czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział 36.

<Marcela>

Dziś Zbyszek wyjeżdża do pracy. Wstaliśmy wcześnie, Zbyszek kończył się pakować a ja zajęłam się śniadaniem dla nas.Kiedy skończyłam przygotowywać dla nas posiłek z łazienki wyszedł Bartmam

-Będę za tym tęsknił..- złapał za kanapke
-Za śniadaniem?- zdziwiłam się
-Za twoim widokiem.- podszedł do mnie
-Zbyszek...
-Wiem, jestem cierpliwy. Spokojnie.- uśmiechnął się
-Dziękuję.
-Studia zaczynasz od środowych zajęć. Masz się zgłosić do dziekanatu tam się wszystkiego dowiesz.
-Bardzo ci dziękuję. Tak bardzo mi pomagasz.
-Przestań mi w końcu dziękować.- pocałował mnie w policzek
-Może wyjdziemy po śniadaniu na spacer co?- spytałam
-Dobry pomysł. Musze nacieszyć się twoim towarzystwem.- uśmiechnął się

Lot do Włoch ma dopiero o 18.00 więc mamy jeszcze czas na spacer po śniadaniu. Ubraliśmy się ciepło i wyszliśmy do pobliskiego parku.

-A nie mogłabyś pojechać do Włoch ze mną. Studia zaczęłabyś od października?- spytał kiedy szliśmy przez park
-Zbyszek, to nie jest dobry pomysł...
-Dlaczego?
-Bo kiedy ty wyjedziesz będę miała czas bardzo się za tobą stęsknić.- zrobiłam śliczne oczka
-Wiesz co.! Nie rób tak bo nie wyjadę.- zaśmiał się
-Jedziesz, praca czeka i bez gadania..!
-Przyznaj że chcesz mieć wolną chatę?- spojrzał na mnie
-No przecież że tylko o to mi chodzi. Już się umówiłam z Piotrkiem...- zaśmiałam się
-Z Cichym? Osz ty cholero.!- powiedział i przyciągnął mnie do siebie
-Wariat.!
-Obiecaj że poczekasz tu na mnie. Jak wrócę chcę żebyś dalej była moja...
-Obiecuję, z resztą będziemy do siebie dzwonić tak? Szybko zleci ten czas...
-Wiesz że bardzo mi na tobie zależy.!
-Wiem o tym.- spojrzałam mu w oczy
-Chodźmy do domu co?- spojrzał na mnie
-Chodźmy.!

Po powrocie do domu Zibi poszedł pod prysznic a ja usiadłam przed telewizorem. Słysząc śpiewanie
Zbyszka pod prysznicem uświadamiam sobie jak bardzo będę za nim tęskniła. Z dnia na dzień stał mi się tak bliski i na swój sposób zależy mi na nim. Sama poszłam wziąć szybki prysznic. Nałożyłam świeży makijaż i zmieniłam ubrania na to.
Ustaliliśmy ze Zbyszkiem że przed jego odlotem skoczymy gdzieś jeszcze na obiad.
Zbyszek wybrał jego ulubioną restaurację. Usiedliśmy w kącie tak żeby nikt nam nie przeszkadzał. Złożyliśmy zamówienie i zaczęliśmy rozmawiać. Zbyszek opowiadał mi o chłopakach z Resovii i o tym że sam niedługo będzie z nimi grał.
Kiedy zjedliśmy obiad i desery okazało się że musimy już jechać na lotnisko.

-Marcelka..- westchnął cicho Zbyszek
-Idź już co.! Spóźnisz się...
-Może tak było by lepiej. Widzę że nie rusza cię to że muszę lecieć.?
-Będę za tobą baaardzo tęskniła.- uśmiechnęłam się słodko
-To może dam ci coś co pozwoli ci sobie o mnie przypomnieć?- spytał
-Co?- zdziwiłam się
-Pierwszy prezent.- powiedział i szybko mnie pocałował
-Aha...- roześmiałam się
-A teraz drugi.- wyjął z kieszeni małe pudełko
-Co to jest?
-Zobacz...
-Zbyszek to śliczne dziękuję.- uśmiechnęłam się na widok tego
-Puzelek jest dla mnie. Tak żebyś o mnie pamiętała.- roześmiał się
-Dziękuję. Wspaniały prezent.- delikatnie go pocałowałam
-Musze iść..
-Wiem, proszę wracaj szybko. Widzimy się na skype tak?
-Tak widzimy się. Trzymaj się tu mała.
-Ty się trzymaj tam.- uśmiechnęłam się
-Ej ty płaczesz?- spytał zdziwiony
-No co, zależy mi na tobie tak?- udałam oburzenie
-Pierwszy raz to powiedziałaś. Że ci zależy.- uśmiechnął się
-Mam nadzieję że nie ostatni. Idź już.

Długo nie mogliśmy się rozstać ale ostatecznie Zbyszek wsiadł do samolotu. Smutno mi że zobaczę go dopiero za jakieś pół roku. Wychodzę z lotniska i jadę prosto do domu. W domu szybko wyciągam z szafki butelkę czerwonego wina i siadam przed telewizorem.
Włączyłam jakąś beznadziejną komedię romantyczną i wtedy na wyświetlaczu pojawił się jakiś obcy numer który do mnie dzwoni. Szybko odebrałam:

-Halo?
-Cześć Marcela...



