od razu padłam na łóżko i zasnęłam. Jako że sen mam lekki to poczułam jak chwilę po mnie na łóżku położył się Zbyszek i wtulony w moje plecy również zasnął.
----------------------------------------
No hej :P
Coś wystukałam sama nawet nie wiem co to jest :D
Mam nadzieję że nie jest to aż tak tragiczne :*
To do następnego czyli że niedługo....
Po wyjściu rodziców długo roztrzęsiona siedziałam wtulona w Zbyszkowy tors. Sama nie wiem jak to się stało że mnie znaleźli i tak bez słowa uprzedzenia. Całe życie miałam już poukładane a oni w jednej sekundzie wszystko zepsuli. Cała moja równowaga duchowa po ich wyjeździe, po tym jak Michał mnie zostawił wszystko się rozsypało w drobny mak. Po co wrócili? Po co w ogóle się do mnie odzywają? Przecież nigdy mnie nie kochali, nigdy ich nie obchodziłam. Po co więc ten cyrk?!
Całe szczęście że Zbyszek w porę wrócił do domu bo nie wiem jak zniosłabym ich przez chociażby minutę dłużej. Całkowicie się rozkleiłam, przez tę ich wizytę nie potrafię się ogarnąć. To mój Zibi próbuje mnie jakoś uspokoić i po chwili mu się to udaje.
-Przepraszam.- wydukałam
-Za co słońce?- zdziwił się
-Zamoczyłam ci bluzę...
-Przestań. Tak właściwie co twoi rodzice tu robili?
-Dowiedzieli się o ślubie i przypomnieli sobie o tym że córkę mają. A ja ich naprawdę nienawidzę. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.- wytarłam oczy
-Obiecuję że dopilnuję tego by cię nie zadręczali. Wytrzyj oczy bo zabieram cie na spacer.- uśmiechnął się
-Co? Ale ty dopiero wróciłeś, pewnie zmęczony jesteś...
-Nie ma ale. Popraw makijaż i wychodzimy. Zamierzam poprawić ci humor.- uśmiechnął się szeroko
-Kocham cię i już to zrobiłeś. Może zostańmy i odpoczniesz co?!
-Marceluś słońce. Nie ma ale.... masz mnie słuchać idź się zbieraj bo zaraz wychodzimy.- pogroził mi palcem
-No już dobrze. Zaraz wracam.- powiedziałam i udałam się do łazienki
Tak jak myślałam musiałam od nowa zrobić cały makijaż bo to co zostało z poprzedniego na mojej twarzy to była istna masakra. No nic więcej na ten temat nie powiem.
Po skończeniu makijażu wyszliśmy ze Zbyszkiem na planowany spacer. To naprawdę pomogło, świeże powietrze i jego obecność obok sprawiły że zapomniałam o tym co dziś się stało.
Najpierw długo spacerowaliśmy a potem Zbyszek zaprosił mnie na obiad do restauracji niedaleko naszego domu. Jak się okazało jutro chłopaki mają wolne od treningu więc największy imprezowicz Rzeszowa czyt. Igiełka zarządził imprezę. Zaczęłam panikować że nie mam co na siebie ubrać ale okazało się że mogę być nawet w dresie czego swoją drogą nie zrobię bo impreza jest w domu Iwonki i Krzyśka. Ucieszyłam się na myśl o tej imprezie no bo po pierwsze imprezy u Ignaczaków zawsze są epickie a po drugie potrzebuję się teraz rozluźnić. W drodze powrotnej do domu Zbyszek oczywiście zakupił 4 flaszeczki trunku- dwa whiskacze i dwie 0,7 czystej wódeczki. Jeżeli każdy z nich przyniesie takie zaopatrzenie to nawet nie chcę wyobrażać sobie w jakim stanie będa siatkarze pod koniec imprezy.
Od razu po wejściu do mieszkania pobiegłam w stronę szafy w celu znalezienia sobie jakiegos stroju. Chłopaki oczywiście nie maja tego problemu ale ja chcę się dobrze prezentować. W sumie sama się sobie dziwię ale bardzo szybko zdecydowałam się na to a do tego takie szpileczki i czerwony lakier na paznokciach. Wzięłam gorący prysznic wydepilowałam całe ciało i nałożyłam na nie mój ulubiony balsam. Włosy wystylizowałam na niedbałe fale a na twarz nałożyłam naturalny i bardzo delikatny makijaż. Szczerze to już dawno przestałam sie mocniej malować, jakoś lubię siebie bardziej w naturalnym wydaniu i Zbyszek chyba też mnie taką woli.
-Gotowa?- usłyszałam głos Zbyszka który najwidoczniej czeka już na mnie gotowy
-Tak, sekundka...- odpowiedziałam, prysnęłam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami i wyszłam z sypialni
-No, powiem ci że warto było czekać. Jesteś piękna kochanie.- objął mnie
-Dziękuję. Podaj mi proszę płaszcz co?!- usmiechnęłam się do niego lekko
-A może by tak...
-Nawet o tym nie myśl i dawaj mi płaszcz słońce. Ale jeśli po powrocie do domu nie będziesz zalany w trupa to kto wie kto wie.- mrugnełam do niego
-Ok, ale pamiętaj że ja to sobie odbiorę czy tego chcesz czy nie.- pocałował mnie szybko w usta i zaczął sie ubierać
Kiedy weszliśmy do salonu Krzyśka impreza zaczynała się rozkręcać. Cichy Pit stał za stołem jako DJ i puszczał coraz to nowsze hity disco, Fabiaś polewał piekielny trunek a Konar z Buszkiem ustawiali sprzęt do karaoke. Partnerki siatkarzy usadowiły się na kanapie w salonie więc przysiadłam się do Oli od Piotrka i Iwonki które zawzięcie o czymś dyskutowały.
-Hej dziewczynki.- przywitałam się
-Hej Marcelka.- uśmiechnęła się posępnie Ola
-Co jest mała? Co masz taką minę?
-Znowu się pokłóciłam z Piotrkiem. Już nie mam nerwów do niego...- westchnęła
-Co znowu zrobił?- spytałam
-Próbuję z nim gadać no mówiłam wam już, ja mam 23 lata on 25 ja bym chciała już powoli się stabilizować. Nie mówię od razu o ciąży ślubie na 500 osób ale chociaż o jakiejś deklaracji z jego strony. Moi rodzice cały czas twierdzą że Piotrek traktuje mnie jako zabawkę, nie traktuje mnie poważnie. I chyba to faktycznie jest prawda...- zamknęła twarz w dłoniach
-No co ty skarbie... Piotrek cię kocha, świata poza tobą nie widzi. Może nie dojrzał do tego by się zadeklarować.- objęłam ją mocno
-No właśnie, daj mu czas.- wtrąciła Iwonka
-No dobrze. A jeśli faktycznie on się mną bawi i po roku mnie zostawi dla innej?- spojrzała na mnie
-Oluś nawet nie opowiadaj głupot. Przecież to idiotyczne Piotrek taki nie jest...
-Sama nie wiem. Nie będę się tym teraz przejmowała jest impreza idę się napić.- rozluźniła się
-O czym piękne panie nawijają?- koło mnie pojawił się Zbyszek
-O wspaniale że się pojawiłeś kochanie. Jak ja cię dawno nie widziałam. Wiesz jak ja cię bardzo kocham? Jesteś najlepszym narzeczonym jakiego mogłam mieć. Bo widzisz marzy nam się porządny drink a ty robisz najlepsze. To moooooże...- zaczęłam
-Jasne. Już wam przynoszę a ty nie słodź tak bo tego nie kupuję.- pocałował mnie szybko w usta i poszedł do baru do Fabiana
-I dlaczego mój Piotrek taki nie jest co? Dlaczego?- znowu westchnęła Ola
-Proszę cię nie zadręczaj się tym już. Nie ma sensu...- odezwała się Iwona
-No dobra już. - uniosła ręce w geście poddania się
-Proszę bardzo piękne panie drineczki wedle zamówienia. Zdróweczko....- Zbyszek stuknął się z nami szklaneczkami
-Faktycznie zajebisty ten drink. Zrób mi drugiego.- powiedziała Ola
-Zwolnij koleżanko. Nie wypiłaś jeszcze tego a już chcesz nowy.- wtrąciłam
-No a co?! Chcę się upić i to konkretnie.- roześmiała się
-Ok. My idziemy tańczyć. Zibi?!- wstałam i wyciągnęłam rękę w kierunku Bartmana
-A z przyjemnością.- również wstał i skierowalismy się na parkiet
Po krótce opisałam Zbyszkowi sytuację Oli i Pita a ten stwierdził że Piotrek faktycznie mógłby się powoli starać założyć rodzinę. To chyba normalne ale nie u naszego Cichego. Widziałam jak Ola zła na Pitera piła coraz więcej ale nie na tyle by się upić. Jakoś koło godziny 3;00 nad ranem wróciliśmy do domu. Ja od razu padłam na łóżko i zasnęłam. Jako że sen mam lekki to poczułam jak chwilę po mnie na łóżku położył się Zbyszek i wtulony w moje plecy również zasnął.
----------------------------------------
No hej :P
Coś wystukałam sama nawet nie wiem co to jest :D
Mam nadzieję że nie jest to aż tak tragiczne :*
To do następnego czyli że niedługo....
niedziela, 6 września 2015
Rozdział 57.
<Zbyszek>
Od wizyty rodziców minęły już jakieś 4 dni a ja widzę jak Marcela przejęła się słowami mamy. Co chwila biega coś zmienia tak by wizja naszego ślubu spodobałą się mojej mamusi. Zaczyna mnie to denerwować ale staram sie nie denerwować bardziej mojej ukochanej bo wiem ile ją kosztuje takie bieganie i załatwianie wszystkiego. Rozdaliśmi i rozesłaliśmy już wszystkie zaproszenia, co dziwne udało nam się to zrobić bardzo szybko. Staram się jej pomagać jak mogę ale treningi zajmują mi większość czasu a jutro rano jedziemy na mecz wyjazdowy do Bełchatowa.
Obudziłęm się jako pierwszy, Marela jeszcze sobie pochrapywała więc postanowiłem zrobić jej jakieś śniadanie. Wstałem po cichu i udałem się do kuchn i wcześniej zamykając drzwi do sypialni. Szybko nastawiłem kawę w ekspresie i zacząłem zmagać się z naleśnikami. Naleśniki są bardzo proste i do tego smakują mojej Marceli więc postawiłem na nie. Zajęło mi to jakieś 30 minut ale z gotowym śniadaniem na tacy po cichu wszedłem do sypialni. Marcela tylko się poruszyła i wtulona w poduszke spała dalej. Zadziwia mnie to jaki ona ma dobry i mocny sen. Odstawiłem tacę i powoli zacząłęm budzić brunetkę całując ją za uchem.
-Która godzina?- wychrypiała
-Przed dziewiątą, Możemy jeszcze poleniuchować bo trening mam dopiero o 11.00.- uśmiechnąłem się
-Co? O nie ja mam jechać w sprawie obrusów na stoły i muszę zmienić zastawę stołową. Nie mam czasu...- szybko się podniosła
-O co to to nie. Siadaj i zjedz. Nigdzie nie jedziesz.!- złapałem ją w talii
-Ale Zbyszek...
