<Marcela>
Kiedy się obudziłam i otworzyłam oczy od razu poraziło mnie światło z lampy wiszącej na suficie. Kilka minut później do sali wszedł jakiś człowiek w białym fartuchu obstawiam że to lekarz i obok niego bardzo wysoki mężczyzna w czarnym i bardzo eleganckim garniturze. Ten drugi od razu podbiegł do mojego łóżka:
-Boże Marcela tak się o ciebie bałem.
-Słucham?- zdziwiłam się
-Nie strasz mnie tak więcej. Tak się cieszę że żyjesz i nic ci się nie stało.- uśmiechnął się czule
-Przepraszam ale kim pan jest i o czym pan mówi?- spytałam wystraszona
-Co jak to kim pan jest nie żartuj tak?!- oburzył się i podniósł głos
-Pani Marcelino czy pamięta pani coś przed wypadkiem? Cokolwiek?- spytał lekarz
-Ja przepraszam ale nie. Kim jest ten człowiek doktorze?!- zdenerwowałam się
Lekarz wyprosił tamtego faceta i zaczął ze mną rozmawiać. Okazało się że nie pamiętam nic począwszy od dzieciństwa do tego jaki mamy dzisiaj dzień. Powiedział mi że mam na imię Marcelina i miałam wypadek a ten człowiek który z nim przyszedł to podobno mój narzeczony. Pogubiłam się strasznie, chciało mi się płakać no bo jak w jednej chwili mogłam zapomnieć o całym swoim życiu. Poprosiłam doktora by przekazał temu całemu Zbyszkowi który jest moim narzeczonym że chcę z nim porozmawiać. Kilka chwil potem w sali pojawił się mój niby narzeczony.
-Jak się czujesz?- spytał
-Boli mnie głowa i ręka i nogi. W sumie wszystko mnie boli.- odpowiedziałam
-To zrozumiałe wkońcu miałaś wypadek. Naprawdę mnie nie pamiętasz?- spojrzał na mnie uważnie
-Bardzo przepraszam ale ja nie pamiętam nic. Lekarz powiedział mi jak mam na imię i że podobno ty jesteś moim narzeczonym. To prawda?- teraz ja spytałam
-Tak... to prawda. Tak naprawdę trafiłaś tu w dniu naszego ślubu.- westchnął
-Czyli mieliśmy się pobrać tak?
-Tak czekałem na ciebie w kościele ale doszło do wypadku i ślub się nie odbył.
-Masz na imię Zbyszek prawda? Nie mogę zrozumieć tego że nic nie pamiętam. Jak to możliwe że całe moje życie tak umkło.- z oczu popłynęły mi łzy
-Ej nie płacz. Przypomnisz sobie ja ci pomogę.- złapał mnie za dłoń
-Ja cię nie znam. Nie wiem kim jestem kim ty jesteś.!- zabrałam swoją dłoń
-Wrócisz do domu obejrzysz zdjęcia i filmy coś ci się przypomni obiecuję.- uśmiechnął się
-Zostaw mnie samą. Wyjdź proszę.- wytarłam oczy
-Dobrze. Odpoczywaj.- powiedział i wyszedł
Po wyjściu Zbyszka poszłam spać. Liczyłam że gdy się obudzę przypomni mi się cokolwiek ale tak się nie stało.
Rano obudziła mnie pielęgniarka ze śniadaniem na tacy. W sumie jedzenie to ostatnie na co mam ochotę. Nie pamiętam co lubię jeść a czego nie. Jestem jak sierota która nie wie o sobie nic, chce mi się płakać. Skubnęłam trochę kanapki z dżemem i na tym skończyło się moje jedzenie. Jakoś koło 10;00 w mojej sali pojawił się jakiś mężczyzna. Zdziwiona usiadłam na łóżku.
-Zbyszek powiedział mi że nic nie pamiętasz. Nie bój się mnie znamy się od dawna. Znaczy znaliśmy się. Jestem Krzysiek.- podał mi dłoń
-Przepraszam. Powinnam cię pamiętać ale niestety...- westchnęłam podając mu rękę
-Spokojnie.Wszystko sobie jeszcze przypomnisz.- uśmiechnął się
-No to opowiedz mi coś o sobie i o mnie.- to dziwne ale ten człowiek wzbudził we mnie zaufanie
-A Zbyszek? Nic ci nie mówił?
-Nie za bardzo. Wiem że jestem jego narzeczoną. To prawda?
-Tak to prawda. Nie znam drugiej takiej pary jak wy.- uśmiechnął się
-Jak to?- zdziwiłam się
-Poprostu chodzi mi o to że znaleźć drugą taką dwójkę ludzi tak mocno się kochających to naprawdę ciężka sprawa. Wy jesteście tak idealnie dobrani że to aż nienaturalne.
-Chcesz mi powiedzieć że...
-On patrzy na ciebie tak jak na nikogo innego na świecie. Od kiedy cię poznał nie mówi i nikim innym jak o tobie. Dla ciebie jest gotów poświęcić wszystko. Znam go jak mało kto i uwierz mi że to najpiękniejsza miłość jaką widziałem.
-A ja? Ja też go tak kocham?- wydukałam
-Oczywiście. Miałaś ciężką młodość ale to przy nim się ustabilizowałaś. Zawsze stoisz u jego boku a kiedy ktoś cię o niego spyta twoje oczy błyszczą a uśmiech sam wkrada się na usta.
-To strasznie smutne...- westchnęłam
-Dlaczego?- zdziwił się
-Bo teraz jak mi o nim mówisz to ja nic nie czuję. Kompletnie nic.- rozpłakałam się
-Ej mała nie płacz. Wiem że nie jest ci teraz łatwo ale masz mnie. Możesz mi ufać- -przytulił mnie
-Przepraszam. Ja nie wiem co dalej z moim życiem. Nie wiem....
W szpitalu spędziłam 4 dni i codziennie przychodził do mnie ktoś nowy. Dziś czwartek i lekarz stwierdził że nie ma potrzeby żebym została dłużej na oddziele bo spokojnie mogę wrócić do domu. Tylko gdzie jest mój dom?
Zbyszek codziennie do mnie przychodził nawet po dwa razy. Opowiadał o tym co robił (jak się okazało jest siatkarzem) i przynosił gazety i owoce. Wczoraj przywiózł mi ubrania. To bardzo troskliwy facet, ma odebrać mnie i zawieźć do "naszego" domu. Obawiam się tego bo nie pamiętam go ani tego żebyśmy razem mieszkali czy żyli. Jakoś koło 14.00 zjawił się z uśmiechem na twarzy a ja mimowolnie na jego widok też się uśmiechnęłam. Zabrał moją torbę i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Zdążyłam już wcześniej odebrać wypis więc od razu możemy wychodzić.
Jak na gentelmena przystało otworzył mi drzwi od auta a potem je za mną zamknął. W aucie oprócz radia panowała cisza. Coraz bardziej bałam się powrotu do nieznanego mi domu. Wolałabym już zostać w bezpiecznym mi szpitalu ale niestety nie ma takiej opcji. Kiedy stanęłam w drzwiach naszego mieszkania serce biło mi jak oszalałe. Weszłam do mieszkania w którym było bardzo jasno i co dziwne czysto. Zaczęłam spacerować po salonie i patrzeć na stojące lub leżące tam przedmioty. Pełno zdjęć przedstawiających mnie i Zbyszka, czyli faktycznie jesteśmy lub byliśmy razem.
-Napijesz się czegoś?- słyszałam jego głos z salonu
-Herbaty jeśli można.- odpowiedziałam
-Wszystko ok?- spytał podając mi kubek z parującą herbatą
-Tak tylko tak ciężko mi się na to patrzy. Te zdjęcia...
-Jeśli chcesz to je pochowam.- przerwał mi
-Nie, poprostu ciężko mi z tym że nie pamiętam tych chwil.- odpowiedziałam
-Spokojnie. Powoli przypomnisz sobie wszystko.- uśmiechnął się czule
-Czy mogłabym się gdzieś przebrać w coś wygodniejszego?- spytałam
-Jasne. Garderoba jest tam, szafa po lewej jest twoja.- pokazał mi czarne drzwi
Zabrałam swoje ubrania, z utrudnieniem bo gips na ręce mocno mi przeszkadza ale udało się. Z zażenowaniem spytałam Zbyszka gdzie jest łazienka i poszłam się odświeżyć.
Przebrana i z rozczesanymi włosami wyszłam do Bartmana który rozsiadł się w salonie na kanapie a na stoliku obok stał już kubek z moją herbatą.
-Co robisz?- spytałam
-W sumie to nic. Może obejrzymy jakiś film.?
-Mam do ciebie kolejną prośbę... wydukałam
-Słucham cię uważnie?!- uśmiechnął się
-Umiesz pleść warkocza?
-Słucham?- roześmiał się
-No co? Te włosy mi przeszkadzają...- westchnęłam
-Siadaj tu koło mnie...- poklepał miejsce obok siebie
Okazało się że Bartman umie robić warkocze i zrobił mi starannego warkocza na bok. Zadowolona chwyciłam za herbatę. Zbyszek zaczął skakać po kanałach w telewizorze kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Lekko wystraszona wyprostowałam się co spowodowało ukłucie bólu. Do salonu wparowało chyba z dziesięć osób i oni wszyscy byli uu mnie w szpitalu. Rozpoznałam tylko Krzyśka i Piotrka Nowakowskiego a reszta była mi obca. Zaczęli mnie przytulać i pytać jak się czuję a mnie zaczęło to przerastać.
-Co robicie?- spytał jak się okazało Fabian
-Szukamy film.- westchnął Zbyszek
-Mam pomysł.- krzyknął ucieszony igła i podpiął swoją kamerę pod plazmę w salonie
Na ekranie ukazało się nagranie na którym siedzimy wszyscy nad basenem. Ja objęta przez Zbyszka a reszta w wodzie. Z zainteresowaniem zaczęłam oglądać jak chłopaki się wygłupiają do kamery. Wszyscy na raz zaczęli mi tłumaczyć co i jak a ja zwyczajnie miałam tego dosyć.
-Przepraszam was bardzo ale chciałabym odpocząć. Nie obrazicie się jeśli...
-Nie oczywiście. Idź się połóż.- odpowiedział Bartek Kurek
-Dziękuję wam za odwiedziny. To bardzo miłe.
Jak tylko weszłam do gościnnego usłyszałam jak chłopaki debatują na temat mojego stanu. Z moich oczu mimowolnie polały się łzy. Z bezsilności bo czuję się strasznie. Jak mogłam zapomnieć o całym moim życiu. Jak mogło umknąć mi uczucie do Zbyszka, jak mogłam zapomnieć o przyjaźni z tymi ludźmi. Kim ja jestem do cholery?! Nie wiem nic nie mam pojęcia kim jestem co t właściwie robię a co najgorsze nie wiem co dalej. Zsunęłam się po ścianie i zalałam się łzami bo ostatnio to jedyne co potrafię kiedy nikt nie widzi- płakać.
<Zbyszek>
Po tym jak Marcela opuściła salon chłopaki zaczęli mnie pytać co z nią i czy coś sobie przypomniała. Niestety odpowiedziałem że bez zmian, a oni po chwili zrezygnowani wyszli.
Postanowiłem zobaczyć co z Marceliną więc udałem się po pokoju w którym ma spać.
Kiedy wszedłem do pokoju zobaczyłem jak siedzi na podłodze i zanosi się płaczem
-Boże Marcela co się stało?- szybko usiadłem obok niej
-Jestem beznadziejna.- wyszlochała
-Co ty mówisz..- zaprzeczyłem
-No tak. No bo jak mogłam zapomnieć osobę którą podobno tak cholernie mocno kochałam, jak mogłam zapomnieć całe swoje życie?!- krzykneła
-To był wypadek. Przypomnisz sobie.
-A co jeśli nie? Co jeśli nie przypomnę sobie kim jestem i kim wy wszyscy jesteście co?! Pomyślałeś o tym.- spojrzała na mnie
-Marceluś no co ty. Nie biorę tego pod uwagę, na pewno pamięć wróci zobaczysz.- uśmiechnąłem sie
-Ja nic nie wiem. Nie wiem co tu robię, dlaczego tak cie kocham to jest straszne rozumiesz. Ty mnie kochasz a ja nie czuje do ciebie nic.
-Przypomnisz sobie to kwestia czasu.- westchnąłem z lekkim ukłuciem w sercu
-Chcę zostać sama. Przepraszam.- powiedziała nawet na mnie nie patrząc
Bez słowa wyszedłem z jej pokoju. Zabolało mnie kiedy powiedziała że nie czuje do mnie nic ale to zrozumiałe skoro mnie nie pamięta. Nie wiem co mogę zrobić żeby było lepiej, to co nas spotkało to jakaś cholerna kara tylko za co.!/? Co takiego zrobiliśmy że nie możemy być szczęśliwi tylko non stop ktoś tam rzuca nam kłody pod nogi.??
----------------------------------------
Sytuacja się skomplikowała. Kto wie co będzie dalej... to wiem tylko ja :P
wtorek, 15 marca 2016
czwartek, 25 lutego 2016
Rozdział 61.
<Marcela>
Postanowiłam odpuścić Zbyszkowi ten głupi wybryk w końcu jutro bierzemy ślub. Chciałam go przytrzymać w niepewności ale to nie w moim stylu i najzwyczajniej w świecie się pogodziliśmy.
-----------
Biorę głęboki oddech. Zamykam delikatnie oczy i uśmiecham się sama do siebie. Nadal szumi mi w głowie po panieńskim który odbył się 3 dni temu. Wspominam w głowie jak wyszalałam się z Olą od Piotrka Nowakowskiego Iwonką Ignaczak Alą od Fabiana i Kamilą od Rafała Buszka. Dziewczyny chciały żebym zapomniała że wychodzę za mąż sama nie rozumiem dlaczego.?! No bo przecież nie mogę być bardziej szczęśliwa. Kosmetyczka właśnie kończy pracę nad moim makijażem. Jest delikatny tylko na powiekę nałożyła delikatny efekt brązu i czerni tak że oko wygląda na przydymione. Bardzo mi się to podoba właściwie to tego oczekiwałam. Włosy mam delikatnie spięte tak że opadają mi na plecy. Paznokcie pomalowane na blady róż i biel a na serdecznym palcu lśni pierścionek zaręczynowy. Nie dociera do mnie że za parę godzin będę miała męża. Kiedy kosmetyczka skończyła swoją pracę mama Zbyszka powoli pomogła mi ubrać suknię ślubną. Miała to zrobić Iwonka i Ola ale nie mogłam odmówić przyszłej teściowej i to nie dlatego że jej nie lubię czy coś w tym stylu ja poprostu widzę że to dla niej ważne. Ola i Ala w tym czasie pojechały po Zbyszka i obiecały zająć się nim tak żeby w idealnym stanie trafił do kościoła. Już miałam schodzić na parter kiedy zatrzymała mnie mama Zbyszka
-Skarbie poczekaj... jako że twojej mamy nie będzie na ślubie to chcę żebyś wiedziała że od dziś to ja jestem twoją mamą i możesz do mnie przyjść ze wszystkim.- uśmiechnęła się czule
-Dziękuję bardzo. To tak dużo dla mnie znaczy.- mocno wtuliłam się w teściową
-Nie masz za co dziękować dziecko. A teraz rzecz ważniejsza. Musisz mieć coś nowego więc masz kolczyki, coś starego tak więc proszę to łańcuszek który dostałam od mojej mamy. Nie jest specjalnie piękny ale myślę że będzie pasował...- podała mi śliczny złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie serduszka
-Coś pożyczonego masz ode mnie...- uśmiechnęła się Iwona i podała mi spinkę do włosów, miała pełno brylancików pięknie lśniła we włosach
-Jest piękna... i łańcuszek też. Dziękuję wam bardzo.- rozczuliłam się
-Na koniec coś niebieskiego.- Iwonka zamachała mi podwiązką
Kiedy ubrałam wszystko pod dom podjechał Krzysiek. Auto wynajął Zbyszek tłumacząc że pod kościół muszę podjechać jak księżniczka. Cudem udało mi się odwlec go od pomysłu długiej białej limuzyny z czego bardzo się cieszę. W aucie ze mną jedzie tylko Krzysiek i Iwona.