<Zbyszek>


Tak strasznie chciałbym zostać w Polsce, ale niestety nie mogę. Marcela trzyma mnie na dystans i kiedy tylko staram się do niej bardziej zbliżyć odtrąca mnie.
Mimo wszystko nie pozwolę jej teraz odejść, nie po tym jak dała mi szansę. Sam nie wiem dlaczego ale ona mi się podoba, jej niewinność i delikatny uśmiech. I te oczy które są tak bardzo hipnotyzujące.
Lot do Włoch strasznie długo się ciągnął. Potem jeszcze droga do mieszkania i byłem strasznie zmęczony. Postanowiłem zadzwonić jeszcze do Marceliny. Szybko otworzyłem laptopa i zobaczyłem że jest dostępna na skype. Od razu nacisnąłem zieloną słuchawkę. Odebrała po dwóch sygnałach

-No hej siatkarzu...- na ekranie zobaczyłem uśmiechniętą brunetkę
-No hej pięknoto. Co porabiasz?- spytałem
-A siedzę. Siedzę i piję winko a ty.?
-Ja dopiero dotarłem do domu. Pijesz wino? Co świętujesz?- spytałem
-Jak to co? Wolną chatę.!- roześmiała się
-Osz ty wredna.! Poczekaj aż wrócę.!
-Co mi zrobisz?
-Oj nie chcę teraz pobudzać wyobraźni bo nie zasnę...
-Haha żartujesz?- spytała
-Nie i uwierz mi niech cię złapię...
-Najpierw mnie musisz złapać.!
-Dam radę. Tęskni mi się za tobą.- westchnąłem
-Mi też. Pusto tu bez ciebie. Masz za duże mieszkanie.!
-Pamiętasz co mi obiecałaś?- pogroziłem jej palcem
-Ale że co?- zrobiła dziwną minę
-Że będziesz grzeczna i że na mnie poczekasz. Zero adoratorów.!
-Wiem Zbysiek. Grzecznie czekam na ciebie. Wracaj szybko.- posłała mi buziaka
-No ja myślę. Myślę o tobie a teraz to niestety muszę się rozpakować, jutro z samego rana trening...- westchnąłem ciężko
-Idź rozpakuj się a potem spać żebyś miał siłę grać.
-Jutro zadzwonię.
-Dzwoń, będę czekała.
-To do jutra tak?
-Tak Zbysiu do jutra...- ostatnie co zobaczyłem to jej uśmiech



<Michał>


Dziś ma się odbyć pierwszy trening w tym roku. Bez większego entuzjazmu chwyciłem torbę ze strojem sportowym i ruszyłem na halę. W szatni jak zawsze krzyki chłopaków którzy opowiadają sobie nawzajem o tym jak zajebiście udały im się święta i sylwester. Mnie ten temat delikatnie mówiąc wkurza więc przebieram się szybko i wychodzę na halę. Chwytam po drodze za kosz z piłkami i ustawiam się na zagrywce. Każda piłka przelatuje za drugą stronę z coraz większą siłą. Kiedy chłopaki wychodzą z szatni patrzą na mnie zaszokowani. Pierwszy podchodzi do mnie Łasko:

-Ej Michał bo rozniesiesz halę.! Co jest?- spytał
-Nic.- odburknąłem
-Przecież widzimy że od kilku dni chodzisz jak struty. Piwo po treningu?
-Nie będę się wam żalił ok? Nie jestem jakąś babą.!- krzyknąłem
-Nikt ci nie każe się żalić. Martwimy się o ciebie stary...
-Nic mi nie jest.- odpowiedziałem stanowczo
-Ok.- Michał tylko westchnął i poszedł
-Gdybyś chciał jednak pogadać to wiesz że jestem...- po barku poklepał mnie Damian Wojtaszek
-Ok.- odpowiedziałem

Trening szedł mi dziś mega opornie nawet trener to zauważył. Skorzystałem jednak z propozycji Damiana i poszliśmy po treningu na piwo. Po wypiciu 3 piw dopiero zacząłem mówić to co ciążyło mi na sercu:

-Damian, życie mi się rozpierdoliło...
-Misiek jeszcze możesz wszystko naprawić. Musisz tylko znaleźć Marcelę i- zaczął
-Ona nie chce mnie znać. Zostawiłem ją mimo że przysiągłem że nigdy tego nie zrobię.- westchnąłem
-Monika nieźle tu namieszała.- kolega poklepał mnie po ramieniu
-Ona chyba sama nie wiedziała czyje to dziecko. Co ja mam teraz zrobić?
-Michał, musisz zapomnieć rozumiesz. Dookoła jest tyle lasek, Marcelina to przeszłość.!
-Chyba masz rację. Chciałbym tylko wiedzieć gdzie jest i czy cierpi tak samo jak ja...

Nie chciało mi się wracać do domu. Każdy kąt mieszkania przypomina mi o Marceli o tym że była ze mną i że było mi z nią tak cholernie dobrze. Po powrocie do domu usiadłem na kanapie i bez większego zainteresowania wlepiłem oczy w telewizor. Wtedy zadzwoniła moja komórka a na ekranie pojawił się numer zastrzeżony. Po chwili zastanowienia odebrałem:

-Halo?
-Pani Michał Kubiak?- spytał mężczyzna po drugiej stronie
-Tak. A o co chodzi i kto mówi?- spytałem
-Mam dla pana propozycję. Mam nadzieję że interesującą...




-----------------------------------------------



Jestem :)
Następny jakoś koło środy:*
Mam nadzieję że jeszcze czytacie:)
Zapraszam na coś nowego--> http://w-rytmie-siatkowki.blogspot.com/

2 komentarze:

  1. świetny ciekawa jestem co to za propozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. cos mi sie wdaje, że ta interesująca propozycja to Rzeszów, czekam co dalej

    OdpowiedzUsuń