-Nie ma żadnego ale. Zastawa jest ok i obrusy też nie rozumiem co ty chcesz zmieniać?!
-To ty nie rozumiesz że wszystko musi być idealnie wiesz jak zależy na tym twoim rodzicom.- westchnęła
-Miśka słuchaj.... to jest nasz ślub nasze wesele a nie moich rodziców. Zamęczysz się tym wszystkim a ja nie mogę już na to patrzeć, Wszystko jest pięknie a ja nie chcę żebyś cokolwiek zmieniała.
-Zbyszek ja się poprostu boję tego ślubu. Chciałabym mieć to już za sobą.
-A ja właśnie nie. Nie mogę się doczekać kiedy zobaczę cię w białej sukni i kiedy nałożę ci na palec obrączkę. To ma być nasz slub a nie moich rodziców.- uśmiechnąłem się do niej
-Pokażę ci co już załatwiłam. I muszę zapłacić zaliczke na bukiet ślubny. Pokażę ci.- chwyciła za laptopa
-Ehh no dobrze.- westchnąłem
-Spójrz. Może być?- pokazała mi bukiet na zdjęciu
-Oczywiście. Piękny ale jak wiesz jestem facetem nie przywiązuję do tego takiej wagi jak ty....- uśmiechnąłem się
-Wiem ale chcę ci pokazać jakich wyborów dokonuję. Na stołach i ścianach będzie dominował blady róż taki jak na kwiatach. Myślałam nad czerwonym albo fioletem ale Ola powiedziała że to takie oklepane więc odrzuciłam te pomysły. Na stołach chcę postawić....-zaczęła mi nawijać więc szybko ją pocałowałem
-O co chodzi? Dlaczego mi przerwaleś?- spytała jak tylko się oderwaliśmy od siebie
-Chciałem żebyś chociaż na chwilę przestała mówić i myśleć o tym ślubie.- powiedziałem z uśmiechem
-Wariat.- roześmiała się
Na szczęście resztę przedpołudnia spędziliśmy bez gadania już o ślubie. Marcela wykonała pare przelewów i na tym skończyliśmy na dziś ten temat. Umówiliśmy się na spacer po moim treningu i ja niestety musiałem wyjść,
<Marcela>
Może Zbyszek ma rację i może faktycznie za bardzo przejmuję się tym weselem. Co ja poradzę że boję się że rodzina Zbyszka stwierdzi że do niego nie pasuję bo przecież on to wielki siatkarz najlepszy jakiego znam a ja... ja jestem zwykłą cichą i przeciętną Marcelą.
W trakcie ubierania się dostałam e-maila w sprawie wyboru słodyczy na candy bar. Westchnęłam głośno i ubrałam na siebie to. Włosy spięłam w wysokiego kucyka na twarz nałożyłam delikatny i naturalny makijaż, Zaczęłam zbierać swoje rzeczy do torebki kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. W przekonaniu że to Ola szybko otworzyłam ale to co zbaczyłam totalnie mnie osłupiło. Nie wiem jak na to zareagować jedyne co mi przychodzi do głowy to zamknięcie drzwi i rozpłakanie sie. No bo jak inaczej mam przywitać moich rodziców... tak właśnie rodziców tych którzy mnie nigdy nie kochali i zostawili a sami wyjechali do Grecji. Nie dzwonili nie pisali a teraz nagle zjawiają się przed moim domem z usmiechami przyklejonymi do twarzy.
-Co tu robicie?- pytam oschle
-Skarbie jak ty wypiękniałaś. Tak tęskniliśmy.- mama wtuliła się we mnie
-Bez cyrków. A tak na serio?- odsunęłam się od niej
-Możemy wejść czy tak będziemy tu stali?- odezwał się tata
-Trochę się śpieszę...- westchnęłam- Wejdźcie.- wpuściłąm ich
-Ładnie mieszkacie z tym twoim siatkarzem.- powiedziała mama
-Dziękujemy. Mogę wiedzieć jaki jest cel waszej wizyty.?
-No wiesz zdziwiliśmy się że nie dotarła do nas koperta z zaproszeniem na ślub. Chyba gdzieś się zgubiła na poczcie więc postanowiliśmy się zjawić i uprzedzić że chętnie pojawimy się na slubie.- tata usiadł na kanapie
-Żadna koperta się nie zgubiła, ja was poprostu nie zapraszałam. Skąd w ogóle wiecie że wychodzę za mąż?!
-Od twojej matki chrzestnej. Spotkaliśmy się z nią przypadkiem i tak wyszło. Swoją drogą powinnismy mieć żal do ciebie że nas pominęłaś w zaproszeniach...
-Wy macie żal? Wy.!!!- wytrzeszczyłam oczy
-Zrobiłabyś nam jakąś kawę czy coś. Droga była dosyć długa...- westchnęła matka
-Dobrze.- powiedziałam zrezygnowana i poszłam do kuchni
Za jakieś 15 minut powinien wrócić Zbyszek a oni dalej siedzą i nic do niech nie dociera. Staram się na spokojnie wytłumaczyć im że mają się wynosić z mojego życia ale na próżno. Dopiero kiedy matka z ojcem chcą mi zacząć pomagać w przygotowaniach do ślubu wybucham:
-Czy wy macie rozum? Wy jesteście nienormalni. Zjawiacie się po takim czasie i jak gdyby nigdy nic chcecie mi pomagać. Czy wam rozum odjęło.- krzyknęłam
-Nie podnoś głosu.- wtrącił ojciec
-Będę podnosiła głos. Jestem u siebie w domu a wy nie jesteście tu mile widziani. Skrzywdziliście mnie i to bardzo a teraz jak gdyby nic się nie stało zgrywacie dobrych rodziców. To nie jest fair.- do oczu napłynęły mi łzy
-Marcelina my nie byliśmy gotowi na rodzicielstwo i dlatego...- zaczęła matka
-Gówno mnie to obchodzi. Ja was nie chcę znać rozumiecie to?! Nienawidzę was dociera to do was?!!
-Nie mów tak do nas. Mimo wszystko jesteś naszą córką.!
-Nieprawda. Ja nie mam rodziców. Nigdy ich nie miałam i miała nie będę. Koniec kropka a teraz dowidzenia.- wybuchłam płaczem
-Marcela nie mów tak. My cię kochamy.- mama podeszła do mnie
-Nie dotykaj mnie. Nigdy mnie mnie kochaliście i nie chcieliście. Nie chcę na was patrzeć. Wyjdźcie.! No już.- krzyknęłam
-Co tu się dzieje?- w drzwiach zobaczyłam zdziwionego Zbyszka
-Oni wychodzą. Nie chcę ich tu.- powiedziałam i szybko wtuliłam się w Bartmanowy tors
-To nie jest tak. My ją kochamy to nasza córka.- powiedział ojciec
-Proszę wyjść. Moja narzeczona nie życzy sobie państwa tutaj. Dowidzenia.- pokazał im drzwi
-Ale...- zaczęła dukać mama
-Nie ma ale. Powiedziałem dowidzenia.- jedną ręką gładził mi włosy a druga wskazywał im drogę do drzwi
-Jeszcze porozmawiamy jak ochłoniesz. Dowidzenia.- powiedziała matka i oboje z ojcem wyszli
-Już dobrze. Już sobie poszli. -Zbyszek mnie mocno przytulił
-Przepraszam cię. Nie wiem skąd oni się tu wzięli. Ja nie mam pojęcia jak mnie znaleźli...
-Nie przepraszaj słońce. Już ich nie ma nie płacz.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam sie nikle
-Kocham cie malutka. Proszę nie płacz już.- pocałował mnie w czubek głowy
--------------------------------------------------------------
Jestem.! Żyję.! Nie umarłam.! Ten blog też jeszcze żyje.! :)
niedziela, 2 sierpnia 2015
Rozdział 56.
-Jakiś czas potem-
No więc mamy październik. Mistrzostwa Świata już chwile za nami a moje kochane orzełki wywalczyli na nich złote medale. Tak dokładnie.... jesteśmy mistrzami świata. Dalej nie mogę uwierzyć w to że nam się udało i pokonaliśmy wszystkie drużyny. Zdarzyła nam się porażką, niestety z USA poleglismy ale i tak to Polska jest krajem mistrzów.
Kiedy chłopaki trenowali ja zaczęłam załatwiać szczegóły dotyczące ślubu. Zbyszek jak tylko może mi pomaga ale nie chce dokładać mu zajęć bo treningi i tak nieźle dają mu w kość. Na szczęście udało mi się załatwić salę na wesele na dnia 9 grudnia. Druga sobota grudnia więc raczej już zimno. W kościele też z księdzem dogadałam się bez problemu wiec pozostają takie szczegóły jak suknia ślubna, garnitur dla Zbyszka, menu weselne, kwiaty i orkiestra. Zaproszenia już zamówiłam są już w drukarni i za dwa dni mam je odebrać.
Zbyszek podpisał z Resovia kontrakt na następne dwa lata wiec nie musze się martwić ze przed końcem studiów będę musiała jechać na koniec świata za moim mężem.
Zbyszek podpisał z Resovia kontrakt na następne dwa lata wiec nie musze się martwić ze przed końcem studiów będę musiała jechać na koniec świata za moim mężem.
Dziś piątek dzień jak każdy inny. Zbyszek poszedł na popołudniowy trening a ja zaczęłam przygotowywać nam jakiś obiad. Bobek plata mi się między nogami a w radiu lecą aktualne hity. Sama nie zauważam kiedy zaczynam nucic sobie tekst piosenki lecacej w radiu. Wtedy właśnie moje śpiewanie przerywa mi dzwonek do drzwi. Wycieram szybko ręce w ściereczke i razem z Bobkiem idziemy otworzyć.
Oczy prawie wyskakują mi z orbit kiedy w progu widzę rodziców Zbyszka.
Oczy prawie wyskakują mi z orbit kiedy w progu widzę rodziców Zbyszka.
-Dzien dobry kochanie.- od razu przytuliła mnie pani Jadwiga
-Yyy dzień dobry. Jaka niespodzianka...- wydukalam
-Wiemy ze was zaskoczylismy ale koniecznie chcieliśmy z wami porozmawiać o czymś bardzo ważnym.
-No Zbyszek jeszcze nie wrócił z treningu ale proszę zapraszam do środka.- wypuściłam ich do mieszkania
-Dziękujemy bardzo. Swoją drogą promieniejesz kochanie. Slicznie wyglądasz.- powiedziała pani Jadzia
-Eeee tam. Czego się państwo napijecie.?
-Poproszę kawę jeśli można.- uśmiechnął się pan Leon
-Ja również poproszę kawę.- dopowiedziala jego małżonka
-Yyy dzień dobry. Jaka niespodzianka...- wydukalam
-Wiemy ze was zaskoczylismy ale koniecznie chcieliśmy z wami porozmawiać o czymś bardzo ważnym.
-No Zbyszek jeszcze nie wrócił z treningu ale proszę zapraszam do środka.- wypuściłam ich do mieszkania
-Dziękujemy bardzo. Swoją drogą promieniejesz kochanie. Slicznie wyglądasz.- powiedziała pani Jadzia
-Eeee tam. Czego się państwo napijecie.?