W trakcie drogi do kościoła panuje wesoła atmosfera. Krzysiek co chwila rzuca sucharami żeby tylko mnie rozbawić. Iwona też prawie płacze ze śmiechu aż obie boimy się o nasz makijaż. Niestety zaczął pruszyć śnieg więc Krzysiek który jest wzorowym kierowcą zwolnił. Zaczęłam się trochę denerwować czy zdążymy ale Ignaczak mnie uspokoił że w kościele będziemy przed czasem. Dla rozładowania atmosfery delikatnie podgłosił radio gdzie już od niedawna zaczęli puszczać typowe piosenki świąteczne. Razem z wokalistą zespołu Wham zaczęłam nucić refren dobbrze znanej piosenki "Last Christmas".
Wszystko było ok kiedy w pewnym momencie usłyszałam krzyk Krzyśka:
-Co on wyprawia? Pojebało go?!
-Krzysiek zrób coś.!!!- krzyknęła Iwona i następne co pamiętam to huk i ciemność.
<Zbyszek>
Od kilkunastu minut czekam na Marcelę w kościele. Jest już cała rodzina i prawie wszyscy z reprezentacji i znajomi brakuje tylko mojej wybranki i Ignaczaków. Uspokajam się że może jadą wolniej no bo pogoda nie jest idealna albo poprostu jest korek. Moja mama zaczyna panikować że Marcelina się rozmyśliła że uciekła ale nie dopuszczam tej myśli do siebie.
Nagle w kościele słychać dźwięk telefonu komórkowego. Jak się okazuje to dzwoni telefon Piotrka Nowakowskiego za co od razu dostaje opiernicz od Oli.
Szybko odbiera i momentalnie robi się blady. Moje serce delikatnie przyśpiesza kiedy ten wychodzi z ławki i biegnie w moją stronę.
-Co jest?- pytam go szeptem
-Tylko się nie denerwuj...
-Nie wkurzaj mnie, gadaj co jest?
-Boo... Marcela nie dotrze na ślub.- wydukał
-Jak to?- zamarłem
-Dzwonił Krzysiek jakiś koleś w nich wjechał. Pogotowie zabrało ich do szpitala. Tu tego niedaleko.
-Boże. Ja muszę tam jechać ale goście.... ślub... co teraz?
-Jedź Zibi. Ja wyjaśnię co i jak.
-Dzięki stary.- podałem mu szybko dłoń i wybiegłem z kościoła. Słyszałem jeszcze jak Piotrek tłumaczy wszystkim co się stało
Dopiero na parkingu zdałem sobie sprawę że nie mam auta. No tak przecież przyjechałem tu z Nowakowskimi. Na szczęście na horyzocie pojawił się Piotrek z żoną i we trójkę udaliśmy się do szpitala.
Wbiegłem na SOR jakby się coś waliło i paliło bo w sumie tak było. Pielęgniarka szybko skierowała mnie na odpowiedni oddział gdzie szybko dostrzegłem Igłę i Iwonę.
-Co się stało?- krzyknąłeś w ich stronę
-Zibi dobrze że jesteś. Ona jest nieprzytomna. Robią jej badania.- odpowiedział Krzysiek
-Jak to się stało? Ona miała być z wami bezpieczna....
-Jakiś młodzik na oko 20 lat może nawet nie się w nas wpakował. Był na haju robią mu toksykologię podejrzewają że się naćpał. Ja robiłem co mogłem żeby nas ratować.- Igła usiadł i zamknął twarz w dłoniach
-Zbyszek on na serio robił co mógł byłam tam widziałam to.- dodała Iwona
-To nie twoja wina Krzysiek. Widzę że wam też się oberwało.- westchnąłem widząc rozciętą głowę Iwony i rękę przygotowaną do założenia gipsu a u Krzyśka Szramy i siniaki na twarzy i rękach
-Nam nic nie jest. W sumie wyszliśmy bez większych obrażeń ale Marcela... ona uderzyła głową o szybę... aż się szyba stłukła. Boże tak się o nią boję.- rozpłakała sie Iwona
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze nie wyobrażam sobie inaczej.- przytuliłem ją
Na korytarzu pojawili się moi rodzice i Fabian oraz Rafał z partnerkami. Powiedziałem chłopakom żeby poszli do domu nie ma sensu żeby tu siedzieli razem z nami.
Po jakiejś godzinie na korytarzu pojawił się lekarz.
-Czy jest tu ktoś z rodziny pani Marceliny...- spytał
-Ja.! Jestem narzeczonym.- przerwałem mu
-No dobrze. W takim razie proszę ze mną do pokoju lekarskiego.- otworzył przede mną drzwi
-Dziękuję. Co z nią?
-Cóż stan jest poważny. Pani Marcelina ma złamane 4 żebra i rękę. Uderzyła się bardzo mocno w głowę dopiero kiedy się obudzi będziemy mogli powiedzieć na ile to uderzenie wyrządziło szkody.- westchnął
-A dlaczego teraz nie możecie? Kiedy ona się obudzi.
-Panie doktorze pacjentka z trójki się obudziła.- do pokoju weszła pielęgniarka
-Cóż pani Marcelina obudziła się szybciej niż podejrzewałem. Chodźmy do niej.- lekarz uśmiechnął się przyjaźnie na co ja tylko skinąłem głową
Kiedy szliśmy do Marceli szybko wyjaśniłem im co i jak i pobiegłem do jej sali za lekarzem. Na twarzy miała szramy po rozbitym szkle a na prawej ręce założony gips. Lekarz świecił jej w oczy latareczką kiedy wszedłem do sali.
-Boże Marcela tak się o ciebie bałem.- podbiegłem do niej szybko
-Słucham?- spojrzała na mnie
-Nie strasz mnie tak więcej. Tak się cieszę że żyjesz i nic ci się nie stało.- uśmiechnąłem się do niej
-Przepraszam ale kim pan jest i o czym pan mówi?- spytała
-Co jak to kim pan jest nie żartuj tak?!- oburzyłem się
-Pani Marcelino czy pamięta pani coś przed wypadkiem? Cokolwiek?- spytał lekarz
-Ja przepraszam ale nie. Kim jest ten człowiek doktorze?!
-------------------------------------------------------
Hejka. Aaaaale namieszałam ulalala :P
Postanowiłam odpuścić Zbyszkowi ten głupi wybryk w końcu jutro bierzemy ślub. Chciałam go przytrzymać w niepewności ale to nie w moim stylu i najzwyczajniej w świecie się pogodziliśmy.
-----------
Biorę głęboki oddech. Zamykam delikatnie oczy i uśmiecham się sama do siebie. Nadal szumi mi w głowie po panieńskim który odbył się 3 dni temu. Wspominam w głowie jak wyszalałam się z Olą od Piotrka Nowakowskiego Iwonką Ignaczak Alą od Fabiana i Kamilą od Rafała Buszka. Dziewczyny chciały żebym zapomniała że wychodzę za mąż sama nie rozumiem dlaczego.?! No bo przecież nie mogę być bardziej szczęśliwa. Kosmetyczka właśnie kończy pracę nad moim makijażem. Jest delikatny tylko na powiekę nałożyła delikatny efekt brązu i czerni tak że oko wygląda na przydymione. Bardzo mi się to podoba właściwie to tego oczekiwałam. Włosy mam delikatnie spięte tak że opadają mi na plecy. Paznokcie pomalowane na blady róż i biel a na serdecznym palcu lśni pierścionek zaręczynowy. Nie dociera do mnie że za parę godzin będę miała męża. Kiedy kosmetyczka skończyła swoją pracę mama Zbyszka powoli pomogła mi ubrać suknię ślubną. Miała to zrobić Iwonka i Ola ale nie mogłam odmówić przyszłej teściowej i to nie dlatego że jej nie lubię czy coś w tym stylu ja poprostu widzę że to dla niej ważne. Ola i Ala w tym czasie pojechały po Zbyszka i obiecały zająć się nim tak żeby w idealnym stanie trafił do kościoła. Już miałam schodzić na parter kiedy zatrzymała mnie mama Zbyszka
-Skarbie poczekaj... jako że twojej mamy nie będzie na ślubie to chcę żebyś wiedziała że od dziś to ja jestem twoją mamą i możesz do mnie przyjść ze wszystkim.- uśmiechnęła się czule
-Dziękuję bardzo. To tak dużo dla mnie znaczy.- mocno wtuliłam się w teściową
-Nie masz za co dziękować dziecko. A teraz rzecz ważniejsza. Musisz mieć coś nowego więc masz kolczyki, coś starego tak więc proszę to łańcuszek który dostałam od mojej mamy. Nie jest specjalnie piękny ale myślę że będzie pasował...- podała mi śliczny złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie serduszka
-Coś pożyczonego masz ode mnie...- uśmiechnęła się Iwona i podała mi spinkę do włosów, miała pełno brylancików pięknie lśniła we włosach
-Jest piękna... i łańcuszek też. Dziękuję wam bardzo.- rozczuliłam się
-Na koniec coś niebieskiego.- Iwonka zamachała mi podwiązką
Kiedy ubrałam wszystko pod dom podjechał Krzysiek. Auto wynajął Zbyszek tłumacząc że pod kościół muszę podjechać jak księżniczka. Cudem udało mi się odwlec go od pomysłu długiej białej limuzyny z czego bardzo się cieszę. W aucie ze mną jedzie tylko Krzysiek i Iwona.
W trakcie drogi do kościoła panuje wesoła atmosfera. Krzysiek co chwila rzuca sucharami żeby tylko mnie rozbawić. Iwona też prawie płacze ze śmiechu aż obie boimy się o nasz makijaż. Niestety zaczął pruszyć śnieg więc Krzysiek który jest wzorowym kierowcą zwolnił. Zaczęłam się trochę denerwować czy zdążymy ale Ignaczak mnie uspokoił że w kościele będziemy przed czasem. Dla rozładowania atmosfery delikatnie podgłosił radio gdzie już od niedawna zaczęli puszczać typowe piosenki świąteczne. Razem z wokalistą zespołu Wham zaczęłam nucić refren dobbrze znanej piosenki "Last Christmas".
Wszystko było ok kiedy w pewnym momencie usłyszałam krzyk Krzyśka:
-Co on wyprawia? Pojebało go?!
-Krzysiek zrób coś.!!!- krzyknęła Iwona i następne co pamiętam to huk i ciemność.
<Zbyszek>
Od kilkunastu minut czekam na Marcelę w kościele. Jest już cała rodzina i prawie wszyscy z reprezentacji i znajomi brakuje tylko mojej wybranki i Ignaczaków. Uspokajam się że może jadą wolniej no bo pogoda nie jest idealna albo poprostu jest korek. Moja mama zaczyna panikować że Marcelina się rozmyśliła że uciekła ale nie dopuszczam tej myśli do siebie.
Nagle w kościele słychać dźwięk telefonu komórkowego. Jak się okazuje to dzwoni telefon Piotrka Nowakowskiego za co od razu dostaje opiernicz od Oli.
Szybko odbiera i momentalnie robi się blady. Moje serce delikatnie przyśpiesza kiedy ten wychodzi z ławki i biegnie w moją stronę.
-Co jest?- pytam go szeptem
-Tylko się nie denerwuj...
-Nie wkurzaj mnie, gadaj co jest?
-Boo... Marcela nie dotrze na ślub.- wydukał
-Jak to?- zamarłem
-Dzwonił Krzysiek jakiś koleś w nich wjechał. Pogotowie zabrało ich do szpitala. Tu tego niedaleko.
-Boże. Ja muszę tam jechać ale goście.... ślub... co teraz?
-Jedź Zibi. Ja wyjaśnię co i jak.
-Dzięki stary.- podałem mu szybko dłoń i wybiegłem z kościoła. Słyszałem jeszcze jak Piotrek tłumaczy wszystkim co się stało
Dopiero na parkingu zdałem sobie sprawę że nie mam auta. No tak przecież przyjechałem tu z Nowakowskimi. Na szczęście na horyzocie pojawił się Piotrek z żoną i we trójkę udaliśmy się do szpitala.
Wbiegłem na SOR jakby się coś waliło i paliło bo w sumie tak było. Pielęgniarka szybko skierowała mnie na odpowiedni oddział gdzie szybko dostrzegłem Igłę i Iwonę.
-Co się stało?- krzyknąłeś w ich stronę
-Zibi dobrze że jesteś. Ona jest nieprzytomna. Robią jej badania.- odpowiedział Krzysiek
-Jak to się stało? Ona miała być z wami bezpieczna....
-Jakiś młodzik na oko 20 lat może nawet nie się w nas wpakował. Był na haju robią mu toksykologię podejrzewają że się naćpał. Ja robiłem co mogłem żeby nas ratować.- Igła usiadł i zamknął twarz w dłoniach
-Zbyszek on na serio robił co mógł byłam tam widziałam to.- dodała Iwona
-To nie twoja wina Krzysiek. Widzę że wam też się oberwało.- westchnąłem widząc rozciętą głowę Iwony i rękę przygotowaną do założenia gipsu a u Krzyśka Szramy i siniaki na twarzy i rękach
-Nam nic nie jest. W sumie wyszliśmy bez większych obrażeń ale Marcela... ona uderzyła głową o szybę... aż się szyba stłukła. Boże tak się o nią boję.- rozpłakała sie Iwona
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze nie wyobrażam sobie inaczej.- przytuliłem ją
Na korytarzu pojawili się moi rodzice i Fabian oraz Rafał z partnerkami. Powiedziałem chłopakom żeby poszli do domu nie ma sensu żeby tu siedzieli razem z nami.
Po jakiejś godzinie na korytarzu pojawił się lekarz.
-Czy jest tu ktoś z rodziny pani Marceliny...- spytał
-Ja.! Jestem narzeczonym.- przerwałem mu
-No dobrze. W takim razie proszę ze mną do pokoju lekarskiego.- otworzył przede mną drzwi
-Dziękuję. Co z nią?
-Cóż stan jest poważny. Pani Marcelina ma złamane 4 żebra i rękę. Uderzyła się bardzo mocno w głowę dopiero kiedy się obudzi będziemy mogli powiedzieć na ile to uderzenie wyrządziło szkody.- westchnął
-A dlaczego teraz nie możecie? Kiedy ona się obudzi.
-Panie doktorze pacjentka z trójki się obudziła.- do pokoju weszła pielęgniarka
-Cóż pani Marcelina obudziła się szybciej niż podejrzewałem. Chodźmy do niej.- lekarz uśmiechnął się przyjaźnie na co ja tylko skinąłem głową
Kiedy szliśmy do Marceli szybko wyjaśniłem im co i jak i pobiegłem do jej sali za lekarzem. Na twarzy miała szramy po rozbitym szkle a na prawej ręce założony gips. Lekarz świecił jej w oczy latareczką kiedy wszedłem do sali.
-Boże Marcela tak się o ciebie bałem.- podbiegłem do niej szybko
-Słucham?- spojrzała na mnie
-Nie strasz mnie tak więcej. Tak się cieszę że żyjesz i nic ci się nie stało.- uśmiechnąłem się do niej
-Przepraszam ale kim pan jest i o czym pan mówi?- spytała
-Co jak to kim pan jest nie żartuj tak?!- oburzyłem się
-Pani Marcelino czy pamięta pani coś przed wypadkiem? Cokolwiek?- spytał lekarz
-Ja przepraszam ale nie. Kim jest ten człowiek doktorze?!
-------------------------------------------------------
Hejka. Aaaaale namieszałam ulalala :P
sobota, 30 stycznia 2016
Rozdział 60.
<Marcela>
Zajęłam się kolacją. Jako że ostatnio oboje jesteśmy ze Zbyszkiem zabiegani to nasza lodówka ma lekko mówiąc pewne braki. Okazało się że z tego co mamy mogę robić jedynie kanapki albo jajecznicę więc postanowiłam że jednak zostanę przy pomyśle z kanapkami. Nucąc razem z radiem piosenkę Moniki Lewczuk "Zabiorę Cię Stąd" układałam na talerzu kolejne kanapki a Zbyszek w tym czasie miał uprzątnąć naszą sypialnię po naszych uniesieniach.
To zaskakujące jak bardzo kocham Bartmana. Nie myślałam że pokocham jeszcze kogoś tak bardzo ale jednak... Zbyszek to moja największa miłość. Nawet Michała i mnie nie łączyło takie uczucie.
Ułożyłam kanapki i dwa kubki z herbatą na stole kiedy do kuchni wszedł Zbysiek.
-Marcela.... mogę cię o coś spytać?- spytał stanowczo
-Pewnie.... coś się stało?
-Kochasz jeszcze Michała?
-Coo?- wytrzeszczyłam oczy
-Kochasz Kubiaka?- ponowił pytanie
-Skąd ci to do głowy przyszło? Oszalałeś?- podeszłam do niego
-A stąd.!- powiedział i rzucił na stół mój stary notatnik
-Skąd to masz?- zdziwiłam się
-Chowałaś to pod łóżkiem. Co to ma znaczyć co?
-Zbyszek to jest mój stary notatnik przestałam w nim pisać jakieś 2 lata temu... nie używam go już.!- roześmiałam się
-Za to wpisy są ciekawe. Cytuję "Nikogo nie pokocham takk jak kocham Michała Kubiaka".- krzyknął
-To było dawno, byłam roztrzęsiona po tym jak mnie zostawił tak?! Uspokój się dobrze?!
-Ja chcę wiedzieć czy ty coś do niego czujesz.!
-Tak pewnie kocham go a jutro biorę z tobą ślub. Puknij się w czoło Bartman.!- zaczęliśmy się przekrzykiwać
-Może ten ślub to tylko przykrywka a tak naprawdę to jego kochasz... może nawet się widujecie.! Zdradzasz mnie z nim?- podszedł do mnie niebezpiecznie blisko
-Jak możesz zarzucić mi zdradę. Ochłoń Bartman.!- wymierzyłam mu siarczysty policzek
-Skąd mam wiedzieć co ty robisz jak mnie w domu nie ma co?!
-Po pierwsze Kubiak siedzi w Ankarze z Moniką i ich córką a po drugie przekartkuj notatnik na ostatnią stronę....
Minęłam Zbyszka który nie wiedział co ma zrobić i wyszłam z mieszkania. Co ja mówię ja nie wyszłam ja wybiegłam. Jutro nasz ślub a on robi takie akcje. Swoją drogą mogłam spalić ten zeszyt nie wiem sama po co go trzymałam do dzisiaj.
Pora na spacery dosyć późna bo jest trochę po 21;00 ale mnie to nie przeszkadza. Siadam na ławce w parku obok mieszkania i bez konkretnego celu wpatruję się w piękne czyste niebo. Wtedy ktoś się do mnie dosiada i aż podskoczyłam ze strachu
-Co tu robisz o tej porze co?- to Bartek
-A ty?- spytałam
-Nie mogłem spać więc pomyślałem że się przebiegnę i się zmęczę to szybciej zasnę.- uśmiechnął się
-No powiem ci że chciałabym mieć taki problem jak ty...- westchnęłam
-Co się dzieje hmm?- spojrzał na mnie czujnie
-Pokłóciłam się ze Zbyszkiem. Widzisz mój idealny świat się burzy.- roześmiałam się
-Co on znowu zrobił?
-Skąd myśl że to on?- roześmiałam się
-Bo znam waszą dwójkę. No mów.
-Znalazł mój stary notatnik i wpis sprzed trzech- czterech lat gdzie pisałam że nikogo nie pokocham tak jak Kubiaka. Wściekł sie i posądził mnie o to że się spotykam z Kubiakiem pod jego nieobecność.- westchnęłam
-Co? Największa głupota jaką usłyszałem kiedykolwiek.- uśmiechnął się
-Ja to wiem i ty też ale Zbyszek niekoniecznie...
-Może pójdę i z nim pogadam?- spytał
-Nie ja muszę sama z nim to załatwic a my widzimy się jutro tak?- wstałam z ławki
-No jasne. Bedziesz piękną panną młodą.- przytulił mnie mocno
-Do jutra Bartuś.- pocałowałam go w policzek i udałam się w drogę do mieszkania
<Zbyszek>
Marcela wybiegła trzaskając drzwiami a wcześniej kazała przeczytać ostatni wpis do tego jej notatnika. Przekartkowałem wszystkie strony i wtedy ukazał mi się krótki wpis:
Nie sądziłam że wszystko jeszcze może nabrać sensu. Nie sądziłam że mogę się jeszcze uśmiechać... tak szczerze i z miłością do kogoś innego niż Michał. A jednak, moje serce znowu jest całe i to dzięki wysokiemu brunetowi i pięknych zielonych oczach w których codziennie tonę. Zbyszek po raz kolejny nauczył mnie kochać i to uczucie jest piękne. Dba o mnie, codziennie pokazuje jak bardzo mnie kocha. Jestem nieziemsko szczęśliwa z Bartmanem a Michał... to wspomnienie piękne lecz tylko wspomnienie. Mam tylko nadzieję że ja i Zbyszek i to co nas połączyło będzie trwało wiecznie a ja nie wyleję już ani jednej łzy z powodu nieszczęśliwej i nieudanej miłości. Zbigniew Bartman to moja miłość, moja przyszłość i wszystko czego chcę od życia.
Zamurowało mnie. Dlaczego nie przeczytałem późniejszych wpisów tylko tak bezpodstawnie napadłem na Marcelinę. Mam ochotę sam sobie dać w twarz. Jestem skończonym idiotą ale niestety czasu nie cofnę. Herbata którą zrobiła Marcela już dawno wystygła a jej dalej nie ma w domu. Zaczynam się martwić o nią.
Po jakiejś godzinie drzwi wejściowe się otworzyły. Szybko poderwałem się z miejsca i ruszyłem w stronę korytarza. Kiedy ją zobaczyłem, jak się rozbiera odetchnąłem. Wróciła mimo to że jestem takim idiotą.
-Ja...
-Tylko nie mów że przepraszasz. Już to dziś słyszałam.- przerwała mi
-Wiem ale mnie poniosło. Porozmawiajmy proszę.- westchnąłem
-Chodź do salonu.- odpowiedziała
-Dobrze.
-Musimy sobie wszystko wyjaśnić jeśli jutro chcemy wziąć ślub. Co to było to dzisiejsze coś Zbyszek?- odezwała się jak tylko usiedliśmy na kanapie
-Ten wpis mną wstrząsnął. To zdanie że ty nigdy nikogo nie pokochasz jak Miśka to mnie ruszyło. Myślałem poprostu że Michał znaczył dla ciebie więcej niż ja...
-Czy kiedykolwiek dałam ci do zrozumienia...
-Nie nigdy.- przerwałem jej
-Więc dlaczego ciągle myślisz że cię nie kocham. Zbyszek mnie to przerasta.- w jej oczach zobaczyłem łzy
-Nie płacz proszę. Nie płacz przez moją głupotę.-przytuliłem ją
-Powiedz mi kiedy ty przestaniesz być zazdrosny co?- odsunęła się
-Jutro po ślubie kochanie. Będę miał pewność że mnie kochasz i że jesteś moja.
-Czyli teraz nie masz pewności?- wstała
-Nie to chciałem powiedzieć ja...- zacząłem
-Ale powiedziałeś. To jest nie do zniesienia. Ja tak nie chcę ja tak nie potrafię.!- powiedziała
-----------------------------------------
Zajęłam się kolacją. Jako że ostatnio oboje jesteśmy ze Zbyszkiem zabiegani to nasza lodówka ma lekko mówiąc pewne braki. Okazało się że z tego co mamy mogę robić jedynie kanapki albo jajecznicę więc postanowiłam że jednak zostanę przy pomyśle z kanapkami. Nucąc razem z radiem piosenkę Moniki Lewczuk "Zabiorę Cię Stąd" układałam na talerzu kolejne kanapki a Zbyszek w tym czasie miał uprzątnąć naszą sypialnię po naszych uniesieniach.
To zaskakujące jak bardzo kocham Bartmana. Nie myślałam że pokocham jeszcze kogoś tak bardzo ale jednak... Zbyszek to moja największa miłość. Nawet Michała i mnie nie łączyło takie uczucie.
Ułożyłam kanapki i dwa kubki z herbatą na stole kiedy do kuchni wszedł Zbysiek.
-Marcela.... mogę cię o coś spytać?- spytał stanowczo
-Pewnie.... coś się stało?
-Kochasz jeszcze Michała?
-Coo?- wytrzeszczyłam oczy
-Kochasz Kubiaka?- ponowił pytanie
-Skąd ci to do głowy przyszło? Oszalałeś?- podeszłam do niego
-A stąd.!- powiedział i rzucił na stół mój stary notatnik
-Skąd to masz?- zdziwiłam się
-Chowałaś to pod łóżkiem. Co to ma znaczyć co?
-Zbyszek to jest mój stary notatnik przestałam w nim pisać jakieś 2 lata temu... nie używam go już.!- roześmiałam się
-Za to wpisy są ciekawe. Cytuję "Nikogo nie pokocham takk jak kocham Michała Kubiaka".- krzyknął
-To było dawno, byłam roztrzęsiona po tym jak mnie zostawił tak?! Uspokój się dobrze?!
-Ja chcę wiedzieć czy ty coś do niego czujesz.!
-Tak pewnie kocham go a jutro biorę z tobą ślub. Puknij się w czoło Bartman.!- zaczęliśmy się przekrzykiwać
-Może ten ślub to tylko przykrywka a tak naprawdę to jego kochasz... może nawet się widujecie.! Zdradzasz mnie z nim?- podszedł do mnie niebezpiecznie blisko
-Jak możesz zarzucić mi zdradę. Ochłoń Bartman.!- wymierzyłam mu siarczysty policzek
-Skąd mam wiedzieć co ty robisz jak mnie w domu nie ma co?!
-Po pierwsze Kubiak siedzi w Ankarze z Moniką i ich córką a po drugie przekartkuj notatnik na ostatnią stronę....
Minęłam Zbyszka który nie wiedział co ma zrobić i wyszłam z mieszkania. Co ja mówię ja nie wyszłam ja wybiegłam. Jutro nasz ślub a on robi takie akcje. Swoją drogą mogłam spalić ten zeszyt nie wiem sama po co go trzymałam do dzisiaj.
Pora na spacery dosyć późna bo jest trochę po 21;00 ale mnie to nie przeszkadza. Siadam na ławce w parku obok mieszkania i bez konkretnego celu wpatruję się w piękne czyste niebo. Wtedy ktoś się do mnie dosiada i aż podskoczyłam ze strachu
-Co tu robisz o tej porze co?- to Bartek
-A ty?- spytałam
-Nie mogłem spać więc pomyślałem że się przebiegnę i się zmęczę to szybciej zasnę.- uśmiechnął się
-No powiem ci że chciałabym mieć taki problem jak ty...- westchnęłam
-Co się dzieje hmm?- spojrzał na mnie czujnie
-Pokłóciłam się ze Zbyszkiem. Widzisz mój idealny świat się burzy.- roześmiałam się
-Co on znowu zrobił?
-Skąd myśl że to on?- roześmiałam się
-Bo znam waszą dwójkę. No mów.
-Znalazł mój stary notatnik i wpis sprzed trzech- czterech lat gdzie pisałam że nikogo nie pokocham tak jak Kubiaka. Wściekł sie i posądził mnie o to że się spotykam z Kubiakiem pod jego nieobecność.- westchnęłam
-Co? Największa głupota jaką usłyszałem kiedykolwiek.- uśmiechnął się
-Ja to wiem i ty też ale Zbyszek niekoniecznie...
-Może pójdę i z nim pogadam?- spytał
-Nie ja muszę sama z nim to załatwic a my widzimy się jutro tak?- wstałam z ławki
-No jasne. Bedziesz piękną panną młodą.- przytulił mnie mocno
-Do jutra Bartuś.- pocałowałam go w policzek i udałam się w drogę do mieszkania
<Zbyszek>
Marcela wybiegła trzaskając drzwiami a wcześniej kazała przeczytać ostatni wpis do tego jej notatnika. Przekartkowałem wszystkie strony i wtedy ukazał mi się krótki wpis:
Nie sądziłam że wszystko jeszcze może nabrać sensu. Nie sądziłam że mogę się jeszcze uśmiechać... tak szczerze i z miłością do kogoś innego niż Michał. A jednak, moje serce znowu jest całe i to dzięki wysokiemu brunetowi i pięknych zielonych oczach w których codziennie tonę. Zbyszek po raz kolejny nauczył mnie kochać i to uczucie jest piękne. Dba o mnie, codziennie pokazuje jak bardzo mnie kocha. Jestem nieziemsko szczęśliwa z Bartmanem a Michał... to wspomnienie piękne lecz tylko wspomnienie. Mam tylko nadzieję że ja i Zbyszek i to co nas połączyło będzie trwało wiecznie a ja nie wyleję już ani jednej łzy z powodu nieszczęśliwej i nieudanej miłości. Zbigniew Bartman to moja miłość, moja przyszłość i wszystko czego chcę od życia.
Zamurowało mnie. Dlaczego nie przeczytałem późniejszych wpisów tylko tak bezpodstawnie napadłem na Marcelinę. Mam ochotę sam sobie dać w twarz. Jestem skończonym idiotą ale niestety czasu nie cofnę. Herbata którą zrobiła Marcela już dawno wystygła a jej dalej nie ma w domu. Zaczynam się martwić o nią.
Po jakiejś godzinie drzwi wejściowe się otworzyły. Szybko poderwałem się z miejsca i ruszyłem w stronę korytarza. Kiedy ją zobaczyłem, jak się rozbiera odetchnąłem. Wróciła mimo to że jestem takim idiotą.
-Ja...
-Tylko nie mów że przepraszasz. Już to dziś słyszałam.- przerwała mi
-Wiem ale mnie poniosło. Porozmawiajmy proszę.- westchnąłem
-Chodź do salonu.- odpowiedziała
-Dobrze.
-Musimy sobie wszystko wyjaśnić jeśli jutro chcemy wziąć ślub. Co to było to dzisiejsze coś Zbyszek?- odezwała się jak tylko usiedliśmy na kanapie
-Ten wpis mną wstrząsnął. To zdanie że ty nigdy nikogo nie pokochasz jak Miśka to mnie ruszyło. Myślałem poprostu że Michał znaczył dla ciebie więcej niż ja...
-Czy kiedykolwiek dałam ci do zrozumienia...
-Nie nigdy.- przerwałem jej
-Więc dlaczego ciągle myślisz że cię nie kocham. Zbyszek mnie to przerasta.- w jej oczach zobaczyłem łzy
-Nie płacz proszę. Nie płacz przez moją głupotę.-przytuliłem ją
-Powiedz mi kiedy ty przestaniesz być zazdrosny co?- odsunęła się
-Jutro po ślubie kochanie. Będę miał pewność że mnie kochasz i że jesteś moja.