-Poproszę kawę jeśli można.- uśmiechnął się pan Leon
-Ja również poproszę kawę.- dopowiedziala jego małżonka
Ogólnie rzecz ujmując bardzo dobrze dogaduje się z rodzicami mojego Zbyszka. Oni też mnie chyba lubią bo co chwila mi to okazują. Pani Jadwiga zaproponowała mi pomoc przy dokończeniu obiadu a w tym czasie pan Leon zajął się telewizją. Razem z mamą Zbyszka szybko skonczylysmy obiad i do siadlysmy się do pana Leona. Jak to zawsze bywa pani Jadzia od razu zaczęła temat ślubu i przygotowań. Musiałam pokazać jej wzór zaproszeń oraz sale weselna. Wtedy do domu wrócił mój Zbyszek.
-Już jestem.- usłyszłałam jego głos z przedpokoju
-Super bo mamy gości.- odpowiedziałam
-Kto nas nawiedził?- spytał i wszedł do salonu
-Rodzice twoi cię nawiedzili.- odpowiedziała mu jego mama
-Ooo no cześć. Co tu robicie?- oczy Zbyszka przypominały mu 5 złoty
-To już nie można wpaść do naszego jedynego syna w odwiedziny?!- pani Jadzia mocno wtuliła się w Zbyszka
-Można... bardzo się cieszę że przyjechaliście.- roześmiał się Zbyszek
-Marcela się nami zajęła więc długo nie czekaliśmy na ciebie. Usiądź tu koło nas i opowiadaj co słychać.- wtrącił pan Leon
-W sumie to nic specjalnego, treningi, dom i Marcela zajmują mi całe dnie.
-Podać ci obiad? Jesteś głodny?- spytałam
-Bardzo. Podawaj.- pocałował mnie w policzek
Po skończonym posiłku wyszło co jest powodem przyjazdu moich przyszłych teściów. Mama Zbyszka delikatnie zaczęła podpytywać w sprawach dotyczących ślubu.
-Marcelinko, powiedz proszę kupiłaś już suknię ślubną?
-Jadzia już zaczynasz...- wtrącił pan Leon
-Cicho siedź ja tu z panną młodą rozmawiam. Więc jak?
-Właściwie tak. Znalazłam prawie idealną ale kilka szczegółów mi się nie podobało więc jest w trakcie poprawek.
-Myślałam że może pomogę ci w poszukiwaniach ale widzę że sobie poradziłaś.- westchnęła
-Przepraszam nie wiedziałam. Ola od Piotrka Nowakowskiego pomogła mi w wyborze.
-Nie przepraszaj. Mam nadzieję że będziesz pięknie wyglądać na ślubie...
-Dla mnie mogłaby nawet iść w worku i tak będzie najpiękniejsza.- odezwał się Zbyszek
-Co ty tam wiesz synu. Na slubie będzie cała rodzina to musi być spektakularne. Pamiętasz ślub ciotki Zosi?!
-Mamo...- jęknął Zbyszek
-Jadziu błagam.- wtrącił Leon
-Aaaa róbcie co chcecie żeby tylko potem nie było na mnie jak nas Zośka wyśmieje dobrze?!
-Może pójdzie pani ze mną na przymiarkę, Wtedy powie mi pani jak się suknia podoba. Zawsze będzie można coś zmienić?!- wtrąciłam by ratować sytuację
-Dobrze skarbie, bardzo chętnie. Dziękuję.- uśmiechnęła sie do mnie
<Zbyszek>
Wizyta rodziców, trening, cały dzień był dla mnie bardzo męczący. Zaraz po wyjściu rodziców czyli jakoś koło 19;00 poszedłem wziąć prysznic. Zaraz po mnie łazienkę zajeła Marcela a jej tam zeszło o wiele dlużej niż mi.
Zacząłem czytać jakąś książke w sumie przeczytałem chyba z 10 stron kiedy ta weszła do pokoju i szybko wskoczyła pod kołdrę. Od razu wtuliła się we mnie więc odłożyłem moją lekturę i mocno ją przytuliłem. Uwielbiam takie chwile bo wtedy dopiero dociera do mnie jak wielki skarb trzymam w ramionachi jak bardzo jest ona dla mnie ważna. Złożyłem na jej czole delikatny jak piórko pocałunek a ta wtedy spojrzałą na mnie
-Zbyś a o co chodziło z tą ciotką Zosią co?
-Ehhh nie przejmuj się mamą. Ona chce żeby ten ślub był idealny tak jak ona chce ale to nasz ślub a nie jej.- westchnąłem cięzko
-Tu nie o nią chodzi. Zastanawia mnie dlaczego o niej wspomniała poprostu...
-Pamiętasz to zaproszenie na ślub które dostaliśmy w trakcie mistrzostw?- spytałem
-No tak nie poszliśmy na to wesele z wiadomych powodów.- odpowiedziała
-No więc to był ślub córki ciotki Zośki. Mama i tata na nim byli i mi wszystko opowiedzieli. Wyobraź sobie pałac w Paryżu, Wszystko idealne jak z żurnala jakiegoś. Dzieci ciotki Zośki zawsze były idealne a my byliśmy gorsi pod każdym względem. Dlatego mama chce pokazać ciotce że nas też stać na wesele jak z katalogu.
-No tak. Czyli musimy się postarać żeby u nas nie było gorzej.- uśmiechnęła sie do mnie
-Wiesz że ja nie musze mieć tego wszystkiego. Tej całej otoczki?-spytalem ją
-Wiem ale chcę żeby moi teściowie byli dumni że mają taka synową jaką mają. Chcę pokazać twojej rodzinie że na ciebie zasługuję.
-Głupiutka nie musisz tego robić. Zasługujesz na mnie w pełni. Nie mam co do tego wątpliwości.
-Wiesz ja nie mam rodziców więc chcę żeby twoi mnie chociaż polubili.- spojrzała na mnie czule
-Oni cię kochają już teraz. Powtarzam ci wyluzuj i nie przejmuj się tak tym wszystkim.
-Tak łatwo ci mówić. Ty nie musisz się starać o względy teściów.
-Myślałaś żeby się do nich odezwać? Nie masz z nimi kontaktu odkąd wyjechali kiedy byłaś jeszcze z Kubiakiem?!
-Nie raz o tym myślałam ale jakoś coś mnie blokuje. To oni mnie zostawili a nie ja ich oni zawsze się mną nie przejmowali. Mam dla nich przygotowane zaproszenie na ślub i za każdym razem kiedy chcę je wysłać myśle o tym jaką krzywdę mi wyrządzili.- z jej oczu popłynęły łzy
-Nie płacz skarbie. Nie mówmy o tym skoro to cię tak boli. Swoją drogą mam dla ciebie niespodziankę którą jutro ci pokaże....
-Co? Co to za niespodzianka?- przetarła oczy
-Nie mogę powiedzieć bo wtedy nie będzie niespodzianki. Musisz poczekać do jutra.
-To strasznie długoo...- przeciągnęła
-Ja jakoś umilę ci czekanie słońce.- powiedziałem i ją pocałowałem
Na początku nasz pocałunek był delikatny i subtelny ale potem przerodził się w prawdziwą walkę języków. Moje ręce od razu powędrowały pod koszulkę Marceli, a ona też nie była mi dłużna. Reszty możecie się domyslać ale jedno wam powiem... było wspaniale.
Kiedy się obudziłem Marceliny nie było już w łóżku. Przetarłem oczy i wstałem. Ubrałem bokserki i zacząłem szukać mojej narzeczonej. Okazało się że na blacie na wyspie kuchennej stał cały talerz kanapek a w ekspresie jest cały dzbanek świeżo zaparzonej kawy. Zdziwiłem się ale kiedy podszedłem do drzwi łazienki okazało się że są zamknięte. No tak... Marcela i łazienka to nierozłączny wręcz duet. Nalałem sobie kawy do kubka z logiem Resovi i usiadłem na krześle obok kanapek. Po jakiś 15 minutach z łazienki wyszła moja wybranka. Strój miała dosyć intrygujący więc spytałem
-Wybierasz się gdzieś?
-O już nie śpisz. Idę trochę pobiegać chcę pooddychać świeżym powietrzem.- uśmiechnęła się i założyła na siebie bluzę w kolorze dresu i zapięła ją zostawiając pod biustem rozpięte
-Yhym no nie śpię. A mogę się wybrać z tobą?
-Jeśli się pośpieszysz to możesz iść ze mną.- mrugnęła do mnie i upiła ode mnie łyk kawy
-Daj mi dwie minuty ok?- spytałem
-Czekam na ciebie na dole.- uśmiechnęła się do mnie i poszła w stronę drzwi
Poderwałem się z miejsca i szybko z szafy wyjąłem dres. Ubranie się zajęło mi dosłownie trzy minuty. Szybko zamknąłem mieszkanie i zbiegłem po klatce schodowej w dół.
Przed blokiem zobaczyłem ja jakiś koleś zagaduje mi Marcelę. Szybko podszedłem do nich i zagadałem:
-Jestem skabie.- powiedziałem i uśmiechnąłem się do brunetki
-Super. To co lecimy?- spytała
-Jasne.- odpowiedziałem
-No to my musimy uciekać miło było zamienić z tobą te kilka zdań. Do zobaczeenia.- uśmiechnęła się do tamtego typa a chwilę potem biegliśmy przez park ramie w ramię
-Kto to był?- spytałem
-Ale że kto?
-Ten typ spod bloku.
-Nasz nowy sąsiad z bloku obok. Chciał się przywitać tylko. Jest lekarzem.- powiedziała
-Taki młody i już lekarz?- zdziwiłem się
-Tak się złożyło że ja też się zdziwiłam ale on ma 28 lat. Tylko wygląda na tak młodego.- westchnęła
-Ooo widzę że sporo o nim wiesz.
-Znowu będziesz zazdrosny?- rozesmiała się
-Nie.!- zaprzeczyłem niezgodnie z prawdą
-Oj Zbyszek ale ty jesteś zabawny.- ruszyła do przodu
-Ta niespodzianka to był jednak dobry pomysł.- mruknąłem
-Mówiłes coś?- odwróciła się
-Nie nie.- od razu odpowiedziałem
Po powrocie do domu po kolei każde z nas wzięło prysznic. Uzgodniliśmy że od tej pory będziemy biegać razem. Zjedliśmy śniadanie a potem kazałęm się Marceli szykować do wyjścia. Ja sam założyłem jeansy z dziurą na kolanie, czarne nike z białym znakiem, białą dopasowaną podkoszulkę a na to czarną kurtkę. Marcela ubrała czarne rurki, brązowe botki na obcasie, brązowy płaszczyk i czarny szalik.
Całą drogę pytała mnie co to za niespodzianka a ja coraz bardziej zaczynałem się martwić czy niespodzianka się jej spodoba. Wymysliłem to jakiś tydzień po urodzinach Marceliny i mam nadzieje że wszystko wypali. Jakiś kilometr przed metą naszej podrózy mimo wielu sprzeciwów zawiązałem Marceli oczy. Kiedy dojechalismy wziąłem ją na ręce i zaniosłem w odpowiednie miejsce. Widziałem jej podekscytownie i serce zaczęło podchodzić mi do gardła. Powoli odwiązałem jej chustę z oczu a kiedy otworzyłą oczy jej mina była.... sam nawet nie wiem jaka.