-Czyli teraz nie masz pewności?- wstała
-Nie to chciałem powiedzieć ja...- zacząłem
-Ale powiedziałeś. To jest nie do zniesienia. Ja tak nie chcę ja tak nie potrafię.!- powiedziała
-----------------------------------------
niedziela, 24 stycznia 2016
Rozdział 59.
<Marcela>
Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Suknia wisi w szafie przygotowana obok garnituru Zbyszka, fryzjerka i kosmetyczka w osobie Oli od Piotrka Nowakowskiego zabukowana na jutro na 8;30. Tak! Jutro wychodzę za mąż i to za samego Zbyszka Bartmana. Sama jeszcze nie dowierzam w to co się dzieje ale jutro mój sen się spełni i będę szczęśliwą żoną Zbyszka.
Dopięłam jeszcze ostatnie formalności dotyczące sali i wystroju a teraz wybieram się do kosmetyczki na manicure i całą serię zabiegów upiększających. Ubrana w to przekręcam zamek w drzwiach kiedy odzywa się Zbyszek:
-Momencik kochana... a gdzie to się wybierasz co?- wyszedł do przedpokoju
-A do kosmetyczki.- uśmiechnęłam się szeroko
-Ale będziesz na meczu swojego jeszcze narzeczonego.?- zaakcentował słowo jeszcze
-Będę będę. Nie martw się ty mój jeszcze narzeczony...- wysłałam mu buziaka w powietrzu
-Super ale jeszcze jedna sprawa..- westchnął
-Tak?
-Gdzie masz czapkę co? Chcesz się rozchorować. Jest mróz wiesz o tym?
-Tak wiem ale zostawiłam ją na hali ostatnio więc...
-Więc ci ją przyniosłem do domu. Ty kiedyś głowę zgubisz zobaczysz...- roześmiał się i założył brązową czapkę na głowę.
-Ale pomyśl jaki szczęśliwy będzie ten który ją znajdzie.- pokazałam Bartmanowi język
-Nie igraj ze mną.- powiedział i pocałował mnie soczyście
-Lecę.Widzimy się na meczu tak?
-Tak. Do zobaczenia.
Wyszłam z domu w świetnym humorze. Postanowiłam nie brać auta tylko przejść się na piechotę ponieważ salon kosmetyczny znajduje się naprawdę niedaleko. Wyszłam z klatki schodowej i wtedy wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Zakłopotana spojrzałam w górę i dostrzegłam ten unikalny szeroki Kurkowy uśmiech.
-Bartek?!
-Marcelinka...
-Cześć.- mocno wtuliłam się w Kurka
-No witaj piękna. Gdzie tak pędzisz co?- odwzajemnił uścisk
-Do kosmetyczki. Będę się robiła na śliczną. A ty do Zbyszka idziesz?
-Dobrze wiesz że nie musisz wydawać kasę na kosmetyczkę. Jesteś piękna. A tak właściwie to ja do ciebie szedłem...
-Aha no to możesz mnie odprowadzić i pogadamy albo poczekać na górze na mnie...
-To może cię odprowadzę...- uśmiechnął się
-No więc co cię do mnie sprowadza...- spytałam
-Bo widzisz odkad gram w Resovii to czuję się szczęśliwszy... jestem blisko rodziny i przyjaciół i z Natalią lepiej mi się układa...- zaczął
-No więc w czym problem?
-Sam nie wiem czuję że czegoś mi brakuje.- westchnął
-Yhym no wiesz ja nie wiem czego może ci brakować Bartuś...
-Chodzi o to że ja sam nie wiem o co chodzi.- schował twarz w dłoniach
-No to w takim razie co chcesz żebym ci powiedziała?- zatrzymaliśmy się
-Chciałem tylko się wygadać... no bo nie wiem może mam kryzys wieku średniego co?
-Bartek nie masz nawet trzydziestki. Jaki kryzys co ty mówisz?- roześmiałam się
-Ej nie śmiej się ze mnie. Nie każdy ma tak pięknie poukładane życie jak ty. Jutro bierzesz ślub z facetem którego kochasz. Masz dobrą pracę i przyjaciół...
-Bartek ale ty też masz to wszystko tylko nie macie ślubu z Natalią. Może to w tym problem może chciałbyś to zalegalizować co?- spojrzałam na niego czujnie
-Jestem z nią od dwóch lat... sam nie wiem.- spojrzał w niebo
-Ehh wiesz jesteś gorzej niezdecydowany jak baba..- szturchnęłam go
-Wiem. Dobra nie zawracam ci głowy jesteśmy na miejscu. Dzięki za rozmowę.- pocałował mnie w policzek
-Okej. Do zobaczenia na meczu...
U kosmetyczki zeszło mi dłuższą chwilę. Kiedy wyszłam z salonu było już po 13.00 na 14.00 mam być na hali no bo zaczyna się mecz Asseco Resovia- PGE Skra Bełchatów.
Wróciłam do domu chwyciłam kanapkę na szybko i klucze do samochodu po czym zbiegłam do garażu.
Na halę weszłam bez problemu ochrona zna mnie i za każdym razem z uśmiechem wpuszczają mnie bez kolejki a wszystko dlatego że jestem przyszła panią Bartman. Usiadłam na swoim miejscu obok Iwony i Oli. Zawsze siadamy razem na meczach. Dzis dołączyła do nas jeszcze Natalia od Bartka.
Po wymianie kilku zdań dotyczących jutrzejszego dnia na halę wyszli siatkarze obu drużyn i zaczęli się rozgrzewać.
Mecz się zaczął i walka toczyła się punkt za punkt. W stanie setów po drugim secie było 1-1.
Trzeci set wydał się nam być wygrany stan punktów 23-18 dla Rzeszowa mówił sam za siebie. Wtedy wydarzyło się coś co zatrzymało moje serce. Zbyszek który skakał do bloku źle wylądował a jego krzyk z bólu usłyszała chyba cała hala. Wstałam i bez chwili zastanowienia zbiegłam do niego na dół. Andrzej pozwolił mi wejść na boisko i szybko znalazłam się obok syczącego z bólu Bartmana.
<Zbyszek>
Wszystko się super układało. Jutro ślub z Macelą a dzisiejszy mecz już prawie wygrany. Wszystko idzie zgodnie z planem do momentu kiedy poczułem jakbym złamał kolano podczas lądowania po udanym bloku.
Piotrek i Fabian szybko pomogli mi dostać się na pobocze boiska. Jak to zwykle bywa w złości zacząłem przeklinać pod nosem swój los. Wtedy obok mnie pojawiła się Marcelina:
-Jak ty się czujesz?- spytała przejęta
-A jak mam się kurwa czuć.? Boli jak cholera.!- syknąłem w jej stronę
-Zbyszek...- westchnął Fabian
-A ty co? Wracaj do gry a nie....
-Zbyszek uspokój się. Jak ty się zachowujesz?!- wtrąciła się brunetka
-Idź stąd. Wynocha rozumiesz.!- krzyknąłem na nią
-Zbyszek ogarnij się. Nie krzycz na nią nic ci nie zrobiła...- odezwał się Fabian
-Dajcie mi oboje spokój. Idźcie stąd oboje.!
-Zbyszek...- zaczęła
-Daj spokój Marcela. Jak się ogarnie to wtedy z nim pogadasz. Wracaj na swoje miejsce....- odciągnął ją Piotrek
-Kretyn.!- westchnął Fabian
-Wal się.!- odpowiedziałem
Dostałem od lekarza leki przeciwbólowe i zacząłem kontaktować tak na trzeźwo co sie stało. Trener Kowal zabrał mnie na badania do szpitala i okazało się że nadwyrężyłam staw skokowy czy coś. Wkurzył mnie fakt że mam conajmniej tydzień gry z głowy. Wróciliśmy na halę a tam chłopaki zbierali się do wyjścia do domu po wygranym meczu. To że wygraliśmy trochę poprawiło mi humor. Postanowiłem przeprosić Fabiana za to co mu powiedziałem wcześniej
-Fabian?- odezwałem się
-Co?
-Sory stary za moje zachowanie. Wiem że przegiąłem...- westchnąłem
-Ty mi to mówisz? Lepiej przeproś Marcelę ją potraktowałeś o wiele gorzej niż mnie.- odpowiedział
-Osz cholera.! Masz rację... muszę wracać do niej do domu.- zabrałem torbę ze swoimi rzeczami i ruszyłem w stronę wyjścia
-Powodzenia.- usłyszałem za plecami słowa Fabiana
-Dzięki.- odpowiedziałem
Kiedy wszedłem do mieszkania usłyszałem dźwięk włączonego telewizora. Odetchnąłem bo to znaczy że moja kochana brunetka jest w domu. Okazało się że Marcela usadowiła się na kanapie w salonie pod kocem z kubkiem w ręku. Patrzy tępo w telewizor i wiem że nie ogląda telewizji tylko myślami jest zupełnie gdzie indziej. Usiadłem koło niej i wyłączyłem telewizor. Wtedy chciała wstać ale jej przeszkodziłem
-Poczekaj proszę.- powiedziałem
-Na co? Znowu na mnie nawrzeszczysz? Każesz się wynosić?
-To nie tak skarbie. Przepraszam cię... tak strasznie cię przepraszam...- mocno ścisnąłem jej dłoń
-Nie tak? A jak?- spytała
-Jaa... ja... ja byłem zły i nie panowałem nad sobą. Wiesz co dla zawodowego sportowca oznacza kontuzja.- westchnąłem
-Ja też się wystraszyłam. Chciałam tylko sprawdzić jak się czujesz czy to nic poważnego wkońcu już jutro bierzemy ślub, a ty na mnie nawrzeszczałeś. To nie było miłe poczułam się jak...
-Wiem i bardzo cię przepraszam. Ja cię Kocham Marcelka i to bardzo. Życie za Ciebie oddam...- pocałowałem ją w rękę
-Oj Zbyszek i co ja mam z tobą zrobić co?- usmiechnęła się
-Wybaczyć mi na początek. A potem to ja pomyślę co zrobić z tobą....- pocałowałem ją namiętnie
-Yhym a twoja kontuzja?- spytała kiedy się od siebie oderwaliśmy
-Do tego co zamierzam zrobić moja kontuzja nie ma żadnego znaczenia.- roześmiałem się
Nie muszę wam mówić jak wyglądały następne dwie godziny. Rozkoszowaliśmy się swoim towarzystwem a ja wprost uwielbiam i szaleję za Marcelą. Jej usta i włosy... zapach jej ciała... nie wyobrażam sobie że mogłoby jej zabraknąć w moim życiu.
Kocham tą drobną brunetkę i nic tego nie zmieni a jutro będzie już na zawsze moja.
Marcela postanowiła zająć się kolacją a ja w tym czasie postanowiłem uprzątnąć naszą sypialnię bo moje i Marceli ubrania w chwili obecnej znajdują się wszędzie. Kiedy już skończyłem z kieszeni spodni wypadł mi telefon. Jako że to iPhone wystraszyłem się że może szyba się stłukła więc szybko się po niego schyliłem. Okazało się że telefon jest cały ale moją uwagę przykuł brązowy zeszyt znajdujący się pod łóżkiem po stronie po której śpi Marcelka. Usiadłem na łóżku i postanowiłem zajrzeć co w nim jest...
Kiedy go otworzyłem okazało się że to taki.. nawet nie wiem jak to nazwać notatnik albo pamiętnik Marceli. Są w nim rysunki i różne zapiski. Jest też wpis z Sylwestra tego roku gdy rozstała się z Michałem. Nie wiem czy powininenem był to zrobić ale zacząłem czytać a serce biło mi z każdą sekundą coraz mocniej.
Piszę ten wpis ponieważ od jakiegoś czasu szukam ujścia dla moich nerwów i negatywnych emocji. Czuję się jakbym cała zalana łzami stała nad przepaścią bez dna a coś w środku mnie pchało mnie do skoku prosto w nią. Mojego serca już nie ma. Michał zniszczył doszczętnie to co z niego zostało. To miały być najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia w moim życiu a okazało się że to był gwóźdź do mojej trumny. Michał będzie ojcem ale to nie ja będę matką jego dziecka. Monika zabrała mi najważniejszą osobę w moim życiu. Już nigdy nikogo tak nie pokocham jak kochałam Michała Kubiaka. To on pomógł mi się pozbierać po odejściu rodziców to on miał być moją ostoją w cierpieniu. To on miał zostać moim mężem i ojcem moich dzieci. Miał mnie kochać od zawsze i na zawsze. Teraz nie ma już nic...
Jest Zbyszek, osoba która stara się mi pomóc. Nie wiem czy to mój znajomy, przyjaciel, czy po prostu osoba godna zaufania. Nie wiem dlaczego do niego pojechałam, nie wiem co mną kierowało ale Bartman to dobry człowiek który okazał mi wsparcie i stara się mi pomóc. Jest dla mnie tak miły i opiekuńczy.
Nie wiem co będzie ze mną dalej, jak poradzę sobie z tym co Michał mi zrobił ale wiem że nigdy nikogo nie pokocham taką miłością jaką kochałam Kubiaka. Zawsze będę go kochała mimo że nigdy już nie poczuję smaku jego ust, mimo że nigdy już mi nie powie że mnie kocha. To on był i jest moją wielką i prawdziwą miłością. Już zawsze tak będzie...
------------------------------------------------------------------
Po dosyć sporej nieobecności pojawiam się z nowym rodziałem. Mam nadzieję że ci którzy czytali to opowiadanie nie odeszli na dobre i przeczytają to co wyskrobałam tam na górze.
Liczę że jest tu ktoś jeszcze.... Przepraszam za tą obsówę z rozdziałami ale jak to mówią od jakiegoś czasu życie mnie nie rozpieszcza. Następny rozdział mam prawie gotowy więc niedługo powinien się pojawić :) całussski bayy :*
Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Suknia wisi w szafie przygotowana obok garnituru Zbyszka, fryzjerka i kosmetyczka w osobie Oli od Piotrka Nowakowskiego zabukowana na jutro na 8;30. Tak! Jutro wychodzę za mąż i to za samego Zbyszka Bartmana. Sama jeszcze nie dowierzam w to co się dzieje ale jutro mój sen się spełni i będę szczęśliwą żoną Zbyszka.
Dopięłam jeszcze ostatnie formalności dotyczące sali i wystroju a teraz wybieram się do kosmetyczki na manicure i całą serię zabiegów upiększających. Ubrana w to przekręcam zamek w drzwiach kiedy odzywa się Zbyszek:
-Momencik kochana... a gdzie to się wybierasz co?- wyszedł do przedpokoju
-A do kosmetyczki.- uśmiechnęłam się szeroko
-Ale będziesz na meczu swojego jeszcze narzeczonego.?- zaakcentował słowo jeszcze
-Będę będę. Nie martw się ty mój jeszcze narzeczony...- wysłałam mu buziaka w powietrzu
-Super ale jeszcze jedna sprawa..- westchnął
-Tak?
-Gdzie masz czapkę co? Chcesz się rozchorować. Jest mróz wiesz o tym?
-Tak wiem ale zostawiłam ją na hali ostatnio więc...
-Więc ci ją przyniosłem do domu. Ty kiedyś głowę zgubisz zobaczysz...- roześmiał się i założył brązową czapkę na głowę.
-Ale pomyśl jaki szczęśliwy będzie ten który ją znajdzie.- pokazałam Bartmanowi język
-Nie igraj ze mną.- powiedział i pocałował mnie soczyście
-Lecę.Widzimy się na meczu tak?
-Tak. Do zobaczenia.
Wyszłam z domu w świetnym humorze. Postanowiłam nie brać auta tylko przejść się na piechotę ponieważ salon kosmetyczny znajduje się naprawdę niedaleko. Wyszłam z klatki schodowej i wtedy wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Zakłopotana spojrzałam w górę i dostrzegłam ten unikalny szeroki Kurkowy uśmiech.
-Bartek?!
-Marcelinka...