---------------------------------------------------------
-W sumie to nic specjalnego, treningi, dom i Marcela zajmują mi całe dnie.
-Podać ci obiad? Jesteś głodny?- spytałam
-Bardzo. Podawaj.- pocałował mnie w policzek
Po skończonym posiłku wyszło co jest powodem przyjazdu moich przyszłych teściów. Mama Zbyszka delikatnie zaczęła podpytywać w sprawach dotyczących ślubu.
-Marcelinko, powiedz proszę kupiłaś już suknię ślubną?
-Jadzia już zaczynasz...- wtrącił pan Leon
-Cicho siedź ja tu z panną młodą rozmawiam. Więc jak?
-Właściwie tak. Znalazłam prawie idealną ale kilka szczegółów mi się nie podobało więc jest w trakcie poprawek.
-Myślałam że może pomogę ci w poszukiwaniach ale widzę że sobie poradziłaś.- westchnęła
-Przepraszam nie wiedziałam. Ola od Piotrka Nowakowskiego pomogła mi w wyborze.
-Nie przepraszaj. Mam nadzieję że będziesz pięknie wyglądać na ślubie...
-Dla mnie mogłaby nawet iść w worku i tak będzie najpiękniejsza.- odezwał się Zbyszek
-Co ty tam wiesz synu. Na slubie będzie cała rodzina to musi być spektakularne. Pamiętasz ślub ciotki Zosi?!
-Mamo...- jęknął Zbyszek
-Jadziu błagam.- wtrącił Leon
-Aaaa róbcie co chcecie żeby tylko potem nie było na mnie jak nas Zośka wyśmieje dobrze?!
-Może pójdzie pani ze mną na przymiarkę, Wtedy powie mi pani jak się suknia podoba. Zawsze będzie można coś zmienić?!- wtrąciłam by ratować sytuację
-Dobrze skarbie, bardzo chętnie. Dziękuję.- uśmiechnęła sie do mnie
<Zbyszek>
Wizyta rodziców, trening, cały dzień był dla mnie bardzo męczący. Zaraz po wyjściu rodziców czyli jakoś koło 19;00 poszedłem wziąć prysznic. Zaraz po mnie łazienkę zajeła Marcela a jej tam zeszło o wiele dlużej niż mi.
Zacząłem czytać jakąś książke w sumie przeczytałem chyba z 10 stron kiedy ta weszła do pokoju i szybko wskoczyła pod kołdrę. Od razu wtuliła się we mnie więc odłożyłem moją lekturę i mocno ją przytuliłem. Uwielbiam takie chwile bo wtedy dopiero dociera do mnie jak wielki skarb trzymam w ramionachi jak bardzo jest ona dla mnie ważna. Złożyłem na jej czole delikatny jak piórko pocałunek a ta wtedy spojrzałą na mnie
-Zbyś a o co chodziło z tą ciotką Zosią co?
-Ehhh nie przejmuj się mamą. Ona chce żeby ten ślub był idealny tak jak ona chce ale to nasz ślub a nie jej.- westchnąłem cięzko
-Tu nie o nią chodzi. Zastanawia mnie dlaczego o niej wspomniała poprostu...
-Pamiętasz to zaproszenie na ślub które dostaliśmy w trakcie mistrzostw?- spytałem
-No tak nie poszliśmy na to wesele z wiadomych powodów.- odpowiedziała
-No więc to był ślub córki ciotki Zośki. Mama i tata na nim byli i mi wszystko opowiedzieli. Wyobraź sobie pałac w Paryżu, Wszystko idealne jak z żurnala jakiegoś. Dzieci ciotki Zośki zawsze były idealne a my byliśmy gorsi pod każdym względem. Dlatego mama chce pokazać ciotce że nas też stać na wesele jak z katalogu.
-No tak. Czyli musimy się postarać żeby u nas nie było gorzej.- uśmiechnęła sie do mnie
-Wiesz że ja nie musze mieć tego wszystkiego. Tej całej otoczki?-spytalem ją
-Wiem ale chcę żeby moi teściowie byli dumni że mają taka synową jaką mają. Chcę pokazać twojej rodzinie że na ciebie zasługuję.
-Głupiutka nie musisz tego robić. Zasługujesz na mnie w pełni. Nie mam co do tego wątpliwości.
-Wiesz ja nie mam rodziców więc chcę żeby twoi mnie chociaż polubili.- spojrzała na mnie czule
-Oni cię kochają już teraz. Powtarzam ci wyluzuj i nie przejmuj się tak tym wszystkim.
-Tak łatwo ci mówić. Ty nie musisz się starać o względy teściów.
-Myślałaś żeby się do nich odezwać? Nie masz z nimi kontaktu odkąd wyjechali kiedy byłaś jeszcze z Kubiakiem?!
-Nie raz o tym myślałam ale jakoś coś mnie blokuje. To oni mnie zostawili a nie ja ich oni zawsze się mną nie przejmowali. Mam dla nich przygotowane zaproszenie na ślub i za każdym razem kiedy chcę je wysłać myśle o tym jaką krzywdę mi wyrządzili.- z jej oczu popłynęły łzy
-Nie płacz skarbie. Nie mówmy o tym skoro to cię tak boli. Swoją drogą mam dla ciebie niespodziankę którą jutro ci pokaże....
-Co? Co to za niespodzianka?- przetarła oczy
-Nie mogę powiedzieć bo wtedy nie będzie niespodzianki. Musisz poczekać do jutra.
-To strasznie długoo...- przeciągnęła
-Ja jakoś umilę ci czekanie słońce.- powiedziałem i ją pocałowałem
Na początku nasz pocałunek był delikatny i subtelny ale potem przerodził się w prawdziwą walkę języków. Moje ręce od razu powędrowały pod koszulkę Marceli, a ona też nie była mi dłużna. Reszty możecie się domyslać ale jedno wam powiem... było wspaniale.
Kiedy się obudziłem Marceliny nie było już w łóżku. Przetarłem oczy i wstałem. Ubrałem bokserki i zacząłem szukać mojej narzeczonej. Okazało się że na blacie na wyspie kuchennej stał cały talerz kanapek a w ekspresie jest cały dzbanek świeżo zaparzonej kawy. Zdziwiłem się ale kiedy podszedłem do drzwi łazienki okazało się że są zamknięte. No tak... Marcela i łazienka to nierozłączny wręcz duet. Nalałem sobie kawy do kubka z logiem Resovi i usiadłem na krześle obok kanapek. Po jakiś 15 minutach z łazienki wyszła moja wybranka. Strój miała dosyć intrygujący więc spytałem
-Wybierasz się gdzieś?
-O już nie śpisz. Idę trochę pobiegać chcę pooddychać świeżym powietrzem.- uśmiechnęła się i założyła na siebie bluzę w kolorze dresu i zapięła ją zostawiając pod biustem rozpięte
-Yhym no nie śpię. A mogę się wybrać z tobą?
-Jeśli się pośpieszysz to możesz iść ze mną.- mrugnęła do mnie i upiła ode mnie łyk kawy
-Daj mi dwie minuty ok?- spytałem
-Czekam na ciebie na dole.- uśmiechnęła się do mnie i poszła w stronę drzwi
Poderwałem się z miejsca i szybko z szafy wyjąłem dres. Ubranie się zajęło mi dosłownie trzy minuty. Szybko zamknąłem mieszkanie i zbiegłem po klatce schodowej w dół.
Przed blokiem zobaczyłem ja jakiś koleś zagaduje mi Marcelę. Szybko podszedłem do nich i zagadałem:
-Jestem skabie.- powiedziałem i uśmiechnąłem się do brunetki
-Super. To co lecimy?- spytała
-Jasne.- odpowiedziałem
-No to my musimy uciekać miło było zamienić z tobą te kilka zdań. Do zobaczeenia.- uśmiechnęła się do tamtego typa a chwilę potem biegliśmy przez park ramie w ramię
-Kto to był?- spytałem
-Ale że kto?
-Ten typ spod bloku.
-Nasz nowy sąsiad z bloku obok. Chciał się przywitać tylko. Jest lekarzem.- powiedziała
-Taki młody i już lekarz?- zdziwiłem się
-Tak się złożyło że ja też się zdziwiłam ale on ma 28 lat. Tylko wygląda na tak młodego.- westchnęła
-Ooo widzę że sporo o nim wiesz.
-Znowu będziesz zazdrosny?- rozesmiała się
-Nie.!- zaprzeczyłem niezgodnie z prawdą
-Oj Zbyszek ale ty jesteś zabawny.- ruszyła do przodu
-Ta niespodzianka to był jednak dobry pomysł.- mruknąłem
-Mówiłes coś?- odwróciła się
-Nie nie.- od razu odpowiedziałem
Po powrocie do domu po kolei każde z nas wzięło prysznic. Uzgodniliśmy że od tej pory będziemy biegać razem. Zjedliśmy śniadanie a potem kazałęm się Marceli szykować do wyjścia. Ja sam założyłem jeansy z dziurą na kolanie, czarne nike z białym znakiem, białą dopasowaną podkoszulkę a na to czarną kurtkę. Marcela ubrała czarne rurki, brązowe botki na obcasie, brązowy płaszczyk i czarny szalik.
Całą drogę pytała mnie co to za niespodzianka a ja coraz bardziej zaczynałem się martwić czy niespodzianka się jej spodoba. Wymysliłem to jakiś tydzień po urodzinach Marceliny i mam nadzieje że wszystko wypali. Jakiś kilometr przed metą naszej podrózy mimo wielu sprzeciwów zawiązałem Marceli oczy. Kiedy dojechalismy wziąłem ją na ręce i zaniosłem w odpowiednie miejsce. Widziałem jej podekscytownie i serce zaczęło podchodzić mi do gardła. Powoli odwiązałem jej chustę z oczu a kiedy otworzyłą oczy jej mina była.... sam nawet nie wiem jaka.
---------------------------------------------------------
niedziela, 26 lipca 2015
Rozdział 55.
<Michał>
Wszystko było pięknie. Marcela odwzajemniła mój pocałunek i może coś więcej wynikło by z tego gdyby do pokoju nie wkroczył Karol. Ten to jak zwykle ma poczucie czasu. Marcela odskoczyła ode mnie i z przerażeniem w oczach spojrzała na Kłosa. Ten tylko spojrzał na mnie z pogardą w oczach
-Nie sądziłem że posuniesz się do tego.- westchnął patrząc na mnie
-O co ci chodzi.- spytałem
-O Marcelę. Tyle razy cię prosiłem odpuść ale widzę że ty nic nie rozumiesz.
-O czym ty mówisz? - spytała Marcela
-O niczym.- wtrąciłem
-O niczym tak?! Czyli niczym jest to że od dawna planowałeś rozbić związek Marceli i Zbyszka. Widzę że ci się udało. Omotałeś ją od nowa...
-Michał o czym on mówi?- Marcela spojrzała na mnie ze łzami w oczach
-Ja cie kocham i próbuje odzyskać. Już dawno kombinowałem jak to zrobić ale teraz wiem że ty też mnie no wiesz. Teraz możemy spróbować od nowa.