-Cześć.- mocno wtuliłam się w Kurka
-No witaj piękna. Gdzie tak pędzisz co?- odwzajemnił uścisk
-Do kosmetyczki. Będę się robiła na śliczną. A ty do Zbyszka idziesz?
-Dobrze wiesz że nie musisz wydawać kasę na kosmetyczkę. Jesteś piękna. A tak właściwie to ja do ciebie szedłem...
-Aha no to możesz mnie odprowadzić i pogadamy albo poczekać na górze na mnie...
-To może cię odprowadzę...- uśmiechnął się
-No więc co cię do mnie sprowadza...- spytałam
-Bo widzisz odkad gram w Resovii to czuję się szczęśliwszy... jestem blisko rodziny i przyjaciół i z Natalią lepiej mi się układa...- zaczął
-No więc w czym problem?
-Sam nie wiem czuję że czegoś mi brakuje.- westchnął
-Yhym no wiesz ja nie wiem czego może ci brakować Bartuś...
-Chodzi o to że ja sam nie wiem o co chodzi.- schował twarz w dłoniach
-No to w takim razie co chcesz żebym ci powiedziała?- zatrzymaliśmy się
-Chciałem tylko się wygadać... no bo nie wiem może mam kryzys wieku średniego co?
-Bartek nie masz nawet trzydziestki. Jaki kryzys co ty mówisz?- roześmiałam się
-Ej nie śmiej się ze mnie. Nie każdy ma tak pięknie poukładane życie jak ty. Jutro bierzesz ślub z facetem którego kochasz. Masz dobrą pracę i przyjaciół...
-Bartek ale ty też masz to wszystko tylko nie macie ślubu z Natalią. Może to w tym problem może chciałbyś to zalegalizować co?- spojrzałam na niego czujnie
-Jestem z nią od dwóch lat... sam nie wiem.- spojrzał w niebo
-Ehh wiesz jesteś gorzej niezdecydowany jak baba..- szturchnęłam go
-Wiem. Dobra nie zawracam ci głowy jesteśmy na miejscu. Dzięki za rozmowę.- pocałował mnie w policzek
-Okej. Do zobaczenia na meczu...
U kosmetyczki zeszło mi dłuższą chwilę. Kiedy wyszłam z salonu było już po 13.00 na 14.00 mam być na hali no bo zaczyna się mecz Asseco Resovia- PGE Skra Bełchatów.
Wróciłam do domu chwyciłam kanapkę na szybko i klucze do samochodu po czym zbiegłam do garażu.
Na halę weszłam bez problemu ochrona zna mnie i za każdym razem z uśmiechem wpuszczają mnie bez kolejki a wszystko dlatego że jestem przyszła panią Bartman. Usiadłam na swoim miejscu obok Iwony i Oli. Zawsze siadamy razem na meczach. Dzis dołączyła do nas jeszcze Natalia od Bartka.
Po wymianie kilku zdań dotyczących jutrzejszego dnia na halę wyszli siatkarze obu drużyn i zaczęli się rozgrzewać.
Mecz się zaczął i walka toczyła się punkt za punkt. W stanie setów po drugim secie było 1-1.
Trzeci set wydał się nam być wygrany stan punktów 23-18 dla Rzeszowa mówił sam za siebie. Wtedy wydarzyło się coś co zatrzymało moje serce. Zbyszek który skakał do bloku źle wylądował a jego krzyk z bólu usłyszała chyba cała hala. Wstałam i bez chwili zastanowienia zbiegłam do niego na dół. Andrzej pozwolił mi wejść na boisko i szybko znalazłam się obok syczącego z bólu Bartmana.
<Zbyszek>
Wszystko się super układało. Jutro ślub z Macelą a dzisiejszy mecz już prawie wygrany. Wszystko idzie zgodnie z planem do momentu kiedy poczułem jakbym złamał kolano podczas lądowania po udanym bloku.
Piotrek i Fabian szybko pomogli mi dostać się na pobocze boiska. Jak to zwykle bywa w złości zacząłem przeklinać pod nosem swój los. Wtedy obok mnie pojawiła się Marcelina:
-Jak ty się czujesz?- spytała przejęta
-A jak mam się kurwa czuć.? Boli jak cholera.!- syknąłem w jej stronę
-Zbyszek...- westchnął Fabian
-A ty co? Wracaj do gry a nie....
-Zbyszek uspokój się. Jak ty się zachowujesz?!- wtrąciła się brunetka
-Idź stąd. Wynocha rozumiesz.!- krzyknąłem na nią
-Zbyszek ogarnij się. Nie krzycz na nią nic ci nie zrobiła...- odezwał się Fabian
-Dajcie mi oboje spokój. Idźcie stąd oboje.!
-Zbyszek...- zaczęła
-Daj spokój Marcela. Jak się ogarnie to wtedy z nim pogadasz. Wracaj na swoje miejsce....- odciągnął ją Piotrek
-Kretyn.!- westchnął Fabian
-Wal się.!- odpowiedziałem
Dostałem od lekarza leki przeciwbólowe i zacząłem kontaktować tak na trzeźwo co sie stało. Trener Kowal zabrał mnie na badania do szpitala i okazało się że nadwyrężyłam staw skokowy czy coś. Wkurzył mnie fakt że mam conajmniej tydzień gry z głowy. Wróciliśmy na halę a tam chłopaki zbierali się do wyjścia do domu po wygranym meczu. To że wygraliśmy trochę poprawiło mi humor. Postanowiłem przeprosić Fabiana za to co mu powiedziałem wcześniej
-Fabian?- odezwałem się
-Co?
-Sory stary za moje zachowanie. Wiem że przegiąłem...- westchnąłem
-Ty mi to mówisz? Lepiej przeproś Marcelę ją potraktowałeś o wiele gorzej niż mnie.- odpowiedział
-Osz cholera.! Masz rację... muszę wracać do niej do domu.- zabrałem torbę ze swoimi rzeczami i ruszyłem w stronę wyjścia
-Powodzenia.- usłyszałem za plecami słowa Fabiana
-Dzięki.- odpowiedziałem
Kiedy wszedłem do mieszkania usłyszałem dźwięk włączonego telewizora. Odetchnąłem bo to znaczy że moja kochana brunetka jest w domu. Okazało się że Marcela usadowiła się na kanapie w salonie pod kocem z kubkiem w ręku. Patrzy tępo w telewizor i wiem że nie ogląda telewizji tylko myślami jest zupełnie gdzie indziej. Usiadłem koło niej i wyłączyłem telewizor. Wtedy chciała wstać ale jej przeszkodziłem
-Poczekaj proszę.- powiedziałem
-Na co? Znowu na mnie nawrzeszczysz? Każesz się wynosić?
-To nie tak skarbie. Przepraszam cię... tak strasznie cię przepraszam...- mocno ścisnąłem jej dłoń
-Nie tak? A jak?- spytała
-Jaa... ja... ja byłem zły i nie panowałem nad sobą. Wiesz co dla zawodowego sportowca oznacza kontuzja.- westchnąłem
-Ja też się wystraszyłam. Chciałam tylko sprawdzić jak się czujesz czy to nic poważnego wkońcu już jutro bierzemy ślub, a ty na mnie nawrzeszczałeś. To nie było miłe poczułam się jak...
-Wiem i bardzo cię przepraszam. Ja cię Kocham Marcelka i to bardzo. Życie za Ciebie oddam...- pocałowałem ją w rękę
-Oj Zbyszek i co ja mam z tobą zrobić co?- usmiechnęła się
-Wybaczyć mi na początek. A potem to ja pomyślę co zrobić z tobą....- pocałowałem ją namiętnie
-Yhym a twoja kontuzja?- spytała kiedy się od siebie oderwaliśmy
-Do tego co zamierzam zrobić moja kontuzja nie ma żadnego znaczenia.- roześmiałem się
Nie muszę wam mówić jak wyglądały następne dwie godziny. Rozkoszowaliśmy się swoim towarzystwem a ja wprost uwielbiam i szaleję za Marcelą. Jej usta i włosy... zapach jej ciała... nie wyobrażam sobie że mogłoby jej zabraknąć w moim życiu.
Kocham tą drobną brunetkę i nic tego nie zmieni a jutro będzie już na zawsze moja.
Marcela postanowiła zająć się kolacją a ja w tym czasie postanowiłem uprzątnąć naszą sypialnię bo moje i Marceli ubrania w chwili obecnej znajdują się wszędzie. Kiedy już skończyłem z kieszeni spodni wypadł mi telefon. Jako że to iPhone wystraszyłem się że może szyba się stłukła więc szybko się po niego schyliłem. Okazało się że telefon jest cały ale moją uwagę przykuł brązowy zeszyt znajdujący się pod łóżkiem po stronie po której śpi Marcelka. Usiadłem na łóżku i postanowiłem zajrzeć co w nim jest...
Kiedy go otworzyłem okazało się że to taki.. nawet nie wiem jak to nazwać notatnik albo pamiętnik Marceli. Są w nim rysunki i różne zapiski. Jest też wpis z Sylwestra tego roku gdy rozstała się z Michałem. Nie wiem czy powininenem był to zrobić ale zacząłem czytać a serce biło mi z każdą sekundą coraz mocniej.
Piszę ten wpis ponieważ od jakiegoś czasu szukam ujścia dla moich nerwów i negatywnych emocji. Czuję się jakbym cała zalana łzami stała nad przepaścią bez dna a coś w środku mnie pchało mnie do skoku prosto w nią. Mojego serca już nie ma. Michał zniszczył doszczętnie to co z niego zostało. To miały być najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia w moim życiu a okazało się że to był gwóźdź do mojej trumny. Michał będzie ojcem ale to nie ja będę matką jego dziecka. Monika zabrała mi najważniejszą osobę w moim życiu. Już nigdy nikogo tak nie pokocham jak kochałam Michała Kubiaka. To on pomógł mi się pozbierać po odejściu rodziców to on miał być moją ostoją w cierpieniu. To on miał zostać moim mężem i ojcem moich dzieci. Miał mnie kochać od zawsze i na zawsze. Teraz nie ma już nic...
Jest Zbyszek, osoba która stara się mi pomóc. Nie wiem czy to mój znajomy, przyjaciel, czy po prostu osoba godna zaufania. Nie wiem dlaczego do niego pojechałam, nie wiem co mną kierowało ale Bartman to dobry człowiek który okazał mi wsparcie i stara się mi pomóc. Jest dla mnie tak miły i opiekuńczy.
Nie wiem co będzie ze mną dalej, jak poradzę sobie z tym co Michał mi zrobił ale wiem że nigdy nikogo nie pokocham taką miłością jaką kochałam Kubiaka. Zawsze będę go kochała mimo że nigdy już nie poczuję smaku jego ust, mimo że nigdy już mi nie powie że mnie kocha. To on był i jest moją wielką i prawdziwą miłością. Już zawsze tak będzie...
------------------------------------------------------------------
Po dosyć sporej nieobecności pojawiam się z nowym rodziałem. Mam nadzieję że ci którzy czytali to opowiadanie nie odeszli na dobre i przeczytają to co wyskrobałam tam na górze.
Liczę że jest tu ktoś jeszcze.... Przepraszam za tą obsówę z rozdziałami ale jak to mówią od jakiegoś czasu życie mnie nie rozpieszcza. Następny rozdział mam prawie gotowy więc niedługo powinien się pojawić :) całussski bayy :*
niedziela, 27 września 2015
Rozdział 58.
<Marcela>
Po wyjściu rodziców długo roztrzęsiona siedziałam wtulona w Zbyszkowy tors. Sama nie wiem jak to się stało że mnie znaleźli i tak bez słowa uprzedzenia. Całe życie miałam już poukładane a oni w jednej sekundzie wszystko zepsuli. Cała moja równowaga duchowa po ich wyjeździe, po tym jak Michał mnie zostawił wszystko się rozsypało w drobny mak. Po co wrócili? Po co w ogóle się do mnie odzywają? Przecież nigdy mnie nie kochali, nigdy ich nie obchodziłam. Po co więc ten cyrk?!
Całe szczęście że Zbyszek w porę wrócił do domu bo nie wiem jak zniosłabym ich przez chociażby minutę dłużej. Całkowicie się rozkleiłam, przez tę ich wizytę nie potrafię się ogarnąć. To mój Zibi próbuje mnie jakoś uspokoić i po chwili mu się to udaje.
-Przepraszam.- wydukałam
-Za co słońce?- zdziwił się
-Zamoczyłam ci bluzę...
-Przestań. Tak właściwie co twoi rodzice tu robili?
-Dowiedzieli się o ślubie i przypomnieli sobie o tym że córkę mają. A ja ich naprawdę nienawidzę. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.- wytarłam oczy
-Obiecuję że dopilnuję tego by cię nie zadręczali. Wytrzyj oczy bo zabieram cie na spacer.- uśmiechnął się
-Co? Ale ty dopiero wróciłeś, pewnie zmęczony jesteś...
-Nie ma ale. Popraw makijaż i wychodzimy. Zamierzam poprawić ci humor.- uśmiechnął się szeroko
-Kocham cię i już to zrobiłeś. Może zostańmy i odpoczniesz co?!
-Marceluś słońce. Nie ma ale.... masz mnie słuchać idź się zbieraj bo zaraz wychodzimy.- pogroził mi palcem
-No już dobrze. Zaraz wracam.- powiedziałam i udałam się do łazienki
Tak jak myślałam musiałam od nowa zrobić cały makijaż bo to co zostało z poprzedniego na mojej twarzy to była istna masakra. No nic więcej na ten temat nie powiem.
Po skończeniu makijażu wyszliśmy ze Zbyszkiem na planowany spacer. To naprawdę pomogło, świeże powietrze i jego obecność obok sprawiły że zapomniałam o tym co dziś się stało.
Najpierw długo spacerowaliśmy a potem Zbyszek zaprosił mnie na obiad do restauracji niedaleko naszego domu. Jak się okazało jutro chłopaki mają wolne od treningu więc największy imprezowicz Rzeszowa czyt. Igiełka zarządził imprezę. Zaczęłam panikować że nie mam co na siebie ubrać ale okazało się że mogę być nawet w dresie czego swoją drogą nie zrobię bo impreza jest w domu Iwonki i Krzyśka. Ucieszyłam się na myśl o tej imprezie no bo po pierwsze imprezy u Ignaczaków zawsze są epickie a po drugie potrzebuję się teraz rozluźnić. W drodze powrotnej do domu Zbyszek oczywiście zakupił 4 flaszeczki trunku- dwa whiskacze i dwie 0,7 czystej wódeczki. Jeżeli każdy z nich przyniesie takie zaopatrzenie to nawet nie chcę wyobrażać sobie w jakim stanie będa siatkarze pod koniec imprezy.
Od razu po wejściu do mieszkania pobiegłam w stronę szafy w celu znalezienia sobie jakiegos stroju. Chłopaki oczywiście nie maja tego problemu ale ja chcę się dobrze prezentować. W sumie sama się sobie dziwię ale bardzo szybko zdecydowałam się na to a do tego takie szpileczki i czerwony lakier na paznokciach. Wzięłam gorący prysznic wydepilowałam całe ciało i nałożyłam na nie mój ulubiony balsam. Włosy wystylizowałam na niedbałe fale a na twarz nałożyłam naturalny i bardzo delikatny makijaż. Szczerze to już dawno przestałam sie mocniej malować, jakoś lubię siebie bardziej w naturalnym wydaniu i Zbyszek chyba też mnie taką woli.
-Gotowa?- usłyszałam głos Zbyszka który najwidoczniej czeka już na mnie gotowy
-Tak, sekundka...- odpowiedziałam, prysnęłam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami i wyszłam z sypialni
-No, powiem ci że warto było czekać. Jesteś piękna kochanie.- objął mnie
-Dziękuję. Podaj mi proszę płaszcz co?!- usmiechnęłam się do niego lekko
-A może by tak...
-Nawet o tym nie myśl i dawaj mi płaszcz słońce. Ale jeśli po powrocie do domu nie będziesz zalany w trupa to kto wie kto wie.- mrugnełam do niego
-Ok, ale pamiętaj że ja to sobie odbiorę czy tego chcesz czy nie.- pocałował mnie szybko w usta i zaczął sie ubierać
Kiedy weszliśmy do salonu Krzyśka impreza zaczynała się rozkręcać. Cichy Pit stał za stołem jako DJ i puszczał coraz to nowsze hity disco, Fabiaś polewał piekielny trunek a Konar z Buszkiem ustawiali sprzęt do karaoke. Partnerki siatkarzy usadowiły się na kanapie w salonie więc przysiadłam się do Oli od Piotrka i Iwonki które zawzięcie o czymś dyskutowały.
-Hej dziewczynki.- przywitałam się
-Hej Marcelka.- uśmiechnęła się posępnie Ola
-Co jest mała? Co masz taką minę?
-Znowu się pokłóciłam z Piotrkiem. Już nie mam nerwów do niego...- westchnęła
-Co znowu zrobił?- spytałam
-Próbuję z nim gadać no mówiłam wam już, ja mam 23 lata on 25 ja bym chciała już powoli się stabilizować. Nie mówię od razu o ciąży ślubie na 500 osób ale chociaż o jakiejś deklaracji z jego strony. Moi rodzice cały czas twierdzą że Piotrek traktuje mnie jako zabawkę, nie traktuje mnie poważnie. I chyba to faktycznie jest prawda...- zamknęła twarz w dłoniach
-No co ty skarbie... Piotrek cię kocha, świata poza tobą nie widzi. Może nie dojrzał do tego by się zadeklarować.- objęłam ją mocno
-No właśnie, daj mu czas.- wtrąciła Iwonka
-No dobrze. A jeśli faktycznie on się mną bawi i po roku mnie zostawi dla innej?- spojrzała na mnie
-Oluś nawet nie opowiadaj głupot. Przecież to idiotyczne Piotrek taki nie jest...
-Sama nie wiem. Nie będę się tym teraz przejmowała jest impreza idę się napić.- rozluźniła się
-O czym piękne panie nawijają?- koło mnie pojawił się Zbyszek
-O wspaniale że się pojawiłeś kochanie. Jak ja cię dawno nie widziałam. Wiesz jak ja cię bardzo kocham? Jesteś najlepszym narzeczonym jakiego mogłam mieć. Bo widzisz marzy nam się porządny drink a ty robisz najlepsze. To moooooże...- zaczęłam
-Jasne. Już wam przynoszę a ty nie słodź tak bo tego nie kupuję.- pocałował mnie szybko w usta i poszedł do baru do Fabiana
-I dlaczego mój Piotrek taki nie jest co? Dlaczego?- znowu westchnęła Ola
-Proszę cię nie zadręczaj się tym już. Nie ma sensu...- odezwała się Iwona
-No dobra już. - uniosła ręce w geście poddania się
-Proszę bardzo piękne panie drineczki wedle zamówienia. Zdróweczko....- Zbyszek stuknął się z nami szklaneczkami
-Faktycznie zajebisty ten drink. Zrób mi drugiego.- powiedziała Ola
-Zwolnij koleżanko. Nie wypiłaś jeszcze tego a już chcesz nowy.- wtrąciłam
-No a co?! Chcę się upić i to konkretnie.- roześmiała się
-Ok. My idziemy tańczyć. Zibi?!- wstałam i wyciągnęłam rękę w kierunku Bartmana
-A z przyjemnością.- również wstał i skierowalismy się na parkiet
Po krótce opisałam Zbyszkowi sytuację Oli i Pita a ten stwierdził że Piotrek faktycznie mógłby się powoli starać założyć rodzinę. To chyba normalne ale nie u naszego Cichego. Widziałam jak Ola zła na Pitera piła coraz więcej ale nie na tyle by się upić. Jakoś koło godziny 3;00 nad ranem wróciliśmy do domu. Ja od razu padłam na łóżko i zasnęłam. Jako że sen mam lekki to poczułam jak chwilę po mnie na łóżku położył się Zbyszek i wtulony w moje plecy również zasnął.
----------------------------------------
No hej :P
Coś wystukałam sama nawet nie wiem co to jest :D
Mam nadzieję że nie jest to aż tak tragiczne :*
To do następnego czyli że niedługo....
Po wyjściu rodziców długo roztrzęsiona siedziałam wtulona w Zbyszkowy tors. Sama nie wiem jak to się stało że mnie znaleźli i tak bez słowa uprzedzenia. Całe życie miałam już poukładane a oni w jednej sekundzie wszystko zepsuli. Cała moja równowaga duchowa po ich wyjeździe, po tym jak Michał mnie zostawił wszystko się rozsypało w drobny mak. Po co wrócili? Po co w ogóle się do mnie odzywają? Przecież nigdy mnie nie kochali, nigdy ich nie obchodziłam. Po co więc ten cyrk?!
Całe szczęście że Zbyszek w porę wrócił do domu bo nie wiem jak zniosłabym ich przez chociażby minutę dłużej. Całkowicie się rozkleiłam, przez tę ich wizytę nie potrafię się ogarnąć. To mój Zibi próbuje mnie jakoś uspokoić i po chwili mu się to udaje.
-Przepraszam.- wydukałam
-Za co słońce?- zdziwił się
-Zamoczyłam ci bluzę...
-Przestań. Tak właściwie co twoi rodzice tu robili?
-Dowiedzieli się o ślubie i przypomnieli sobie o tym że córkę mają. A ja ich naprawdę nienawidzę. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.- wytarłam oczy
-Obiecuję że dopilnuję tego by cię nie zadręczali. Wytrzyj oczy bo zabieram cie na spacer.- uśmiechnął się
-Co? Ale ty dopiero wróciłeś, pewnie zmęczony jesteś...
-Nie ma ale. Popraw makijaż i wychodzimy. Zamierzam poprawić ci humor.- uśmiechnął się szeroko
-Kocham cię i już to zrobiłeś. Może zostańmy i odpoczniesz co?!
-Marceluś słońce. Nie ma ale.... masz mnie słuchać idź się zbieraj bo zaraz wychodzimy.- pogroził mi palcem
-No już dobrze. Zaraz wracam.- powiedziałam i udałam się do łazienki
Tak jak myślałam musiałam od nowa zrobić cały makijaż bo to co zostało z poprzedniego na mojej twarzy to była istna masakra. No nic więcej na ten temat nie powiem.
Po skończeniu makijażu wyszliśmy ze Zbyszkiem na planowany spacer. To naprawdę pomogło, świeże powietrze i jego obecność obok sprawiły że zapomniałam o tym co dziś się stało.
Najpierw długo spacerowaliśmy a potem Zbyszek zaprosił mnie na obiad do restauracji niedaleko naszego domu. Jak się okazało jutro chłopaki mają wolne od treningu więc największy imprezowicz Rzeszowa czyt. Igiełka zarządził imprezę. Zaczęłam panikować że nie mam co na siebie ubrać ale okazało się że mogę być nawet w dresie czego swoją drogą nie zrobię bo impreza jest w domu Iwonki i Krzyśka. Ucieszyłam się na myśl o tej imprezie no bo po pierwsze imprezy u Ignaczaków zawsze są epickie a po drugie potrzebuję się teraz rozluźnić. W drodze powrotnej do domu Zbyszek oczywiście zakupił 4 flaszeczki trunku- dwa whiskacze i dwie 0,7 czystej wódeczki. Jeżeli każdy z nich przyniesie takie zaopatrzenie to nawet nie chcę wyobrażać sobie w jakim stanie będa siatkarze pod koniec imprezy.
Od razu po wejściu do mieszkania pobiegłam w stronę szafy w celu znalezienia sobie jakiegos stroju. Chłopaki oczywiście nie maja tego problemu ale ja chcę się dobrze prezentować. W sumie sama się sobie dziwię ale bardzo szybko zdecydowałam się na to a do tego takie szpileczki i czerwony lakier na paznokciach. Wzięłam gorący prysznic wydepilowałam całe ciało i nałożyłam na nie mój ulubiony balsam. Włosy wystylizowałam na niedbałe fale a na twarz nałożyłam naturalny i bardzo delikatny makijaż. Szczerze to już dawno przestałam sie mocniej malować, jakoś lubię siebie bardziej w naturalnym wydaniu i Zbyszek chyba też mnie taką woli.
-Gotowa?- usłyszałam głos Zbyszka który najwidoczniej czeka już na mnie gotowy
-Tak, sekundka...- odpowiedziałam, prysnęłam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami i wyszłam z sypialni
-No, powiem ci że warto było czekać. Jesteś piękna kochanie.- objął mnie
-Dziękuję. Podaj mi proszę płaszcz co?!- usmiechnęłam się do niego lekko
-A może by tak...
-Nawet o tym nie myśl i dawaj mi płaszcz słońce. Ale jeśli po powrocie do domu nie będziesz zalany w trupa to kto wie kto wie.- mrugnełam do niego
-Ok, ale pamiętaj że ja to sobie odbiorę czy tego chcesz czy nie.- pocałował mnie szybko w usta i zaczął sie ubierać
Kiedy weszliśmy do salonu Krzyśka impreza zaczynała się rozkręcać. Cichy Pit stał za stołem jako DJ i puszczał coraz to nowsze hity disco, Fabiaś polewał piekielny trunek a Konar z Buszkiem ustawiali sprzęt do karaoke. Partnerki siatkarzy usadowiły się na kanapie w salonie więc przysiadłam się do Oli od Piotrka i Iwonki które zawzięcie o czymś dyskutowały.
-Hej dziewczynki.- przywitałam się
-Hej Marcelka.- uśmiechnęła się posępnie Ola
-Co jest mała? Co masz taką minę?
-Znowu się pokłóciłam z Piotrkiem. Już nie mam nerwów do niego...- westchnęła
-Co znowu zrobił?- spytałam
-Próbuję z nim gadać no mówiłam wam już, ja mam 23 lata on 25 ja bym chciała już powoli się stabilizować. Nie mówię od razu o ciąży ślubie na 500 osób ale chociaż o jakiejś deklaracji z jego strony. Moi rodzice cały czas twierdzą że Piotrek traktuje mnie jako zabawkę, nie traktuje mnie poważnie. I chyba to faktycznie jest prawda...- zamknęła twarz w dłoniach
-No co ty skarbie... Piotrek cię kocha, świata poza tobą nie widzi. Może nie dojrzał do tego by się zadeklarować.- objęłam ją mocno
-No właśnie, daj mu czas.- wtrąciła Iwonka
-No dobrze. A jeśli faktycznie on się mną bawi i po roku mnie zostawi dla innej?- spojrzała na mnie
-Oluś nawet nie opowiadaj głupot. Przecież to idiotyczne Piotrek taki nie jest...
-Sama nie wiem. Nie będę się tym teraz przejmowała jest impreza idę się napić.- rozluźniła się
-O czym piękne panie nawijają?- koło mnie pojawił się Zbyszek
-O wspaniale że się pojawiłeś kochanie. Jak ja cię dawno nie widziałam. Wiesz jak ja cię bardzo kocham? Jesteś najlepszym narzeczonym jakiego mogłam mieć. Bo widzisz marzy nam się porządny drink a ty robisz najlepsze. To moooooże...- zaczęłam
-Jasne. Już wam przynoszę a ty nie słodź tak bo tego nie kupuję.- pocałował mnie szybko w usta i poszedł do baru do Fabiana
-I dlaczego mój Piotrek taki nie jest co? Dlaczego?- znowu westchnęła Ola
-Proszę cię nie zadręczaj się tym już. Nie ma sensu...- odezwała się Iwona
-No dobra już. - uniosła ręce w geście poddania się
-Proszę bardzo piękne panie drineczki wedle zamówienia. Zdróweczko....- Zbyszek stuknął się z nami szklaneczkami
-Faktycznie zajebisty ten drink. Zrób mi drugiego.- powiedziała Ola
-Zwolnij koleżanko. Nie wypiłaś jeszcze tego a już chcesz nowy.- wtrąciłam
-No a co?! Chcę się upić i to konkretnie.- roześmiała się
-Ok. My idziemy tańczyć. Zibi?!- wstałam i wyciągnęłam rękę w kierunku Bartmana
-A z przyjemnością.- również wstał i skierowalismy się na parkiet
Po krótce opisałam Zbyszkowi sytuację Oli i Pita a ten stwierdził że Piotrek faktycznie mógłby się powoli starać założyć rodzinę. To chyba normalne ale nie u naszego Cichego. Widziałam jak Ola zła na Pitera piła coraz więcej ale nie na tyle by się upić. Jakoś koło godziny 3;00 nad ranem wróciliśmy do domu. Ja od razu padłam na łóżko i zasnęłam. Jako że sen mam lekki to poczułam jak chwilę po mnie na łóżku położył się Zbyszek i wtulony w moje plecy również zasnął.
----------------------------------------
No hej :P
Coś wystukałam sama nawet nie wiem co to jest :D
Mam nadzieję że nie jest to aż tak tragiczne :*
To do następnego czyli że niedługo....
niedziela, 6 września 2015
Rozdział 57.
<Zbyszek>
Od wizyty rodziców minęły już jakieś 4 dni a ja widzę jak Marcela przejęła się słowami mamy. Co chwila biega coś zmienia tak by wizja naszego ślubu spodobałą się mojej mamusi. Zaczyna mnie to denerwować ale staram sie nie denerwować bardziej mojej ukochanej bo wiem ile ją kosztuje takie bieganie i załatwianie wszystkiego. Rozdaliśmi i rozesłaliśmy już wszystkie zaproszenia, co dziwne udało nam się to zrobić bardzo szybko. Staram się jej pomagać jak mogę ale treningi zajmują mi większość czasu a jutro rano jedziemy na mecz wyjazdowy do Bełchatowa.
Obudziłęm się jako pierwszy, Marela jeszcze sobie pochrapywała więc postanowiłem zrobić jej jakieś śniadanie. Wstałem po cichu i udałem się do kuchn i wcześniej zamykając drzwi do sypialni. Szybko nastawiłem kawę w ekspresie i zacząłem zmagać się z naleśnikami. Naleśniki są bardzo proste i do tego smakują mojej Marceli więc postawiłem na nie. Zajęło mi to jakieś 30 minut ale z gotowym śniadaniem na tacy po cichu wszedłem do sypialni. Marcela tylko się poruszyła i wtulona w poduszke spała dalej. Zadziwia mnie to jaki ona ma dobry i mocny sen. Odstawiłem tacę i powoli zacząłęm budzić brunetkę całując ją za uchem.
-Która godzina?- wychrypiała
-Przed dziewiątą, Możemy jeszcze poleniuchować bo trening mam dopiero o 11.00.- uśmiechnąłem się
-Co? O nie ja mam jechać w sprawie obrusów na stoły i muszę zmienić zastawę stołową. Nie mam czasu...- szybko się podniosła
-O co to to nie. Siadaj i zjedz. Nigdzie nie jedziesz.!- złapałem ją w talii
-Ale Zbyszek...
-Nie ma żadnego ale. Zastawa jest ok i obrusy też nie rozumiem co ty chcesz zmieniać?!
-To ty nie rozumiesz że wszystko musi być idealnie wiesz jak zależy na tym twoim rodzicom.- westchnęła
-Miśka słuchaj.... to jest nasz ślub nasze wesele a nie moich rodziców. Zamęczysz się tym wszystkim a ja nie mogę już na to patrzeć, Wszystko jest pięknie a ja nie chcę żebyś cokolwiek zmieniała.
-Zbyszek ja się poprostu boję tego ślubu. Chciałabym mieć to już za sobą.