-Wyjdź.- powiedziała już płacząc
-Co? Co ty mówisz?
-Wyjdź nie słyszysz. Nie chcę cię znać. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Wynoś się.!- krzyknęła
-Nie myslisz tak...
-Nie rozumiesz po polsku?! Wynocha.- pokazał mi palcem na drzwi
Wściekły na Kłosa wyszedłem z ich pokoju. To nie koniec. Teraz mogę powiedzieć Zbyszkowi o tym pocałunku a wtedy będzie "BUM" i po miłości. Mimo wszystko ale z uśmiechem udałem się na trening.
<Marcela>
Jak to się stało że uległam pocałunkowi Michała. Już nie wiem co robić i co mysleć. Dobrze że Karol wszedł do pokoju i przerwał ta sytuację bo nie wybaczyłabym sobie gdybym zdradziła zbyszka. Chociaż i tak już to zrobiłam. Kiedy Michał wyszedł z pokoju ja od razu wtuliłam się w Kłosa.
-Już spokojnie.- ten pogładził mnie po plecach
-Co ja zrobiłam? Jestem suką. Ja mogłam zrobić to Zbyszkowi....
-Spokojnie to tylko pocałunek. Zbyszek zrozumie. Musimy iść trener cie woła. Wytrzyj oczy i chodźmy.- uśmiechnął się Karol
-A co jak nie zrozumie?
-Powiem mu jak było. O nic sie nie martw.
-No dobrze. Chodźmy- westchnęła
Na salę szliśmy w całkowitej ciszy. Karol tylko obejmował mnie ramieniem. Gdy dotarlismy na miejsce chłopaki zawzięcie ćwiczyli. Zbyszek posłał mi całusa w powietrzu i wrócił do ćwiczenia zagrywki. Wtedy spojrzałam na Michała który też posłał mi całusa. Dobrze że Zbyszek tego nie zauważył.
Stephane zarządził 5 minut przerwy i wtedy Zbyszek podszedł do mnie
-Co tam Marcela? Coś źle wyglądasz....
-Bo ja ci muszę cos powiedzieć.- westchnęłam
-Co sie stało?- wystraszył się
-Po pierwsze to nie jej wina. To Michał odkąd tu przyjechał knuł jak rozwalić to co jest między wami. Wykorzystał moment i tyle.- wtrącił Karol
-To nic nie znaczyło. Kocham cię najbardziej na świecie i nie mogę stracić.
-O co chodzi?- Zbyszek sie poddenerwował
-Michał mnie pocałował. Przepraszam.- rozpłakałam się
-Co?- Zbyszek wybuchł
-Nie denerwuj się na nią. To nie jest jej wina. Kilka razy przyłapałem na knuciu przeciwko wam. Omotał ja i tyle.- odezwał sie Karol
-Gdzie on jest?- krzyknął Bartman i ruszył w jego stronę
-Zbyszek nie rób głupot.- krzyknęłam za nim
-Ja pierdole. To się teraz zacznie.- wtrącił Karol i pobiegł za nim
-Ty huju.!- powiedział do Michała Zbyszek i wymierzył mu solidny cios
-Zbyszek błagam.!- podbiegłam do niego
-Co?- spojrzał na mnie z wyrzutem
-Stephane patrzy. Nie rób sobie problemów on nie jest tego wart.
-Kochasz go? Czujesz coś do niego? Pytam się.!!!
-Co ty bredzisz. Kocham ciebie a nie jego.- wzięłam w dłonie jego twarz
-A ten pocałunek....
-Pomyłka.- wtrąciłam
-Ufam ci.- przytulił mnie
-Chłopaki co to miało być?- podszedł do nas Antiga
-Nieporozumienie i tyle. Przepraszam.- powiedziałem
-Ostatni raz takie numery. Bierzemy sie do roboty.- westchnął i odwrócił na pięcie
Widziałam jak Zbyszek wszystkie piłki śle na Michała a on biedny nie radził sobie z siłą ataków Bartmana. Zbyszek zawsze gra ostro kiedy jest wściekły.
Trening skończył się po dwóch godzinach. Chłopaki nieźle wymęczeni bez słowa ruszyli w kierunku szatni.
----Dwa dni później----
<Marcela>
Przez ostatnie dni Zbyszek i Michał omijali się szerokim łukiem. Nie wiem jak sobie z tym poradzić bo wiem że w drużynie nie powinno być zgrzytów. Dzisiejszy dzień jest mega upalny więc Stephane zarządził basen. Przyjemne z pożytecznym. Ubrałam strój kąpielowy i razem ze Zbyszkiem ruszylismy w stronę basenów. Po drodze spotkaliśmy też duet Kłos i Wrona i tak we czwórkę dotarliśmy na miejsce. Jak się okazało oprócz siatkarzy na basen wybrali się piłkarze. Ułożyłam się wygodnie na leżaku z okularami na nosie i skupiłam sie na dopracowywaniu opalenizny. Po chwili usłyszałam nad głową
-Cześć piękna.- to Kuba Błaszczykowski
-No hej. Co tam?- zdjęłam okulary
-W sumie to nic. Cieszę się że jednak nie wyjechałaś ze Spały.- usiadł obok mnie
-No doszliśmy ze Zbyszkiem do porozumienia.- uśmiechnęłam się
-Cieszę się. Mogę się przyłączyć do opalania?
-Jasne.- odpowiedziałam
Jakieś 5 minut przeleżałam na leżaku bo niestety potem siatkarzom wymyśliło się że wrzucą mnie do wody. Niestety ja nie miałam jak się sprzeciwić no i wylądowałam w wodzie. Oczywiście okazało się że pomysłodawcą był Karolek i wykonawcą w sumie też był on. Mimo wszystko nie wpadłam w złość tylko zwyczajnie zaczęłam się śmiać.
Podpłynęłam do brzegu basenu i oparłam się o brzeg. Takie siedzenie w wodzie też jest przyjemne. Chwilę potem koło mnie pojawił się Wojtek Szczęsny i Kuba Błaszczykowski. Za nim przypłynęli Robert Lewandowski i Piszczek.
-Nie zgłupiałaś z nimi jeszcze?- spytał Wojtek
-Z kim? Z siatkarzami?- spojrzałam na niego
-No tak.
-Nie ja ich uwielbiam. Są moją rodziną i nigdy nie znudzi mi się ich towarzystwo.
-Serio?-zdziwił się Robert
-Serio.
-A Zbyszek? Wy jesteście tak na serio razem?- teraz spytał Wojtek
-Tak, kocham go.
-Ej halo. Co się tu wyprawia?- podpłyneli Igła, Karol i Wronka
-Nic tak sobie gadamy.- wzruszył ramionami Kuba
-Yhyy no przestańcie mi bajerować Marcelę. Ona jest nasza i z daleka od niej jasne. -oburzył sie igła
-Oj Krzysiu spokojnie chodźmy pływać lepiej co?- rozesmiałam się
-No ok.- przytaknął Igła
-Żeby ci nie przyszło do głowy nas zdradzić z nimi jasne. -ignaczak pogroził mi palcem
-No jasne Krzysiu. Jak bym mogła was zdradzić skoro was uwielbiam chłopaki.- pokazałam mu język
-No i to się rozumie.- przytulił mnie
Wygłupom w wodzie nie było końca. Oczywiście królował Krzysiek który podtapiał wszystkich po kolei ale kiedy całą drużyna zmowiła srzeciwko niemu i wszyscy zaczęli podtapiać jego. Ja zadowolona usiadłam sobie na krawędzi basenu mocząc nogi kiedy podpłynął do mnie Kuba.
-I jak tam?- spytał
-Super. A jak u ciebie?
-Ok. Ale oni się o ciebie boją.- usiadł koło mnie
-Jak to? Nie rozumiem?- zdziwiłam się
-No tak to. Jak Krzysiek cię zabrał Karol jakieś 10 minut nam tłumaczył że jesteś z nimi a my mamy dać ci spokój.- roześmiał się
-Serio? Nie wierzę,- parsknęłam śmiechem
-Serio. W sumie im się nie dziwię. Gdybym miał taki skarb też bym go chronił.- spojrzał na mnie czule
-Kuba no co ty. Przestań.- zaczęłam się śmiać
-Ja nie żartuję.
-Wiesz co ja ide popływać. Idziesz?- spytałam
-Nie dzięki,- uśmiechnął się
-Ok.- powiedziałam i wskoczyłam do wody
Przez resztę pobytu na basenie nie rozmawiałam z piłkarzami. Głównie przez to że siatkarze tak zorganiozwali mi czas że co chwila był ze mną kolejny z nich.
Po powrocie z basenu przebrałam się w czarną bokserke jasne jeansowe szorty i czarne conversy. Postanowiłam przejść sie po lesie i trochę odetchnąć, Włosy spletłam w kłosa a na nosy założyłam Zbyszkowe Ray- bany. Jak zwykle będzie zly że je wzięłam ale ja je bardzo lubię nic na to nie poradzę.
Wyszłam z ośrodka i skierowałam się w stronę lasu kiedy zobaczyłam przed sobą piłkarzy. Konkretnie to Kuba i Wojtek szli w moją stronę,
-No hej piekna. Dokąd się wybierasz?- spytał Wojtek
-No hej przystojniacy. Na spacer idę.- uśmiechnęłam się
-Tak sama? A gdzie twoi ochroniarze?- znowu spytał Szczęsny
-Nie rozumiem..
-No siatkarze.- dodał Kuba
-Nie zawsze są obok mnie. Ja też potrzebuje pobyć sama.
-No jasne. Pilnują cię jakbys była ich nową zabawką.- roześmiał się Wojtek
-Może to tak wygląda ale...
-Już się nie tłumacz. Te cioty się boja poprostu że ich olejesz i zkumplujesz się z nami i tyle.
-W takim razie nie mają się o co martwić. Pójdę już. Aaaa i te jak ich nazwałeś "cioty" ostatnio nieźle dali wam popalić w meczu więc ja bym ich tak nie nazwała. Ciaoo.- pomachałam im i poszłam w swoją stronę
Do Kuby nie mam nic, jest całkiem fajny ale Wojtek mnie wkurza. Za bardzo pewny siebie burak nic więcej. Lepiej niech się trzyma ode mnie z daleka bo nie pałam do niego sympatia.
Po prawie godzinnym spacerze wróciłam do ośrodka. Już miałam iść w stronę windy kiedy ze schodów zbiegł zdyszany Ignaczak.
-Marcela. Wkońcu jesteś.- wysapał
-Co się stało?
-Bo.... bo......- zaczął
-Wyduś to z siebie wkońcu.!
-Zbyszek ma kontuzje.!- powiedział
-Coo?!- krzyknełam
-No Stephane wzywa cię do konferencyjnej.
-Ja idę do Zbyszka.!- ruszyłam w stronę schodów
-Nie.! Zibi jest z Antigą w konferencyjnej.- wydukał
-Chodźmy.- pociągnęłam go za rękę
Jeszcze nigdy tak nie pokonałam schodów jak teraz. Chcę jak najszybciej zobaczyć Bartmana. Bez pukania weszłam do sali a wtedy usłyszałam grupowe "Niespodzianka". To co zobaczyłam mnie mega zdziwiło. Cała drużyna i sztab zebrali się w sali. Dopiero teraz dotarło który jest dzisiaj. No tak przecież dziś wypadają moje urodziny. No śmieszne.... zapomniałam o własnych urodzinach. Na samą myśl chce mi się śmiać ale staram się zachować powagę kiedy cała załoga załoga śpiewała mi "Sto Lat"
-Wszystkiego Najlepszego mała. Jak mogłaś zapomnieć?!- pierwszy podbiegł do mnie Igła
-Dzięki Krzysiu.- mocno się w niego wtuliłam
-Igła spadaj teraz ja. Kochanie życzę ci wszystkiego co najlepsze, spełnienia wszystkich marzeń i przede wszystkim miłości.- Zbyszek odepchnął ode mnie Ignaczaka
-Dziękuje skarbie.- powiedziałam i złożyłam na jego ustach pocałunek
-Ej, ej całowanie potem teraz tort i świeczki.- wtrącił Karol i kiedy odsunęłam się od Zbyszka zobaczyłam obok Kłosa z tortem i zapalonymi świeczkami
Po tym jak zdmuchnęłam świeczki i odebrałam od każdego z osobna komplet życzeń przyszedł czas na prezenty. Od Stephana dostałam koszulkę reprezentacyjną z moim nazwiskiem od Igły bransoletkę a od Zbyszka moje ulubione perfumy.
Stephane odpuścił popołudniowy trening nawet zezwolił chłopakom na słodycze i odrobinę alkoholu. Sam nawet skosztował jednego i drugiego. Zabawa trwa w najlepsze kiedy Zbyszek porywa mnie w kąt sali.
-Co się stało?- spytałam
-Mam cos jeszcze dla ciebie.- uśmiechnął sie
-Co takiego?
-Proszę...- podał mi małe zawiniątko z materiałowej chusteczki
-Pierścionek?- spojrzałam na niego zaskoczona widząc pierścionek który niedawno podarował mi na zaręczyny
-Chcę żebyś została moją żoną. Kocham cię.- powiedział
-Ja też bardzo tego chcę. Kocham cię.- odpowiedziałam i założyłam pierścionek
-W takim razie mam kolejny prezent.- wyszczerzył się
-No co ty? Oszalałeś?- roześmiałam się
-Nie.... chociaz może i tak. Oszalałem.- podał mi pudełeczko
-Co to takiego?
-Otwórz.- uśmiechnął się
-Obrączki? Są piękne...- wzruszyłam się
-Podobają ci się?
-Oczywiście, Są śliczne.- powiedziałam i go pocałowałam
-Chcę wziąć ślub jeszcze w tym roku.
-Dobrze. Zgadzam się.
-Co tu tak gruchacie gołąbeczki hmm?- koło nas pojawił się niezastąpiony Igła i jego kamera
-Rozmawiamy.- powiedział ucieszony Zbyszek
-Ohhoho coś nasz pan Bartman jest ucieszony. Co jest tego powodem?!- spytał Igła
-A to że szykuje się nam impreza. I to niedługo bo...- zaczął Zbyyszek
-Bo niedługo zostanę panią Bartman.- przerwałam mu i pokazałam obrączki do kamery
W kilkanaście sekund wiadomość o planowanym przeze mnie i Zbyszka ślubie rozeszła się po całej sali. Odebraliśmy od wszystkich gratulacje i wróciliśmy do świętowania, No cóż teraz mamy dwa powody do tego by świętować.
-----------------------------------------------
Jestem :P
Ten rozdział pisał sie dosyć dłuuuugo ale w końcu się pojawił co najważniejsze :P
Piszę teraz dwa blogi co wymaga podwójnej uwagi ale postanowiłam sobie że dam radę skończyć oba i słowa dotrzymam :)
Mam nadzieje że jesteście jeszcze ze mną i trzymacie kciuki za mnie i za ten bloog :) Życzcie mi powodzenia bo napewno mi się to przyda... :P
niedziela, 12 lipca 2015
Rozdział 54.
<Marcela>
Obudziłam się wypoczęta i szczęśliwa. No bo przecież obok zobaczyłam mojego Zbyszka a do szczęścia niczego więcej mi nie trzeba. uśmiechnęłam się delikatnie i spojrzałam na moją komórkę leżącą na stoliku koło łóżka. Wzięłam ją do ręki i wtedy okazało się że jest dopiero kilka minut po 5 rano. Bandaż na ręce przypomniał mi co się wczoraj stało. To nie był zły sen a ja na serio miałam ten cholerny wypadek. jedyna dobra rzecz jaka z tego wynikła to to że ja i Zbyszek się dogadaliśmy i w końcu wszystko wróciło do normy. Chciałam obrócić się w stronę śpiącego obok atakującego ale wtedy poczułam pulsujący ból głowy. No tak głowę sobie też uszkodziłam. Gdybym nie zachowała się tak samolubna i nie postanowiła wyjechać i uciekać od naszych problemów to nic by się nie stało a tak to teraz cierpię.
Delikatnie tak żeby nie obudzić Bartmana wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Poczułam że muszę wziąć długi odprężający prysznic. Chcę zmyć z siebie zmęczenie dni poprzednich i złe samopoczucie.
Wzięłam w rękę świeżą bieliznę i zamknęłam się w łazience. pod prysznicem spędziłam dłużej niż pół godziny. Ta letnia woda spływająca po moim nagim ciele orzeźwiła mnie i przywróciła chęć do życia. Wydepilowałam całe ciało i nałożyłam balsam o moim ulubionym zapachu granatu z piwonią, Kiedy wysuszyłam włosy zorientowałam się że jest już przed siódmą i Zbyszek zaczął pukac mi do łazienki. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z pomieszczenia
-O której ty kochanie wstałaś? Coś się stało że tak wcześnie postawiłaś się na nogi. Źle się czujesz?- spytał mnie atakujący
-Nic się nie stało Zbysiu. Poprostu nie mogłam spać więc postanowiłam się odświeżyć i trochę mi się zeszło.- uśmiechnęłam się do niego delikatnie
-Na pewno dobrze się czujesz?
-Tak słońce. Trochę boli mnie głowa ale lekarz mówił że tak będzie. W kieszeni żakietu mam przepisane od niego leki. Po śniadaniu wezmę i mi przejdzie,- zaczęłam grzebać w walizce w poszukiwaniu ubrań
-No dobrze ale jakby się coś działo masz mówić tak?!- obrócił mnie w swoją stronę i objął w pasie
-Oczywiście. Bez bicia się przyznam jak tylko źle się poczuję chociaż mam nadzieję że nie będzie potrzeby.- powiedziałam i pocałowałam go w usta
-Idę pod prysznic a potem śmigamy na śniadanie.
-Okej. Masz jakieś 40 minut.- powiedziałam i wróciłam do wybierania ubrań
Kiedy spojrzałam przez okno długo się nie zastanawiałam i wybrałam taki zestaw i do tego białe conversy. Włosy spięłam wysoko w kucyka i nałożyłam delikatny makijaż tak by nie wyglądać jak straszydło. Kiedy skończyłam robić kreski linerem z łazienki wyszedł Zbyszek. Już mieliśmy wychodzić z pokoju kiedy wpadli do nas Kłosik i Wronka,
-No Marcelino piękna nasza, Jak się czujesz?- od razu odezwał się Karol i nawet nie wiem kiedy wylądowałam w jego objęciach
-Dobrze Karolku się czuję dziękuję.
-Powinnaś dostać lanie za to jakiego nam stracha napędziłaś. Nie... nie umiem być zły na ciebie. Tak się martwiłem.- i znowu wylądowałam w objęciach Kłosa
-Jak tam mała? Wszystko już dobrze? - spytał Andrzej z uśmiechem
-A no dobrze dziękuję Andrzejku.- odpowiedziała dalej w uścisku Karola
-Ej no bo ją udusisz baranie- westchnął Wrona
-Wcale nie, Ja jej tylko pokazuje jak bardzo sie o nią martwiłem.
-Zaraz ją połamiesz.
-To że ty jesteś nieczuły nie znaczy że ja też.
-Ja nieczuły.? co ty bredzisz?- Wrona zrobił wielkie oczy
-No takk no. Fani lubią mnie bardziej bo ty taki z kamienia jesteś. -odpowiedział mu Kłos
-Ale bredzisz wcale nie jestem nieczuły. Uroiłeś to sobie.
-Dlatego właśnie twoja dziewczyna żali się mojej że jej nie przytulasz i nie mówisz jej że ją kochasz.
-Co? Nie wierze w to.- Andrzej ewidentnie sie wystraszył
-No dobra teraz to żartowałem ale przyznaj że jesteś nieczuły.
-Nie przyznam ci tego....
-Ej ej najlepiej jak przestaniecie się sprzeczać i pójdziemy na śniadanie.- wtrąciłam
-No i to jest dobry pomysł.- poparł mnie Zbyszek
-No to chodźmy.-- znowu odezwał się Kłos i przepuścił mnie w drzwiach
Na stołówkę dotarliśmy jako jedni z pierwszych. Przed nami był Zatorski, Winiar, Mariusz i Cichy Piotrek. Razem ze Zbyszkiem usiedliśmy przy stoliku przy którym zawsze siadamy. Zaraz koło nas pojawił się Igła, Fabian i Rafał Buszek. Jak to chłopaki mówią "Soviacy siadaja razem".
Szybko pochłonęłam moje musli i sok pomarańczowy. Wiadomość o moim wypadku obiegła cały ośrodek. Prawie każdy siatkarz podchodził i pytał jak się czuję. Trochę mnie to męczyło już ale to takie miłe że aż tak sie przejęli moim zdrowiem.
Po śniadaniu poszłam do pokoju żeby zadzwonić w sprawie mojego stażu. Teraz kiedy wszystko się wyjaśniło to chcę zostać i kontynuować naukę obok Olka- fizjoterapeuty kadry.
Nieźle się musiałam nagimnastykować żeby odkręcić wszystko ale na szczęście się udało i mogę zostać w ośrodku. Już miałam wyjść z pokoju i iść na halę gdzie za chwilę ma się odbyć poranny trening. Wtedy odwiedził mnie Michał
<Michał>
Postanowiłem pogadać z Marcelą. Powiedziałem Stephanowi że się chwilę spóźnię bo muszę zadzwonić do Moniki w sprawie dziecka. Skłamałem ale tylko tak będę mógł się zbliżyć do brunetki. Kiedy chłopaki są w szatni ja skierowałem się do pokoju jej i Zbyszka. Chyba jej przeszkodziłem w wyjściu bo kiedy miałem zapukać ta otworzyła drzwi.
-Michał? Ty nie na treningu?- zdziwiła się na mój widok
-Chciałem z tobą porozmawiać. Już nie mogę tak dalej. Możemy?- spytałem
-Yyyy no dobra. Wejdź na chwilę.- wpuściła mnie
-Dzięki.
-To o czym chcesz rozmawiać?- usiadła na łóżku
-Bo widzisz, to nie jest takie proste mówić o swoich uczuciach.
-Michał ja jestem ze Zbyszkiem. Kocham go.- powiedziała szybko
-Wiem. Ja to wiem i postanowiłem że nie będę wam utrudniał waszej sytuacji. Chcę żebyś była szczęśliwa.