-A ja właśnie nie. Nie mogę się doczekać kiedy zobaczę cię w białej sukni i kiedy nałożę ci na palec obrączkę. To ma być nasz slub a nie moich rodziców.- uśmiechnąłem się do niej
-Pokażę ci co już załatwiłam. I muszę zapłacić zaliczke na bukiet ślubny. Pokażę ci.- chwyciła za laptopa
-Ehh no dobrze.- westchnąłem
-Spójrz. Może być?- pokazała mi bukiet na zdjęciu
-Oczywiście. Piękny ale jak wiesz jestem facetem nie przywiązuję do tego takiej wagi jak ty....- uśmiechnąłem się
-Wiem ale chcę ci pokazać jakich wyborów dokonuję. Na stołach i ścianach będzie dominował blady róż taki jak na kwiatach. Myślałam nad czerwonym albo fioletem ale Ola powiedziała że to takie oklepane więc odrzuciłam te pomysły. Na stołach chcę postawić....-zaczęła mi nawijać więc szybko ją pocałowałem
-O co chodzi? Dlaczego mi przerwaleś?- spytała jak tylko się oderwaliśmy od siebie
-Chciałem żebyś chociaż na chwilę przestała mówić i myśleć o tym ślubie.- powiedziałem z uśmiechem
-Wariat.- roześmiała się
Na szczęście resztę przedpołudnia spędziliśmy bez gadania już o ślubie. Marcela wykonała pare przelewów i na tym skończyliśmy na dziś ten temat. Umówiliśmy się na spacer po moim treningu i ja niestety musiałem wyjść,
<Marcela>
Może Zbyszek ma rację i może faktycznie za bardzo przejmuję się tym weselem. Co ja poradzę że boję się że rodzina Zbyszka stwierdzi że do niego nie pasuję bo przecież on to wielki siatkarz najlepszy jakiego znam a ja... ja jestem zwykłą cichą i przeciętną Marcelą.
W trakcie ubierania się dostałam e-maila w sprawie wyboru słodyczy na candy bar. Westchnęłam głośno i ubrałam na siebie to. Włosy spięłam w wysokiego kucyka na twarz nałożyłam delikatny i naturalny makijaż, Zaczęłam zbierać swoje rzeczy do torebki kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. W przekonaniu że to Ola szybko otworzyłam ale to co zbaczyłam totalnie mnie osłupiło. Nie wiem jak na to zareagować jedyne co mi przychodzi do głowy to zamknięcie drzwi i rozpłakanie sie. No bo jak inaczej mam przywitać moich rodziców... tak właśnie rodziców tych którzy mnie nigdy nie kochali i zostawili a sami wyjechali do Grecji. Nie dzwonili nie pisali a teraz nagle zjawiają się przed moim domem z usmiechami przyklejonymi do twarzy.
-Co tu robicie?- pytam oschle
-Skarbie jak ty wypiękniałaś. Tak tęskniliśmy.- mama wtuliła się we mnie
-Bez cyrków. A tak na serio?- odsunęłam się od niej
-Możemy wejść czy tak będziemy tu stali?- odezwał się tata
-Trochę się śpieszę...- westchnęłam- Wejdźcie.- wpuściłąm ich
-Ładnie mieszkacie z tym twoim siatkarzem.- powiedziała mama
-Dziękujemy. Mogę wiedzieć jaki jest cel waszej wizyty.?
-No wiesz zdziwiliśmy się że nie dotarła do nas koperta z zaproszeniem na ślub. Chyba gdzieś się zgubiła na poczcie więc postanowiliśmy się zjawić i uprzedzić że chętnie pojawimy się na slubie.- tata usiadł na kanapie
-Żadna koperta się nie zgubiła, ja was poprostu nie zapraszałam. Skąd w ogóle wiecie że wychodzę za mąż?!
-Od twojej matki chrzestnej. Spotkaliśmy się z nią przypadkiem i tak wyszło. Swoją drogą powinnismy mieć żal do ciebie że nas pominęłaś w zaproszeniach...
-Wy macie żal? Wy.!!!- wytrzeszczyłam oczy
-Zrobiłabyś nam jakąś kawę czy coś. Droga była dosyć długa...- westchnęła matka
-Dobrze.- powiedziałam zrezygnowana i poszłam do kuchni
Za jakieś 15 minut powinien wrócić Zbyszek a oni dalej siedzą i nic do niech nie dociera. Staram się na spokojnie wytłumaczyć im że mają się wynosić z mojego życia ale na próżno. Dopiero kiedy matka z ojcem chcą mi zacząć pomagać w przygotowaniach do ślubu wybucham:
-Czy wy macie rozum? Wy jesteście nienormalni. Zjawiacie się po takim czasie i jak gdyby nigdy nic chcecie mi pomagać. Czy wam rozum odjęło.- krzyknęłam
-Nie podnoś głosu.- wtrącił ojciec
-Będę podnosiła głos. Jestem u siebie w domu a wy nie jesteście tu mile widziani. Skrzywdziliście mnie i to bardzo a teraz jak gdyby nic się nie stało zgrywacie dobrych rodziców. To nie jest fair.- do oczu napłynęły mi łzy
-Marcelina my nie byliśmy gotowi na rodzicielstwo i dlatego...- zaczęła matka
-Gówno mnie to obchodzi. Ja was nie chcę znać rozumiecie to?! Nienawidzę was dociera to do was?!!
-Nie mów tak do nas. Mimo wszystko jesteś naszą córką.!
-Nieprawda. Ja nie mam rodziców. Nigdy ich nie miałam i miała nie będę. Koniec kropka a teraz dowidzenia.- wybuchłam płaczem
-Marcela nie mów tak. My cię kochamy.- mama podeszła do mnie
-Nie dotykaj mnie. Nigdy mnie mnie kochaliście i nie chcieliście. Nie chcę na was patrzeć. Wyjdźcie.! No już.- krzyknęłam
-Co tu się dzieje?- w drzwiach zobaczyłam zdziwionego Zbyszka
-Oni wychodzą. Nie chcę ich tu.- powiedziałam i szybko wtuliłam się w Bartmanowy tors
-To nie jest tak. My ją kochamy to nasza córka.- powiedział ojciec
-Proszę wyjść. Moja narzeczona nie życzy sobie państwa tutaj. Dowidzenia.- pokazał im drzwi
-Ale...- zaczęła dukać mama
-Nie ma ale. Powiedziałem dowidzenia.- jedną ręką gładził mi włosy a druga wskazywał im drogę do drzwi
-Jeszcze porozmawiamy jak ochłoniesz. Dowidzenia.- powiedziała matka i oboje z ojcem wyszli
-Już dobrze. Już sobie poszli. -Zbyszek mnie mocno przytulił
-Przepraszam cię. Nie wiem skąd oni się tu wzięli. Ja nie mam pojęcia jak mnie znaleźli...
-Nie przepraszaj słońce. Już ich nie ma nie płacz.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam sie nikle
-Kocham cie malutka. Proszę nie płacz już.- pocałował mnie w czubek głowy
--------------------------------------------------------------
Jestem.! Żyję.! Nie umarłam.! Ten blog też jeszcze żyje.! :)
niedziela, 2 sierpnia 2015
Rozdział 56.
-Jakiś czas potem-
No więc mamy październik. Mistrzostwa Świata już chwile za nami a moje kochane orzełki wywalczyli na nich złote medale. Tak dokładnie.... jesteśmy mistrzami świata. Dalej nie mogę uwierzyć w to że nam się udało i pokonaliśmy wszystkie drużyny. Zdarzyła nam się porażką, niestety z USA poleglismy ale i tak to Polska jest krajem mistrzów.
Kiedy chłopaki trenowali ja zaczęłam załatwiać szczegóły dotyczące ślubu. Zbyszek jak tylko może mi pomaga ale nie chce dokładać mu zajęć bo treningi i tak nieźle dają mu w kość. Na szczęście udało mi się załatwić salę na wesele na dnia 9 grudnia. Druga sobota grudnia więc raczej już zimno. W kościele też z księdzem dogadałam się bez problemu wiec pozostają takie szczegóły jak suknia ślubna, garnitur dla Zbyszka, menu weselne, kwiaty i orkiestra. Zaproszenia już zamówiłam są już w drukarni i za dwa dni mam je odebrać.
Zbyszek podpisał z Resovia kontrakt na następne dwa lata wiec nie musze się martwić ze przed końcem studiów będę musiała jechać na koniec świata za moim mężem.
Zbyszek podpisał z Resovia kontrakt na następne dwa lata wiec nie musze się martwić ze przed końcem studiów będę musiała jechać na koniec świata za moim mężem.
Dziś piątek dzień jak każdy inny. Zbyszek poszedł na popołudniowy trening a ja zaczęłam przygotowywać nam jakiś obiad. Bobek plata mi się między nogami a w radiu lecą aktualne hity. Sama nie zauważam kiedy zaczynam nucic sobie tekst piosenki lecacej w radiu. Wtedy właśnie moje śpiewanie przerywa mi dzwonek do drzwi. Wycieram szybko ręce w ściereczke i razem z Bobkiem idziemy otworzyć.
Oczy prawie wyskakują mi z orbit kiedy w progu widzę rodziców Zbyszka.
Oczy prawie wyskakują mi z orbit kiedy w progu widzę rodziców Zbyszka.
-Dzien dobry kochanie.- od razu przytuliła mnie pani Jadwiga
-Yyy dzień dobry. Jaka niespodzianka...- wydukalam
-Wiemy ze was zaskoczylismy ale koniecznie chcieliśmy z wami porozmawiać o czymś bardzo ważnym.
-No Zbyszek jeszcze nie wrócił z treningu ale proszę zapraszam do środka.- wypuściłam ich do mieszkania
-Dziękujemy bardzo. Swoją drogą promieniejesz kochanie. Slicznie wyglądasz.- powiedziała pani Jadzia
-Eeee tam. Czego się państwo napijecie.?
-Poproszę kawę jeśli można.- uśmiechnął się pan Leon
-Ja również poproszę kawę.- dopowiedziala jego małżonka
-Yyy dzień dobry. Jaka niespodzianka...- wydukalam
-Wiemy ze was zaskoczylismy ale koniecznie chcieliśmy z wami porozmawiać o czymś bardzo ważnym.
-No Zbyszek jeszcze nie wrócił z treningu ale proszę zapraszam do środka.- wypuściłam ich do mieszkania
-Dziękujemy bardzo. Swoją drogą promieniejesz kochanie. Slicznie wyglądasz.- powiedziała pani Jadzia
-Eeee tam. Czego się państwo napijecie.?
-Poproszę kawę jeśli można.- uśmiechnął się pan Leon
-Ja również poproszę kawę.- dopowiedziala jego małżonka
Ogólnie rzecz ujmując bardzo dobrze dogaduje się z rodzicami mojego Zbyszka. Oni też mnie chyba lubią bo co chwila mi to okazują. Pani Jadwiga zaproponowała mi pomoc przy dokończeniu obiadu a w tym czasie pan Leon zajął się telewizją. Razem z mamą Zbyszka szybko skonczylysmy obiad i do siadlysmy się do pana Leona. Jak to zawsze bywa pani Jadzia od razu zaczęła temat ślubu i przygotowań. Musiałam pokazać jej wzór zaproszeń oraz sale weselna. Wtedy do domu wrócił mój Zbyszek.
-Już jestem.- usłyszłałam jego głos z przedpokoju
-Super bo mamy gości.- odpowiedziałam
-Kto nas nawiedził?- spytał i wszedł do salonu
-Rodzice twoi cię nawiedzili.- odpowiedziała mu jego mama
-Ooo no cześć. Co tu robicie?- oczy Zbyszka przypominały mu 5 złoty
-To już nie można wpaść do naszego jedynego syna w odwiedziny?!- pani Jadzia mocno wtuliła się w Zbyszka
-Można... bardzo się cieszę że przyjechaliście.- roześmiał się Zbyszek
-Marcela się nami zajęła więc długo nie czekaliśmy na ciebie. Usiądź tu koło nas i opowiadaj co słychać.- wtrącił pan Leon
-W sumie to nic specjalnego, treningi, dom i Marcela zajmują mi całe dnie.
-Podać ci obiad? Jesteś głodny?- spytałam
-Bardzo. Podawaj.- pocałował mnie w policzek
Po skończonym posiłku wyszło co jest powodem przyjazdu moich przyszłych teściów. Mama Zbyszka delikatnie zaczęła podpytywać w sprawach dotyczących ślubu.
-Marcelinko, powiedz proszę kupiłaś już suknię ślubną?
-Jadzia już zaczynasz...- wtrącił pan Leon
-Cicho siedź ja tu z panną młodą rozmawiam. Więc jak?
-Właściwie tak. Znalazłam prawie idealną ale kilka szczegółów mi się nie podobało więc jest w trakcie poprawek.
-Myślałam że może pomogę ci w poszukiwaniach ale widzę że sobie poradziłaś.- westchnęła
-Przepraszam nie wiedziałam. Ola od Piotrka Nowakowskiego pomogła mi w wyborze.
-Nie przepraszaj. Mam nadzieję że będziesz pięknie wyglądać na ślubie...
-Dla mnie mogłaby nawet iść w worku i tak będzie najpiękniejsza.- odezwał się Zbyszek
-Co ty tam wiesz synu. Na slubie będzie cała rodzina to musi być spektakularne. Pamiętasz ślub ciotki Zosi?!
-Mamo...- jęknął Zbyszek
-Jadziu błagam.- wtrącił Leon
-Aaaa róbcie co chcecie żeby tylko potem nie było na mnie jak nas Zośka wyśmieje dobrze?!
-Może pójdzie pani ze mną na przymiarkę, Wtedy powie mi pani jak się suknia podoba. Zawsze będzie można coś zmienić?!- wtrąciłam by ratować sytuację
-Dobrze skarbie, bardzo chętnie. Dziękuję.- uśmiechnęła sie do mnie
<Zbyszek>
Wizyta rodziców, trening, cały dzień był dla mnie bardzo męczący. Zaraz po wyjściu rodziców czyli jakoś koło 19;00 poszedłem wziąć prysznic. Zaraz po mnie łazienkę zajeła Marcela a jej tam zeszło o wiele dlużej niż mi.
Zacząłem czytać jakąś książke w sumie przeczytałem chyba z 10 stron kiedy ta weszła do pokoju i szybko wskoczyła pod kołdrę. Od razu wtuliła się we mnie więc odłożyłem moją lekturę i mocno ją przytuliłem. Uwielbiam takie chwile bo wtedy dopiero dociera do mnie jak wielki skarb trzymam w ramionachi jak bardzo jest ona dla mnie ważna. Złożyłem na jej czole delikatny jak piórko pocałunek a ta wtedy spojrzałą na mnie
-Zbyś a o co chodziło z tą ciotką Zosią co?
-Ehhh nie przejmuj się mamą. Ona chce żeby ten ślub był idealny tak jak ona chce ale to nasz ślub a nie jej.- westchnąłem cięzko
-Tu nie o nią chodzi. Zastanawia mnie dlaczego o niej wspomniała poprostu...
-Pamiętasz to zaproszenie na ślub które dostaliśmy w trakcie mistrzostw?- spytałem
-No tak nie poszliśmy na to wesele z wiadomych powodów.- odpowiedziała
-No więc to był ślub córki ciotki Zośki. Mama i tata na nim byli i mi wszystko opowiedzieli. Wyobraź sobie pałac w Paryżu, Wszystko idealne jak z żurnala jakiegoś. Dzieci ciotki Zośki zawsze były idealne a my byliśmy gorsi pod każdym względem. Dlatego mama chce pokazać ciotce że nas też stać na wesele jak z katalogu.