-To w takim razie o co chodzi?
-O to że gdybyś kiedyś zmieniła zdanie to wiedz że ja cię kocham jesteś miłością mojego życia. Zawsze cię będę kochał i gdybym mógł cofnąć czas nigdy nie dopuścił bym do tego żebyś odeszłą.
-Michał ja cię wtedy kochałam nad życie. Przywróciłeś mi wiarę w miłość a potem zwyczajnie zostawiłeś. Z czasem nauczyłam się kochać Zbyszka ale o tobie nie zapomną nigdy.- uśmiechnęła się
-To co było miedzy nami było wspaniałe ale wszystko zjebałem i teraz jestem nieszczęśliwy i wychowuję nie swoje dziecko.- westchnąłem
-Przykro mi Michał. Ja nie zostawię Zbyszka mimo wszystko.
-Kiedy cię zobaczyłem po tak długim czasie mojej nieobecności myślałem że serce wyskoczy mi z piersi, Ja cię zwyczajnie albo i nadzwyczajnie kocham.
-Ja nie wiem co ci odpowiedzieć. Twój widok też mnie poruszył, coś poczułam ale to nic nie zmieni.
-Czy mogę cię pocałować?- spytałem nieśmiało
-Ale Michał ja....
-Ostatni raz. Chcę ostatni raz poczuć jak smakują twoje usta.- przerwałem jej i bez pozwolenia wpiłem się w jej usta
Na początku się opierała ale potem odwzajemniła pocałunek. Jej język w tak wspaniały sposób pobudzał moje podniebienie. Chciałem żeby ta chwila trwała wiecznie. By ona już na zawsze była tylko moja, bym mógł zatrzymać moją Marcelinkę w ramionach na zawsze. Sam nie wiem kiedy moje ręce powędrowały pod jej koszulkę. Wtedy stało się to czego się obawiałem.
------------------------------------------------
Jestem :P
Chciałam zareklamować wam coś zupełnie nowego. Mam nadzieję że zajrzycie :)
http://otworzsercenamilosc.blogspot.com/
Obudziłam się wypoczęta i szczęśliwa. No bo przecież obok zobaczyłam mojego Zbyszka a do szczęścia niczego więcej mi nie trzeba. uśmiechnęłam się delikatnie i spojrzałam na moją komórkę leżącą na stoliku koło łóżka. Wzięłam ją do ręki i wtedy okazało się że jest dopiero kilka minut po 5 rano. Bandaż na ręce przypomniał mi co się wczoraj stało. To nie był zły sen a ja na serio miałam ten cholerny wypadek. jedyna dobra rzecz jaka z tego wynikła to to że ja i Zbyszek się dogadaliśmy i w końcu wszystko wróciło do normy. Chciałam obrócić się w stronę śpiącego obok atakującego ale wtedy poczułam pulsujący ból głowy. No tak głowę sobie też uszkodziłam. Gdybym nie zachowała się tak samolubna i nie postanowiła wyjechać i uciekać od naszych problemów to nic by się nie stało a tak to teraz cierpię.
Delikatnie tak żeby nie obudzić Bartmana wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Poczułam że muszę wziąć długi odprężający prysznic. Chcę zmyć z siebie zmęczenie dni poprzednich i złe samopoczucie.
Wzięłam w rękę świeżą bieliznę i zamknęłam się w łazience. pod prysznicem spędziłam dłużej niż pół godziny. Ta letnia woda spływająca po moim nagim ciele orzeźwiła mnie i przywróciła chęć do życia. Wydepilowałam całe ciało i nałożyłam balsam o moim ulubionym zapachu granatu z piwonią, Kiedy wysuszyłam włosy zorientowałam się że jest już przed siódmą i Zbyszek zaczął pukac mi do łazienki. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z pomieszczenia
-O której ty kochanie wstałaś? Coś się stało że tak wcześnie postawiłaś się na nogi. Źle się czujesz?- spytał mnie atakujący
-Nic się nie stało Zbysiu. Poprostu nie mogłam spać więc postanowiłam się odświeżyć i trochę mi się zeszło.- uśmiechnęłam się do niego delikatnie
-Na pewno dobrze się czujesz?
-Tak słońce. Trochę boli mnie głowa ale lekarz mówił że tak będzie. W kieszeni żakietu mam przepisane od niego leki. Po śniadaniu wezmę i mi przejdzie,- zaczęłam grzebać w walizce w poszukiwaniu ubrań
-No dobrze ale jakby się coś działo masz mówić tak?!- obrócił mnie w swoją stronę i objął w pasie
-Oczywiście. Bez bicia się przyznam jak tylko źle się poczuję chociaż mam nadzieję że nie będzie potrzeby.- powiedziałam i pocałowałam go w usta
-Idę pod prysznic a potem śmigamy na śniadanie.
-Okej. Masz jakieś 40 minut.- powiedziałam i wróciłam do wybierania ubrań
Kiedy spojrzałam przez okno długo się nie zastanawiałam i wybrałam taki zestaw i do tego białe conversy. Włosy spięłam wysoko w kucyka i nałożyłam delikatny makijaż tak by nie wyglądać jak straszydło. Kiedy skończyłam robić kreski linerem z łazienki wyszedł Zbyszek. Już mieliśmy wychodzić z pokoju kiedy wpadli do nas Kłosik i Wronka,
-No Marcelino piękna nasza, Jak się czujesz?- od razu odezwał się Karol i nawet nie wiem kiedy wylądowałam w jego objęciach
-Dobrze Karolku się czuję dziękuję.
-Powinnaś dostać lanie za to jakiego nam stracha napędziłaś. Nie... nie umiem być zły na ciebie. Tak się martwiłem.- i znowu wylądowałam w objęciach Kłosa
-Jak tam mała? Wszystko już dobrze? - spytał Andrzej z uśmiechem
-A no dobrze dziękuję Andrzejku.- odpowiedziała dalej w uścisku Karola
-Ej no bo ją udusisz baranie- westchnął Wrona
-Wcale nie, Ja jej tylko pokazuje jak bardzo sie o nią martwiłem.
-Zaraz ją połamiesz.
-To że ty jesteś nieczuły nie znaczy że ja też.
-Ja nieczuły.? co ty bredzisz?- Wrona zrobił wielkie oczy
-No takk no. Fani lubią mnie bardziej bo ty taki z kamienia jesteś. -odpowiedział mu Kłos
-Ale bredzisz wcale nie jestem nieczuły. Uroiłeś to sobie.
-Dlatego właśnie twoja dziewczyna żali się mojej że jej nie przytulasz i nie mówisz jej że ją kochasz.
-Co? Nie wierze w to.- Andrzej ewidentnie sie wystraszył
-No dobra teraz to żartowałem ale przyznaj że jesteś nieczuły.
-Nie przyznam ci tego....
-Ej ej najlepiej jak przestaniecie się sprzeczać i pójdziemy na śniadanie.- wtrąciłam
-No i to jest dobry pomysł.- poparł mnie Zbyszek
-No to chodźmy.-- znowu odezwał się Kłos i przepuścił mnie w drzwiach
Na stołówkę dotarliśmy jako jedni z pierwszych. Przed nami był Zatorski, Winiar, Mariusz i Cichy Piotrek. Razem ze Zbyszkiem usiedliśmy przy stoliku przy którym zawsze siadamy. Zaraz koło nas pojawił się Igła, Fabian i Rafał Buszek. Jak to chłopaki mówią "Soviacy siadaja razem".
Szybko pochłonęłam moje musli i sok pomarańczowy. Wiadomość o moim wypadku obiegła cały ośrodek. Prawie każdy siatkarz podchodził i pytał jak się czuję. Trochę mnie to męczyło już ale to takie miłe że aż tak sie przejęli moim zdrowiem.
Po śniadaniu poszłam do pokoju żeby zadzwonić w sprawie mojego stażu. Teraz kiedy wszystko się wyjaśniło to chcę zostać i kontynuować naukę obok Olka- fizjoterapeuty kadry.
Nieźle się musiałam nagimnastykować żeby odkręcić wszystko ale na szczęście się udało i mogę zostać w ośrodku. Już miałam wyjść z pokoju i iść na halę gdzie za chwilę ma się odbyć poranny trening. Wtedy odwiedził mnie Michał
<Michał>
Postanowiłem pogadać z Marcelą. Powiedziałem Stephanowi że się chwilę spóźnię bo muszę zadzwonić do Moniki w sprawie dziecka. Skłamałem ale tylko tak będę mógł się zbliżyć do brunetki. Kiedy chłopaki są w szatni ja skierowałem się do pokoju jej i Zbyszka. Chyba jej przeszkodziłem w wyjściu bo kiedy miałem zapukać ta otworzyła drzwi.
-Michał? Ty nie na treningu?- zdziwiła się na mój widok
-Chciałem z tobą porozmawiać. Już nie mogę tak dalej. Możemy?- spytałem
-Yyyy no dobra. Wejdź na chwilę.- wpuściła mnie
-Dzięki.
-To o czym chcesz rozmawiać?- usiadła na łóżku
-Bo widzisz, to nie jest takie proste mówić o swoich uczuciach.
-Michał ja jestem ze Zbyszkiem. Kocham go.- powiedziała szybko
-Wiem. Ja to wiem i postanowiłem że nie będę wam utrudniał waszej sytuacji. Chcę żebyś była szczęśliwa.
-To w takim razie o co chodzi?
-O to że gdybyś kiedyś zmieniła zdanie to wiedz że ja cię kocham jesteś miłością mojego życia. Zawsze cię będę kochał i gdybym mógł cofnąć czas nigdy nie dopuścił bym do tego żebyś odeszłą.
-Michał ja cię wtedy kochałam nad życie. Przywróciłeś mi wiarę w miłość a potem zwyczajnie zostawiłeś. Z czasem nauczyłam się kochać Zbyszka ale o tobie nie zapomną nigdy.- uśmiechnęła się
-To co było miedzy nami było wspaniałe ale wszystko zjebałem i teraz jestem nieszczęśliwy i wychowuję nie swoje dziecko.- westchnąłem
-Przykro mi Michał. Ja nie zostawię Zbyszka mimo wszystko.
-Kiedy cię zobaczyłem po tak długim czasie mojej nieobecności myślałem że serce wyskoczy mi z piersi, Ja cię zwyczajnie albo i nadzwyczajnie kocham.
-Ja nie wiem co ci odpowiedzieć. Twój widok też mnie poruszył, coś poczułam ale to nic nie zmieni.
-Czy mogę cię pocałować?- spytałem nieśmiało
-Ale Michał ja....
-Ostatni raz. Chcę ostatni raz poczuć jak smakują twoje usta.- przerwałem jej i bez pozwolenia wpiłem się w jej usta
Na początku się opierała ale potem odwzajemniła pocałunek. Jej język w tak wspaniały sposób pobudzał moje podniebienie. Chciałem żeby ta chwila trwała wiecznie. By ona już na zawsze była tylko moja, bym mógł zatrzymać moją Marcelinkę w ramionach na zawsze. Sam nie wiem kiedy moje ręce powędrowały pod jej koszulkę. Wtedy stało się to czego się obawiałem.
------------------------------------------------
Jestem :P
Chciałam zareklamować wam coś zupełnie nowego. Mam nadzieję że zajrzycie :)
http://otworzsercenamilosc.blogspot.com/
sobota, 4 lipca 2015
Rozdział 53.
<Marcela>
Kiedy otworzyłam oczy strażacy wyciągali mnie z przewróconego busa. Niewiele do mnie docierało. Głowa strasznie mnie bolała i ręka w sumie też. Od razu zajął się mną lekarz z karetki. Okazało się że mam ranę na głowie a nadgarstek jest skręcony. Miły i dosyć młody lekarz się mną zajął
-Nic pani nie jest. To tylko kilka obrażeń a ręka niedługo wróci do formy.- uśmiechnął się
-Cieszę się.- odwzajemniłam uśmiech
-Ten kierowca odpowie przed sądem za jazdę po pijanemu.- powiedział a w trakcie opatrywania mi ręki
-Tak mi się wydawało że czułam od niego alkohol.-westchnęłam
-Niech się pani nie przejmuje nie ujdzie mu to bez żadnej odpowiedzialności. Może przejdźmy na ty. Jestem Bartek.- podał mi dłoń
-Marcelina...- wymusiłam uśmiech
-Nie masz żadnych nudności czy zawrotów głowy?
-Nie. Wydaje mi się że wszystko jest okej tylko strasznie mnie boli ta ręka.
-To normalne. Wypiszę ci receptę na leki przeciwbólowe.
-Dziękuję.
-Wszystko w porządku.?- spytał
-Tak mi się wydaje. Tak właściwie muszę znaleźć moje rzeczy... - szybko się podniosłam z miejsca siedzącego
-Spokojnie.Wszystkie są tutaj. strażacy je przynieśli.- Bartek zatrzymał mnie obejmując mnie w pasie
-Yyy dziękuję. Musze zadzwonić do kogoś żeby mnie stąd zabrali.
-Powinnaś jechac ze mną do szpitala. Zleciłbym ci dodatkowe badania.- spojrzał na mnie tak jakoś dziwnie
-Nie dziękuję. Chcę jechać do domu i odpocząć.
-Jesteś pewna? Te badania ci nie zaszkodzą...
-Jestem. Na własną odpowiedzialność odmawiam badań.- westchnęłam i szybko odsunęłam się od lekarza
-Ale Marcela...- złapał mnie za ramię
-Powiedziałam że nie chcę żadnych badań.- przerwałam mu podniesionym głosem
-Przepraszam chciałem dobrze.- westchnął
-Muszę zadzwonić.- wyjęłam telefon
Zaczęło mi się kręcić w głowie kiedy szukałam numeru Zbyszka. Po chwili stwierdziłam ze tracę równowagę a wtedy poczułam że ktoś mnie złapał w pasie. To Bartek cały czas stał obok mnie.
-Pomogę ci.-powiedział
-Znajdź numer do Zbyszka.- wyszeptałam
-Dobrze już szukam.
-Sama z nim porozmawiam.- powiedziałam kiedy przyłożył telefon do ucha
<Zbyszek>
Kiedy odebrałem telefon od Marceli serce mi przestało bić. Wypadek? Jak to? Postanowiłem jak najszybciej ją tu przywieźć nie bacząc na konsekwencje.
-Co jest?- spytał Fabian
-Marcela miała wypadek. Muszę po nią jechać i to szybko.
-Ale jutro mamy trening a Stephane nie pozwoli ci go opuścić.- wtrącił Cichy
-Nie obchodzi mnie to. Muszę ją zobaczyć i to szybko.
-Nie masz auta.- wtrącił Karol
-Andrzej pożycz mi samochodu.- zrobiłem błagalne oczy
-Marcela miała wypadek. Muszę po nią jechać i to szybko.
-Ale jutro mamy trening a Stephane nie pozwoli ci go opuścić.- wtrącił Cichy
-Nie obchodzi mnie to. Muszę ją zobaczyć i to szybko.
-Nie masz auta.- wtrącił Karol
-Andrzej pożycz mi samochodu.- zrobiłem błagalne oczy
-Nie możesz prowadzić w tym stanie.- odpowiedział
-Ale ja muszę jechać po nią nie rozumiesz.- krzyknąłem
-Zawiozę cię do niej. Chodźmy.- wstał
-Dzięki stary.- ruszyłem w stronę wyjścia
Z każdym przebytym kilometrem byłem coraz bardziej niespokojny. Okazało się że Marcela jest w szpitalu więc tam sie udalismy. Kiedy wysiadłem z auta przed szpitalem cos mnie opętało. Nie wiedziałem co robie poprostu chciałem ją już zobaczyć. Pielęgniarka skierowała mnie na izbe przyjęć i tam szybko przybiegłem. Zapomniałem nawet o /Andrzeju który został gdzies z tyłu. Jedyne co sie teraz liczyło to moja Marcelina cała i zdrowa.
Na izbie przyjęć był niemały tłok więc ciężko było mi ją znaleźć,
-Marcela.!- zawołałem
-Zbyszek.!- odpowiedziała i dopiero wtedy ja zobaczyłem na końcu korytarza
-Boże nic ci nie jest?- spytałem jak tylko wziąłem ja w ramiona
-Przepraszam. Wybacz mi proszę.- wydukała płacząc
-Skarbie za co ty mnie przepraszasz co? To chyba ja nawaliłem.- pocałowałem ja w czoło
-Kocham cię bardzo.
-Ja ciebie tez maleńka. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cie kocham.- wytarłem jej łzy z policzka
-Wracajmy do ośrodka. Nie chce tu zostac ani minuty dłuzej.
-Dobrze. chodź Andrzej czeka, Dasz radę iść czy wziąć cie na ręce.
-Nie poradzę sobie nic mi nie jest.- uśmiechnęła się delikatnie
Całą drogę powrotną Marcelka siedziała wtulona we mnie, Tak bardzo się ciesze że wróciła że nic jej nie jest i że dalej mnie kocha.
Andrzej nie zadawał żadnych pytań tylko posłusznie odwiózł nas do ośrodka w Spale. Marcelina ze zmęczenia zasnęła mi na ramieniu więc wziąłem ja delikatnie na ręce tak żeby jej nie budzić i zaniosłem do naszego pokoju. Wrona w tym czasie zajął się bagażami mojej brunetki.
-Dzięki stary.- wyszeptałem kiedy odstawił walizkę Marceli
-Nie ma za co. Cieszę się że się wszystko ułożyło.- uśmiechnął się
-Dzięki stary.- wyszeptałem kiedy odstawił walizkę Marceli
-Nie ma za co. Cieszę się że się wszystko ułożyło.- uśmiechnął się
-Kiedy patrzę na nią i te jej szramy na twarzy i bandaż na ręku czuje się strasznie.
-To nie twoja wina Zbyszek. Trzeba się cieszyć że tylko tak się to skończyło.
-Nie wiem co bym zrobił gdyby....
-Nie kończ. Jest jak jest i nie przejmuj się tym już tylko się nią porządnie zajmij bo jest wykończona,
-Jeszcze raz wielkie dzięki. Do jutra.
-Do jutra.
Po wyjściu Andrzeja wziąłem szybki prysznic i położyłem się koło Marceli. Godzinami mogę patrzeć jak spokojnie oddycha i delikatnie uśmiecha się przez sen. Jej włosy pachną tak świeżo a usta mają taki soczysty malinowy kolor. Momentalnie przypominam sobie jej dołeczki kiedy się śmieje. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Tak, Zbyszek Bartman oszalał i bez pamięci się zakochał. Może to dziwne ale ta drobniutka brunetka zawładnęła całkowicie moim sercem nic na to nie poradzę. Ne wiem kiedy i na moja twarz wkrada się uśmiech. Wtedy dostrzegam jej duże brązowe oczy. Obudziła się...
-Co robisz?- pyta zaspanym głosem
-Patrzę na ciebie. Na moja ukochaną sobie patrzę.- odpowiadam
-Wariat...- roześmiała się
-Kocham cię malutka.
-Ja ciebie też wielkoludzie.- pocałowała mnie delikatnie w usta
-Ja w tym busie czułam że kierowca był pijany. Jeszcze potem słuchałam muzyki i zrozumiałam ze nie chcę uciekać od ciebie. Zrozumiałam że cie kocham i nie chce cię zostawiać. Za późno niestety.
-Co ty mówisz jakie za późno. Tak się cieszę że zadzwoniłaś do mnie. Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało.
-Jestem strasznie zmęczona i boli mnie głowa. Pozwolisz mi iść spać?- spytała
-Oczywiście skarbie. Śpij odpoczywaj a my pogadamy jutro.- pocałowałem ją w czoło i chwilę potem znowu spała
--------------------------------------------------------------------
Jestem. Wiem że się powtarzam i nawalam non stop ale teraz będzie inaczej ponieważ zainwestowałam w nowego lapka i teraz nie będzie mi szwankował sprzęt. Wybaczcie mi to mam nadzieję że nie gniewacie się aż tak
-To nie twoja wina Zbyszek. Trzeba się cieszyć że tylko tak się to skończyło.
-Nie wiem co bym zrobił gdyby....
-Nie kończ. Jest jak jest i nie przejmuj się tym już tylko się nią porządnie zajmij bo jest wykończona,
-Jeszcze raz wielkie dzięki. Do jutra.
-Do jutra.
Po wyjściu Andrzeja wziąłem szybki prysznic i położyłem się koło Marceli. Godzinami mogę patrzeć jak spokojnie oddycha i delikatnie uśmiecha się przez sen. Jej włosy pachną tak świeżo a usta mają taki soczysty malinowy kolor. Momentalnie przypominam sobie jej dołeczki kiedy się śmieje. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Tak, Zbyszek Bartman oszalał i bez pamięci się zakochał. Może to dziwne ale ta drobniutka brunetka zawładnęła całkowicie moim sercem nic na to nie poradzę. Ne wiem kiedy i na moja twarz wkrada się uśmiech. Wtedy dostrzegam jej duże brązowe oczy. Obudziła się...
-Co robisz?- pyta zaspanym głosem
-Patrzę na ciebie. Na moja ukochaną sobie patrzę.- odpowiadam
-Wariat...- roześmiała się
-Kocham cię malutka.
-Ja ciebie też wielkoludzie.- pocałowała mnie delikatnie w usta
-Ja w tym busie czułam że kierowca był pijany. Jeszcze potem słuchałam muzyki i zrozumiałam ze nie chcę uciekać od ciebie. Zrozumiałam że cie kocham i nie chce cię zostawiać. Za późno niestety.
-Co ty mówisz jakie za późno. Tak się cieszę że zadzwoniłaś do mnie. Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało.
-Jestem strasznie zmęczona i boli mnie głowa. Pozwolisz mi iść spać?- spytała
-Oczywiście skarbie. Śpij odpoczywaj a my pogadamy jutro.- pocałowałem ją w czoło i chwilę potem znowu spała
--------------------------------------------------------------------
Jestem. Wiem że się powtarzam i nawalam non stop ale teraz będzie inaczej ponieważ zainwestowałam w nowego lapka i teraz nie będzie mi szwankował sprzęt. Wybaczcie mi to mam nadzieję że nie gniewacie się aż tak
Subskrybuj:
Posty (Atom)