-No tak. Czyli musimy się postarać żeby u nas nie było gorzej.- uśmiechnęła sie do mnie
-Wiesz że ja nie musze mieć tego wszystkiego. Tej całej otoczki?-spytalem ją
-Wiem ale chcę żeby moi teściowie byli dumni że mają taka synową jaką mają. Chcę pokazać twojej rodzinie że na ciebie zasługuję.
-Głupiutka nie musisz tego robić. Zasługujesz na mnie w pełni. Nie mam co do tego wątpliwości.
-Wiesz ja nie mam rodziców więc chcę żeby twoi mnie chociaż polubili.- spojrzała na mnie czule
-Oni cię kochają już teraz. Powtarzam ci wyluzuj i nie przejmuj się tak tym wszystkim.
-Tak łatwo ci mówić. Ty nie musisz się starać o względy teściów.
-Myślałaś żeby się do nich odezwać? Nie masz z nimi kontaktu odkąd wyjechali kiedy byłaś jeszcze z Kubiakiem?!
-Nie raz o tym myślałam ale jakoś coś mnie blokuje. To oni mnie zostawili a nie ja ich oni zawsze się mną nie przejmowali. Mam dla nich przygotowane zaproszenie na ślub i za każdym razem kiedy chcę je wysłać myśle o tym jaką krzywdę mi wyrządzili.- z jej oczu popłynęły łzy
-Nie płacz skarbie. Nie mówmy o tym skoro to cię tak boli. Swoją drogą mam dla ciebie niespodziankę którą jutro ci pokaże....
-Co? Co to za niespodzianka?- przetarła oczy
-Nie mogę powiedzieć bo wtedy nie będzie niespodzianki. Musisz poczekać do jutra.
-To strasznie długoo...- przeciągnęła
-Ja jakoś umilę ci czekanie słońce.- powiedziałem i ją pocałowałem
Na początku nasz pocałunek był delikatny i subtelny ale potem przerodził się w prawdziwą walkę języków. Moje ręce od razu powędrowały pod koszulkę Marceli, a ona też nie była mi dłużna. Reszty możecie się domyslać ale jedno wam powiem... było wspaniale.
Kiedy się obudziłem Marceliny nie było już w łóżku. Przetarłem oczy i wstałem. Ubrałem bokserki i zacząłem szukać mojej narzeczonej. Okazało się że na blacie na wyspie kuchennej stał cały talerz kanapek a w ekspresie jest cały dzbanek świeżo zaparzonej kawy. Zdziwiłem się ale kiedy podszedłem do drzwi łazienki okazało się że są zamknięte. No tak... Marcela i łazienka to nierozłączny wręcz duet. Nalałem sobie kawy do kubka z logiem Resovi i usiadłem na krześle obok kanapek. Po jakiś 15 minutach z łazienki wyszła moja wybranka. Strój miała dosyć intrygujący więc spytałem
-Wybierasz się gdzieś?
-O już nie śpisz. Idę trochę pobiegać chcę pooddychać świeżym powietrzem.- uśmiechnęła się i założyła na siebie bluzę w kolorze dresu i zapięła ją zostawiając pod biustem rozpięte
-Yhym no nie śpię. A mogę się wybrać z tobą?
-Jeśli się pośpieszysz to możesz iść ze mną.- mrugnęła do mnie i upiła ode mnie łyk kawy
-Daj mi dwie minuty ok?- spytałem
-Czekam na ciebie na dole.- uśmiechnęła się do mnie i poszła w stronę drzwi
Poderwałem się z miejsca i szybko z szafy wyjąłem dres. Ubranie się zajęło mi dosłownie trzy minuty. Szybko zamknąłem mieszkanie i zbiegłem po klatce schodowej w dół.
Przed blokiem zobaczyłem ja jakiś koleś zagaduje mi Marcelę. Szybko podszedłem do nich i zagadałem:
-Jestem skabie.- powiedziałem i uśmiechnąłem się do brunetki
-Super. To co lecimy?- spytała
-Jasne.- odpowiedziałem
-No to my musimy uciekać miło było zamienić z tobą te kilka zdań. Do zobaczeenia.- uśmiechnęła się do tamtego typa a chwilę potem biegliśmy przez park ramie w ramię
-Kto to był?- spytałem
-Ale że kto?
-Ten typ spod bloku.
-Nasz nowy sąsiad z bloku obok. Chciał się przywitać tylko. Jest lekarzem.- powiedziała
-Taki młody i już lekarz?- zdziwiłem się
-Tak się złożyło że ja też się zdziwiłam ale on ma 28 lat. Tylko wygląda na tak młodego.- westchnęła
-Ooo widzę że sporo o nim wiesz.
-Znowu będziesz zazdrosny?- rozesmiała się
-Nie.!- zaprzeczyłem niezgodnie z prawdą
-Oj Zbyszek ale ty jesteś zabawny.- ruszyła do przodu
-Ta niespodzianka to był jednak dobry pomysł.- mruknąłem
-Mówiłes coś?- odwróciła się
-Nie nie.- od razu odpowiedziałem
Po powrocie do domu po kolei każde z nas wzięło prysznic. Uzgodniliśmy że od tej pory będziemy biegać razem. Zjedliśmy śniadanie a potem kazałęm się Marceli szykować do wyjścia. Ja sam założyłem jeansy z dziurą na kolanie, czarne nike z białym znakiem, białą dopasowaną podkoszulkę a na to czarną kurtkę. Marcela ubrała czarne rurki, brązowe botki na obcasie, brązowy płaszczyk i czarny szalik.
Całą drogę pytała mnie co to za niespodzianka a ja coraz bardziej zaczynałem się martwić czy niespodzianka się jej spodoba. Wymysliłem to jakiś tydzień po urodzinach Marceliny i mam nadzieje że wszystko wypali. Jakiś kilometr przed metą naszej podrózy mimo wielu sprzeciwów zawiązałem Marceli oczy. Kiedy dojechalismy wziąłem ją na ręce i zaniosłem w odpowiednie miejsce. Widziałem jej podekscytownie i serce zaczęło podchodzić mi do gardła. Powoli odwiązałem jej chustę z oczu a kiedy otworzyłą oczy jej mina była.... sam nawet nie wiem jaka.
---------------------------------------------------------
-W sumie to nic specjalnego, treningi, dom i Marcela zajmują mi całe dnie.
-Podać ci obiad? Jesteś głodny?- spytałam
-Bardzo. Podawaj.- pocałował mnie w policzek
Po skończonym posiłku wyszło co jest powodem przyjazdu moich przyszłych teściów. Mama Zbyszka delikatnie zaczęła podpytywać w sprawach dotyczących ślubu.
-Marcelinko, powiedz proszę kupiłaś już suknię ślubną?
-Jadzia już zaczynasz...- wtrącił pan Leon
-Cicho siedź ja tu z panną młodą rozmawiam. Więc jak?
-Właściwie tak. Znalazłam prawie idealną ale kilka szczegółów mi się nie podobało więc jest w trakcie poprawek.
-Myślałam że może pomogę ci w poszukiwaniach ale widzę że sobie poradziłaś.- westchnęła
-Przepraszam nie wiedziałam. Ola od Piotrka Nowakowskiego pomogła mi w wyborze.
-Nie przepraszaj. Mam nadzieję że będziesz pięknie wyglądać na ślubie...
-Dla mnie mogłaby nawet iść w worku i tak będzie najpiękniejsza.- odezwał się Zbyszek
-Co ty tam wiesz synu. Na slubie będzie cała rodzina to musi być spektakularne. Pamiętasz ślub ciotki Zosi?!
-Mamo...- jęknął Zbyszek
-Jadziu błagam.- wtrącił Leon
-Aaaa róbcie co chcecie żeby tylko potem nie było na mnie jak nas Zośka wyśmieje dobrze?!
-Może pójdzie pani ze mną na przymiarkę, Wtedy powie mi pani jak się suknia podoba. Zawsze będzie można coś zmienić?!- wtrąciłam by ratować sytuację
-Dobrze skarbie, bardzo chętnie. Dziękuję.- uśmiechnęła sie do mnie
<Zbyszek>
Wizyta rodziców, trening, cały dzień był dla mnie bardzo męczący. Zaraz po wyjściu rodziców czyli jakoś koło 19;00 poszedłem wziąć prysznic. Zaraz po mnie łazienkę zajeła Marcela a jej tam zeszło o wiele dlużej niż mi.
Zacząłem czytać jakąś książke w sumie przeczytałem chyba z 10 stron kiedy ta weszła do pokoju i szybko wskoczyła pod kołdrę. Od razu wtuliła się we mnie więc odłożyłem moją lekturę i mocno ją przytuliłem. Uwielbiam takie chwile bo wtedy dopiero dociera do mnie jak wielki skarb trzymam w ramionachi jak bardzo jest ona dla mnie ważna. Złożyłem na jej czole delikatny jak piórko pocałunek a ta wtedy spojrzałą na mnie
-Zbyś a o co chodziło z tą ciotką Zosią co?
-Ehhh nie przejmuj się mamą. Ona chce żeby ten ślub był idealny tak jak ona chce ale to nasz ślub a nie jej.- westchnąłem cięzko
-Tu nie o nią chodzi. Zastanawia mnie dlaczego o niej wspomniała poprostu...
-Pamiętasz to zaproszenie na ślub które dostaliśmy w trakcie mistrzostw?- spytałem
-No tak nie poszliśmy na to wesele z wiadomych powodów.- odpowiedziała
-No więc to był ślub córki ciotki Zośki. Mama i tata na nim byli i mi wszystko opowiedzieli. Wyobraź sobie pałac w Paryżu, Wszystko idealne jak z żurnala jakiegoś. Dzieci ciotki Zośki zawsze były idealne a my byliśmy gorsi pod każdym względem. Dlatego mama chce pokazać ciotce że nas też stać na wesele jak z katalogu.
-No tak. Czyli musimy się postarać żeby u nas nie było gorzej.- uśmiechnęła sie do mnie
-Wiesz że ja nie musze mieć tego wszystkiego. Tej całej otoczki?-spytalem ją
-Wiem ale chcę żeby moi teściowie byli dumni że mają taka synową jaką mają. Chcę pokazać twojej rodzinie że na ciebie zasługuję.
-Głupiutka nie musisz tego robić. Zasługujesz na mnie w pełni. Nie mam co do tego wątpliwości.
-Wiesz ja nie mam rodziców więc chcę żeby twoi mnie chociaż polubili.- spojrzała na mnie czule
-Oni cię kochają już teraz. Powtarzam ci wyluzuj i nie przejmuj się tak tym wszystkim.
-Tak łatwo ci mówić. Ty nie musisz się starać o względy teściów.
-Myślałaś żeby się do nich odezwać? Nie masz z nimi kontaktu odkąd wyjechali kiedy byłaś jeszcze z Kubiakiem?!
-Nie raz o tym myślałam ale jakoś coś mnie blokuje. To oni mnie zostawili a nie ja ich oni zawsze się mną nie przejmowali. Mam dla nich przygotowane zaproszenie na ślub i za każdym razem kiedy chcę je wysłać myśle o tym jaką krzywdę mi wyrządzili.- z jej oczu popłynęły łzy
-Nie płacz skarbie. Nie mówmy o tym skoro to cię tak boli. Swoją drogą mam dla ciebie niespodziankę którą jutro ci pokaże....
-Co? Co to za niespodzianka?- przetarła oczy
-Nie mogę powiedzieć bo wtedy nie będzie niespodzianki. Musisz poczekać do jutra.
-To strasznie długoo...- przeciągnęła
-Ja jakoś umilę ci czekanie słońce.- powiedziałem i ją pocałowałem
Na początku nasz pocałunek był delikatny i subtelny ale potem przerodził się w prawdziwą walkę języków. Moje ręce od razu powędrowały pod koszulkę Marceli, a ona też nie była mi dłużna. Reszty możecie się domyslać ale jedno wam powiem... było wspaniale.
Kiedy się obudziłem Marceliny nie było już w łóżku. Przetarłem oczy i wstałem. Ubrałem bokserki i zacząłem szukać mojej narzeczonej. Okazało się że na blacie na wyspie kuchennej stał cały talerz kanapek a w ekspresie jest cały dzbanek świeżo zaparzonej kawy. Zdziwiłem się ale kiedy podszedłem do drzwi łazienki okazało się że są zamknięte. No tak... Marcela i łazienka to nierozłączny wręcz duet. Nalałem sobie kawy do kubka z logiem Resovi i usiadłem na krześle obok kanapek. Po jakiś 15 minutach z łazienki wyszła moja wybranka. Strój miała dosyć intrygujący więc spytałem
-Wybierasz się gdzieś?
-O już nie śpisz. Idę trochę pobiegać chcę pooddychać świeżym powietrzem.- uśmiechnęła się i założyła na siebie bluzę w kolorze dresu i zapięła ją zostawiając pod biustem rozpięte
-Yhym no nie śpię. A mogę się wybrać z tobą?
-Jeśli się pośpieszysz to możesz iść ze mną.- mrugnęła do mnie i upiła ode mnie łyk kawy
-Daj mi dwie minuty ok?- spytałem
-Czekam na ciebie na dole.- uśmiechnęła się do mnie i poszła w stronę drzwi
Poderwałem się z miejsca i szybko z szafy wyjąłem dres. Ubranie się zajęło mi dosłownie trzy minuty. Szybko zamknąłem mieszkanie i zbiegłem po klatce schodowej w dół.
Przed blokiem zobaczyłem ja jakiś koleś zagaduje mi Marcelę. Szybko podszedłem do nich i zagadałem:
-Jestem skabie.- powiedziałem i uśmiechnąłem się do brunetki
-Super. To co lecimy?- spytała
-Jasne.- odpowiedziałem
-No to my musimy uciekać miło było zamienić z tobą te kilka zdań. Do zobaczeenia.- uśmiechnęła się do tamtego typa a chwilę potem biegliśmy przez park ramie w ramię
-Kto to był?- spytałem
-Ale że kto?
-Ten typ spod bloku.
-Nasz nowy sąsiad z bloku obok. Chciał się przywitać tylko. Jest lekarzem.- powiedziała
-Taki młody i już lekarz?- zdziwiłem się
-Tak się złożyło że ja też się zdziwiłam ale on ma 28 lat. Tylko wygląda na tak młodego.- westchnęła
-Ooo widzę że sporo o nim wiesz.
-Znowu będziesz zazdrosny?- rozesmiała się
-Nie.!- zaprzeczyłem niezgodnie z prawdą
-Oj Zbyszek ale ty jesteś zabawny.- ruszyła do przodu
-Ta niespodzianka to był jednak dobry pomysł.- mruknąłem
-Mówiłes coś?- odwróciła się
-Nie nie.- od razu odpowiedziałem
Po powrocie do domu po kolei każde z nas wzięło prysznic. Uzgodniliśmy że od tej pory będziemy biegać razem. Zjedliśmy śniadanie a potem kazałęm się Marceli szykować do wyjścia. Ja sam założyłem jeansy z dziurą na kolanie, czarne nike z białym znakiem, białą dopasowaną podkoszulkę a na to czarną kurtkę. Marcela ubrała czarne rurki, brązowe botki na obcasie, brązowy płaszczyk i czarny szalik.
Całą drogę pytała mnie co to za niespodzianka a ja coraz bardziej zaczynałem się martwić czy niespodzianka się jej spodoba. Wymysliłem to jakiś tydzień po urodzinach Marceliny i mam nadzieje że wszystko wypali. Jakiś kilometr przed metą naszej podrózy mimo wielu sprzeciwów zawiązałem Marceli oczy. Kiedy dojechalismy wziąłem ją na ręce i zaniosłem w odpowiednie miejsce. Widziałem jej podekscytownie i serce zaczęło podchodzić mi do gardła. Powoli odwiązałem jej chustę z oczu a kiedy otworzyłą oczy jej mina była.... sam nawet nie wiem jaka.
---------------------------------------------------------
Subskrybuj:
Posty (Atom)